Kolejne spotkania są jak przerwana słowem cisza

Zaskoczony chłonę cię

Zagłuszając własny ból

Adrien chodził w kółko po niezbyt dużym, ale gustownie urządzonym mieszkaniu, spoglądając z dezaprobatą w lustro. Stos koszul pokrywał parkiet podłogi i drogi dywan. Właśnie rozpinał kolejną, rzucając ją z dala od siebie, gdy drzwi mieszkania otworzyły się i do środka weszła niezbyt wysoka kobieta.

- Na Boga, Milicenta! – krzyknął w jej kierunku. – Jesteś spóźniona!

- Nie krzycz – uciszyła go. – No chyba, że nie chcesz, żebym ci pomogła – dodała z uśmiechem, widząc bałagan. – Dawno cię takim nie widziałam – urwała nie chcąc wspominać zbyt wiele. – Mam nadzieję, że niedługo nas przedstawisz – powiedziała, podając mu czarną koszulę i czarne spodnie.

Przymierzył wszystko i mruknął z zadowolenia.

- Jesteś cudowna – rzekł, całując ją w policzek.

- Nie, tylko opanowana – odparła żartem.

Popatrzyła na jedyne zamknięte drzwi i odwróciła się w stronę blondyna.

- Nie spiesz się. Dam sobie radę – powiedziała od razu hamując krzyki protestu.

Blondyn sięgnął po płaszcz i parasol.

- Merci jadł już kolację i poszedł spać. Wrócę na noc, Aniele – odparł krótko, ponownie całując kobietę przelotnie.

ooo

Potter już czekał, siedząc przy jednym ze stolików i nerwowo skręcając róg serwetki. Adrien podszedł do niego niespiesznie, przemykając pomiędzy stolikami.

- Musimy cię oduczyć tej nerwowości, Harry – powiedział zamiast przywitać się. – I mama ci nie mówiła, że to nieładnie? – zapytał żartobliwym tonem, patrząc na serwetkę.

- Mnie też cię miło widzieć – odparł, ignorując całą resztę.

Adrien usiadł tuż naprzeciwko niego, lustrując jego strój. Ciemnozielona koszula wyciągała kolor jego oczu tak bardzo, że teraz wydawały się emanować swoją barwą, przyciągając wzrok blondyna. Czarne spodnie opinały nieznacznie pośladki bruneta, zostawiając dokładnie tyle miejsca fantazjom, ile to było konieczne.

- Świetnie wyglądasz – powiedział Blake, patrząc prosto w oczy Pottera.

- Dziękuję, właśnie to samo miałem powiedzieć o tobie – odparł spokojnie, przesuwając wzrokiem po każdym wolnym skrawku bladej skóry, wyeksponowanej teraz przez głęboką czerń.

Tę wymianę spojrzeń przerwał im kelner, przynosząc karty dań i win. Adrien bez wahania sięgnął po listę trunków, wybierając z miejsca coś obcobrzmiącego. Mężczyzna uśmiechnął się, słysząc jego wybór i odszedł niespiesznie.

- Co wybrałeś? – zapytał ciekawie Harry.

- Francuskie czerwone słodkie, tyle musisz wiedzieć – odparł jednym tchem. – Do niego polecam polędwicę – dodał zaczytując się już całkiem w karcie dań.

- Znasz się na winach? – spytał Potter.

- Tak. Niech zgadnę… - urwał, spoglądając na niego znad karty. – Masz przyjaciela, któremu musisz wybrać prezent? – uniósł jedną brew.

- Właściwie… - urwał. – Chciałem zapytać później, ale skoro już jesteśmy w temacie… Czy chciałbyś ze mną pójść jutro do moich znajomych?

Adrien odłożył kartę na stół i popatrzył na niego uważnie.

- Harry, trochę krótko się znamy. Właściwie poza naszymi poglądami politycznymi i twoją niespecjalną działalnością czytelniczą nie wiemy o sobie za dużo… - urwał.

Potter spuścił wzrok na biały obrus i zaczął bawić się pustym kieliszkiem. Adrien odruchowo pacnął go w rękę.

- Tak się nie robi przy stole – wytłumaczył mu, ignorując zdziwione spojrzenie.

Harry roześmiał się, widząc jego minę.

- To właśnie lubię chyba w tobie najbardziej – zaczął. – Zaskakujesz mnie za każdym razem. A co do tego, że nie wiemy o sobie zbyt wiele… Mieszkałem całe życie w Anglii, w Londynie. Jestem jedynakiem, moi rodzice zginęli trzy lata temu w wypadku samochodowym. Od pewnego czasu lubię niebieski kolor i zbieram się, żeby przeczytać cokolwiek z Szekspira, choć pamiętam doskonale, że facet nudził mnie śmiertelnie – urwał. – Czy potrzebujesz wiedzieć coś jeszcze? – zapytał ciekawie.

Adrien parsknął, słysząc jak Potter nazywa Szekspira facetem, ale nie skomentował tego.

- Czy zamierzasz startować w wyborach? – spytał spokojnie. Potter skinął przecząco głową. – Dobrze, zatem jakie wino mam przynieść? Czy twój przyjaciel może być zaciekawiony czymś niestandardowym?

- Ron? Z pewnością! – Uśmiechnął się szeroko. – Wpadnę po ciebie o 18.00, dobrze? – Adrien skinął głową, zastanawiając się nad czymś.

- To może sparafrazuję. Urodziłem się i wychowałem w Anglii. Moja rodzina jest niezbyt wielka i niezbyt przyjemna, więc nie utrzymuję z nią stałego kontaktu. Przez pewne konflikty – skrzywił się lekko – zostałem zmuszony do porzucenia mojego zwykłego trybu życia. I co najważniejsze – nazywanie Szekspira facetem jest pogwałceniem… - urwał widząc, że Potter chichocze. – Nieważne. Nie przepadam mówić o mojej przeszłości – zaczął ponownie.

- Czy ten konflikt miał związek z tym, że jesteś homoseksualistą? – spytał Harry, pierwszy raz używając właściwie tego terminu. – Oczywiście, jeśli nie jestem wścibski.

- Nie, nie jesteś. I tak… Częściowo to ten powód – przytaknął spokojnie. – Ale to przeszłość. A dziś należy do nas – odparł odrobinę radośniej.

Kelner zebrał ich zamówienia i oddalił się, pozwalając na dalszą rozmowę. Wieczór zakończył się wyjątkowo miło, choć może odrobinę zbyt szybko. Deszcz kropił już, gdy wychodzili, więc przemykali pod jednym parasolem do samochodu Harry'ego skradając sobie niespieszne pocałunki. Potter w końcu zamiast otworzyć drzwi, przyparł go do nich całując agresywnie. Oderwał się dopiero, gdy przemokli do suchej nitki, a parasol został porwany przez przypadkowy podmuch powietrza. Dyszeli przez chwilę patrząc sobie w oczy i uśmiechając się szeroko.

- Wpadniesz do mnie? – spytał normując oddech.

Adrien spojrzał na zegarek i przytaknął.

Chwilę potem zatrzymali się przed niewielką kamieniczką, w której świeciło się tylko światło na ganku. Potter szybko otworzył drzwi, wpuszczając do środka ich i kilka podmuchów wilgotnego londyńskiego powietrza. Przywarli do siebie, gdy tylko usłyszeli cichy odgłos zatrzaskiwanego zamka. Harry odpinał z determinacją kolejne maleńkie guziczki czarnej koszuli, gryząc po szyi mężczyznę i popychając go nieustannie w kierunku sypialni.

- Cholerna koszula – mruknął, siłując się z kolejnym.

- Jeszcze godzinę temu ci się podobała – przypomniał Adrien, samemu mocując się z ubraniem mężczyzny.

- Jeszcze nigdy nie widziałem cię w zwykłej koszulce – mruknął Potter.

- I nie zobaczysz – odciął się tamten. – Za dużo gadasz – dodał, przywierając swoimi ustami do jego.

W końcu Adrien poczuł, że mokry materiał ześlizguje się z jego ramion na podłogę, a zaraz za nim podąża też koszula Harry'ego. Spodnie nie stanowiły już takiego problemu, więc po chwili stali na środku niewielkiego pokoju prawie całkiem rozebrani. Brunet oderwał się od jego warg zlizując resztki deszczu z szyi i torsu. Uwalniając go niemiłosiernie powoli z oków bielizny, która zniknęła gdzieś pośród reszty wilgotnych rzeczy. Pchnął go mocno na łóżko przygniatając swoim ciężarem, ocierając się od czasu do czasu, podczas niezsynchronizowanej z dłońmi wędrówki ust. Przygryzł jeden z sutków, które pod wpływem zimna były bardzo wrażliwe i już twarde, a potem jak gdyby nigdy nic – trącił nadgarstkiem nabrzmiałą męskość Adriena.

- Cholera – wymknęło się z ust blondyna. – Nie drażnij się ze mną – wysapał.

Poczuł jak usta bruneta układają się w słaby uśmiech tuż przy jego skórze, a język sunie w dół, przyprawiając go o kolejne dreszcze. Ominął sutki, robiąc malutkie kółko wokół pępka i dalej wzdłuż ścieżki jasnych włosów aż do napiętej skóry penisa. Pocałował sam czubek, rozsmarowując językiem kropelkę spermy, która wydostała się już na zewnątrz i nie zważając na wyraźny jęk Blake'a wziął go całego do ust, uderzając o tylną ściankę. Ruszył kilkukrotnie w przód i tył, rozkoszując się odgłosami jakie starał się stłumić mężczyzna i przygryzł lekko skórę w paru miejscach.

Kolejna niewyraźna cholera, uciekła z ust Adriena. Jego głos stawał się coraz bardziej ochrypły i rzężący. Biodra wyrywały się na przód, powstrzymywane silnymi dłońmi Harry'ego, które przyszpilały go do łóżka, aż w końcu napięcie na twarzy sięgnęło punkty kulminacyjnego i z głośnym krzykiem doszedł prosto w usta mężczyzny.

Kilka chwil później podniósł się z trudem na łokciach obserwując spod półprzymkniętych powiek Pottera, który rozłożył się na jego klatce piersiowej i kreślił palcem kółeczka wokół jednego z sutków.

- Wiesz, że to irytujące – mruknął Adrien, podciągając go wyżej.

- Wiem, ale przecież nie chcemy, żebyś zasnął zbyt szybko – odparł Harry, tuż obok jego ust zalśniło kilka mlecznobiałych kropel.

Adrien starł je kciukiem, który następnie polizał, zamykając oczy. Trącił nosem ucho bruneta i przygryzając je lekko, szeptał mu cichutko.

- Wiesz, że uwielbiam twoje oczy… - Ugryzienie. – Ta zieleń to najbardziej podniecający kolor jaki w życiu widziałem. – Wpuścił ciepły podmuch powietrza do ucha mężczyzny. – Chcę widzieć twoje oczy… - Possał skórę tuż za uchem. - … gdy będziesz dochodził… - Kolejne ugryzienie. – Więc lepiej to zapamiętaj.

Zsunął się niżej okazyjnie szczypiąc i drażnią odsłoniętą szyję. Dłonie kreśliły na żebrach równe linie, wprawiając w drżenie nerwy. Kolejne paznokcie, idealnie opiłowane, wbijały się jeden po drugim dodając do całości dodatkowy bodziec.

Adrien zsunął się w kierunku sutków Harry'ego i zaczął skubać ustami ten po prawej, aż pierwsze jęki przerwały ciszę pełną napięcia. Drugi drażnił palcami ręki podczas ściągania bokserek. Potter uniósł biodra do góry i sam pozbawił się bielizny, uwalniając obrzmiałe przyrodzenie. Blake musnął sterczący penis policzkiem, na którym pojawił się już lekki zarost. Harry szarpnął biodrami do przodu, spinając wszystkie mięśnie.

- Przyjemne? – zapytał Adrien, świdrując zielone tęczówki, które bez odpowiedniego oświetlenia wydawały się być prawie czarnymi.

Ponownie otarł się policzkiem o członek, po czym polizał całą jego długość od trzonu po sam czubek.

- Otwórz oczy, Harry – zachrypiał, widząc, że mężczyzna zacisnął powieki. – Bardzo szeroko… - reszta utonęła wraz z penisem w jego ustach.

Lizał, skubał i ssał wszystko, co zdążył dosięgnąć. Dłońmi pieścił jądra bruneta kreśląc wokół nich niewielkie kółka, za co ten podziękował mu okazyjnym krzykiem zaskoczenia, przerwanym przez bardzo głośnie wciąganie powietrza do płuc, gdy Blake bezpardonowo podrażnił zębami małą szparkę tuż na czubku penisa. Twarda erekcja bardzo szybko została pochłonięta przez lekko zaczerwienione usta i miarowo ginęła w nich przy każdym ruchu. Adrien podparł się lekko, pozwalając Harry'emu na swobodne ruchy bioder, więc Potter podrygiwał coraz szybkiej samemu dążąc do spełnienia.

Pierwsze słono-gorzkie krople pojawiły się już po paru chwilach, a ciało mężczyzny zesztywniało, wbijając się w usta mężczyzny prawie do końca. Zaraz potem opadł dosłownie i w przenośni, przyciągając w górę Adriena.

- Musimy się umyć – mruknął Blake klejąc się do równie spoconego ciała.

- Yhy – odpowiedział Potter i głupawo się uśmiechnął.

Adrien pocałował go w ramię, po czym obrócił na prawy bok i odgarnął kilka zbłąkanych brązowych loków z szyi.

- Będziesz miał malinkę – poinformował go.

- Och.

- Jesteś w stanie odpowiadać czymś więcej niż półsłówkami? – zapytał zirytowany.

- Nie – odparł szczerze Harry i o ile to możliwe, uśmiechnął się jeszcze szerzej.

Adrien parsknął cicho, chowając twarz w szyi mężczyzny. Wdychał przez chwilę jego zapach, jakby chciał go dobrze zapamiętać, po czym wyprostował się i spojrzał na zegarek.

- Cholera – mruknął. Wskazówki oznajmiały, że dziesiąta dawno minęła.

- Jakoś cholera w tym wydaniu mi się nie podoba – odparł Potter, również się podnosząc.

- Muszę iść – oznajmił krótko. – Porozmawiamy jutro – pogładził do po ramieniu i pocałował w policzek.

Potter opadł z powrotem na poduszki, wzdychając głośno.

- Łazienka to pierwsze drzwi po lewej, o ile się nie mylę – mruknął.

Adrien bez słowa zebrał swoje ubranie z podłogi, udając się we wskazanym kierunku. Wrócił po dłuższej chwili w samych spodniach, wnosząc z sobą zapach lipowego mydła.

- Zostawiłem adres na lustrze – powiedział z delikatnym uśmiechem. – Czy ty masz jakieś inne koszule niż ta zielona? – zapytał z wyraźnym zaciekawieniem.

Potter ponownie uniósł się na łokciach, patrząc na niego ze zdumieniem w oczach.

- Nie uciekłeś? – spytał niezbyt mądrze.

- Nie. Mało tego – zostawiłem ci mój adres i telefon. Biorąc pod uwagę, że wiesz gdzie pracuję, wyśledzenie mnie nie zajmie ci zbyt wiele czasu – zażartował. – Nie mogę zostać na noc – urwał. – Ale to jest rozmowa na całkiem inną okazję. Przepraszam.

Harry spojrzał w jego niebieskie oczy, zdobywając się na niemal bohaterski czyn – wstał. Podszedł do jednej z szaf i wyciągnął z niej białą, zwykłą koszulę, w której Adrien widywał go niemal codziennie.

- Proszę, powinna pasować – powiedział, podając mu odprasowany materiał. Blake bez słowa zaczął zapinać guziki, obserwując kątem oka Pottera.

- Harry, czy ty chcesz mi powiedzieć, że masz same białe koszule, które są identyczne z tą?

- Tak – odparł krótko zapytany. – Są praktyczne.

- Jest ich pewnie siedem na każdy dzień tygodnia – zażartował dopinając ostatni guzik.

- Nie. Jest ich ponad dwadzieścia i wszystkie są idealnie takie same.

- Nerwica natręctw?

- Gorzej, nie potrafię dobierać do siebie spodni i koszul – odparł wciąż poważnie Potter.

Wzrok Adriena powędrował do ciemnozielonego materiału, który leżał zwinięty byle jak na podłodze.

- Kupiłem ją dziś z Hermioną, tą przyjaciółką od książek – odpowiedział na niezadane pytanie.

- Będę jej musiał chyba podziękować – urwał. – Zdaje się jutro. O osiemnastej? – upewnił się. Brunet skinął głową z delikatnym uśmieszkiem na twarzy. – Co powiedziałbyś na to, by wpaść do mnie tak z trzydzieści minut wcześniej? – zapytał mrużąc oczy.