Lily
W hinduskiej, letniej restauracji, jakiemuś mugolowi wpatrzonemu w kobietę i zajętemu rozmową odpływa ze stolika ryż z kurczakiem w warzywach. Chowam talerz pod peleryną która jest bardzo obszerna i może wiele pomieścić, i zaszywam się w parku. Siadam za żywopłotem blisko placu zabaw i zajadam lunch. Za chwilę powinny przyjść Lily i Petunia, siostry które obserwuję od dłuższego czasu. Właściwie, to z ukrycia obserwuję Lily, ale nie mam śmiałości do niej podejść. Po raz pierwszy zauważyłem Lily kilka miesięcy temu, jak robiła magię skacząc wysoko z huśtawki i "płynąc" w powietrzu. Zainteresowałem się tym jawnym użyciem czarów i zacząłem śledzić dziewczynkę ustalając, że rodzice i siostra Lily są mugolami i Lily nie wie, że jest czarownicą. Lily mieszka w lepszej dzielnicy, w domu z zadbanym ogródkiem, ma ładne ubrania a po południu jest przywożona wraz z siostrą przez mamę ze szkoły. Jej rodzice są zupełnie inni niż moi, pracują, są pogodni, dobrze ubrani, śmieją się, często przytulają i całują dziewczynki, nie krzyczą i nie klną. Gdy skończyłem jeść, to siostry wreszcie przyszły na plac zabaw. Ukryty za żywopłotem obserwuję Lily. Jestem ubrany za ciepło jak na takie gorące lato, ale nie zdejmuję peleryny bo wstydzę się starych, mugolskich, zupełnie nie pasujących na mnie ubrań ze śmietników które mam na sobie. Lily po raz kolejny wylatuje w powietrze z rozbujanej huśtawki i z gracją opada na ziemię, a ta jej wstrętna, mugolska siostra wrzeszczy na nią. Lily podchodzi do żywopłotu i jest blisko mnie, ale mnie nie widzi. Ma miły uśmiech, burzę rudych włosów i niespotykane, intensywnie zielone oczy.
- Patrz Tunu, co potrafię,- mówi, a pąk kwiatu na jej ręce rozwija i zwija płatki, jakby chciał polecieć.
Tunia patrzy na nią trochę z zazdrością, a trochę złym wzrokiem.
-Nie rób tak, tak nie można.
-Czemu, przecież nie robię nic złego, to nikogo nie boli.
Nie mogę już znieść tego, jak Tunia traktuje Lily i wyskakuję zza żywopłotu. Przerażona moim nagłym pojawieniem Petunia wycofuje się do huśtawek, a lekko zdezorientowana Lily dzielnie zostaje.
-Ja wiem kim jesteś i nie robisz nic złego, jesteś czarownicą, - mówię.
-Czemu mnie tak przezywasz,- Lily wścieka się i dołącza do siostry.
-To nie jest nic złego, moja mama też jest czarownicą a ja jestem czarodziejem. Masz dużą magiczną moc,- kontynuuję.- Wiem to, bo obserwuję cię od kilku miesięcy.
-Też mi czarodziej,- prycha Petunia. - Ja wiem kim jesteś. Jesteś chłopakiem od Snape,ów. Oni mieszkają tam, za rzeką,- mówi z pogardą w głosie do Lily.
Ten adres, w jej mniemaniu, wyjaśnia aż nazbyt dobrze kim jestem. Pieprzona mugolka myślę, ale nic nie mówię. Dziewczynki odchodzą, a starsza Petunia ciągnie Lily za rękę. Na drugi dzień, znowu kręcę się koło placu zabaw i mam wyjątkowe szczęście, bo Lily przychodzi sama, rozgląda się i podchodzi do mnie.
-Jak masz na imię?
-Severus.
-Ja jestem Lily. Czy naprawdę jesteś czarodziejem? Czy umiesz robić magię?
-Tak.
-Mógłbyś mi pokazać?
Rozglądam się dyskretnie czy nikt nas nie obserwuje, po czym moją magią zrywam kwiat wpatrując się weń intensywnie i rozkazując mu polecieć. Kwiat dryfuje w kierunku Lily i osiada w jej ręku.
-Niesamowite! Gdzie chodzisz do szkoły?
-Jestem uczony przez mamę w domu. Jak skończę 11 lat, to pójdę do szkoły magii i czarodziejstwa, do Hogwartu. To szkoła z internatem dla czarodziejów. Będę szkolony w magii. To już za dwa lata. A gdzie jest twoja siostra?
-Ma lekcję gry na pianinie.
-A ty nie masz?
-Nie, nie lubię grać. Masz 9 lat?
-Tak.
-Ja też. Za dwa lata skończę podstawówkę i czeka mnie wybór szkoły. Opowiedz mi coś o czarodziejach. To chyba jakaś bajka, nigdy nie słyszałam o takich ludziach. I czemu patrzyłeś się czy nikt nas nie widzi, gdy robiłeś magię?
-Bo czarodzieje ukryli swój świat przed mugolami...
-Mugolami?
-Mugole to niemagiczni ludzie, tacy jak twoja siostra.
-To czemu nie jesteś ukryty?- Śmieje się Lily. Jej śmiech jest miły i sympatyczny.
-Moja mama wyszła za mugola. Mieszkam na Spinner,s End,- sucho ją informuję.
-Opowiedz mi Severusie o magicznym świecie.
Uśmiecham się, bo tak rzadko ktoś mówi do mnie po imieniu.
- Świat czarodziejów jest ukryty przed mugolami już od kilkuset lat. Mamy swoje Ministerstwo z Ministrem Magii, sąd który nazywa się Wizengamot, policjantów których nazywamy aurorami, z biurem aurorów przy Ministerstwie Magii, taki główny posterunek policji, a nawet więzienie dla czarodziejów.
-Więzienie?
-Tak, jest na wyspie, na morzu, strzeżone przez demetorów, okropne istoty które wysysają z ludzi szczęście i nadzieję zostawiając najgorsze wspomnienia.
-Za co czarodzieje trafiają do więzienia?
-Za nieprzestrzeganie prawa czarodziejów. Chyba tak jak u mugoli. Za napady, pobicia, morderstwa, też za ujawnienie czarodziejskiego świata mugolom, za używane zaklęć niewybaczalnych...
-Niewybaczalnych?
-No, takich do zabijania, torturowania lub podporządkowania sobie kogoś swojej woli. Znam takie trzy: Crucio, Imperio i najgorsze, zabijające, przed którym nie ma obrony Avada Kedavera.
-I mama uczy cię takich zaklęć?- Pyta trochę przerażona Lily.
-Nie, skądże,- śmieję się, -nawet nie wie, że je znam. W domu jest dużo ksiąg o czarnej magii i urokach chronionych magią jedynie przed zniszczeniem więc dużo czytam, mama nawet o tym nie wie, jak wchodzi do pokoju to widzi okładkę innej książki.
-I umiałbyś zrobić taką magię? - Pyta zdziwiona i nadal przestraszona Lily. Wyraźnie jej imponuję, i jest to dla mnie bardzo przyjemne uczucie którego doświadczam po raz pierwszy.
-Nie wiem, -uśmiecham się,- nie próbowałem, do tego potrzeba różdżki.
-Różdżki?
-To coś przez co kanalizujesz swoją moc jak przez wąski tunel i dzięki temu możesz precyzyjnie rzucić silne zaklęcie. Bez różdżki twoja moc jest rozproszona, trudniej nią kierować i jest słabsza.
-Czemu nie masz różdżki?
-Różdżkę dostanę, jak będę szedł do szkoły. Czasami biorę różdżkę mamy i rzucam nią proste zaklęcia.
-Nie sądzę, żeby mi się to spodobało.
-Jest wiele różnych zaklęć. Ja najbardziej lubię warzyć eliksiry.
-Eliksiry?
-No wiesz, ustawiasz kociołek, mieszasz różne składniki i dostajesz coś zupełnie innego, coś co może wyleczyć choroby, wywołać dobry nastrój, zapewnić szczęście.
-I warzysz takie eliksiry?
-Tak w piwnicy, w starym kociołku mamy, mam do tego talent,- mówię z dumą. - Mama na czas warzenia użycza mi różdżki.
Robi się późno, więc powoli idziemy w stronę domu Lily cały czas rozmawiając. Przy Lily czuję się swobodnie, obydwoje śmiejemy się i żartujemy jakbyśmy się znali od lat. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek, z kimkolwiek czuł się tak swobodnie i dobrze.
-Wyjeżdżasz gdzieś jeszcze na wakacje?- pyta Lily.
-Nie, -odpowiadam.
-Spotkamy się jutro? Szkoła zaczyna się dopiero za dwa tygodnie.
-Dobrze. Tak jak dzisiaj?
-Tak.
Odprowadzam Lily pod dom, żegnamy się i odchodząc spoglądam przez ramię. Zadowolona dziewczynka wchodzi do środka, a ja wlokę się noga za nogą w kierunku Spinner,s End.
