Ron wylądował na szczycie nadmorskiego klifu, niedaleko niego stał dom Billa i Fleur – Muszelka. Na budynek zostało rzucone zaklęcie Fideliusa, aby „niepowołani goście" nie zjawili się niespodziewanie. Bill był strażnikiem tajemnicy, ale na szczęście kupił ten dom już przed ślubem i zdążył go pokazać rodzinie, tak więc Ron mógł ten dom zobaczyć. Teraz kiedy już tutaj przybył, na nowo ogarnęło go palące uczucie wstydu. Do tej pory uważał, że jeśli ktokolwiek go zrozumie to tylko Bill, ale teraz kiedy miał stanąć w drzwiach jego domu, ogarnęły go wątpliwości. Nie miał jednak innego wyjścia i ruszył w kierunku Muszelki. Po drodze podziwiał piękną okolicę, dom znajdował się na szczycie nadmorskiego klifu, przez co słychać ciągle było szum fal obijających się o brzeg skały. Sam budynek również mógł się podobać: schludny, dwupiętrowy domek, z muszelkami tkwiącymi w pobielanych ścianach, na pewno był świetnym miejscem do zamieszkania dla świeżo upieczonego małżeństwa.

Ron podszedł do drzwi i zapukał, nie upłynęła długa chwila, gdy się otwarły i w wejściu pojawił się Bill, który na widok swojego młodszego brata kompletnie zaniemówił.
- Cześć Bill – wyjąkał pierwszy Ron. - Miło cię widzieć, mógłbym u ciebie zostać na parę dni?
- Ron! Ale co ty tu robisz? Cieszę się, że widzę cię zdrowego, ale gdzie jest Harry i Hermiona? - odpowiedział ciągle zaskoczony Bill.
- Oni... To znaczy... Bill, powiem ci o wszystkim, ale może nie tutaj. To dłuższa historia, zrobiłem coś głupiego, mogę wejść?
- Tak, pewnie wchodź, chodźmy może do salonu, tam nie będzie nam nikt przeszkadzał, Fleur jest na górze – odpowiedział Bill, patrząc trochę ze strachem na młodszego brata.
Obaj weszli do salonu i usiedli przy stole. Bill wyjął z kredensu dwie butelki piwa kremowego i wręczył jedno Ronowi.
- Ron, powiedz mi wreszcie co się stało? Czy Harry i Hermiona...
- Nie, nie martw się – przerwał Ron. - Nic im nie jest. - „przynajmniej na razie" pomyślał Ron i na samą myśl o tym poczuł jak coś uciska jego serce. - Ja po prostu odszedłem od nich, bardzo się pokłóciliśmy, powiedziałem okropne rzeczy.
- Że co? - Bill nie mógł uwierzyć w to co słyszy. - Zostawiłeś ich samych? Myślałem, że wszyscy we trójkę wykonujecie tę tajną misję, którą zlecił wam Dumbledore?
- Tak, wykonywaliśmy, Harry i Hermiona mają zamiar dalej ją wykonywać, a ja...
- A ty? - spytał go Bill.
- Chciałbym do nich wrócić, ale teraz nie jestem w stanie, nie wiem gdzie się ukrywają, nie mam z nimi kontaktu, teraz jest już za późno – powiedział z rozpaczą Ron.
- Ale o co wam poszło? Nie wierzę w to, że zostawiłeś ich tak po prostu, nigdy bym w to nie uwierzył, przecież wiem kim są oni dla ciebie.
- To miało związek z tym zadaniem, ja po prostu nie wiem co się ze mną działo, to narastało we mnie od jakiegoś czasu. Od dawna nie jedliśmy porządnie, w dodatku ta misja nie najlepiej nam wychodziła i w pewnym momencie to przelało czarę goryczy. Dwa dni temu w nocy, Harry z Hermioną odkryli coś nowego, coś co w sumie niewiele posunęło nas do przodu. Widząc szczęście na ich twarzach, ogarnęła mnie złość, znów pojawiły się nowe rzeczy, a my staliśmy w miejscu. Nie potrafiłem się powstrzymać, wygarnąłem Harry'emu co myślę o naszych sukcesach, pokłóciliśmy się ostro i wtedy postanowiłem go zostawić z tym problemem. – Ron opowiadał o tym wszystkim, jakby chciał przez to przejść jak najszybciej, na jego oczach zaczęły pojawiać się łzy. - Bill, ja wstydzę się tego co zrobiłem. Hermiona na szczęście zachowała się lepiej ode mnie, postanowiła, że zostanie dalej z Harrym, po tym jak to usłyszałem byłem jeszcze bardziej wściekły. Nim ona zdążyła mnie powstrzymać, deportowałem się.

Ron nie był w stanie nic więcej powiedzieć. Bill patrzył na brata, nie wiedząc co myśleć. Z jednej strony był zły na niego, miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, co myśli o takim zachowaniu względem przyjaciół, z drugiej jednak strony widział, że Ron bardzo żałuje tego co zrobił i chciałby ten błąd naprawić, nie był jednak już w stanie tego zrobić. Jego rozmyślania przerwały jednak słowa Fleur, dobywające się ze schodów:
- Bill, z kim rozmawiasi? - Fleur weszła do salonu i na widok Rona chwilowo zaniemówiła. - Ron, a co ty tu robi? Gdzie są inni?
- Fleur, Ron prawdopodobnie zostanie z nami przez jakiś czas. To długa opowieść, potem ci wszystko opowiem. Możesz zrobić nam coś do jedzenia? - zapytał żony Bill.
- Tak, zaraz wam coś przyniosę. - powiedział Fleur, po czym udała się do kuchni.
- Ron, skoro rozstaliście się dwa dni temu, to gdzie byłeś potem? - Bill wrócił do przerwanej rozmowy.
- Deportowałem się najpierw do Dziurawego Kotła, tam natknąłem się na pięciu zbirów, którzy myśleli, że jestem jednym z mugolaków, którzy nie wrócili do Hogwartu – oznajmił Ron.
- To szmalcownicy, odkąd Ministerstwo wydało dekret o rejestracji mugolaków, wielu próbuje szukać wszędzie jakiś mugolaków ukrywających się przed światem, dostają za to spore pieniądze, miałeś szczęście, że udało ci się uciec.
- Na szczęście ci na których trafiłem, nie wyglądali na zbyt inteligentnych, wcisnąłem im bajkę, że jestem Stan Shunpike i zanim się naradzili czy mówię prawdę, deportowałem się.

W tym momencie weszła Fleur z kanapkami i sokiem dyniowym, postawiła tacę na stole i dyskretnie wyszła z pokoju. Ron łapczywie zabrał się za jedzenie, w końcu nie jadł od ponad doby.

- Chciałem po tej przygodzie ze szmalcownikami wrócić do Harry'ego i Hermiony, teleportowałem się tam, gdzie ostatnio obozowaliśmy, niestety znowu się rozszczepiłem – Ron pokazał prowizorycznie opatrzone palce.
- Poczekaj, wezmę dyptam – odezwał się Bill i wyszedł na chwilę z pokoju. Wrócił po krótkiej chwili z małą buteleczką i wręczył ją Ronowi. - Masz użyj kilku kropel.
Ron zdjął chusteczkę z palców i wylał na nie kilka kropel dyptamu, zranione palce zaczęły się pokrywać świeżą skórą, na razie to musiało wystarczyć.
- Dobrze Ron, więc co było potem jak się teleportowałeś? - zapytał Bill.
- Usiadłem pod drzewem i czekałem czy się pojawią. Wiedziałem, że sam nie zdołam ich odnaleźć, ponieważ wokół obozowiska były zaklęcia ochronne. Miałem nadzieję, że zdążyłem nim teleportują się w nowe miejsce, minął jednak dzień, cała noc i się nie pojawili... - na policzkach Rona znów pojawiły się łzy. - I... zrozumiałem, że przybyłem za późno, że oni odeszli i już nie mam szans ich odnaleźć. Jak mogłem to zrobić? Zostawiłem ich samych z tym wszystkim, co sobie o mnie myślą?
- Ron, nie wiem co ci powiedzieć. Postąpiłeś karygodnie, nie wiem co tobą kierowało, bo nigdy bym nie uwierzył w to, że możesz to zrobić, ale widzę też jak się z tym czujesz i wiem, że na pewno tego żałujesz.
- Bill, gdybym tylko znał jakiś sposób, żeby do nich wrócić... Nie mogę przestać o tym myśleć, że przecież mogę już ich nigdy nie zobaczyć. - Ron znów załamał się w sobie, pomyślał o Hermionie, dziewczynie którą tak kochał i zostawił ją samą, wiedząc, że gdyby ją złapali czekałoby ją najgorsze. Harry'emu groziło to samu, szanse że im się powiedzie były małe, a przecież on już tyle z nimi przeszedł i w najważniejszym momencie zawiódł ich oboje.
- Ron! Nie możesz tak myśleć, dadzą sobie radę. - Bill wstał z krzesła, podszedł do brata i objął go ramieniem, chciał żeby wiedział, że mu współczuje, aby nie został z tym sam.
- Bill, miałem wrócić do domu, ale potem pomyślałem, że jak mógłbym się tam pojawić, po tym co zrobiłem? Co by wszyscy powiedzieli?
- Ron na razie zostaniesz u nas, a potem zobaczymy co dalej. Twój pobyt będzie tajemnicą, nikomu nie powiemy, ani ja, ani Fleur. Zamieszkasz w tej małej sypialni na górze i myślę, że najwyższy czas żebyś odpoczął, za dużo przeżyłeś.
- Bill, bardzo ci dziękuję, podziękuj również Fleur. Nie zabawię u was długo, muszę znaleźć jakiś sposób, aby odnaleźć Harry'ego i Hermionę, a jeśli nie to wymyślę coś innego, nie mogę się wiecznie u was ukrywać – odpowiedział Ron.
- Od czego ma się starszego brata? – uśmiechnął się do niego Bill. - A teraz o tym już nie myśl, chodź zaprowadzę cię do twojej sypialni.

Wyszli razem z salonu i skierowali się na górę. Bill wskazał Ronowi drzwi, a ten wszedł sam do pokoju. Odłożył plecak na podłogę i spojrzał przez okno na piękną okolicę domu.
- Odnajdę ich, muszę to zrobić, mam nadzieję, że ciągle są cali i zdrowi. - Ron odszedł od okna i położył się na łóżko. Długo nie mógł zasnąć, myśląc ciągle o ostatnich wydarzeniach, w końcu jednak zmorzył go sen, przyszedł czas na odpoczynek.