Poprawiłam włosy, które mimowolnie opadły mi na twarz. Były teraz czarne - pofarbowałam je, bo mój bezpłciowy kolor doprowadzał mnie do szału. Ułożyły się w miarę znośną fryzurę i zaakceptowałam to. Przyjrzałam sie sobie. Ubrana w nowy mundur (tamten został zniszczony przez eksplozje i takie tam) i moje ukochane, wytarte martensy. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Zakręciło mi się w nosie. Szybkim odruchem powstrzymałam się od kichnięcia. Ostatnim razem, gdy nie udało mi się powstrzymać nosa, kichnąwszy moja misterna fryzura zmieniła sie w naelektryzowaną czuprynę Einsteina. Nie spodziewałam się, że będę jakimś ładunkiem elektrycznym podczas kataru i że będę kichać prądem, czy coś. Nigdy wcześniej tak nie miałam. Jeżeli już wspominamy o dziwactwach, które mnie spotkały, to po kilku dniach od powrotu z Egiptu przyglądając się sobie w lusterku, tak jak dziś, zauważyłam, że moje oczy zmieniają barwę. No, bez kitu moje tęczówki stały się czerwonawe. Moje przerażenie było bardzo widoczne. Z wrażenia niemal nie wyrąbałabym się na dywanie. Chcąc usiąść na łóżku, którego akurat pod tobą nie było. Smutne. Nie chciałam by ktoś o tym wiedział. Po prostu. To tak jakbyście mieli coś wstydliwego i mieli możliwość podzielenia się tym ze światem. Nic fajnego nie? Dlatego też postanowiłam, że zacznę nosić soczewki. Dobrze się złożyło, bo od dawna traciłam wzrok. Pomału, aczkolwiek zauważałam różnicę. Kiedyś z daleka mogłam odczytać numer autobusu, teraz mrużąc oczy ledwo go dostrzegam. Tak więc wybrałam koloryzujące soczewki o jasnoniebieskiej barwie. Zakryły zakałę, którą chciałam ukryć i to mnie uszczęśliwiło. W końcu ktoś zauważy, np. Optimus, który spędzi z tobą noc. Musisz je kiedyś ściągnąć. Okej, siedź cicho i nie psuj mego zadowolenia.
Ścisnęłam pasek z granatami, który osunął mi się z talii. Poprawiłam makijaż i zeszłam na dół, gdzie zapewne czekało już śniadanie. Nie myliłam się. Mama zrobiła omlet. Nieco ubogi bo bez farszu, ale nie narzekając zabrałam się do posiłku. Miło było poczuć coś w brzuchu. Nie jadłam od wczoraj i miałam przeczucie, że żołądek poważnie się na mnie, z tego powodu, obraził. Jako tako brzuch też mi urósł. Co prawda nieznacznie, po prostu czułam, że jest bardziej wypukły, ale widziałam delikatną różnicę. Większość towarzystwa ze mnie żartowała - mówili, że wreszcie dostałam, co chciałam, gdyż jadłam jak opętana. Przyznawałam im rację, bo nie odbiegali od prawdy. Ukroiłam puszysty placek z jajka, choć biorąc go do ust, mój entuzjazm znacznie zmalał. Niemal natychmiastowo przypomniałam sobie, że zdecydowanie za często miałam podobne posiłki. Podczas naszej jakże ekscytującej wyprawy do Egiptu to właśnie jajka dominowały w naszym menu. Przełknęłam jednak złocisty kawałek i uznałam, że nie będę wybrzydzać. Spojrzałam na mamę, która ubrana była w luźną koszulę i jeansy. Nakładała ostatni omlet na talerz i usiadła naprzeciwko mnie przyglądając mi się uważnie. Moim włosom, oczom, potem reszcie. Mierzyła mnie dumnym wzrokiem, jak na matkę przystało. Ostatnimi czasy czuła się gorzej, miewała bóle głowy, częściej spała. Postanowiłam w końcu wtrącić się w, pewnym sensie, i w moją sprawę.
- Co się dzieje mamo ? Widzę, że coś nie gra...
- Ostatnimi czasy… troszkę się denerwuje to wszystko. Mam problemy w pracy.
- Jako dziennikarka? - zapytałam biorąc do ust kolejny kawałek jajka.
- No właśnie już nie. Wylali mnie.
- Co? - zapytałam niemal dławiąc się jedzeniem - ej, ale masz już nową prace?
W odpowiedzi dostałam milczenie. – Albo chociaż jakąś prace na oku? – dopytywałam z nadzieją.
- Oj, coś na pewno się znajdzie. Mogę znaleźć coś w mgnieniu oka. Zrobiłam sobie kilka kierunków na studiach więc nie będzie kłopotu. Na razie zacznę w restauracji.
- Szef kuchni? kelnerka?
- Raczej zmywak. Ale można liczyć na awans.
- Ta… z gąbki na mopa?
- Przestań, nasi sąsiedzi mieli dać znać, gdy coś znajdą, a na razie muszą starczyć nam pieniądze za zmywanie naczyń.
- Ponadto spróbuję dowiedzieć się co z nowymi spektaklami - odezwał się Artur, który najwyraźniej słuchał całej tej rozmowy w progu - odpoczynek jest dobry, ale nie zapominajmy po co tu przyjechałem.
- Będzie dobrze, zobaczycie - westchnęła mama, ale mimo uśmiechu wyczułam, że nie jest tego do końca pewna.
Skończywszy strawę odłożyłam talerz do zlewu i postanowiłam udać się do kwatery wojska. Lider miał od rana bardzo dużo na głowie i nie był w stanie po mnie przyjechać. Uznałam, że to dobry moment, by rozpocząć trening - udam się do wojska truchtem. Arsen wysłała mi wiadomość, że od godziny siedzi już w wojsku i ma nawał roboty. Zbieg okoliczności. Postanowiłam więc włączyć muzykę w słuchawkach i pobiec tam sama. Wybrałam krótszą drogę przez las. Skupisko drzew zapewni mi odpowiednią dawkę tlenu podczas biegania. Mogłam też pomyśleć. O tym co było, co będzie. Moje myśli często powracały do niedawno stoczonej bitwy.
Cieszyłam się, że nie ponieśliśmy znacznych strat podczas walki, jakimi były życia naszych sprzymierzeńców i tubylców - no i ekstra, że Słońce jest całe i zdrowe... w sensie...no po prostu nie wybuchło, ok? Żniwiarz i prawie cały All Spark zostały zniszczone. Prawie, ponieważ okazało się, że Bumblebee ocalił fragment. Jak nam opowiedział, było to wtedy, kiedy udał się na czubek piramidy w celu zniszczenia Devestatora ( swoją drogą, właśnie tak pokonaliśmy decepticony. Podczas gdy ja osuwałam się z powodu bólu, jaki sprawił mi Starscream, Bee użył odłamka, by zniszczyć wrogów - bystry chłopak). Rozproszyliśmy kawałek nieokiełznanej mocy na kilka mniejszych i ukryliśmy je w specjalnym pomieszczeniu w wojsku. Znajdowały się tam też inne, ważne przedmioty, o których nie chcieli nam powiedzieć - co potęgowało moją ciekawość. Roger czuł się źle z tym, że mnie okłamuje, więc rzucił tylko hasło: stare bronie. A mi ono wystarczyło. W wyniku ostatnich wydarzeń nastąpiło kilka generalnych zmian: o robotach z kosmosu wie już niemal cały świat. Pomoc, którą zyskaliśmy w Egipcie to siły zbrojne ameryki – jednak za namową generała i prezydenta naszego miasta zostało ustalone, że autoboty mogą zostać tutaj (musieli tylko oddać jakieś próbki do badań prowadzonych w USA. Niechętnie, ale zrobili to). Ponad to po bitwie w Egipcie piramidę i grobowiec Primeów czeka odbudowa i w związku z tym zawarliśmy alians - aby świętość pozostała nienaruszona, wejście do grobowca Siedmiu Wspaniałych pozostać miało zamurowane. Wciąż nad tym pracują. Kolejną i już chyba ostatnią nowinką jest to, że Optimus ma teraz super doładowanie, dzięki matrycy, którą obecnie nosi w iskrze. Postać robota zyskała dodatkowe części, a wygląd holoformy Optimusa zmienił się znacząco. Stał się wyższy, ponadto posiadał tatuaże. Bardzo mnie to zdziwiło, ale byłam zachwycona. Niebiesko czerwone płomienie owijały jego łydki oraz nadgarstki pnąc się w górę. Do kolan i do łokci. Podobało mi się to. Wydawał się też trochę bardziej napakowany. Jak Kapitan Ameryka naładowany sterydami i takimi tam. Nie. Wcale nie, ale muszę przyznać, że w łóżku zmienia się teraz w niezłą bestię… Kilka razy przyspieszał i już robisz z niego bestię ? Tak. I nie bądź taka mądra, bo ty też to kochasz. Masz mnie. Wygrałaś. Kocham to tak samo. W końcu jesteśmy tą samą osobą. To trochę głupie, że gadasz do siebie jak do koleżanki. Krok do schizofrenii. Nie jest ze mną aż tak źle. Przynajmniej jeszcze.
Potknęłam się. Wiedziałam, że jestem fajtłapą. Wiedziałam też, że nie powinnam biegać po lesie z zamkniętymi oczami. A jednak zrobiłam to i teraz leżałam na wilgotnym runie z łokciami i kolanami wbitymi w mech. Moje stopy były lekko uniesione, opierały się o coś zimnego. Odwróciłam się i wrzasnęłam przerażona. Martwy człowiek. Odczołgałam się nieco, a po chwili wstałam. Wyłączyłam muzykę rozedrgana. Spojrzałam na nieboszczyka. Miał rozciętą szyję. Po ranie chodziły muchy. Jak wcześniej zauważyłam, był zimny. Leżał może od kilku dni, w każdym razie na pewno nie krócej niż od poprzedniej nocy. Nabierałam powietrza, by nie spanikować, mimo iż nie wiele mi do tego brakowało. Człowiek był średniego wieku mężczyzną, ubrany w brązową marynarkę i białą koszulę. Wyglądał na kogoś w rodzaju biznesmena. Nie zamierzałam czekać na zbawienie, które nie nadeszłoby raczej prędko. Szybkim tempem udałam się do koszar. Miałam wrażenie, że żebra pękną mi z bólu, a nogi odpadną, w dodatku od oddychania buzią piekło mnie gardło. Z impetem otworzyłam drzwi do sali treningowej trzymana w nadziei, że znajdę tam najodpowiedniejszą osobę. Znalazłam całą grupę. Naskoczyli na mnie z okrzykiem „Wszystkiego najlepszego", a ja poczułam jak kręci mi się w głowie. Zaskoczyli mnie. Czyżby dzisiaj, był ten dzień ? Tak. Dzisiaj dwunasty sierpień. Moje urodziny. Cóż, lepszego startu dnia nie mogłam mieć. Mama zwolniona z pracy, potknęłam się o trupa… co jeszcze? Och, no tak. Na moim przyjęciu był Patrick. Tak, moi przyjaciele, nie tylko z plutonu Optimusa, urządzili sale treningową pod przyjęcie: baloniki, torcik, i ławka pełna prezentów. Normalnie byłabym zachwycona, teraz zakryłam twarz dłońmi i pokręciłam głową.
- Za wszystko serdecznie dziękuję, ale mam newsa, który nieco zniszczy tą atmosferę – wyjaśniłam wciąż rozedrgana.
- Co się stało, kochanie? – zapytał Prime, lekko zaniepokojony. Zawsze potrafił wyczuć, gdy byłam przygnębiona. Już od momentu wejścia, patrzył na mnie innym wzrokiem. Zmartwionym, chcącym udzielić pomocy. Oczywiście od samego początku dałam o sobie znać. Niemal nie rozwaliłam drzwi od sali…
- W lesie znalazłam martwego człowieka – szepnęłam wzdrygając się na widok zwłok w moich myślach.
- W jakim sensie martwego, ziom? – zapytał Jazz. Spojrzałam na niego spod byka.
- Leżał na ziemi, był zimny i miał rozciętą szyję. Na maxa martwy – wytłumaczyłam.
- Morderstwo – stwierdził David drapiąc się po brodzie. – Idę z tym do Generała. Poczekajcie tu i spróbujcie, o ile to możliwe świętować.
Chłopak zostawił nas z ponurymi minami. Wtuliłam się w mojego ukochanego i uśmiechnęłam lekko.
- Jesteście kochani – powiedziałam.
- Wiemy. Chociaż liczyliśmy na lepsze okoliczności… - westchnął Hide. Przytaknęłam. Prócz życzeń, które dostałam od niemal każdego z tu obecnych (nie, Patrick mi ich nie składał), wręczono mi kartkę z życzeniami z okazji wejścia w dwudziesty rok życia, na której był podpis każdego z moich przyjaciół. NAWET GENERAŁA. Poczułam się dziwnie, aczkolwiek miło. Wyłączono muzykę, bo myśl o umarlaku w lesie i radosne słowa Piotra Roguckiego „Dzielę na pół" z mojej ulubionej płyty Comy nie komponowały się najlepiej. Lider zaprowadził mnie do stolika z prezentami. Nie sądziłam, że autoboty będą takie hojne i wydadzą swoje pieniądze na prezenty dla mnie, ale z podziękowaniem przyjęłam każdy z nich. Ucieszyłam się na widok nowej bielizny od mojego chłopaka. Och błagam, kupił ją przecież specjalnie po to by cię w niej oglądać. Nie wnikajmy w to, liczy się gest. Z resztą komplet był naprawdę bardzo ładny. Od Arsen zyskałam kilka nowych bransoletek. Już ona wie, jak bardzo je kocham. Innymi podarunkami były różne ciuchy, czekoladki, łańcuszek z krzyżem, pozwolenie na dotykanie swoich mięśni i uzbrojenia. Och tak, cały Hide. Jednak jeden prezent był dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
- Pistolet P.38… - wyszeptałam z niedowierzaniem. Odpakowałam go z folii i ścisnęłam w dłoni.
- Kaliber 9 mm, produkcji niemieckiej z 1941 roku – wyjaśnił Roger zadowolony, że jego prezent tak mnie ucieszył – nie ma ich za wiele, a wiem, że cię do niego ciągnęło. Odkupiłem go od kolekcjonera, weterana drugiej wojny światowej.
Uścisnęłam go i ucałowałam w czoło krzycząc, że jest wspaniały.
- Walther… - spojrzałam na pistolet z dumą i ścisnęłam go w dłoni. Ten pistolet jako nieliczny mi się podoba.
- Teraz możesz mieć oba. Bo coś czuję, że nie z rezygnujesz z pistoletu od Primea – stwierdził Skull.
- Oczywiście, że nie – odparłam patrząc na mojego chłopaka – ten jest moim ulubionym.
- Zdaje się Selen, że to nie koniec niespodzianek dla ciebie – powiedział Hide tajemniczo. Po chwili ciągnął dalej – decepticony nie zamierzają odpuścić, Megatron wypowiedział nam wojnę, lecz nie znamy dnia ani godziny. Czeka nas dodatkowe uzbrojenie. Jedną z nowych broni będzie karabin…
- Żartujesz? - w moim głosie słychać było zachwyt. Hide uśmiechnął się do mnie.
- I to nie taki zwykły. Nasze wojsko czekać będzie mała nowość. Nasz przyjaciel Quee, wkrótce przybędzie do nas z wizytą i uzbroi nasz pluton w bronie, które są znacznie skuteczniejsze w walce z robotami.
- Nie mogę się już doczekać – westchnęłam z utęsknieniem. Będę miała karabin? Byłam w niebo wzięta. Lider objął mnie w talii i musnął mnie czule w brodę. Potem spojrzał na mnie zadziornie.
- Moja cudowna jubilatka – szepnął – dziś w nocy musimy to uczcić.
Zarumieniłam się i po chwili szturchnęłam go w ramię.
- Ty tylko o jednym – westchnęłam, z uśmiechem dając mu pstryczka w nos. Lider zmarszczył czoło, ale nie zraził się, tylko nachylił twarz po kolejnego całusa. Nie potrafiłam mu odmówić. Toteż po chwili złączyliśmy swoje usta w pocałunku. Przeszkodził nam łoskot drzwi wejściowych do sali treningowej. Stanęli w nich Generał oraz David.
- Howard, Prime! Na litość boską, czy możecie mi oszczędzić waszego migdalenia?
- Przepraszamy, sir – wyjąkał lider lekko zarumieniony. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek. Po chwili zasalutował naszemu szefowi. Zrobiłam to samo.
- Spocznij – rozkazał. Po chwili zwrócił się do wszystkich – David wszystko mi wyjaśnił. Nim wezwie się odpowiednie do tego służby, trzeba dowiedzieć się czy przypadkiem nie jest to sprawka decepticonów. I mimo, iż nie widzę chętnych do zabawy w detektywa, wyznaczam do tej misji Optimusa, Ratcheta, Hidea oraz Skulla. Czekam na was przy parkingu. A, Howard, wszystkiego dobrego.
Generał spojrzał na mnie z typową dla niego, nic nie wyrażającą miną, po czym wyszedł. Niedługo potem opuścił nas też Ratchet, Hide, Skull oraz Optimus, który zmierzwił mi włosy na pożegnanie. Odwróciłam się do reszty przyjaciół jak tylko zatrzasnęły się drzwi.
- Myślicie, że to sprawka decepticonów? – zapytałam.
- Nie wiem – odparł Roger, kręcąc bezradnie głową.
- Przypuśćmy, że to ich sprawka – zaczął Patrick. Po chwili zamoczył palec w torcie i oblizał go ze skupioną miną. Fu. Zbezcześcił moje ciasto. Pożałuje - Jaki mieliby w tym cel? – zapytał.
- Nic nie łączy się w całość. Zabicie zwykłego człowieka, którego w dodatku nie znamy… co to da? Jaką pewność mieliby, że któreś z nas zobaczy zwłoki? – Arsen wskoczyła na ułożone w stosik opony do ciężarówek.
- Trzeba poczekać na analizę ciała, której dokonają nasi przyjaciele – podsumował Jazz – teraz będziemy tylko gdybać, a to nigdy nic nie daje.
- Czasem daje – poprawiła go Arsen. Ten rzucił jej czepialskie spojrzenie. Zlekceważyła je.
Spojrzałam na mój nowy pistolet. Podsycało mnie uczucie radości, gdy myślałam o tym, że będę mogła strzelać z nowych broni jakimi będą karabiny. Kto wie co jeszcze? Quee jest wynalazcą, może nas obdarować czymś wspaniałym. Dostałam od niego żelazny łuk. Gdy się tu zjawi będę mu musiała bardzo podziękować. Na reszcie mogłam strzelać do robotów i uszkadzać je śmiertelnie. Przynajmniej sługusy, które nie są zbyt trwałe. Rozejrzałam się po udekorowanej sali. Roger wręczył mi kawałek tortu (oczywiście czekoladowego, bo moi przyjaciele wiedzą, że nie przepadam za białym biszkoptem, ach słodziaki). Chwyciłam ciasto i spróbowałam go. Nie odczuwałam wielkiego głodu, ale nie chciałam sprawić przykrości mojemu przyjacielowi, bo jak się okazało, właśnie on piekł czekoladowe cudo. Kawałek zniknął bardzo szybko, a czarnowłosy żołnierz dostał ode mnie kilka komplementów na temat jego wypieku. - Nie wiedziałam, że tak dobrze radzisz sobie w kuchni – powiedziałam patrząc jak się uśmiecha.
- Czasem trochę gotuje, w torcie pomagała mi Margaret, bo nie podarowałaby mi, gdybym ją wyręczył.
- Gotuje, dobrze zbudowany, w dodatku świetnie strzela – pochwaliła go Arsen – Twój Optimus ci tak gotuje ? Przemyśl to jeszcze raz i bierz się za tego wojaka.
Zmierzyłam ją wzrokiem po czym dziewczyna wybuchła śmiechem. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Całe szczęście nie ma go tutaj z nami, bo miałabyś kłopoty – westchnęłam.
- Raczej Roger by je miał – stwierdziła.
- Tak. On też – dodałam patrząc na dowódcę plutonu, który kroił kolejny kawałek tortu, jak gdyby nigdy nic. Po chwili wręczył go małemu Primeowi, który ucieszony zanurzył twarz w bitej śmietanie, będącej udekorowaniem ciasta. Mimowolnie uśmiechnęłam się na widok łasucha, który tak bardzo przypominał mi teraz Optimusa, a po chwili westchnęłam cicho. Zdaje się, że czeka nas jeszcze wiele przygód. Mam tylko nadzieję, że skończą się tak zwanym happy end'em...
