- Spójrz, Alibaba-chan, czy to nie jest piękny ship!? - Kougyoku aż podskoczyła w miejscu. - Myślę, że ty i braciszek jesteście bardzo podobni! Tacy sami!

- Nie chcę, żeby Kouen obdzierał mnie za skóry! - Tak, moja przyjaciółka właśnie tworzyła yaoistyczne shipy, czytając mity greckie. Nie pytajcie, czemu się z nią zadaje, błagam.

- Alibaba-chan, ty... - Przełknąłem ślinę, widząc, jak oczy się jej szklą, a umysł doznaje ekstazy. - ...sam z siebie postawiłeś się w roli niedoskonałego Marsjasza, a braciszka uznałeś za perfekcyjnego, zimnego boga - Apollo! - krzyknęła, niczym Tsukiyama "Tres bien".

- T-tak... - To raczej nie była odpowiedź, w końcu ona o nic nie pytała, ale poczułem nagłą potrzebę potwierdzenia realności wszechświata.

- Yhym… - Zaczerwienione policzki i przekroczenie granicy prywatności. Gdyby był tu Kouen, już osądziłby mnie o zdradę (tak, Kouen wyznaczył mi limit centymetrów. Muszę być oddalony co najmniej o metr trzydzieści od potencjalnego kochanka. Tak, bo ja zdradzam Kouena na każdym kroku. To przecież takie oczywiste. Nie wiedzieliście o tym?). - ...robisz to z braciszkiem tak...?

- Kougyoku, zatrzymaj się! - Złapałem ją za ramiona. Nie chciałem nawet słyszeć tego pytania, a co dopiero na nie odpowiadać. Wystarczył mi Kouha, który pytał, czy jego brat i król lubi krwawo!

Krzyczę w próżni kosmicznej do Judala:

CO JEST NIE TAK Z RENAMI!?

- Ale... Ale Alibaba-chan! Mi możesz powiedzieć! - Kougyoku usiadła z powrotem, trochę obrażona. - No, jesteśmy przyjaciółmi! Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, prawda, prawda? Mi mógłbyś powiedzieć! - Zasłoniła usta rękawem kimona i zmarszczyła brwi. Aż zbyt dobrze poznałem to marszczenie brwi. Jak któryś z Renów marszczy brwi, to oznacza tylko jedno - uciekaj, póki jeszcze świat wokół ciebie istnieje. - Morgianie na pewno powiedziałeś... - wyszeptała złowrogo. No tak, nie było bardziej znienawidzonej osoby (prócz Hakuei, prócz Hakuei) niż Morgiana. Imię zakazane, o ile nie mówiło się o ewentualnym wyroku śmierci (nie chcę nawet wiedzieć, ile razy Kougyoku prosiła o ten wyrok Kouena).

- Kougyoku... - westchnąłem, przykładając dłoń do czoła. - Ja z Morgianą ledwo co rozmawiam. Jak z nią dwa słowa wymienię, to mogę to nazwać sukcesem. - To wielki sukces. W końcu miałem zakaz. Kougyoku przekonała Kouena (co wcale nie było takie trudne), że Morgiana będzie go cocbkloczyć. W ogóle wszyscy, prócz kochanego rodzeństwa Ren (z wyjątkiem Hakuryuu, Hakuryuu jest inny) próbują cocbloczyć Kouena. A jak! Cały świat chce się kochać z Alibabą! Szkoda, że nie miałem takiego wzięcia, dopóki nie zacząłem być z Kouenem!

- To... To braciszek naprawdę jest jak Apollo? - Znów się troszkę przybliżyła, patrząc na mnie wielkimi, ciekawskimi oczyma.

- No... chyba - wyjąkałem, niepewny, do czego to pytanie może doprowadzić.

- Wiedziałam, że jest doskonały, a w swej perfekcji zimny i okrutny - mówiła to z takim uwielbieniem i pasją, że aż przeszły mnie ciarki. Wolałem nie rozmawiać z nią ani tym bardziej z Kouhą o Kouenie. Ich miłość do starszego brata zaczynała powoli wykraczać poza miłość jaka powinna łączyć rodzeństwo.

- Yhym... - No tak. I co ja mam teraz powiedzieć? Może pójdę coś zjeść?

- A... - Jej głos wbił mnie z powrotem w siedzenie. - Ty rzucasz mu wyzwanie jak Marsjasz? - Aż mi się usta same z siebie otworzyły. Kougyoku, odłóż tą książkę. Ona źle ci robi.

- E... no... - Moje inteligentne odpowiedzi zaskakiwały nawet mnie. Wtedy drzwi się otworzyły, a w nich stanął mój wybawc... a nie, jednak nie. Cześć Kouen.

- Co tu robicie? - Kochamy się miłością nieczystą, a nie widać?

- Alibaba-chan i ja czytamy mity greckie, które mi pożyczyłeś, niisama! Alibaba-chan uznał, że jesteś jak... - nie! Nie! NIE! NIE MÓW MU TEGO! - ...Apollo!

...i stało się.

Żegnaj okrutny świecie.

- Apollo? - Wyczułem to. Zdecydowanie to wyczułem. Nie, żeby mi to nie pasowało. Bardzo to lubiłem, ale... Hm…. Moje ciało płacze. Przecież robiliśmy to dzisiaj rano i wczoraj wieczorem, i wczoraj popołudniu, i wczoraj rano, i przedwczoraj wieczorem też. I tak non stop, w kółko.

Ren Kouenie, proszę, opanuj libido!

- Ym! Ym! Powiedział, że jesteś doskonały jak Apollo! - Wcale tak nie mówiłem! - A siebie porównał do Marsjasza! - Trzeba było spalić tą książkę!

- Do Marsjasza?

- Ym! Do...

- To ja idę do Judala! – W nagłym olśnieniu przypomniało mi się, że prócz Kouhy, Koumeia i Kougyoku, jeszcze Judal nie cockbloczy.

- Siadaj.

- Tak sobie żartowałem. - Proszę was, nawet nie miałem nikłej nadziei, że mnie puści.

- Kougyoku. - To było bardzo sugestywne wypowiedzenia imienia. Nie musiał mówić nic więcej. Kougyoku wyszła. Usiadł koło mnie, na wielkiej kanapie, która zaraz stanie się świadkiem dionizyjskich orgii. - Alibaba. - To imię też wypowiedział bardzo sugestywnie, aż nie wiedziałem, czy to przez jego głos przeszedł mnie dreszcz, czy przez te zęby zaciskające się na moim uchu.

- K-kouen. - Odsunąłem się, by nie wpaść w to, by się nie pogrążyć. Spojrzał na mnie, zaskoczony, zasmucony, podniecony. Ze świstem wypuściłem powietrze. Uspokój się, Alibaba Saluja! To niezdrowe dla twojego ciała! - To... - Znów się do mnie zbliżył. Nie wiem kiedy, upadłem plecami na sofę.

- Alibaba.

Ile mogłem zaprzeczać sam sobie?

Przecież pragnąłem go tak bardzo, jak on mnie.

...mam tylko nadzieję, że nigdy nie zrobi sobie ze mnie swojego Marsjasza.

...naprawdę lubię swoją skórę.

...na swoim ciele.