Rozdział II.

W którym Harry otrzymuje list.

Harry obudził się następnego ranka, otrzymując gruntowną burę zarówno od ciotki, jaki i od wuja za zniszczenie urodzin Dudleya. Przeprosił ze wzrokiem utkwionym w końcówkach swoich butów. To nie było tak, że oni wierzą, że jest mu przykro, nawet, jeśli by było. Po wytrzymaniu jeszcze kilku minut krzyku wuja, Harry został w domu udając chorobę.

Czekał go dzień pełen pracy.

Całe jego ciało było zesztywniałe, kiedy wreszcie opadł na swój cienki materac. Jego ręce były obolałe od szorowania, plecy bolały od ciągłego pochylania się, a pulsowanie w żołądku mówiło mu, że jest głodny. Nie chcąc niczego więcej niż pozostania w łóżku na zawsze, Harry wiedząc ze ma w szafce nieco jedzenia, które zdołał podwędzić, gdy Dursleyowie udali się na spoczynek do swoich luksusowych sypialni, odetchnął uspokojony. Wkrótce dom napełnił się nieprzyjemnym odgłosem chrapania Vernona.

Również dzisiaj Harry próbował porozmawiać z Tomem. Przez cały dzień myślał o dzienniku i o tym dziwnie łoskoczącym uczuciu z tyłu czaszki, gdy używał magii. Wsuwając rękę pod materac szukał znajomej tekstury powierzchni jego dziennika i położył go sobie na kolanach. Harry chciał wiedzieć wszystko, i był zadowolony, że jednocześnie mógł ćwiczyć swój charakter pisma. Rozwarł okładki dziennika i otworzył go na pierwszej stronie, trudno byłoby mu się do tego przyznać, ale na ten dźwięk jego serce zabiło biło lekko w jego kościstej piersi. Pozwolił ołówkowi przez chwilę unosić się nad papierem.

Witaj Tom.

Grafit pozostał widoczny na stronie, tak jasnej jak dzień. Harry odczekał kilka chwil. Po chwili, która wydawała się wiecznością, jego serce zamarło. Wiedział o tym. On po prostu wiedział, że mówiąc mu o wężu sprawił, że Tom nie chce być już jego przyjacielem. A może właśnie marzył, a pamiętnik przede wszystkim nigdy nie odpowiadał na to, co pisał. Strapiony Harry poruszył dłonią by zamknąć dziennik. Migotanie czerni pomiędzy stronami w czasie zamykania przyśpieszyło jego puls i zmusiło chłopca do tego, by otworzył go ponownie.

Dobry wieczór, Harry. Przepraszam za moje niegrzeczne zachowanie wczoraj.

Z ust chłopca dobył się mały okrzyk ulgi, a z nim odeszło początkowe napięcie.

Myślałem, że nie chcesz już być moim przyjacielem. Myślisz, że jestem dziwakiem?

Boże, nie! Oczywiście, że chcę być twoim przyjacielem, Harry, mój drogi.

To był już kolejny raz. Tom nazwał go per-„mój drogi". Jedyną osobą, która kiedykolwiek go tak nazywała była pani Figg, która jest bardzo stara. Harry pomyślał, że jest to szczególnie dziwne, zważywszy Tom kiedyś był człowiekiem. Może pani Figg i on kiedyś się jakoś znali. Harry zachichotał lekko. Tom pewnie tylko zapomniał, że kiedyś sam był chłopcem.

Harry? Co się stało?

Wiesz, że nie jestem dziewczyną?

Czy to sprawia, że czujesz się nieswojo, kiedy cię tek nazywam?

Harry czuł się trochę winny przyznając to, ale to było niewątpliwie dziwne.

Bardzo dobrze.

Harry'emu udało się trochę niezgrabnie skierować rozmowę z powrotem do tematu węża w zoo. Mógł jeszcze zobaczyć oczami wyobraźni te żółte, znudzone oczy, te tak bardzo oślizgłe, gładkie, suche łuski delikatnie przesuwające się obok jego rąk przyciskające go do podłogi...

Dobrze to przemyślałem. Nie sądzę, że to nic, czym można by się zamartwiać.

Po tym, co usłyszał, Harry postanowił porzucić ten temat, ale nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Tom trzyma coś przed nim w sekrecie. Zresztą nawet, jeśli coś takiego miałoby miejsce, Harry uznał, że jego przyjaciel pewnie miał ku temu dobry powód. Wkrótce całkowicie o tym zapomniał, kiedy to jego zainteresowanie wzięło pierwszeństwo nad innymi rzeczami.

Tom, czy opowiesz mi więcej o magii?

Harry od wczorajszej nocy uważał z zarzucaniem Toma wieloma pytaniami w kwestiach, co, do których nie miał bladego pojęcia - to uczyniło go podekscytowani, tak bardzo, że nie mógł się powstrzymać przed wypowiedzeniem tego słowa w głowie - Magia. Czy czarownice naprawdę mają krzywe nosy? Co noszą czarodzieje? Jak on mógł uczyć się magii?

Bardzo dobrze. Co chcesz wiedzieć?

Zaatakował Toma gradem pytań, tak szybko, jak tylko mógł je napisać, ale został zmuszony do zatrzymania się, kiedy jego ręce zaczęły przeszywać bolesne skurcze.

Harry, musisz zwolnić. Zacznij z jednym pytaniem na raz proszę.

Przepraszam.

Nieśmiało odpisał Harry.

Jak można czarować?

I właśnie wtedy, usłyszał miękkie tąpnięcie niczym upadek karty na dywan, na piętrze jego wuj przestał chrapać i przeczyścił gardło. Harry zamarł, zastanawiając się przez chwilę, czy to włamywacz. Nic. Harry zastanawiał się, czy może coś nie spadło z drewnianej obudowy grzejników. Po chwili pomyślał, że właśnie czas, aby wykorzystać trik, który niedawno udoskonalił, polegał on na otwarciu zamka w jego komórce od wewnątrz. Przeczesał wzrokiem całe swoje królestwo w poszukiwaniu obiektu, który pozwoliłby mu na to. Po chwili zatrzymał się one na stronie pamiętnika, na której przed chwilą coś nowego zostało napisane.

Harry? Co się stało?

Pośpiesznie wyjaśnił swoje zaniepokojenie, po czym znalazł długi kawałek drutu hartowanego; pozostałość po dużym spinaczu biurowym, który wcześniej był własnością jego wuja. Harry stwierdził, że mała szczelina pomiędzy drzwiami a ścianą, jest na tyle duża, aby idealnie dopasować do niej kawałek drutu taki jak ten. Same drzwi wisiały luźno na zawiasach przez nieustanne poranne uderzenia Petunii. Oznaczało to, że jeśli Harry pchnąłby go jak najdalej, jak tylko by się dało, zamek zacząłby sam się łatwo przesuwać w przód i w tył z kawałkiem twardego drutu wewnątrz. Trochę praktyki pozwoliło mu zrobić to bardzo cicho. Kiedy zamek kliknął wolny, Harry ostrożnie pchnął drzwi i zajrzał do holu. Na wycieraczce leżało coś białego.

List?

Kto mógł napisać list w środku nocy? Ciekawość zwyciężyła i szarpnął nogami, odchodząc od schodów i zmierzając w kierunku drzwi. Podszedł do nich i schyliwszy się podniósł list, nieustannie nasłuchując najmniejszej zmiany w chrapaniu Vernona, albo nietypowych odgłosów na tej cichej jak zwykle ulicy na przedmieściach. Tętno Harry'ego grzmiało w jego uszach, gdy czytał nazwisko adresata.

Pan H. Potter

Komórka pod schodami

4 Privet Drive

Little Whinging

Surrey

Ten list... Był dla niego? Kto by wysłał list do niego? Harry ledwo znał kilkoro ludzi oprócz Dursleyów, z tego większość z nich mieszkała w najbliższym sąsiedztwie. Oczywiście ktoś musiał poświęcić swój czas, aby to napisać, więc to musi być ważne. Przyciskając list do piersi, Harry prawie zwymiotował, gdy usłyszał ogromny, dudniący odgłos wstawania z łóżka. Przebiegł bezgłośnie z powrotem do swojej komórki, ostrożnie zamykając drzwi za sobą, w tej samej chwili, gdy ciężkie kroki Vernona dotarły do schodów. Chwycił mocno na drewniane belki, które biegły ku górze i ku dołowi drzwi, wcisnął paznokcie w drewno i pokładał nadzieję w Bogu, że jego wuj nie sprawdzi blokady. Przez maleńką szparę zobaczył wuja idącego swoim kaczkowatym, ospałym chodem do kuchni, skąd w chwilę później Harry usłyszał odgłos stawiania szklanki na ladzie i nalewania do niej bieżącej wody.

Harry poczuł się chory. Jego ręce zaczęły boleć od zbyt mocnego przyciskania ich do drewnianej beli, a na dodatek było mu ciasno i niewygodnie w tej pozycji. W chwilę później usłyszał wuja Vernona wspinającego się z powrotem po schodach. Harry poczuł, że zbiera mu się na nudności, kiedy usłyszał kroki stryja milknące z powrotem w sypialni. Wypuścił oddech, zanim wziął z powrotem do ręki pamiętnik z powrotem i spojrzał na pismo przyjaciela wraz z następnymi dopiskami.

Co to jest Harry?

Tom napisał po raz kolejny, elegancko kreśląc kolejne litery na następnej stronie poniżej. Harry prychnął i napisał o liście, wciąż bardzo zakłopotany.

Mam pomysł, co to może być. Ukryj to gdzieś. Będą się starali odebrać ci ten list, Harry.

Chłopiec zmarszczył nos. Dlaczego Dursley'owie mieli by tak bardzo chcieć odebrać mu ten list? Harry wiedział, że byli wredni, złośliwi i nienawistni, ale to byłoby zbyt niesprawiedliwe, gdyby mieli zabrać jedną z niewielu rzeczy, jakich Harry nigdy nie otrzymał. Przebiegł palcami po kopercie, gdy jeden z jego palców natrafił na coś nierównego na powierzchni listu. Odwrócił go, i zobaczył sporą czerwoną woskową pieczęć z osobliwym godłem. Harry rozerwał ją, otwierając list na dobre.

SZKOŁA MAGII I CZARODZIEJSTWA

HOGWART

Dyrektor: Albus Dumbledore

(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar., Gł. Mag.)

Szanowny Panie Potter.

Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.

W załączniku dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.

Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujmy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca.

Z wyrazami szacunku

Minerwa McGonnall

Zastępca Dyrektora

Powiedzenie, że Harry mniej niż wstrząśnięty byłoby kolosalnym niedopowiedzeniem. Nadawca tego listu odpowiedział na kilka z jego pytań, ale teraz jeszcze bardziej zaczął zaglądać do jego umysłu, jak przebiśniegi spod śniegu*. Harry szybko skopiował ołówkiem zawartość listu dla Toma, który wydawał się dojść do siebie.

Wiedziałem. Jestem bardzo szczęśliwy z twojego powodu Harry. Będziesz świetnie się bawił w Hogwarcie. Ja sam spędziłam tam wspaniałe chwile.

Poszedłeś tam Tom?

Oczywiście. Jest już niezmiernie późno. Będziemy mogli porozmawiać o tym jutro wieczorem.

Jak gdyby dzięki magii, Harry przeciągnął się jaki długi, a z jego ust dobyło się niskie ziewnięcie, zmęczenie zaczęło narastać, a jego oczy kleiły się już niemiłosiernie. Wciąż pękał od nie zadanych jeszcze pytań do swojego nowego przyjaciela, ale zmęczenie zaczynało zamazywać to na co patrzył.

– Przypuszczam, że mogę poczekać do jutra. – Szepnął do siebie.

Dobranoc Tom.

Pamiętnik lekko podgrzał jego dłoń, wysyłając kilka fal ciepła wzdłuż całego jego ciała. Harry ziewnął i przetarł oczy.

Dobranoc Harry. Śpij dobrze.

Chłopiec złożył list pomiędzy stronami swojego dziennika, umieszczając go pod swoim materacem. Kiedy Harry położył głowę na poduszce, jedyne, o czym mógł myśleć było uczęszczanie do Hogwartu. Myśli przelatywały po jego głowie, goniąc jedna drugą, wyobraźnia przenikała marzenia i na odwrót. Sen stawał się jawą, a jawa snem w głowie tego dziecka. Dynie, nietoperze i gwiazdy, świece, szaty, różdżki, kapelusze czarownic i czarodziejów, gwarne okolice klas. Te marzenia powoli raczyły go słodką pieszczotą delikatnego snu, pełnego marzeń o nieskończonych kamiennych korytarzach w nieznanym, starożytnym zamku. We śnie, Harry zatracił się w niekończącej się pustce.


Kiedy gorące, letnie dni następowały jeden, po drugim, Harry zdał sobie sprawę, że rozmawia z Tomem, co noc. Głównie rozmawiali o rodzinie Harry'ego i jak oni go traktują, ale także o cudownej szkole Hogwart i jej wspaniałej historii. Tom opowiedział mu o czterech wielkich czarodziejach, którzy założyli Hogwart i o jego domach, które później zostały nazwane ich nazwiskami.

W jakim domu byłeś Tom?

Zapytał, ciekawy chcąc wiedzieć choć trochę więcej o swoim zagadkowym przyjacielu. Tom rzadko mówił o sobie, zwłaszcza, gdy to Harry pytał. Właśnie miał się jeszcze dowiedzieć czegoś o wnętrzu Toma, które bardzo go niepokoiło.

W Slytherinie. To jest naprawdę nie rozumiany dom, w przeciwieństwie do tego, co usłyszysz od innych, Harry. Powiedziałbym, że Slytherin rywalizuje z Ravenclav w inteligencji.

Jacy są Ślizgoni?

Ślizgoni muszą wykazywać się sprytem, ambicją i zaradnością.

Harry lubił słuchać o tym domu więcej niż o innych. Nie uważał się za tak ślepo lojalnego jako Puchoni, ani tak inteligentnego, jak Krukoni, a już na pewno, ale to na pewno nie jest tak głupio odważnego jak ci Gryfoni. Odwaga nie zaprowadziła go zbyt daleko. Stała się dla Dursleyów synonimem głupoty i idiotyzmu. Ponadto, Harry nie miał pojęcia, w jaki sposób kupi, choć jeden z przedmiotów znajdujących się na liście, nie mówiąc już o książkach, kociołku, czy sowie. Gdzie trzeba się udać, aby kupić sowę? Dursley'owie pewno nie wezmą go do miasta - to było pewne. Harry nie był nawet pewien, czy Dursleyowie pozwoli by mu uczęszczać do Hogwartu.

Jeśli jadę do Hogwartu, to jak mam zamiar trzymać się z dala od mojej rodziny? I jak będę mógł kupić potrzebne przedmioty?

Mały basen paniki przylgnął do jego umysłu na chwilę. Co jeśli zabronią mu iść? Harry wiedział, że wpadł, nie mógł nawet od nich uciec. Nie było sposobu, by mógł przystąpić do normalnej szkoły teraz, gdy wiedział, kim jest.

Mam pomysł, Harry, ale musisz to zrobić dokładnie tak, jak ci powiem.

Przez pozostałą część nocy, Harry dokładnie podążał za instrukcjami Toma najlepiej jak tylko potrafił.