Sam zamknął oczy, chcąc znaleźć się jak najdalej stąd. Piwnica, w której się znajdował była ciemna, zimna i pachniała pleśnią. Leżał na starym materacu, którego sprężyny dawno przebiły zużyty materiał. W ciemności rozróżniał jedynie zamazane sylwetki przedmiotów, bo w nocy nigdy nie docierało tu światło. Dookoła niego porozwalane były pudła, puste butelki i kawałki szkła, którymi najeżona była podłoga.
Próbował wziąć głębszy oddech, natychmiast tego pożałował. Pisnął żałośnie, starając się nie zachowywać zbyt głośno. Nie ważne jak źle było nie chciał by jego ojciec zszedł na dół i dokończył robotę. Może gdyby był uważniejszy nie leżał by teraz na dnie piwnicy, mając nadzieję, że przeżyje do jutra. Wtedy pewnie matka zajdzie na dół i da mu jakieś stare leki i zostawi z resztką śniadania.
Wiedział, że nie mieszkał ze swoimi prawdziwymi rodzicami, niemal codziennie przypominano mu o tym. Nie miał pojęcia jak inaczej mógł ich nazwać, więc po prostu został przy tym. Tak było łatwiej i nie budziło niczyich podejrzeń. Dziś znowu zrobił coś nie tak. W sumie nie wiedział co, ale rozzłościł swojego ojca, który postanowił go ukarać.
Ah, pewnie znów coś poruszył mimo, że tego nie dotknął. Coraz częściej zdarzało się, że przedmioty same zmieniały swoje miejsce, ale nikt ich nie dotykał. Z jakiegoś powodu to zawsze na niego spadała wina. Teraz również leżał na podłodze. Nie wiedział, która część ciała bolała go najbardziej. Może wszystkie.
Od dawna chciał się stąd wynieść, uciec i zapomnieć o tym miejscu, ale za każdym razem gdy chociaż pomyślał o tym spadała na niego kolejna kara. Tak, jakby jego rodzinka miała zapalnik, który uruchamiały jego myśli. Czuł się jak w pułapce, z której z łatwością mógłby uciec. Jednak gdyby tak było to nie byłaby to pułapka. Ostrożnie poruszył nogą, jednak ból w biodrze sprawił, że do jego oczu natychmiast napłynęły łzy. Przeklął w duchu, bojąc się wydać jakiś głośniejszy dźwięk.
Jego rodzice spali tuż nad nim, a ściany były cienkie. Nocami Sam słyszał wszystko, nawet rzeczy, których wolał nie słyszeć. Nagle usłyszał dźwięk i natychmiast zamarł jak słup soli. Ogarnął go strach, który powoli opanowywał go całkowicie. Słyszał skrzypienie łóżka na górze i kroki w sypialni. Skulił się w sobie, mając nadzieję, że kara nie będzie zbyt surowa.
Nagle znów usłyszał ten sam dźwięk i kroki ustały na chwilę. Sam otworzył oczy i spojrzał na drzwi. Widział światło przez cienką szparę pod drzwiami. Ktoś pukał, ale nie miał pojęcia o co chodziło. Kto mógłby najść ich w środku nocy. Drgnął, skrzypnięcie drzwi, a w następnej sekundzie głośny łoskot.
Chciał uciec, schować się gdzieś w piwnicy, ale wiedział, że nie jest w stanie podnieść się z miejsca, nie mówiąc już o chodzeniu. Słyszał głosy, ale nie był w stanie zrozumieć ani jednego zdania. Wiedział jedynie, że dudniący głos teraz przepełniony był strachem. Jeszcze nigdy nie słyszał czegoś takiego w głosie ojca.
Szybko kolejne kroki oznajmiły obudzenie się pozostałych domowników. Jeden z jego braci warknął coś, ale łupnięcie oznajmiło, że został szybko spacyfikowany. Sam nie miał pojęcia co się dzieje. Próbował się ruszyć, ale natychmiast jęknął i zrezygnował. Jeśli napastnik go zaatakuje to i tak nie miał szans.
W końcu wszystko ucichło. Sam usłyszał jak klamka przekręca się. Zmarszczył brwi nie słysząc wcześniej szczęknięcia klucza. Drzwi otworzyły się, a światło z korytarza wlało się na dół do piwnicy. Sam przymknął oczy starając przyzwyczaić się do jasności. Ze strachem obserwował sylwetkę, która szybkim krokiem zeszła po schodach w dół.
Dopiero teraz mógł zobaczyć stojącego nad nim mężczyznę, który spoglądał na niego. Zdziwiło go to jak na niego patrzy. -Słyszysz mnie?- Sam spojrzał na niego i mruknął coś w odpowiedzi. Nie był nawet pewnie co mężczyzna od niego chciał. Nie był w stanie mówić, bo jego gardło było wyschnięte na wiór. Nie miał pojęcia co taki ktoś robi w tej dziurze. Blondyn był dobrze ubrany, wyglądał dość arystokratycznie i dziwnie.
Sam wiedział, że mówił coś do niego, ale nie był w stanie zrozumieć co. Jego mózg odmawiał mu posłuszeństwa. Spiął się, gdy nagle poczuł jak mężczyzna przykłada mu coś do ust. Niechętnie wypił zawartość małego flakonu, krzywiąc się. Cokolwiek to było na pewno nie było syropem na kaszel, do którego był przyzwyczajony. Po chwili jednak odetchnął z ulgą, gdy ból zniknął. -Słyszysz mnie?- Sam znów skupił swój wzrok na mężczyźnie. -Zabiorę cię stąd. Potrzebujesz lekarza.
Chłopak próbował zaprotestować, ale nie miał na to siły. Co gorszego mogło go tam czekać? Został ostrożnie podniesiony. Nagle cały świat zawirował przed nim i Sam niemal krzyknął zaskoczony. Przerażony zacisnął powieki i uchylił je dopiero, gdy poczuł delikatny wiatr na skórze. Jego oczom ukazał się ogromny dom. -Zabiorę cię do sypialni. Potrzebujesz odpoczynku.
Sam obserwował dom, chłonąc każdy detal. Nie miał pojęcia co się działo. Był zdezorientowany, huczało mu w głowie i najchętniej zasnąłby w ciepłych objęciach. Został wniesiony po schodach na górę. Nagle jedne z drzwi w długim korytarzu otworzyły się i wyszła z nich blondwłosa kobieta.
Jej wzrok od razu spoczął na nich. Narcyza podeszła i spojrzała na swojego męża porozumiewawczo. Lucjusz natychmiast wszedł do sypialni, którą opuściła kobieta. Był wściekły. Co prawda nie dawał tego po sobie pokazać, ale stan chłopaka przeraził go. Wszędzie miał siniaki, wyglądał na wychudzonego i zmęczonego. Położył go w łóżku i przelotnie pogłaskał po głowie. Chłopak jedynie cały czas podążał za nim wzrokiem, leżąc cicho jak mysz. Lucjusz skierował się do stolika i nalał trochę ciepłego naparu do filiżanki. Sądząc po zastawie Narcyza liczyła na spokojną rozmowę przy herbacie i ciasteczkach. Żadne z nich nie było zadowolone z tego, jak cała sytuacja się rozwinęła.
Postawił filiżankę na stoliku nocnym i pomógł chłopakowi usiąść na łóżku.- To herbata.- powiedział, podając mu naczynie. Chłopak wypił je z wdzięcznością.
-Co ja tu robię?- spytał chłopak odsuwając filiżankę od siebie. Postawił ją na stoliku i spojrzał na niego.
-Na razie to nieważne. Zaraz powinien przyjść medyk i cię obejrzeć.- Lucjusz uciszył jego pytania przynajmniej na chwilę. Drzwi otworzyły się i stanęły w nich trzy osoby. Blondyn niemal zgromił swoją żonę wzrokiem, widząc Draco stojącego obok niej. Severus skinął mu głową i wyciągnął różdżkę.
W tym momencie chłopak drgnął, a jego oczy rozszerzyły się.- Co to jest?- spytał, patrząc z podejrzeniem na kij. Cała czwórka spojrzała na niego zaskoczona.
-To różdżka.- odpowiedział Lucjusz, starając się zachować spokój.
-Różdżka? Serio? Nie wiem po co wam ten kij, ale to mi na sprzęt medyczny nie wygląda.- chłopak spojrzał na niego sceptycznie. Nie miał pojęcia gdzie się znajdował.- Może mi jeszcze powiecie, że jesteście wróżkami.- sarknął na koniec, kręcąc głową.
-Jesteśmy czarodziejami.- odpowiedziała kobieta spokojnie, uśmiechając się do niego łagodnie.
-To są żarty? Jeśli tak to dość kiepskie.- powiedział chłopak, marszcząc brwi. Obrócił głowę, gdy kątem oka zauważył światło. Niemal krzyknął, widząc zielony płomień wydobywający się z czegoś, co wziął za kij. Zamrugał i przesunął dłoń nad płomień. Natychmiast zabrał ją zaskoczony, czując ciepło. Nie umiał tego wyjaśnić.- Zwariowałem. Odbiła mi palma.
-Uspokój się. Nikt ci nie powiedział? Przecież sam jesteś czarodziejem.- Lucjusz powiedział, znów przykuwając uwagę chłopaka.
-Ja? Czarodziejem? Brzmi fajnie i w ogóle, ale… to nie ma sensu.- chłopak potarł skronie zdezorientowany. Całe te wyjaśnienia nie trzymały się kupy. Palący się kij i czarodzieje. Czuł się jak bohater jakiegoś idiotycznego opowiadania, w którym autor wsadził go w nieprawdopodobną sytuację i liczył, że się ogarnie.
-Nigdy nic dziwnego się nie działo? Żadnych poruszających się rzeczy? Znikających?- spytała blondynka. Dopiero teraz Sam zauważył drugiego nastolatka, który przyglądał mu się z zainteresowaniem. Był z pewnością starszy od niego.
-Działo, ale… Czy odpowiedź na to musi być tak nierealistyczna?- odpowiedział pytaniem. Zamknął oczy i westchnął. Przynajmniej nie czuł bólu. Kobieta uśmiechnęła się do niego pocieszająco.
-Leo?- Lucjusz bezskutecznie starał się zwrócić uwagę chłopaka. W końcu ostrożnie dotknął jego nogi, a ten w odpowiedzi niemal podskoczył.- Severus jest medykiem, pozwól mu się obejrzeć. Eliksir przeciwbólowy podziała jeszcze chwilę, ale i tak powinieneś się położyć.
Sam skinął głową. Musiał przyznać, że miał ochotę się przespać. Szczególnie, że to łóżko było chyba najlepszym w jakim spał. Mężczyzna pomógł mu się położyć. Nadal z niedowierzaniem patrzył jak coś, co uważał za kij wypuściło złoty… dym? Nie wiedział jak to opisać. Obserwował jak z niczego w powietrzu pojawił się kawałek papieru, a na nim słowa. To było niewytłumaczalne. Miał wrażenie, że wsadzono go w odcinek jakiegoś serialu. To byłby jeden z tych odcinków, w których bohater we śnie znajduje się w skrzywionej rzeczywistości.
Wkrótce złoto wyparowało.- Potrzebuję kilku dodatkowych eliksirów, ale na szczęście nie ma ran, które zagrażałyby jego życiu.- czarnowłosy spojrzał na drogą kartkę i podał ją starszemu blondynowi. Sam czuł się zaniepokojony tym, że nie pokazano mu co się na niej znajduje.- Ma tylko lekki wstrząs mózgu. Kilka dni w łóżku i powinien czuć się lepiej.
-Nie martw się tym. -blondyn spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko. Czarnowłosy mężczyzna opuścił pomieszczenie i Sam powiódł za nim wzrokiem. Miał bardzo surową twarz, a do tego wyglądał dość dziwnie. -Jutro wszystko ci wyjaśnię. Zaraz dostaniesz leki i zostawimy cię, żebyś odpoczął w spokoju.
Sam skinął głową. Nie sądził by minęło dużo czasu nim ten dziwny mężczyzna wrócił do pomieszczenia. Jak mu było? Sam nie mógł sobie przypomnieć nic poza początkiem. Postanowił więc nazywać mężczyznę Sev mimo tego, że nie pasowało to do niego zupełnie. Musiał jednak mieć jakieś rozeznanie w tych ludziach. Szczególnie trójce blondynów, którzy chyba byli rodziną. Rodzice i syn. To pasowało do siebie.
Sam posłusznie wypił wszystko co zostało mu podane, choć każda kolejna mikstura zdawała się smakować jeszcze gorzej niż poprzednia. Z wdzięcznością przyjął więc filiżankę herbaty oferowaną przez panią domu. Został ostrożnie przykryty kołdrą, która była śliska i miękka.
Nagle ogarnęło go zmęczenie, a on nie miał zamiaru protestować. Nie przeszkadzało mu nawet to, że ma na sobie ubranie. Wszyscy opuścili pokój, życząc mu dobrej nocy i Sam usnął w wygodnym łóżku.
[+++]
-Nie zareagował.- skwitowała kobieta, przechodząc się po sypialni.
-Dlaczego miałby? Nie miał pojęcia, że magia istnieje, ciężko mu będzie się przekonać. Nie mówiąc już o fakcie bycia naszym synem.- odpowiedział Lucjusz, siadając na brzegu królewskiego łóżka.- Nie mogłem się powstrzymać, choć wiedziałem, że to mało prawdopodobne, że się odwróci.
-Poza tym ma problem ze słuchem. Widziałeś wynik. Trzeba go zabrać do specjalisty.- Narcyza spojrzała na niego, a potem na widok za oknem. Lucjusz uśmiechnął się. Leo nawet nie zadecydował czy będzie chciał z nimi zostać, a ta już zaplanowała następny miesiąc.- Wiem co myślisz. Tak, już się przywiązałam. Mimo, że nie wygląda jak nasz syn.
-To głupie drzwi*. Stary idiota.- Narcyza uśmiechnęła się lekko, słysząc komentarz swojego męża.- Będę musiał porozmawiać z Severusem o eliksirze, który zlikwidowałby zaklęcia maskują ma się teraz czym przejmować. Potrzeba nam czasu.
-Wiem, powinnam być cierpliwa. - Narcyza uśmiechnęła się.- Mówisz tak jakbym to ja wtargnęła do czyjegoś domu.
-Cicho Cyziu, cicho.- blondyn wstał i uśmiechnął się.- Najwyższy czas, żebyśmy się położyli.
-Najpierw kąpiel.- mruknęła.- Żeby nie marnować czasu idziemy razem.- uśmiechnęła się sugestywnie, obracając na pięcie i skierowała się do łazienki.
[+++]
*z ang. Dumb Door
Nie wiem czy pojawi się tu coś jeszcze i kiedy. Nie będę nic obiecywać, bo nie mam ochoty stresować się przez innych. Nie mam już niestety do tego zdrowia.
