Poranne promienie słońca wesoło tańczyły na jej spokojnej twarzy. Już od dłuższego czasu nie spała, leżała na plecach uśmiechając się na wspomnienie o dzisiejszym dniu. Spojrzała na zegarek. Dochodziła ósma,leniwie przeciągnęła się w łóżku i ziewnęła potęż odkryła kołdrę, jednak momentalnie się zreflektowałłód owiał jej odkryte nogi. Wzdrygnęła się, jednak nie wróciła z powrotem pod kołdrę. Kiedy bosymi stopami dotknęła zimnej posadzki jej ciałem wstrząsnął kolejny dreszcz.Uśmiechnęła się delikatnie, lubiła chłód. Sama nie była do końca przekonana dlaczego. Może to uczucie, że oplata ją całą,spowija każdy zakamarek ciała tak bardzo ją fascynowało. W kusej piżamie podeszła do ogromnej szafy, rozpoczynając w ten sposób rutynowe poranne czynności.

- Bywało gorzej – pocieszyła się spoglądając w lustro. Beżowy kardigan, pasujący do brązowego szala idealnie podkreślał jej kolor oczu. Uśmiechnęła się lekko, zarzucając na siebie kurtkę w jasnobrązowym ła na zegarek, w biegu dopiła łyk kawy i pospiesznie wyszła z domu, zamykając za sobą drzwi. Ruch na stacji był wzmożony,dziewczyna kupiwszy bilet skierowała się na odpowiedni ąg z elektronicznym napisem „Dartford" oczekiwał już na pasażerów. Hermiona, wsiadając bez wahania zajęła pierwsze z brzegu miejsce.

Krajobraz za oknem nie ulegał zbyt dużej zmianie. Słońce dopiero co niedawno rozpoczęło swoją wędrówkę, więc jednostajny widok trochę ją nużył.Zaczęła przyglądać się ludziom, ich strapionym czasem wręcz nieporadnym mino. W takich momentach śmiała się w duchu sama z siebie, że pomimo tego, iż jest pełnoprawną czarownicą nadal zachowuje się jak zwykły mugol. Przecież, równie dobrze,aby dostać się do doliny Godryka mogła się teleportować. Oparła głowę o siedzenie przymykając lekko oczy, wsłuchując się w równomierny stukot pogrążyła się w marzeniach.

-Ty chyba jesteś jakaś nienormalna! -krzyknął Harry. Hermiona ze spokojem upijała kolejny łyk kawy pozwalając przyjacielowi wyrzucić swoje nic nie znaczące pretensje. - I jeszcze masz wszystko w dupie! Opanuj się Hermiono,tak nie może być!

-Skończyłeś..? - odstawiła kubek, i odszukała wzrokiem Ginny – bardzo dobra kawa moja droga, ty zawsze wiesz jak mi dogodzić – uśmiechnęła się przyjaźnie, całkowicie ignorując poirytowanego mężczyznę. Potter niewytrzymująca napięcia huknął pięścią w stół.

-Och, już nie popisuj się tak. Nie robisz na nikim wrażenia. - brązowooka odchyliła się delikatnie do tyłu krzyżując ręce na piersi. Mężczyzna, dysząc ciężko piorunował ją wzrokiem z przeciwległej strony stołu. Ginny, widząc niebezpiecznie rosnącą agresję męża postanowiła zareagować.

-Posłuchaj Hermiono... - zaczęła spokojnie siadając koło przyjaciółki – Harry – spojrzała na męża znacząco – chciał ci tylko dać do zrozumienia, że się o ciebie martwi. Masz dwadzieścia pięć lat, i nadal jesteś samotna... - zawahała się na chwilę widząc zdegustowaną minę przyjaciółki – ja.. to znaczy, my zastanawialiśmy się czy naprawdę nie dała byś Ronowi kolejnej szansy... - spuściła wzrok i dodała ciszej – jemu ciągle na tobie zależy.

-Ale mi na nim nie – wstała gwałtownie strącając przy tym ze stołu kubek z kawą. Zaklęła siarczyście pod nosem wyciągając różdżkę, aby naprawić szkodę. Oddychała ciężko, próbując pojąc dlaczego pozwoliła po raz kolejny wciągnąć się w tą głupi dyskusję.

-Kiedyś – zaczęła – może i to miałoby sens, jednak nie teraz, nie po tym wszystkim

-Ale on naprawdę nie chciał cię zdradzić..- zaczął Harry.

-Och! Naprawdę? Który raz masz na myśli? - rzuciła w stronę przyjaciela poirytowane spojrzenie.

-Och.. to jednak.. - miotał się brunet.

-Tak Panie Potter, wiem o wszystkim, i wiesz co – spojrzała wściekle na zmieszaną Ginny – jeszcze kilka dni temu miałaś do mnie pretensje, że nie mówię ci wszystkiego, a tak naprawdę karmiłaś mnie cały czas kłamstwami – mówiła spokojnie napawając się ich coraz większym zażenowaniem – i wiesz co Ginny, teraz będę z tobą i twoim „cudownym" mężulkiem szczera. Staliście się razem z Ronem, zdegenerowaną bandą pyszałków, którym woda sodowa uderzyła do głowy.- nawet nie protestowali, co młodą kobietę jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że ma rację – I co przyjemnie się słucha prawdy o sobie i to jeszcze z ust przyjaciółki, którą się okłamywało przez ponad rok? - zebrała swoje rzeczy ze stołu, i skierowała się do wyjścia – I wiecie co, jesteście żałośni.. - dodała, patrząc na mieszkanie które w każdym calu spowite było luksusem – już Malfoy, jest bardziej skromny. - dodała trzaskając drzwiami na odchodne.

Wiedziała, że to się tak skoń się w niej gotowało, jednak mała cząstka jej serca była zadowolona, wręcz dumna z tego, że zerwała tą chorą przyjaźń.Ostry jesienny wiatr, rozwiał jej brązowe loki. Chciała zatrzymać się, aby odgarnąć niesforne kosmyki z twarzy, jednak w tym samym momencie ktoś zaszedł jej drogę. Podniosła niechętnie wzrok,domyślała się z kim za chwilę będzie miała tą przyjemność zamienić parę słów. Skrzywiła się zniesmaczenia na widok rudej czupryny Ronalda. Chłopak uśmiechnął się do niej przyjaźnie, nie mając pojęcia o klęsce swoich przyjaciół.

-I co się tak szczerzysz? Zdążyłeś już zaliczyć w tym tygodniu kolejną dziesiątkę głupich i ślepo zakochanych w tobie idiotek? - uśmiechnęła się ironicznie, wiedziała, że chłopak jest zbyt naiwny, a jej słowa całkowicie go wytrącą z równowagi.

-Ale.. - spojrzał na nią zagubiony
-Nie ale, tylko na pewno zaliczyłeś. - jej uśmiech jeszcze bardziej się pogłębił – w końcu jesteś wielki Ronald Wesley. - podniosła głos - Wielki love-las z małym... - nie pozwolił jej dokończyć. Pospiesznie zakrył jej usta i rozejrzał się nerwowo. Hermiona, zaczęła się dławić własnym śmiechem. Dopiero kiedy ją puścił, zaczęła śmiać się na dobre.
-Nie dziwie się, że nikt cię nie chce – warknął zdegustowany.
-Ależ Ronaldzie, jak miło mi to słyszeć. A wiesz co? Ja się nie dziwię, że ze swoim rozmiarem nie potrafisz zatrzymać przy sobie jednej na dłużej i wiesz co – udała zamyśloną – te dziewczyny chyba w ogóle nie są świadome że się z tobą kochały. Bo cię nie czuły w środku! - jeszcze bardziej się roześmiała. Chłopak skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na nią gniewnie.
-Jesteś żałosna.. - podsumował kręcąc z niedowierzania głową.
-A ty niestały w uczuciach, leniwy, nieumiejący niczego docenić, głupi, próżny, strachliwy, bez własnej osobowości, polegający tylko na innych.. - spojrzała mu w oczy -mam jeszcze wymieniać?
-Daruj sobie.. - warknął mijając ją i odchodząc w stronę domu swojego przyjaciela. Parsknęła śmiechem na widok poirytowanego rudzielca.
-A jednak dzień nie musi być do końca stracony – uśmiechnęła się, skręcając w ciemną uliczkę, aby teleportować się do zawsze tętniącego życiem Londynu.

Minęło kilka dni od tamtego zajścia,jednak żadne z jej byłych przyjaciół nie pofatygowało się nawet z pytaniem, jak się ona z tym wszystkim czuje. Nie mówiąc już nawet o banalnym słowie „Przepraszam". Hermiona starała się nie dopuszczać do siebie tej myśli, że najzwyczajniej w świecie została wykorzystana. Zawsze była gotowa poświęcić wszystko dla nich, sprawić, aby na ich strapionych twarzach zagościł uśmiech, a teraz, kiedy sama potrzebowała pomocy wszyscy się od niej odwrócili.

Siedziała na parapecie i podziwiała zabiegany Londyn. Niebo było pochmurne jednak to poprawiało jej humor. Napisała już dzisiaj dwa artykuły, więc całe popołudnie miała wolne. Oparła głowę o zimną ścianę i uśmiechnęła się,uświadamiając sobie, jak bardzo kocha swoją pracę. Dawała jej ona tyle swobody co żadna inna. Pisała kiedy i gdzie chciała, była odizolowana i odporna na ten cały fałsz, który spowijał świat, ponieważ ona tylko o nim pisała. Ta cała obłuda napawała ją obrzydzeniem, a zdrada własnych wartości była dla niej równia z samobójstwem.

Podniosła głowę, słońce powoli zachodziło. Postanowiła się przejść, kto wie, może odwiedzi jakąś kawiarnie. Szybko się ubrała i wyszła z mieszkania,zamykając za sobą drzwi. Ulice były zatłoczone, jednak nie przeszkadzało jej to, krążyła między ludźmi uważając, aby kogoś mocno nie potrącić. Kiedy dotarła w końcu na miejsce,opadła zmęczona na krzesło wypuszczając donośnie powietrze z płuc. Rozejrzała się dookoła, mała przytulna kawiarenka do której zawitała miała w sobie to specyficzne coś co sprawiało, że zawsze tutaj wracała. Cicha muzyka, wpływała kojąco na jej nerwy i pozwalała na wszystko spojrzeć z innej perspektywy. Czekając na zamówienie, wyciągnęła mocno sfatygowaną książkę i zaczęła czytać. Niedoszła do pierwszej kropki, kiedy ktoś brutalnie jej przerwał.

-Nie wiem, czy te kudły zasłaniały Pani widoczność, ale tu – wskazał na płaszcz na przeciwległym krześle – było zajęte – warknął w stronę lekko zmieszanej Hermiony.

-Wybaczy Pan.. - zaczęła, jednak kiedy podniosła głowę to co ujrzała całkowicie ją zbiło z tropu. Bowiem, przed nią stał Severus Snape we własnej, sarkastycznej i wrednej osobie. Mężczyzna zmrużył oczy, wiedział, że skądś zna tą twarz i kudły, jednak nie był do końca pewien skąd

-Ale zawsze tutaj siadam, takie niepisane prawo profesorze Snape – odparła uśmiechając się na widok jego zagubienia.

-Granger.. - wysyczał siadając naprzeciwko zdziwionej Gryfonki

-Jak już mówiłam.. - powiedziała, zamykając z impetem książkę – ja tutaj zawsze siadam.

-Masz pecha Granger – warknął – zajęte – dodał uśmiechając się cynicznie – a teraz jak na grzeczną gryfonkę przystało zabierz swoje zabaweczki i znajdź sobie inny stolik

-Wie Pan co – pochyliła się w jego stronę – nie sądziłam, że można z wiekiem stawać się jeszcze większym dupkiem niż się było, a Pan jak zawsze zaskakuje. - wyprostowała się – pozwoli Pan, że jednak wezmę sobie Pana uwagę do serca Sir, i zmienię miejsce, bowiem nawet kawa mogłaby się wydać niesmaczna w takim towarzystwie.

Zabierając swoje rzeczy, nie raczyła zaszczycić go nawet jednym spojrzeniem. Uśmiechnął się ironicznie, na jej zachowanie.

-Jak zawsze zbyt dumna, aby zmierzyć się z kimś lepszym od siebie.. Ach! Ta gryfońska odwaga – zironizował dobrze wiedząc, że tym sposobem zyska popołudniową rozrywkę w postaci naśmiewania się z nieporadnej upartości Granger. I tym razem, jego intuicja była niezawodna.