Przekroczyłam ten „próg" mojego nowego świata. Był świetny, nawet nie wyobrażałam sobie, że w ogóle istnieje taka cudowna ulica! Tak… tylko jest jedno zasadnicze pytanie: Gdzie, co jest? Idę pochodzić, nie będę się kogoś pytać gdzie, co jest. Sama sobie poradzę! Przechodziłam koło jakiś „Esów Floresów", lodziarni, sklepu z ciuchami i wielu innych. W końcu, po jakiejś godzinie doszłam do banku Gingo- coś tam. Tak nawiasem mówiąc mają dziwne nazwy.
Gdy weszłam do tego „banku" to mnie zatkało, TOTALNIE! Pracowały w nim jakieś małe, karłowate, zielone stworzonka. Muszę dodać, że były strasznie niemiłe! Ja do nich „przepraszam czy…?" a one do mnie z takim tekstem „ Czego takie dziecko chce? I to bez rodziców?". Prawdziwe nie miluchny! Zrobiłam im taki wykład, że chyba zaczęły się mnie bać. Przyszło chyba z trzech tych karłów i zaczęli mnie traktować jak jakiegoś burmistrza. I dobrze, przynajmniej załatwiłam tam szybko sprawy. Muszę przyznać, „mój kochany" tatko zostawił mi całkiem duuużą kwotę na koncie, ale jakieś dziwne te pieniądze. Jakieś „kuty", „sękle" i jakieś tam jeszcze. Po wyjściu poszłam do pierwszego lepszego sklepu, w tym przypadku sklep ze zwierzakami. Zawsze jak mam jakiegoś zwierza to on zdycha, do tej pory nie wiem, czemu? Przecież miały wodę, jedzonko wszystko, czego dusza zapragnie. A jednak zdychały…
Spojrzałam na listę, był zakup zwierzaka, sowa albo cuś innego. Przechodziłam koło półek z zwierzakami, koty odpadały, tak samo jak ropuchy, szczury i inne ohydztwa. Nagle zobaczyłam pięknego jastrzębia. Miał piękne bursztynowe oczy i… to „coś"! Już go miałam, gdy nagle w tym samym czasie chwycił go jakiś przystojniak. Miał takie same jak ja włosy, czyli jasnobrązowe, i prawie takie same oczy. Moje były prawie lazurowe(mam je po mamie), a on miał granatowe. Najbardziej podobały mi się jego usta, były takie piękne. O dziwo uśmiechnął się do mnie! Serce załopotało mi szybciej, co się dzieje?
-Hej czy mógłbyś puścić tą klatkę? Byłam pierwsza i pierwsza go zauważyłam!
-Czyżby? Skąd możesz wiedzieć, że go pierwsza zobaczyłaś, pani „Pierwsza"?- zaczął mnie przedrzeźniać
-Bo… mam swoje sposoby panie Tomie Riddlu...- kolesia zatkało, w każdym razie mnie też. Skąd ja to wiedziałam? Sama nie wiem, ale jakieś dziwne uczucie temu towarzyszyło...
Chłopak skrzywił się, gdy wypowiedziałam jego imię i nazwisko, chyba go nie lubił.
-Ja… przepraszam, jeżeli cię czymś uraziłam… sama nie wiem skąd to wiedziałam… przepraszam.
-Wiesz co nie przepraszaj… to nie twoja wina, że nienawidzę mojego ojca…- i nagle to poczułam. Coś jakby zrozumienie, a potem jakbym łączyła się z jego umysłem… ale szybko „wycofałam" swoje myśli z jego. Wiedziałam, że tam nie spotkam żadnych przyjaznych wspomnień.
-Ja też nienawidzę swojego… nienawidzę go za to, że zabił mi matkę, za to że dał mi takie zdolności, po prostu go nienawidzę!- Usłyszałam swój głos. I w jakimś dziwnym dla mnie odruchu zatkałam sobie usta ręką. Spojrzałam na niego, patrzył na mnie, prosto w oczy. Czułam jak uginają mi się kolana, a po chwili upadam na drewnianą podłogę. Nie wiem, czemu ale zaczęłam płakać. Położył rękę na moim ramieniu, jednak odtrąciłam ją. Szybko wstałam i wytarłam twarz w rękaw, zebrałam się w sobie i powiedziałam:
-Nie chcę niczyjej pomocy! Jeżeli tego nie rozumiesz to twoja sprawa. Nigdy nie potrzebowałam pomocy, i nigdy nie będę jej chciała! A teraz wybacz spieszę się, muszę… ale tobie nie muszę się tłumaczyć.
Wzięłam klatkę z jastrzębiem i podeszłam do lady, zapłaciłam i szybko wyszłam do innych sklepów. Dłużej zatrzymałam się w księgarni, bo zatrzymała mnie taka pozycja jak „Metamorfomag- dar czy przekleństwo?" Teraz wiedziałam o wiele więcej o metamorfomagach niż… na początku.
Na koniec zostawiłam sobie różdżkę. Na moje nieszczęście znowu spotkałam tego całego Riddla! Ale za to, jakie miałam widoki(ale bez skojarzeń proszę) chodzi mi o pokaz różdżek. Tom dostał różdżkę z rdzeniem(?) feniksa, ale później usłyszałam słowa sklepikarza "To dobra różdżka, jedna z najlepszych, jest dobra do zaklęć i uroków, 11 cali jesion…". Ale gdy przyjrzałam się tej różdżce nie była zbyt piękna! Ale tu chyba jest ta zasada, nie liczy się to, co ma się na zewnątrz tyko to, co ma się w środku, czy jakoś tak.
Chłopak odszedł a ja podeszłam do staruszka:
-Panienka pewnie pierwszy raz do Hogwartu? Powiedz coś o sobie…
Spojrzałam niepewnie za siebie, zobaczyłam znowu tego, co chciał mojego jastrzębia. Opierał się o futrynę drzwi, a tuż koło niego były jego zakupy. Tak teraz wszystko mów, a potem się będzie z ciebie nabijał, albo coś! Świetnie! Lepiej być nie mogło!
-Więc… jestem Amanda Survival, nie mam rodziców. Mama nie żyje, ojciec siedzi w więzieniu. Nie dawno dowiedziałam się że jestem Metamorfomagiem. I, czasami, nie wiem jak to się dzieje, ale dosłownie wchodzę w umysły innych ludzi.
-Uch, trudne. Bardzo trudne... Wybierz sobie którąś z tych- wskazał na stojące regały- Zrobię wyjątek, dla ciebie.
Zaczęłam chodzić między regałami, widziałam tylko zakurzone pudełka, nic więcej. Nagle moją uwagę przykuło bardzo dziwne pudełko. Było całe obite srebrem, a po za tym biło coś spod wieka.
Wzięłam je w dłonie i poszłam do sprzedawcy. Ten tylko głośno wciągnął powietrze, po czym ze świstem je wypuścił:
-Masz wymagania Amando. Zobaczmy czy dobrze wybrałaś…- staruszek wyciągnął z pudełka śnieżnobiałą różdżkę. Na tym „kawałku drewna" były wyrzeźbione piękne wzory, które zdawały się płonąć. Teraz ja głośno wciągnęłam powietrze, była taka piękna i ja miałam ją wziąć w ręce.
Pewnie chwyciłam różdżkę, delikatnie machnęłam nią i nagle wokół mnie rozbłysło białawo-czerwone światło. Teraz to nawet Tom wstrzymał oddech. A ja w tej chwili czułam się wspaniale, pełna radości i w ogóle cudownie:
-Bardzo dobrze wybrałaś. Nigdy nie robię takich rzeczy jak teraz, ale od ciebie bije jakaś dziwna moc. Teraz trochę zapoznam cię z tym dziełem. Ma 12 cali, wykonana z drzewa różanego. Rdzeń jest połączeniem włosa willi i pazurem feniksa, żadna różdżka nie ma takiego połączenia rdzeni. Ten ostatni jest bardzo trudny w zdobyciu, ponieważ można go tylko dostać jeżeli, ptak sam odda pazur. Jest doskonała do bardzo trudnych uroków i zaklęć oraz transmutacji, można by wymieniać w nieskończoność. Ma wszechstronne zastosowania, a jakby skutkiem ubocznym tego mistrzowskiego dzieła jest moc regeneracji właściciela. Mam nadzieję, że będzie ci służyć bardzo dobrze, Amando.
Mężczyzna włożył moją różdżkę do aksamitnego wnętrza srebrnego pudełka. Szybko zapłaciłam i wyszłam ze sklepu.
