Natsuya Kirishima tuż po skończeniu gimnazjum Iwatobi przeprowadził się z młodszym bratem i rodzicami do miasta, które również było miastem portowym jednak odległość między tym a poprzednim miejscem ich zamieszkania była ogromna. Aby zobaczyć znajome wybrzeże musiał wspiąć się z bratem na jedną z okolicznych gór i dobrze się przyjrzeć.
Niedawno przyjechał w odwiedziny do rodziny wprost z Australii, gdzie skończył pierwszy rok studiów. Niemalże od razu po rozpakowaniu wybiegł z domu na plażę. Był chyba jedyną osobą, która odważyła się wyjść z domu podczas tak okropnej pogody. Mu jednak nie przeszkadzały czarne chmury, ulewa, burza i sztorm. Można powiedzieć, że czasem lubił taką odmianę. Słońce i dobra zabawa często przypominały mu o dawnych znajomych.

Szedł więc wąskim pasem piasku nie przejmując się niczym. Patrzył jedynie na szalejące morze kierując się w kierunku swojej kryjówki. Gdy dotarł do celu wspiął się na jeden z kamieni i usiadł na nim. Uśmiechnął się widząc jak kolejna już fala naciera na niego z ogromną prędkością. Kolejna. Plask. Nagle ogarnął go dziwny niepokój. Spojrzał na skały znajdujące się nieco niżej i aż zachłysnął się powietrzem gdy zobaczył ciało jakiegoś chłopaka. Kto normalny pływa podczas sztormu?! Był zdenerwowany. Skądś kojarzył tą sylwetkę. Szybko zabrał ciało z kamieni. Położył na piasku tak, że spokojnie mógł zobaczyć jego twarz. Zbladł.
- Haruka…
Szok jaki przeżył w tym momencie był nie do opisania. Nachylił się nad kolegą sprawdzając jednocześnie puls i oddech.
- Cholera! Nie oddycha!

Momentalnie zaczął robić koledze sztuczne oddychanie. Przewrócił go na prawy bok i z ulgą patrzył jak z ust Nanase wypływa woda. Odwrócił go z powrotem na plecy i ponownie sprawdził oddech. Był równie słaby jak i puls, ale ważne, że był.
- Znalazłem na plaży naprzeciwko tutejszego liceum nieprzytomnego chłopaka. Jest nieprzytomny, potwornie zimny. Oddech jak i puls są prawie niewyczuwalne… Na brzeg wyrzuciły go fale.
Gdy rozłączył się wybrał numer do brata.
- Ikuya powiedz rodzicom, że przez jakiś czas nie będzie mnie w domu.
- Czemu? Przecież dopiero co przyjechałeś!
- Nagły wypadek.
Rozłączył się, gdy przyjechała karetka.
- Znasz go? – spytał mnie jeden z ratowników w czasie gdy dwaj pozostali przenosili niebieskookiego do karetki.
- Tak to mój dawny kolega z szkolnego klubu pływackiego. Haruka Nanase.
- Ta dzisiejsza młodzież nie ma za grosz rozsądku. Jak można pójść pływać podczas sztormu? – mamrotał lekarz.
- Mogę pojechać z wami? On mieszka bardzo daleko stąd i nie ma tu nikogo znajomego prócz mojej rodziny.
Ratownicy wyrazili zgodę.
Całą drogę bez słowa przyglądał się działaniom lekarza, który ciągle coś sprawdzał i poprawiał. Obudził się z transu, gdy drzwi otworzyły się i zaczęto przewozić Haru na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Później przenieśli go do oddzielnej sali.
- Mogę wejść do niego?
- Nie widzę przeciwwskazań. Jeśli się obudzi proszę przycisnąć czerwony guzik.
Natsuya skinął głową ze zrozumieniem i wszedł do pomieszczenia.
Patrzył na bladą, spokojną twarz i zastanawiał się skąd ten chłopak się znalazł w takim miejscu.
Wziął telefon do ręki i ponownie zadzwonił do brata.
- Co jest Natsuya?
- Ikuya, pamiętasz może Nanase?
- Jasne, że tak. Skąd to pytanie?
- Właśnie jestem z nim w miejscowym szpitalu.
- Hę? Jak to?
- Siedziałem na plaży, gdy nagle fala wyrzuciła go na brzeg. Rozumiesz? Tak po prostu wypadł z morza. Jak go zobaczyłem wyglądał jak trup. Teraz powoli odzyskuje kolorki, ale dalej wygląda krucho. Jeszcze ta maska tlenowa…
- To jakiś żart?
- Nie Ikuya, to nie jest żart. Lepiej zapytaj się mamy czy ma numer do któregoś z rodziców Haruki.

Odłożyłem telefon do kieszeni z powrotem kierując wzrok na Nanase.