Rozdział 2
Był przeogromny. Był potężny i szalony z gniewu. Jednak był też znudzony i nie głupi. Był dziewięcioogoniastym lisim demonem, a ja mogłem tylko być. Wszystko inne przerastało teraz moje możliwości. Stałem przed Kuramą w klatce, która zamykała go pośród jakiegoś dziwnego nocnego, podmokłego krajobrazu. Naraz potworny ryk bestii posłał mnie pod ścianę klatki. Uderzyłem mocno o wąskie metalowe pręty duchowego więzienia. Widząc to lis pohamował się trochę.
"Kim jesteś i co tutaj robisz." Zabrzmiał donośny i niosący z sobą realną groźbę głos demona.
Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć. Sam nie byłem do końca pewny, jednak gdy jego głowa zbliżyła się niebezpiecznie blisko padłem na kolana i próbowałem zachowując chociaż parodię godności wybłagać życie u tego potwora. Opowiedziałem mu prawdę oraz swoje podejrzenia, o tym, że jednak dostałem jakiegoś uszkodzenia wewnętrznego i wykitowałem w mieszkaniu kumpla.
To go naprawdę zaskoczyło. Nie podejrzewał wymówki tak abstrakcyjnej jak to. Dzięki nieprawdopodobnej prawdzie, której nie sposób było zaprzeczyć udało mi się zachować życie, co więcej, wzbudzić ciekawość u tego starego lisa. Tak więc w zamian za prawo do życia opowiadałem mu różne historie z mojego poprzedniego świata, barwnie doprawiając fikcją zaczerpniętą z kultury i sztuki.
Gdy dwoje osób, nie ważne jakiej rasy, spędzi w izolacji tylko w swoim własnym towarzystwie, to nie ma opcji by nie wytworzyli głębokiej więzi. Nie ważne czy przyjacielska, czy czysta nienawiść. Relacja to bardziej skomplikowana i zawiła niż zwyczajne stosunki. W moim wypadku była postać zdystansowanego przyjaciela z celi, który robił mi za mentora. Kurama dał się przekupić by zostać prywatnym nauczycielem w zamian za poprowadzenie mu paru sesji. Tak przynajmniej twierdził, jednak lata w jednej celi zbliżają.
Może dzięki wybranym umiejętnością, ą może dzięki mojemu wrodzonemu geniuszowi, jak chciałem wierzyć, udawało mi się przyswoić mnóstwo wiedzy posiadanej przez demona, jednak wszystko ograniczało się do manipulacji czakrą, ekstraktowaniu czakry właściwej dla biju i rasy lisów z naturalnej energii, która znajduje się we wszystkim co nas otacza. Oczywiście najpierw musiałem nauczyć się ją wyczuwać. Miałem jednak mnóstwo czasu i nic specjalnie lepszego do roboty.
Po jakimś czasie, mój współwięzień poczuł potrzebę uzewnętrznienia się i podzielenia się swoją historią. Słuchałem pilnie i nie dałem po sobie poznać, że znam część jego historii. Wcześniej postanowiłem nie zdradzić niektórych elementów mojej przeszłości, między innymi tego. że w moim ex-świecie istniał zapis dziejów przeszłych i obecnych tego świata pod postacią mangi i serialu animowanego.
Niestety lis miał zawsze bardzo ograniczony zakres zainteresowań. Potrafił dniami opowiadać o jego zabawach z rodzeństwem, naukach Hagoromo Ōtsutsuki'ego z których wiele nie wyniósł. Uwielbiał wspominać jak wspaniała była jego wielka świątynia, którą wybudowali mu wyznawcy na polecenie Hagoromo. Jego wyjątkowo silne wspomnienia potrafiły czasami zmaterializować się w malownicze miraże. Choć sam Kurama nie miał specjalnych umiejętności różniących się od innych ogoniastych, to za dzięki swojemu powiązaniu z klanem lisa zdobył parę umiejętności takich jak paraliżujące spojrzenie i niezwykłą technika poruszania się, która dawała wrażenie, iż lis płynie wraz z wiejącymi wiatrami.
Kurama został wysłany na podobną misję przez Hagoromo jak jego biologiczne dzieci. Mał za zadanie zakończyć walki klanów lisa, jakie niepokoiły ówczesne ziemie. Wprawdzie rozwiązał to brutalną siłą i ogniem, jednak osobniki, które przeżyły lekcję potężnej bestii zawiązały pokój. Więcej, wszystkie zjednoczyły się pod jednym sztandarem i obrały sobie mojego kompana za bóstwo opiekuńcze. Wniebowzięty Kurama postanowił pomóc im w nagrodę wywalczyć ziemię w krainie przywołania dla ich kraju. Wówczas klan ten cieszył się z posiadania największych obszarów ziemskich w swojej historii, gdyż mój lisi znajomy zatrzymał się dopiero jak ze wszystkich stron dotarł do granic klanów sprzymierzonych z resztą jego braci. Miałem nadzieję na to, że uzyskam wówczas dostęp do techniki przywołania klanu lisa, jednak Kuramie nigdy nie było to potrzebne, więc nie miał mnie jak tego nauczyć. Później zastanawiałem się, czy to w ogóle byłoby możliwe, przywołanie kogokolwiek, a jeśli tak, to czy przywołany stwór pojawił się obok nic nie spodziewającego się Naruto, czy w jego wnętrzu.
Kiedy wreszcie udało mi się bezproblemowo pozyskiwać czakrę z otaczającej nas, czyli Naruto naturalnej energii w moim astralnym ciele zaczęły zachodzić zmiany. Wcześniej żałowałem, że nie mam do dyspozycji techniki klonowania jak Naruto, by zwielokrotnić swoje wysiłki. Jednak kiedy uzmysłowiłem sobie, iż nie mam ciała, które może zmienić się w kamień, zacząłem pochłaniać energię jak na wielkim głodzie. Moje szaleńcze spijanie czakry z otoczenia skończyło się, gdy zmieniłem kolor.
Dotychczas moja beżowa forma ducha nabrała pomarańczowego koloru i nabierała ostrości w miarę kultywacji mocy lisiego sage. Kiedy przerwałem zaniepokojony i dokonałem głębszego sprawdzenia odkryłem więcej niespodzianek. Podczas nauki kontroli i manipulacji czakrą nabyłem zdolności zmieniania swojej duchowej formy. Początkowo była to tylko forma gorejącej sfery niczym jakiś prastary ognik, następnie dokonywałem modyfikacji swojej podstawowej postaci dodając skrzydła, ogon dodatkowe kończyny czy macki. Właśnie po nabraniu pomarańczowego koloru moje eteryczne ciało nabrało lisich kształtów. Podejrzewałem, że z takim wyglądem wygrałbym większość konkursów dla cosplayerów. Jednak moja duma mężczyzny po jakimś czasie stwierdziła, że czas to zmienić, szczególnie po kąśliwym komentarzu na temat mojego wyglądu wygłoszonego przez kolegę z klatki. Wkrótce uzyskałem dostęp do nowej formy, lisa. Podczas moich prób zauważyłem, iż im więcej mam w sobie czakry natury ognia wraz z wiatrem, tym bardziej moja eteryczna forma ucieka od ludzkiej do lisiej. Nie wspominam już sytuacji, gdzie posiadam znaczne zapasy czakry lisa, jak nazwałem energię pobraną z natury techniką lisiego sage, którą wbił mi do głowy mój nauczyciel.
Kiedy trochę podrosłem i mogłem wygodnie siedzieć na łapie tego leniwego lisa, co bardzo mnie ucieszyło, gdyż dotychczas mogłem tylko leżakować na jego pazurze, nasza rozrywka zyskała nową pozycję. Mianowicie wykorzystując wszystkie moje nabyte umiejętności musiałem dopaść zmaterializowany przez mojego mistrza przedmiot, dopaść drugiej strony klatki lub dosłownie ugryźć go w ucho. Takim sposobem bawiliśmy się w lisa i człowieka, gdzie to niestety nie miałem żadnej dziury do schowania, przypominało to bardziej gigantycznego kota od ganiającego natrętnego robaka-tarzana huśtającego się za pomocą swoich macek na gigantycznych łapach chcących go zgnieść na miazgę.
W takich to warunkach przyszło mi żyć przez dekadę mojego pobytu w nowym świecie. Jak wielka była nasza radość, gdy pewnego razu ściany naszego więzienia zaczęły korodować. Jednak zawód tak wielki jak radość nastał równie szybko. Za każdym razem, gdy nasz nosiciel wściekał się do granic wytrzymałości lub jego ciało panicznie potrzebowało leczenia, moc dziewięcioogoniastej bestii migrowała poza klatkę wspierając chłopaka, jednocześnie korodowało to nasze więzienie. Z czasem nabraliśmy możliwości wychylania się poza kraty, by dzielić zmysły z Naruto, a nawet przeglądać jego wspomnienia.
Wówczas po jakimś czasie Kurama postanowił dodać do mojego planu zajęć naukę Ying i Yang. Opanowanie czakry ducha i witalności miało mi pomóc stworzyć funkcjonujące ciało na wypadek naszej ucieczki z więzienia. Niestety, Kurama wcześniej nie nauczał mnie w tej materii, gdyż sam nie miał wielkich umiejętności w tej dziedzinie. Nie pomagał także fakt, iż posiadałem ogromne pokłady czakry ducha, a witalność nie nie istniała we mnie prawie całkowicie.
Nowa zabawa jednak nie cieszyła nas długo. Jak można oglądać 24h serial o dzieciaku, który tylko trenuje i jest gnębiony. Zaczęliśmy więc robić zakłady starając się przewidzieć przebieg wydarzeń, jednak i to było w tym wypadku równie pasjonujące. Czasami lisowi udawało się wysłać jakąś diaboliczną myśl, gdy dzieciak był wyjątkowo podatny na sugestię. Owocowało to nielicznymi udanymi prankami Naruto.
Jednak pewnego dnia, przed egzaminem na chunina pewna sytuacja się powtórzyła i znów wszyscy wpatrywaliśmy się w siebie jak zamrożeni. Ja, kyuubi i koleżanka z klasy Naruto.
