[2a]

.

.

Grudzień minął w mieszanych emocjach. Niemal codziennie Kiba odtwarzał w myślach seks z Kankuro; szczególnie kiedy już leżał w łóżku.

Po zastanej notatce Inuzuki niemal zerwał pościel z łóżka, jakby to mogło wymazać ich wspólną noc z pamięci i rzucił ją w kąt. Kilka dni później wciskał nos w poszewki tylko po to żeby poczuć zapach piaskowego ninji. Był taki żałosny.

Nienawidził się za to i nienawidził Kankuro, że doprowadził go do takiego stanu.

W styczniu dostał zlecenie na misję razem z tym chujem z Suna. Nie wiedział jak to zniesie. To znaczy, przecież przeszło mu codzienne myślenie o ich seksie, ale nie wiedział jak zachowa się właściwie widząc tego złośliwego dupka.

Oczywiście ten kretyn nie mógł uciąć kilku złośliwych żartów pod adresem Kiby i ich wspólnej nocy. Inuzuka zastanawiała się czy może zabić Kankuro na misji i powiedzieć, że to przeciwnik wykończył Suna. To wydawało się rozwiązaniem wszystkich jego problemów.

Po przekroczeniu granicy państwa Jezior zatrzymali się na noc w zajeździe. Kiba nienawidził się za to że na myśl o łóżku pomyślał o silnych ramionach Kankuro. W tym momencie uderzył głową o kontuar recepcji aby przywołać się do porządku. Dziewczyna za ladą odskoczyła wystraszona hukiem. Kankuro spojrzał zdziwiony na Inuzukę, ale nic nie powiedział.

Rozeszli się do swoich pokoi. Kibie przeszło przez myśl raz czy dwa aby przespać się ponownie z Lalkarzem. To byłby tylko seks, nie znaczyłby nic. Żeby tylko poczuć te mocne ramiona, te pełne wargi, to ciepło, ciężar, tę niepojętą zmysłowość jakiej nabierał Suna w łóżku. Nie powinien myśleć tak o Kankuro, przecież go nienawidził, przecież nie chciał być na misji z nim, przecież przez niego skamlał z rozpaczy przez pół grudnia!

Następnego dnia zaczynali misję. Miał to być jedynie zwiad na tak zwanej „ziemi niczyjej": pomiędzy krajem Ognia, Wiatru i Ziemi leżało więcej niż kilka drobnych państw niezamieszkanych przez shinobi. Były to świetne punkty, aby mieć oko na oponenta z bezpiecznej odległości. Spodziewano się kilku ninja z Iwa o podobnej misji, ale nie konkretnego przeciwnika.

Najwyraźniej pech Kiby prześladował go, bo zamiast płotek doczekali się shinobi z prawdziwego zdarzenia. Ledwo rozpoczęła się ich walka a Inuzuki stracił animusz. Nie miał też czasu przejmować się Kankuro. Z resztą, ten był potężnym shinobi, i to nie tak że Kiba miał się o co martwić.

Szybko zostali rozdzieleni: Lalkarza przeciwnik ściągnął do doliny, Inuzuki został na wzgórzu.

Kwadrans później i jeden rozszarpany jonin, i Kiba pobiegł szukać tego chuja z Suna.

ale byłby ubaw gdyby miał kłopoty!" zaśmiał się do siebie Inuzuka. Mógłby uratować Kankuro i karta dłużnika odwróciłaby się.

Na dole zobaczył zniszczenia spowodowane walką. Najdziwniejsze były lodowe drzewa: skostniałe do rdzenia, zamienione w bryłę lodu. To wyglądało przerażająco i Inuzuki żałował swoich żartów o kłopotach Kankuro.

Znalazł ich na zamarzniętym jeziorze. Kankuro – z tego co Kiba pamiętał – był słaby w otwartej walce. Do tego był siny z zimna, skostniały tak że z trudem poruszał się. Może przeciwnik próbował zmienić go w bryłę lodu, jak te drzewa?

Kiba na razie obserwował walkę Kankuro.

Ruszył kiedy przeciwnik skoczył na shinobi z Suna. Tak szybko, że zdawał się nie dotykać lodu. Kankuro pociągnął za sznurki marionetki, ale Inuzuki widział, że Lalkarz nie zasłoni się przed ciosem. Kiba skoczył na lód. Suna miał takie szczęście, że psi chłopak był szybszy od „Żółtej Błyskawicy z Konoha". Inuzuki przeszedł między nogami Kankuro, odbił się rękoma od powierzchni lodu i odepchnął przeciwnika. Ten uśmiechnął się jedynie. Sekundę później w stronę shinobi powędrowały lodowe ostrza przebijające zamarzniętą taflę jeziora spod spodu.

– Ty durniu. – syknął Kankuro ciągnąc go za kołnierz kurtki do tyłu, za siebie. Kiba nie chciał żeby Suna znowu bronił go. Kankuro zasłonił się lalką, a ta została rozerwana przez ostrza, które w kontakcie z przedmiotem zaczynały przypominać odnóża stawonogów: szarpać i rozrywać, dźgać, jakby miały własną, upośledzoną świadomość.

– Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. To była ostatnia marionetka! – fuknął Kankuro jak rozwścieczony kot. Kiba przełknął głośno. Nie chciał denerwować piaskowego ninji.

– Użyj mnie. – powiedział Inuzuka. Sam nie wierzył, że to mówił.

– Co? – zapytał zdziwiony Kankuro.

– Użyj mnie. Mną kieruj. Znasz jego sztuczki, a ja mam ruchy, aby ich uniknąć. – powiedział niepewnie Kiba. Sam nie wiedział czy miał ochotę się w to pakować. Na ustach Suna zatańczył głupi uśmieszek.

– Musisz mi dać pewną swobodę ruchów. – rzucił Inuzuka, kiedy Kankuro wyciągnął w jego stronę dłoń.

– Okej… – rzucił szybko i przyłożył palec wskazujący do prawej łopatki Inuzuki.

– Musisz mi dać tylko szansę zbliżyć się do niego. – powiedział Kiba kiedy Kankuro przyłożył kciuk do jego lędźwi. Nie był pewien po co Suna tyle sznurków uczepionych niego.

– Może zaboleć za pierwszym razem. – rzucił Kankuro kiedy Inuzuki stanął między nim a przeciwnikiem.

– Zabol––– Aaaaa! – krzyknął Kiba kiedy tajemniczy prąd przeszył jego ciało. Ledwo ustał na nogach.

– Mówiłem. – niemal zaśmiał się ten złośliwy chuj z Suna.

Później już nie bolało.

Kankuro nie kierował nim całkowicie, nie miał absolutnej kontroli nad jego ruchami. Jedynie szarpał nim w odpowiednim kierunku, kiedy nadciągał atak, którego Kiba nie wiedział. Tego techniki rodowe często czyniły ślepym i głuchym przez prędkość z jaką poruszał się. Posiadanie na polu walki drugiej pary oczu było nieocenione. Kankuro widział to co działo się za Inuzuką, obok niego, ponieważ sam Kiba widział tylko to co miał przed sobą. Choć sznurki Lalkarza miały swoje wady, szczególnie ten w okolicy lędźwi tworzył jakieś dziwne napięcie.

Gdy Inuzuka znalazł się blisko przeciwnika wysunął z rękawa nóż i wbił go pod brodę shinobi mając nadzieję trafić w pień mózgu.

– O kurwa! – zaklęli niemal jednocześnie z Kankuro gdy ciało martwego przeciwnika zaczęło się rozdymać. Kiba poczuł zimny hak za paskiem spodni ciągnący do w tył, od przeciwnika. Ciało wybuchło rozpryskując wokoło ostre kawałki lodu. Inuzukiego zacięło kilka w ramiona i łydki, ale nic poważnego.

Usiadł na lodzie u stóp Kankuro. Temu spod rozerwanego ubrania wystawała gruba lina, której koniec był za paskiem Inuzuki. Wyjął hak zza spodni.

Już Kiba chciał coś powiedzieć kiedy Kankuro wpadł pod lód a ten zasklepił się nad nim. Niewiele myśląc, Kiba uderzył weń z całych sił. Stanął na wodzie. Piaskowy ninja wynurzył się. Inuzuki chciał mu pomóc, ale ten go odtrącił. Jego zęby szczękały z zimna.

– Chodź na ląd. Będzie miał mniejsze szanse. – powiedział Kiba. Lalkarz drżał na cały ciele. Zeszli z jeziora, a Kiba zdjął swoja kurtkę i podał ją Kankuro. Ostatecznie nie chciał żeby ten dureń dostał zapalenia płuc.

– Poradzę sobie. – rzucił w złości shinobi z Suna, choć trząsł się z zimna.

– Chodź raz zamknij się i weź ją! – warknął Inuzuki. Usłyszał plusk wody i odskoczyli obaj jak najdalej. Przeciwnik wyszedł spokojnie na brzeg, bez lęku i zastanowienia. Kiba już ruszył na niego, ale ten uniósł dłoń w górę.

– To nasza ziemia. – powiedział mężczyzna patrząc twardo na shinobi. Inuzuki spojrzał na niego nie rozumiejąc na początku o co chodzi.

– Jeszcze się przekonany. – warknął Kiba szykując się do skoku. Rzucił się na przeciwnika. Kankuro wywołał technikę, która sprawiła, że mężczyzna zapadł się do połowy łydki w grunt. Kiba skoczył na niego trzymając kunai przy jego gardle.

– Jeśli zabijesz mnie na naszej ziemi to wywołasz wojnę. – powiedział spokojnie przeciwnik. Inuzuki spojrzał na Kankuro szukając u niego podpowiedzi co zrobić.

– Mówisz że to wasza ziemia? Wasza wasza? Macie to na papierze? – rzucił piaskowy ninja.

– Mamy. Stacjonujemy tu od niemal roku. – Kiba zszedł z mężczyzny. Ten wstał i dumnie otrzepał ubranie, jakby Inuzuka widział czcigodnego Haishiego Hyuugę.

– Echehehe… – zaśmiał się nerwowo Kiba. Kankuro spojrzał na niego przerażony. Wiedział że Kiba zabił swojego przeciwnika.

– Nie mówicie serio z tą wojną, nie? – zapytał nerwowo Inuzuka. Przeciwnik uśmiechnął się. Iwa–gakure zawsze polowało na rejony państwa Ognia. – Powinniście krzyczeć od razu, że to wasza ziemia.

– Masz szczęście, że mój przyjaciel jest nieumarłym i po złożeniu go jest dobry niczym nowy. – powiedział mężczyzna z kpiącym uśmiechem. Kiba odetchnął niemal z ulgą. Tego brakowałoby żeby wywołał wojnę. Kankuro też wyraźnie ulżyło.

– To cenna ziemia, nie pilnuje jej byle kto. Radzę wam wracać do domów nim stanie się wam krzywda. – powiedział mężczyzna spokojnie.

– Mamy uwierzyć, że puścisz nas tak po prostu? – zapytał z drwiną Kankuro.

– Po tym jak zabiłem Twojego kolegę? Prawie zabiłem? – rzucił z zastanowieniem Kiba. – Rozszarpałem? Najpierw grozisz nam wojną, a teraz puszczasz?

– Jeśli koniecznie chcecie wojny... – rzucił shinobi z Iwa z kpiącym uśmiechem. – Powiedzmy, że jeśli będziemy potrzebować czegokolwiek to znajdziemy was.

– Nie liczyłbym na wielkie przysługi na Twoim miejscu. – rzucił Inuzuka. Wiedział że nic nie było darowane za darmo, ale nie miał zamiaru zdradzić Konohy spłacając dług. – Twój kolega jakoś nie krzyczał „jesteście na naszym terytorium", a i ja mam zamiar napisać w raporcie, że „debile nie sprawdzili informacji co do ziemi niczyjej, która najwyraźniej należy do Iwa–gakure". Nie zastraszysz mnie.

– Nie masz pojęcia o handlu przysługami, prawda? – zapytał przeciwnik.

– Nie lubię robić sobie wokoło pióra. – rzucił Kiba. Shinobi z Iwa spojrzał na niego twardo. Czy szykował się do ataku? Może. Inuzuki nie zdejmował z przeciwnika czujnego spojrzenia. – Nie chcesz czasem zebrać swojego kolegi w całość? Jego fragmenty walają się po wzgórzu.

– Nie chcesz zabrać swojego do ciepłego pomieszczenia? Wygląda jakby miał zaraz zejść z zimna. – Kiba spojrzał na Kankuro. Ten naprawdę nie wyglądał dobrze. Kąpiel w zamarzniętym jeziorze na pewno odbiła się na jego kondycji. Inuzuki mierzył się spojrzeniami z przeciwnikiem jeszcze przez kilka sekund, ale widział, że Lalkarz musi wrócić do zajazdu i wygrzać się, bo w przeciwnym razie Inuzukiego czeka opieka nad jednym shinobi z Suna: bardzo chorym, bardzo daleko od domu, bez medyka.

– Na trzy rozejdziemy się. – rzucił Kankuro zachrypniętym głosem. – I wszyscy zapomnimy o tym spotkaniu. Żadnych przysług. Przyznajemy się do ataku, ale mamy dobre jego wyjaśnienie. Nie mamy zamiaru zatajać czegokolwiek, nawet Konohy „zabijającego" waszego shinobi.

– Widzę że nie dobijemy targu. Trudno. – powiedział przeciwnik i wskoczył na drzewo. Spojrzał na młodszych mężczyzn jeszcze przelotnie i rzucił na pożegnanie: – Było miło. Nie wracajcie.

Kiba nie odszedł nawet pół kilometra kiedy Kankuro zemdlał. Z satysfakcją shinobi z Konohy uderzył chorego po twarzy kilka razy, ale to nic nie dawało. Tak więc musiał starszego mężczyznę zanieść do zajazdu. Nie przeszkadzało mu to. Cichy i bezbronny Kankuro był miłą odmianą. Skłamałby mówiąc, że było inaczej. No i Inuzuki mógł się nim zająć dla zmiany.

Lalkarz obudził się dopiero późnym wieczorem. Kiba siedział w jego pokoju i przeglądał zwój z opisem misji, mając nadzieję że nie pominął w nim ważnej informacji że ziemie które dziś eksplorowali były zajęte przez shinobi z Iwa. Wtedy byłaby to misja kwalifikowana jako szpiegowska, a nikt nie posyła Inuzuki na przeszpiegi. Szczególnie pan Iruka, który znał go i jego umiejętności bardzo dobrze!

Kankuro poruszył ustami, ale nie wydobył się z nich dźwięk. Przerażony próbował powiedzieć coś, ale znowu zawiódł się. Wyglądał jakby sprawiało mu to ból. Kiba uśmiechnął się.

– O łał, to niesamowite. – zaśmiał się Inuzuka patrząc na Kankuro. – Nareszcie chwila spokoju.

Piaskowy ninja spojrzał na niego wściekły, coś warknął niewyraźnie.

– Nie wysilaj się, rozmawiam z psami a nie czytam w myślach. – rzucił Inuzuka zakładając nogi na łóżku Kankuro. Ten westchnął i wskazał na zwój, który trzymał Kiba.

– A to? Sprawdzam czy może nie doczytałem szczegółów misji i nie zauważyłem, że była tam wzmianka o tym że tereny są pod jurysdykcją Iwa. Czasem zdarza mi się coś przeoczyć. – zaśmiał się Inuzuka, a Kankuro uniósł brew i uśmiechnął się kpiąco.

– A pierdol się! – rzucił zdając sobie sprawę, że odpowiedział na niemą obelgę. Potrząsnął głową.

– Nie napisali tu nic o tym że ziemia należy do Iwa–gakure. Wręcz zaznaczyli, że tereny są niczyje. – powiedział Kiba. Kankuro nakrył się kołdrą i ułożył żeby wrócić do spania. Inuzuki pochylił się nad łóżkiem.

– Zimno Ci? Może pójdziesz pod gorący prysznic? – rzucił Kiba w lekkiej obawie o zdrowie Kankuro. W końcu nie wydostaną się stąd póki piaskowy ninja nie będzie w stanie wrócić do Suna.

Chce spać. – poruszył bezdźwięcznie wargami. Kiba odczesał jego mokre włosy z czoła. Po tym jak przyniósł Kankuro do hoteliku nie ściągnął z niego nawet ubrań, w których ten wziął kąpiel w jeziorze. Tak, to nie było nazbyt troskliwe z jego strony.

– Musisz się przebrać. I wykąpać. – powiedział ściągając z piaskowego ninji kołdrę. Ten nie miał siły bronić się. Pociągnął mężczyznę za ramię.

– No dalej. – mruknął ściągając z Kankuro bluzę, potem koszulkę z krótkim a spod spodu z długim rękawem. Ile ubrań można mieć na sobie? Piaskowy ninja zawisnął na nim bez czucia i wtulił twarz w jego ramię. Widać istniały takie rzeczy, które osłabiały nawet Kankuro.

– No hop! Idziemy do łazienki. – powiedział Inuzuki starając się zachować pogodę ducha mimo sytuacji. Kankuro musiało kręcić się bardzo w głowie. Był bardzo osłabiony. Kiba najchętniej zostawiłby go tam gdzie ten stał, ale przespał się z Kankuro – to coś znaczyło, przynajmniej dla Inuzuki.

Posadził Kankuro w łazience. Ten wyglądał na słabego i rozkojarzonego, ale przyglądał się szklistymi od gorączki oczami jak Inuzuki napuszcza wody do wanny.

– Powiedziałbym żebyś śpiewał, żebym słyszał czy nic Ci nie jest, ale to niemożliwe. – rzucił złośliwie zakręcając wodę, sprawdzając dłonią czy nie jest za gorąca. Wyszedł z łazienki.

Po kwadransie bez odzewu zapukał do drzwi.

– No nie wiem, puknij w kafelki, jeśli jesteś cały. – rzucił Inuzuki, ale nie usłyszał niczego w odpowiedzi. Może Kankuro zemdlał? Może utopił się? O, to byłoby straszne! Co on zrobiłby z trupem? To źle zabrzmiało. Powinien raczej zapytać, co zrobiłby gdyby Kankuro stało się coś?

– Wchodzę! – powiedział głośno i nacisnął klamkę. Wszedł do łazienki i od razu zobaczył, że Kankuro leżał w wannie, w spodniach, zanurzony po czubek głowy. Kiba natychmiast dopadł do niego i wywlekł z wody. Ten podskoczył do pozycji siedzącej z okrzykiem przerażenia.

– Co ty wyprawiasz? Przeraziłeś mnie na śmierć! Myślałem, że utopiłeś się! – krzyknął Kiba. Kankuro spojrzał na niego niczego nie rozumiejąc. Inuzuki wyciągnął starszego mężczyznę z wanny i posadził na jej brzegu. Pomógł Lalkarzowi wytrzeć się i przebrać w suche ubrania. Zaprowadził do pokoju i położył w łóżku opatulając go szczelnie kołdrą.

Kiba przyłożył dłoń do czoła Kankuro. Był rozpalony. Nie byłby pierwszym, którego kąpiel w zimnej wodzie prowadziła do hipotermii, a potem zapalenia płuc. Inuzuki zastanawiał się czy piaskowy ninja podczas choroby zawsze był taki bezbronny i zależny? To było dość słodkie.

Przez kilka kolejnych dni Kiba spał w pokoju Kankuro i opiekował się nim. Chyba dopiero po tygodniu piaskowy ninja był w stanie wstać i pójść do łazienki nie trafiając w futrynę, albo nie myląc drzwi z wyjściowymi. Doprawdy, był rozczulający w chorobie. Kiba czuł, że odkrył sekretny urok Lalkarza.

Dowiedział się też, że Kankuro ma tatuaż, z którym, jak twierdził, obudził się któregoś dnia. Tatuaż przedstawiał łańcuch pięciu kół zębatych różnej wielkości na placach, na wysokości lewej nerki. Nie był zbyt szczegółowy, ale też nie był prosty i prymitywny.

Oczywiście gdy Kankuro wyszedł z gorączki stał się o piekło gorszy: zaczęły się zjadliwe komentarze maskujące skrzętnie poprzednią słodycz, chamskie docinki. Kiba miał ochotę wymoczyć starszego mężczyznę w lodowatej wodze, byle wróciła jego miła wersja.

– Ile zajmie Ci odbudowanie marionetek? – zapytał Inuzuki kiedy pakowali się do wyjazdu. Dziś Kankuro psioczył, że Kiba zostawił gdzieś części jego zniszczonych marionetek poniewierające się po ziemi Iwa–gakure.

– Czy ja wiem? Mam oryginalne rysunki. Pewnie z trzy miesiące. – powiedział w zastanowieniu.

– To nie wiem czemu narzekasz skoro możesz je odbudować. – rzucił Inuzuka nieco zły.

– Chodzi o to że jak ktoś znajdzie ich elementy może dojść do tego jak działają, a wtedy będę ugotowany. – warknął Kankuro.

– Wiesz, jesteś ciężkim skurwielem i nie żałuję, że nie zebrałem resztek tych Twoich kukieł. – niemal szczeknął Inuzuki. Miał dość tego ponad godzinnego suszenia głowy. Po co to całe gadanie skoro Kankuro może je odbudować?

– Hej, wiem że to nie tak jak z Twoim bydlęciem… że nie są niezastąpione i zawsze mogę zrobić nowe, ale to naprawdę sporo roboty, nie jakieś tam ot tak. – powiedział piaskowy ninja pstrykając palcami.

– Jesteś po prostu leniwy. Oddałbym wszystko żeby odzyskać Akamaru. – powiedział Kiba upychając rzeczy do plecaka. Myśl o straconym pupilu przeszyła bólem jego serce.

– To nie czyni tego czymś specjalnym? Wiesz, to że nie możesz go odzyskać? – zapytał Kankuro.

– I tak tego nie zrozumiesz. Swoje kukły możesz zawsze odnowić. – sarknął Inuzuka. Dopiero po chwili dotarło do niego jakim był debilem.

– O cholera, ale ze mnie głupi, nieczuły skurwiel! – rzucił Kiba zasłaniając sobie usta dłonią. Podszedł do Kankuro ten patrzył na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy, może czymś pomiędzy skonfundowaniem a złością.

– Tak totalnie zapomniałem o Twoich rodzicach, potem to zamieszanie z Gaarą! – powiedział pochylając głowę w geście pokory. – Tak bardzo żałuje tych słów.

Kankuro pochylił się i pocałował go. Inuzuki odskoczył w tył zdezorientowany. Chciał coś powiedzieć, zaprzeczyć, może obrazić Kankuro, ale ten podszedł i pocałował młodszego mężczyznę. Tym razem głębiej, bardziej namiętnie, aż Inuzuce żołądek skręcił się z wrażenia. Nie miał bogatego życie płciowego, więc każde zbliżenie do drugiej osoby było podniecające niczym coś nowego.

Objął szyję Kankuro i pozwolił mu szybko przelecieć się. Zrobili to na komodzie, obuwając ubrania tylko o niezbędne minimum. Było jasno, a seks był wstydliwy i obaj starali się zachowywać cicho, zupełnie jakby ktoś miał ich najść. Nie patrzeli na siebie w ogóle. Inuzuki wiedział, że nie był dla Kankuro nikim ważnym, tylko odskocznią, kimś kogo może pieprzyć poza Suna–gakure. Byłby głupi myśląc inaczej.

– Jak na kogoś kto tyle gada o nienawidzeniu mnie, lubisz ze mną sypiać. – zadrwił Kankuro kiedy skończyli i poprawiali ubrania na sobie.

– Nie nazwałbym tego lubieniem. – powiedział Kiba, choć przecież piaskowy ninja miał rację. Seks był dobry, a Kankuro hojnie obdarzony przez naturę, do tego swoim mocnym charakterem sprawiał, że Inuzuki czuł się taki onieśmielony i po prostu nie potrafił powiedzieć mu „nie".

– Orgazm nie jest oznaką pogardy. – zaśmiał się. Inuzuki uderzył go w twarz tak mocno że Kankuro upadł na ziemię. Kiba pochylił się nad nagle cichym Lalkarzem.

– Powinieneś uważać się za szczęściarza. I nie zachowywać się jak piętnastolatek, bo uprawiałeś seks. – powiedział zły Kiba ciągłym dogryzaniem Kankuro. Dodał po chwili kpiąco: – No chyba że robisz to tak rzadko że musisz otagować się tą informacją.

– Zróbmy to jeszcze. – rzucił Kankuro patrząc na Inuzukę. Ten powinien spodziewać się, że Lalkarz wcale nie słuchał go. Odsunął się od niego i starszy mężczyzna wstał. Podszedł do Inuzuki i objął go w pasie od tyłu, pocałował czuły punkt pod jego uchem. Kiba zajęczał mimowolnie, ale może usprawiedliwić się zaskoczeniem.

– Mówię serio. Zróbmy to jeszcze raz, tak jakby teraz. – mruknął Kankuro. Inuzuki przez chwilę rozważał możliwość, ale potem szybko potrząsnął głową.

– Spadaj. – rzucił Kiba krótko i pochylił się tylko żeby podnieść torbę, ocierając się tyłkiem o krocze Kankuro. Ten zasyczał jakby z bólu.

– Pieprzony kusiciel. – warknął piaskowy ninja i pchnął Kibę na ścianę. Zdjął z niego kurtkę szybko, równie wprawnie wyplątał z bluzy z kapturem. Inuzuki został w samym podkoszulku, kiedy Kankuro rzucił się do rozpinania mu spodni. Klęknął przed młodszym mężczyzną i obciągnął mu. Cholera, był w tym dobry! Kiba nie spodziewał się, że Lalkarz może być typem, który z własnej woli zrobi komuś dobrze oralnie.

– P–przestań… – jęknął Inuzuka, ale wcale tak nie myślał. Chciał tylko zachować pozory. Kankuro sięgnął i złapał go za tyłek, wsunął palce między pośladki, jakby chciał powiedzieć: jeszcze nie skończyłem z Tobą. Kiba złapał go za włosy i przyciągnął do swojego podbrzusza na dłuższą chwilę. O tak, gardło było takie wąskie, takie ciepłe. Czuł że zmierzał ku końcowi. Spuści się palantowi do ust aż zakrztusi się. Pewnie, czemu nie?

Złapał Kankuro za włosy mocno i przyciągnął najbliżej jak mógł. Ten próbował się wyrwać, ale nie miał tyle sił. Z tym nieznośnym wyciem Kiba mocno doszedł w jego gardło. Rany, to było dobre! Satysfakcja seksualna dająca zemstę? Zemsta dająca satysfakcję seksualną? Kiedy Kankuro odsunął się od niego, Inuzuki od razu złapał go za usta, zatykając jednocześnie nos, tak że starszy mężczyzna nie mógł oddychać.

– Przełknij. – rzucił z uśmieszkiem satysfakcji. Kankuro spojrzał na niego nienawistnie. Przez dłuższą chwilę opierał się, ale zabrakło mu tlenu i zobaczył, że Kiba nie miał zamiaru zdejmować dłoni, więc zrobił co mu kazano. Rzucał przy tym Inuzuce spojrzenia pełne nienawiści.

– Och, czyżbyś chciał mój tyłek? Dlaczego nic nie powiedziałeś? – drwiąco zaśmiał się Kiba. Kankuro zrozumiał aluzję. Dalej patrzył z nienawiścią. Poprawił przed lustrem poczochrane włosy. Założył plecak.

– Oj nie gniewaj się! – rzucił Inuzuki z uśmiechem. – Wiem że zrobiłbyś to samo gdybym Ci obciągnął.

– Jestem lepszy niż coś takiego. – rzucił urywanie. Kiba spojrzał na niego nic nie rozumiejąc. Wiedział że Kankuro zrobiłby to. Wszyscy wiedzą, że rodzeństwo Sabaku jest złośliwe, bezlitosne i z pewnością nie mają ludzkich uczuć.

– Pewnie, bo przyciskanie mnie do różnych mebli i zrywanie ze mnie ubrań, bo potrzebujesz spuścić się w kogoś, to synonim bycia lepszym. – rzucił kąśliwie Kiba. Kankuro spojrzał nań ze złością.

Wrócili do kraju Rzek po dniu drogi. Kankuro był dalej zły za poranne wydarzenie. Inuzuki nie mógł znieść jego milczenia. Nie sądził, że spuszczenie się Lalkarzowi do gardła tak ubodzie w jego dumę.

– No nie bądź już zły. – rzucił Kiba, ale nawet jego słodki głos nie pomógł.

Rozstali się raczej w chłodnych nastrojach. Inuzuce było naprawdę przykro, że sytuacja tak wyglądała, ale nie potrafił wykrztusić „przepraszam", nie do Kankuro. Przez swoją własną głupotę może pozbawić się najlepszego seksu jakiego doświadczył od ośmiu miesięcy. No, tak właściwie to seks nie był niesamowity, ale seks to seks – nie narzekasz, jeśli go masz!