Nagle cała kuchnia pogrążyła się w głuchej ciszy. Nikt nie mógł wymówić choćby słowa, wszyscy poruszali ustami niczym rybki w akwarium.

-Cisza... w końcu. Proszę siadajcie. Nie krępujcie się, jakoś wcześniej nie mieliście problemów z grzaniem tyłków w TYM domu.- przemówił Harry głosem który przerażał Draco pięć lat temu, jednak teraz ten głos był "zaprawiony" doświadczeniem i złem. To przeraziło blondyna bardziej niż spotkanie z samym Voldemortem. Nowy Harry mówił głośno, wyraźnie i władczo także wszyscy po paru minutach siedzieli na swoich miejscach, łącznie z Dumbledorem.

Potter spokojnym krokiem wyszedł na środek kuchni, oparł się o kuchenkę po czym założył ręce na piersi bacznie przyglądając się członkom Zakonu. Tuż u jego boku stanęła jego towarzyszka, którą chwilę później objął w pasie ramieniem:

-Jak widzicie wróciłem. Przepraszam że nic nie powiedziałem ale... miałem to gdzieś.- powiedział czarnowłosy z rozbrajającym uśmiechem i gdyby tylko zebrani mogli mówić, znowu wybuchłby harmider. Towarzyszka Pottera zachichotała wrednie na te słowa.

-A teraz chciałbym oznajmić wszem i wobec że nie mam zamiaru dalej brać udziału w przedsięwzięciu o nazwie "Zakon Feniksa". Co więcej nie życzę sobie żeby Grimmauld Place 12 nadal było kwaterą główną tego stowarzyszenia. Co prawda będziecie mogli robić zebrania organizacyjne ale nie chcę widzieć nikogo z Zakonu " po godzinach". Już od dawna nie stoję po niczyjej stronie i tak zostanie. Działam sam.

Och nie będę miał nic przeciwko jeśli któreś z was przyjdzie w odwiedziny lub będzie miało jakieś problemy natury socjalno - społecznej.- Tym razem dziewczyna o bursztynowym spojrzeniu uśmiechnęła się przyjaźnie, na krótką chwilę zatrzymując się na Draco i Hemionie.

-A teraz chciałbym wam przedstawić moją żonę Ainnir Iwanowna Potter z domu Dubrow. Chcę, nie ja żądam dla niej szacunku bez względu na moje poczynania, ma być traktowana z szacunkiem, jako Pani tego domu.

Czarnowłosa zgrabnie dygnęła przed członkami Zakonu po czym z figlarnym uśmiechem namiętnie pocałowała swojego męża. Kiedy skończyła usiadła na wolnym miejscu przy Hermionie.

Ainnir uważnie przyjrzała się postaci przyszłej matki. Widziała jej piękne długie i przede wszystkim kasztanowe włosy. Pamiętała opis wyglądu jaki zaserwował jej mąż i ze zdziwieniem zauważyła że kobieta nie ma już burzy loków które przesłaniają pół świata a lekkie fale łagodnie układające się na zgrabnych ramionach. Czekoladowe oczy błyszczały blaskiem zarezerwowanym tylko dla brzemiennych kobiet.

Tak bardzo jej zazdrościła błogosławionego stanu. Jak ona pragnęła być w ciąży! Ale nie mogła, nie po czterech miesiącach od tak poważnej operacji. Wojna i jej pochodzenie dodatkowo komplikowało jej przyszłe macierzyństwo którego tak pragnęła.

Westchnęła zrezygnowana. Poczeka jeśli musi, ale... W tym momencie dostrzegła iż Hermiona nie wydziela żadnej aury magicznej. Rzuciła spojrzeniem po swoim mężu, jednak ten był pochłonięty dyskusją z tym całym "zakonem".

Przerzuciła spojrzenie na brązowo oką po czym uśmiechnęła się pogodnie:

-Miło cię poznać Hermiono, bo mogę się tak do ciebie zwracać prawda?- Nie czekając na odpowiedź dziewczyny wzniosła machnięciem ręki osłonę. Przybrała ona kształt bańki i praktycznie zachowywała się prawdziwa bańka mydlana.

Kiedy przestała podziwiać swoje dzieło spojrzała ponownie na małżeństwo siedzące obok niej. Na ich twarzach malowało się niedowierzanie i wszechogarniająca czujność. Po raz kolejny uśmiechnęła się ciepło. Nerwowo przeczesała włosy mierzwiąc je, nie zawsze umiała wytłumaczyć pewne magiczne aspekty jej życia:

- Uprzedzając wasze pytania. Raz. To bariera ochronna, Harry mówił że jest tu całkiem dużo ludzi wtrącających nos w nie swoje sprawy. Przepuszcza dźwięki z zewnątrz jednak nasza rozmowa pozostaje całkowicie dla nas.

Dwa. Nie używam magii bezróżdżkowej. Po prostu nie umiem. Sama nie wiem jakim sposobem dokładnie to robię. Resztę powiem wam gdy będziemy bez publiczności.

Udało jej się. Powiedziała o tym w całkiem zwięzły sposób. Zerknęła na swojego mężczyznę. Czuła jak jej mąż powoli traci cierpliwość a co za tym idzie panowanie nad swoją, nie do końca stałą, mocą.

Czasami naprawdę nie rozumiała co doprowadzało go do takiego stanu.

-Widzę że niedługo rozwiązanie. Znacie płeć dziecka? Wybraliście już jakieś sensowne imię?

Widząc zakłopotaną minę obojga przyszłych rodziców poczuła jak palą ją policzki. I zdecydowanie nie były to rumieńce które zostały spowodowane zażenowaniem czy mało subtelnym pytaniem. Jej obawy z każdą chwilą się potwierdzały:

-Widzisz, Ainnir... Ta ciąża jest dla mnie... dla nas kompletną abstrakcją i w życiu nie pomyślałabym że coś takiego mnie spotka. Nawet nie wiemy czy nasze dziecko jest zdrowe...- głos Hermiony z każdym słowem cichł. A ostatnie zdanie było ledwo słyszalne, jakby szept w ciemności.

Mąż dziewczyny otoczył ją ramieniem w obronnym geście, całując uspokajająco skroń małżonki. Chwilę później Draco z głośnym westchnięciem spojrzał na Ainnir.

-Odkąd Hermiona nosi moje dziecko pod sercem nie może używać magii, nawet jej podstaw. Na obecną chwilę może przyrządzać eliksiry które nie wymagają magicznych formuł. Co więcej żadne badania czy to mugolskie czy uzdrowicieli nie jest wstanie określić ani płci dziecka ani czy prawidłowo się rozwija. Maszyny i zaklęcia wariowały gdy tylko próbowano przyłożyć je do ciała Hermiony.

Nastała cisza, moment w którym Ainnir przetwarzała uzyskane informacje. Nie podobała jej się sytuacja przyjaciółki jej męża.

Wydawało się że dziecko jest podobne do niej. Pamiętała opowieść ojca o ciąży jej rodzicielki. Przez tą ciążę jej matka umarła choć podczas porodu wszystko szło sprawnie. Na jej twarzy zagościł grymas smutku kiedy przypomniała sobie że to właśnie ona odebrała życie swojej mamie.

Będzie musiała jak najszybciej sprowadzić tu Amelię. Tylko ona pomogłaby jej przy porodzie. Ainnir przyrzekła sobie że za wszelką cenę spróbuje utrzymać przy życiu zarówno matkę jak i dziecko.

-Tak właściwie to nie przedstawiłem się. Draco Lucjusz Malfoy, miło poznać żonę mojego dawnego wroga.- słowa blondyna wytrąciły kobietę z przykrych rozmyślań. Niepewnie spojrzała na wyciągniętą w jej kierunku dłoń. Po chwili stanowczo acz delikatnie uścisnęła mu dłoń i wtedy to poczuła...

Był niestabilny... jak Harry! To wiele tłumaczyło.