Była nieprzytomna następnego dnia kiedy Elena z Meredith z zaskoczenia wyciągnęły ją na zakupy. Przyjaciółki Bonnie były tym mocno zaniepokojone kiedy dziewczyna zasypiała im na stojąco. Męczyły ją pytaniami skąd to zmęczenie przez co Bonnie zaczęła się modlić żeby w końcu mogła pójść do domu.

Przecież nie mogła im powiedzieć że całą noc spędziła na leczeniu wampira za którym żadna z nich nie przepadała. Elena od razu powiadomiłaby Stefano a Meredith na pewno by stwierdziła że oszalała.

Z ulgą przyjęła powrót do domu. Nie przejmując się migającą lampką w sekretarce poszła do swojego łóżka. Zasnęła w ubraniu kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki.

Obudził ją jakiś hałas dobiegający z dołu. Dopiero gdy usłyszała brzęk szkła pobiegła sprawdzić co dzieje się w jej domu. Jak burza wpadła do kuchni skąd dobiegał hałas.

Zauważyła Damona siedzącego przy otwartych drzwiach na altanę z tyłu domu. Opierał się o nieistniejącą barierę która nie pozwalała mu opuścić domu Bonnie. Dziewczyna zauważyła że wampir zerwał bandaże z na wpół wyleczonej głowy, toteż widziała kępki zregenerowanych czarnych włosów i część uleczonej twarzy jednak większość nadal była poraniona lub poparzona.

Wiedźma dziękowała Bogu że wampir miał trochę rozumu i nie próbował odwiązać innych bandaży które oplatały jego klatkę piersiową, ramiona i uda. Tam były najpoważniejsze rany a bandaż był nasączony specjalnym eliksirem wspomagający leczenie poparzeń i zranień.

Przyklęknęła przy Damonie po czym zaczęła mu owijać głowę świeżym bandażem tak samo namoczonym leczniczym eliksirem. Wampir próbował się bronić jednak był tak słaby że dziewczyna z łatwością sobie z nim poradziła:

-Przestań Salvatore. To pomaga twojemu leczeniu. Nie masz pojęcia jak wyglądasz i jak blisko byłeś prawdziwej śmierci. Po za tym, nie uciekniesz. Nie bez mojej zgody. Z resztą nawet gdybyś jakimś cudem uciekł nie zajdziesz daleko. Na tym etapie wszystko może cię zabić.

-Nie... będziesz mi... rozkazywała...- wychrypiał z trudem kiedy Bonnie skończyła opatrywać jego głowę.

-Będę. Uratowałam ci tyłek zawszony wampirze. Poświęciłam wystarczająco dużo mocy żeby cię poskładać do kupy! A teraz wrócisz do łóżka i będziesz grzecznie leżał i kurował się pod moim okiem. Czy chcesz czy nie ale jak już powiedziałam bez mojej zgody nie wyjdziesz z tego domu.- powiedziała wrednie.

Damon był pod wrażeniem stanowczości wiedźmy i gdyby mógł, gdyby miał siłę, uśmiechnąłby się szelmowsko. Tymczasem dał się pociągnąć do pokoju w którym się obudził. Wolał nie drażnić swojej wybawczyni. W szczególności iż trzymała w garści jego zdrowie lub życie jak kto woli.

Bonnie ostrożnie położyła go na miękkim łóżku po czym wyszła z pokoju bez słowa.

Damon mimo wszystko był wdzięczny wiedźmie za ratunek. Zaszedł nieodpowiedniej osobie za skórę i musiał przyznać, wbrew sobie, że nie dałby rady z tamtą grupą gdyby nie interwencja Bonnie. Jednak zastanawiała go pewna rzecz. A ściślej rzecz biorąc jego ułaskawienia przez jednego z pierwszych. Pamiętał atak Pierwszego na Bonnie i jego fascynację krwią która została mu za paznokciami. Zdawał sobie sprawę że to ta fascynacja uratowała mu życie jak i przysporzy w przyszłości nowych problemów.

Wtem poczuł głód. Jakby nie pił od wieków. Żyły paliły ogniem, kły wydłużyły się i pulsowały bólem a jednak czuł się zbyt słaby żeby zrobić cokolwiek w tym kierunku.

Następną rzeczą jaką zauważył była Bonnie która pomagając sobie magią zmusiła go do wypicia wody która wcale nie smakowała jak woda. Co więcej po niej głód zniknął, jak ręką odjął. Poczuł także sytość jakiej nigdy nie czuł:

-Coś ty mi dała?- wychrypiał. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, jakby do własnych myśli. Wampir zauważył ciemne podkówki pod jej oczami. A gdy zgasł jej uśmiech spostrzegł zmęczenie jakie malowało się na twarzy wiedźmy.

-Eliksir zastępujący krew o właściwościach leczniczych. Wiesz ostatnio poznałam zbyt dużo wampirów które są skore do bitek więc często się przydaje. Całe szczęście że ławo go przygotować inaczej czekałbyś na niego tydzień.

A teraz pójdę odpocząć, do rana jeszcze daleko. Tobie też radzę odpocząć i nie forsuj się. Dobranoc.- Powiedziała ledwo słyszalnie po czym opuściła tymczasowy pokój wampira nie oczekując odpowiedzi.

Damon uprzytomnił sobie jak ta nic nieznacząca dla niego wiedźma staje się kimś godnym podziwu, wartym jego szacunku. On nie zdobył by się na pomoc wrogowi który w każdym momencie mógł ci skręcić kark. Jakoś nie mógł zrozumieć postępowania dziewczyny ani tego jak Bonnie się zachowuje. Wcześniej była tylko słabą małolatą którą straszył własny cień a teraz była równie pewna siebie jak on!

Godzinę później wampir zmienił swoje zdanie co do Bonnie. Przez podany eliksir każda komórka w jego ciele zaczęła promieniować nieznośnym bólem. Wyzywał ją w myślach od najgorszych że nie uprzedziła go o skutkach tego eliksiru. Choć to nie pomagało czuł się o wiele lepiej używając coraz to nowych przezwisk na wiedźmę. Dopiero późnym rankiem ból ustał. Czuł się jakby ktoś przepuścił go przez zabytkową wyżymaczkę do ubrań. Z konsternacją stwierdził że pomimo całego odczuwanego bólu ani razu nie dał mu upustu. Damon nie chciał dopuścić do siebie myśli że powstrzymywał się ze względu na Bonnie by mogła spokojnie odzyskać siły.

Jego duma by tego nie przeżyła. Zapadł w niespokojny sen. Obolałe mięśnie nie pozwoliły na przyjemny sen. Budził się co chwila słysząc jakieś dziwne szmery. Rozglądał się wtedy niespokojnie próbując znaleźć przyczynę owych szmerów jednak nigdy nic nie znajdywał.

Około drugiej przyszła Bonnie. Wyglądała o niebo lepiej niż wczoraj. Sińce spod oczu znikły. Jej twarz promieniała radośnie, włosy lśniły nieznanym wampirowi blaskiem a z ust dziewczyny nie schodził promienny uśmiech:

-W porządku, dzisiaj zobaczymy wyniki mojego leczenia. Odwinę bandaże a niezaleczone rany zaleję specjalnym roztworem, może boleć.- Nie wiedział po co ona mu to mówiła, jednak doceniał gest dziewczyny. Choć jej troska wydawała mu się nienaturalna i wymuszona. Dziewczyna pomogła mu usiąść po czym zabrała się za odwijanie bandaży z jego ud.

Po odwinięciu opatrunków Damon zobaczył na wpół zaleczone rany. Prawdopodobnie kiedyś zagłębienia sięgały kości jednak nie był pewien patrząc na płytkie zagłębienia. Zauważył także pełno siniaków i drobnych zadrapań które dziwnym trafem jeszcze się nie zagoiły.

Podobnie wyglądała reszta ciała. Pełno zadrapań, szram po ledwo zaleczonych ranach i cała masa różnokolorowych siniaków. Bonnie wszystkie rany i szramy zalewała eliksirem koloru musztardowego. Za pierwszym razem ból go zaskoczył, wampir nie przewidział ani nie czół takiego cierpienia od czasów dzieciństwa. Czuł dokładnie to samo co dzisiejszej nocy tylko bardziej intensywniej i krócej. Za każdym razem gdy Bonnie polewała eliksirem rany Damon mocno zaciskał zęby, kątem oka obserwując przepraszające spojrzenie wiedźmy. W końcu jęczenie z bólu było takie nie męskie.

Dopiero kiedy odwinęła opatrunek z głowy wampira zaczęły się komplikacje. Damon obserwował jak na twarzy dziewczyny zmieniają się emocje z niezwykłą dla ludzi prędkością. Na początku był szok później rozczarowanie, złość chwilę później obserwował jak twarz Bonnie przybiera blady odcień. Jej twarz wyrażała smutek, przygnębienie, rozczarowanie i żal. Nie zdążył się nawet dokładnie przyjrzeć tym emocjom kiedy pojawiły się kolejne: determinacja, nadzieja i pewność że wszystko można naprawić.

Dopiero po chwili zorientował się że nie widzi na lewe oko:

-Nie widzę. Nic nie widzę na lewe oko! Co z nim jest nie tak?- krzyknął spanikowany. Jednak odpowiedziała mu cisza. Po chwili Bonnie przeprowadzała standardowe badanie wzroku jak i sprawdziła resztę twarzy. Damon powoli uświadamiał sobie że z jego przystojną twarzą nie jest najlepiej. Co gorsza jest na wpół niewidomy!

-Daj mi lustro- zażądał. Widział w oczach wiedźmy wahanie jednak podała mu lustro drżącą ręką. To co zobaczył w odbiciu nawet w jednej trzeciej nie przypominało jego dawnej twarzy.

Włosy co prawda odrosły ale reszta nie napawała optymizmem. Lewa część twarzy pokrywały blizny po oparzeniach, lewe oko było mętne, jakby białko w gałce ścięło się. Natomiast prawa część twarzy miała głębokie bruzdy, pozostałości po głębokich ranach. Najbardziej zszokowała go rana która ciągnęła się od prawego kącika ust. Przesunął delikatnie językiem po wewnętrznej stronie prawego policzka, skrzywił się z bólu. Poszerzyli mu uśmiech!

"Potwór" zabrzmiało mu w głowie. Był potworem! Zawsze nim był ale teraz naprawdę zaczął go przypominać!

Wściekły rzucił lusterkiem o ścianę. Srebrna tafla rozbiła się na milion srebrzystych, małych drobinek. W tym momencie miał ochotę niszczyć, zabijać chciał się wyżyć na bogu winnych przedmiotach jednak coś dziwnego go przytrzymało. Zamarł w dziwnej pozycji niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Rzeźba, oszpecona rzeźba, przemknęło mu przez myśl.

Wtem zdał sobie sprawę że to sprawka tej małej wiedźmy! Wściekły zwrócił wzrok w jej stronę. Po mimo tego że na twarzy dostrzegł smutek i gorycz porażki był na nią wściekły. Chciał ją zabić za to że został tak bardzo oszpecony, za to że nie przyłożyła się do jego leczenia. Nie obchodziło go że to wyłącznie jego wina że tak a nie inaczej wygląda. Gniew i wściekłość przysłoniły mu zdrowy rozsądek.

Bonnie w milczeniu opuściła pokój wampira. Parę minut później wróciła ze świeżymi bandażami oraz nowymi preparatami.

Czerwono włosa posmarowała lewą stronę twarzy specjalną maścią która miała nieprzyjemny zapach lubczyku. Następnie ułożyła wampira jak lalkę na łóżku po czym wpuściła kilka kropel specjalnego specyfiku do jego niewidzącego oka. Na koniec całość owinęła bandażem.

Czuł mrowienie poparzonej strony twarzy. Nie zwracał na to uwagi wpatrując się mściwie w twarz która zawisła nad jego własną. W kącikach oczu dziewczyny zaperliły się łzy. Wtedy też jej twarz znalazła się poza zasięgiem jego wzroku.

Podała mu złoty eliksir który smakował jak wyciąg z aloesu. Gdy tylko przełknął zawładnął nim ból tak ogromny że już po paru sekundach czuł że odpływa z przemęczenia. Nie mógł nawet krzyczeć, zaklęcie Bonnie w pełni mu to uniemożliwiała.

Ostatnią rzeczą jaką zapamiętał jego wyczerpany umysł zapamiętał to szloch czerwono- włosej.