Dziękuję za śledzenie i zainteresowanie moją historią, a zwłaszcza za komentarze. To motywuje. Na razie mam napisane 33 tys słów a pomysł sama nie wiem na ile.
Bez zbędnego przynudzania zapraszam na spotkania ze starymi znajomymi oraz spotkanie z niespodzianką.
Betowała (4.02.2017) niezawodna Freja
Disclaimer: Oczywiście świat HP nie należy do mnie.
- Ja – Natalia zdążyła w końcu z siebie wydusić słyszane dźwięki nawet zbliżone do mowy, jaką posługują się wysoce rozwinięte jednostki gatunku Homo Sapiens – ja najmocniej przepraszam Wasza Wysokość.. Panie…, pomyliłam stoliki i… - tu dodała podejrzanie wysokim tonem, zwiastującym w niedalekiej przyszłości wybuch gamy uczuć - lokale też – to powiedziawszy zaczęła powoli się wycofywać ze strefy rażenia jednocześnie mentalnie się biczując
- Nic podobnego nie miało miejsca – rzucił lekkim tonem Władca podejrzanie się przy tym uśmiechając – Jednakowoż stojąc pośrodku herbaciarni wywołujesz tylko zamieszanie wśród Mugoli – usłyszała odpowiedź, a słowo „Mugole" brzmiało w tych okolicznościach jakby Pierwszy Obywatel się krztusił – nie gryzę młodych czarownic – Zapewnił solennie, choć efekt psuł dość cyniczny uśmieszek błąkający się po jego twarzy. Wiele o mnie pisali w „Polskiej Czarownicy" ale o gryzieniu młodych kobiet nic a nic. – w duchu dodał „a przynajmniej jeszcze nic nie będziemy gryźli".
Zrobiła kilka kroków w przód, a nawet wielkim wysiłkiem woli usiadła na zadziwiająco wygodnym fotelu. Absurdalność sytuacji uderzała obuchem w głowę raz po raz. Nerwowo chwyciła menu, nie bardzo wiedząc co zrobić z drżącymi rękami. Postanowiła sprawdzić czy nikt jej niczego nie dolał do herbaty. A przede wszystkim upewnić czy przypadkiem opary eliksiru który przyniósł do pracy praktykant nie były przypadkiem halucynogenne. Na razie jednak, odczuwała silną potrzebę uszczypnięcia się w ramię tak by zakończyć najbardziej absurdalny sen. Ma prawie trzydzieści lat, zajmuje alchemią, a czasem publikuje coś w „Alchemiku". Jest dojrzałą, poważną czarownicą nie zaś nastolatką śniącą po nocach o znanym czarodzieju! Przechodziła ów wstydliwy etap w szkole, a wówczas śniła o… na szczęcie nie o siedzącym naprzeciw mężczyźnie, niech bóstwom opiekuńczym będzie dzięki. Głosowała na niego podczas ostatniej elekcji, lecz z innych powodów.
- Oczywiście, Panie – wybąkała z całej siły próbując przypomnieć sobie o dobrych manierach. Z pewnością niczego nie przełknie, czując ścisk w żołądku.
Słowo „Panie" brzmiało miało tutaj po prostu namiastki szacunku, którego wart był Król Aleksander. Po prostu zwykłego ludzkiego szacunku niepodszytego ani strachem ani chęcią przysłowiowego wejścia w zakresy tylnych części ciała, jak to miało w przypadku dawnych popleczników bękarta pół-charłaczki i jej mugolskiego, ociekającego wręcz szlamem, gacha. Tak. Polacy na mezalians Meropy Gaunt patrzyli z najwyższym obrzydzeniem i niechęcią. Uważali, że lepiej byłoby dla niej gdyby wybrała chociaż półkrwi czarodzieja bliskiego jej statusem materialnym aniżeli bogatego jugola.
Jego Wysokość, Król Magicznej Polski patrzył uważnie na przybyłą czarownicę. Na jego twarzy widoczna była ulga, która była nieco powiązana ze skromnym strojem urzędowym w którym prezentowała się i tak świetnie nasza obdarzona magią brunetka. Nie zniósłby chyba kolejnej dziewczyny spowitej w kuszącą szatę i wyraźnie określiłby swoje zdanie w tym temacie. Zaproszenie z oczywistych byłoby cofnięte i ten wieczór znów spędziłby sam przy stoliku. O tak, wyjścia incognito do mugolskiej Warszawy nie stanowiły rzadkości, ale na pewno nikt nie zdradzał swoich kryjówek przypadkowym osobom, a już na pewno nie tym przed którymi pragnął zniknąć. Natalia była zaskoczona jego osobą, a jednocześnie oszczędziła mu przyprawiającego o ból głowy szczebiotu. Nie wiedząc jak zacząć konwersację uznał, że warto podkreślić walory napojów parzonych w tej cudownej placówce.
- Mają znakomitą herbatę z płatkami róży, powinna ci smakować Natalio, podobnie jak szarlotka na ciepło z lodami waniliowymi i białe wino.
- Ale skąd, Panie – zaczęła wciąż wyraźnie wstrząśnięta czarownica, bezgłośnie przysięgając praktykantowi serię bolesnych klątw za przyniesienie do pracy halucynogennego eliksiru.
- Mam zwyczaj czytać listy, które do mnie docierają nawet te napisane na różowej papeterii pachnącej lawendą, tym bardziej więc czytam te od rozsądniejszych osób. A przez blisko dwa lata naszej wymiany korespondencji, zdążyłaś nieraz chwalić herbatkę z płatkami róż i wypieki swej babki. I nie powtarzaj Panie w każdym zdaniu, nie jesteśmy na audiencji lecz prywatnym spotkaniu.
- Nie mogłam zacząć rozmowy inaczej, bowiem…
- Oczywiście – skinął głową uprzejmie – to moją rzeczą jest dać przyzwolenie. A skoro znasz moje imię, to możemy przejść do tej ciekawszej części wieczoru niż wymiana tytułów.
- Sasza to zdrobnienie od Aleksander – szepnęła głosem jakby dokonała odkrycia – w życiu bym nie oczekiwała, myślałam raczej, że..
- Oczekiwałaś żonatego mężczyzny spotykającego młodą czarownicę bez wiedzy żony i traktującą ową młodą damę niczym wstydliwy sekret? Nie mam żony o czym wiedzą wszyscy, a gdybyśmy próbowali rozmawiać w „Kwiecie Paproci" dziennikarze mieliby używanie.
- Natychmiast by zwietrzyli romans i powiększyli liczbę zdobyczy największego myśliwego kraju, nawet jeśli rozmowa dotyczyła by nieromantycznego tematu Czyścicieli – skinęła głową
- Myśliwy, moja droga, na polowaniu pełni odmienną rolę. Rufus Scrimgeour ucieszy się z mojego drobnego podarunku – padła odpowiedź pełna zadowolenia. Jego wysokość wyglądał jak lew, który właśnie upolował zwierzynę.
- Brytyjski Minister zabiegał ostatnio o poparcie w … - Natalia intensywnie mieszała herbatę nie wiedząc, co zrobić z rękoma jednocześnie spojrzała na władcę i przelotnie dała mu do zrozumienia, że właśnie kolejny arkan świata mężczyzn i polityki okazał się jednak w miarę przystępny dla niej, zwykłej niewiasty - och, już rozumiem skąd tak doskonale, zabiegał o polskie głosy na swego kandydata do Międzynarodowej Konfederacji. Ale nie o takim podarunku mowa, czyż nie? – zakończyła spokojniej.
- Jeszcze mnie nie przekonał, ale ostatnio złapaliśmy… - tu król zaczął wyliczać sukcesy, jakie odnieśli ostatnio jego Justycjariusze. Natalia uznała, że rozmowa, którą prowadziła z królem na tematy dotyczące walki z kryminalistami jest świetną terapią przeciw panice. Wysłanie nieprzytomnych apostołów niepoważnych ideologii podszytych demagogią i chęcią zysku politycznego za pomocą Międzynarodowej sieci Fiuu. Szczerze wyraziła zadowolenie oraz pogląd, że zwolennicy nadawania praw wilkołakom są potencjalnie równie groźni a może i gorsi niż śmierciożercy Voldemorta. Ci pierwsi pragnęli wymordować czarodziei z rodzin Mugoli, a drudzy zniszczyć podstawy społeczne.
Podczas swej prawie dwuletniej wymiany listów nieraz rozmawiali o polityce. Naprawdę interesowały ją sprawy społeczne i polityczne na które zawsze zażarcie rozmawiała podczas rodzinnych spotkań. Natalia, podobnie jak najbliższa rodzina wyznawali tradycyjne wartości, w tym przekonanie, że szlachectwo wzrasta wraz z ilością pokoleń czarodziei. Wyraziła owo zdanie, podobnie jak wiele innych nie zauważając uśmiechu na twarzy rozmówcy.
- Podoba mi się ta herbaciarnia, „Magiczne Fusy". Ciekawe czy właściciel ma świadomość istnienia magii? – zapytała ośmielona winem.
- Wątpliwe, ale skoro polubiłaś owo miejsce, zapewne będzie okazja byś spróbowała za każdym razem innej herbaty. – odparł Pierwszy Obywatel z pobłażliwym uśmiechem
- Podczas kolejnych spotkań? – zapytała sceptycznie.
- Możesz mi wierzyć lub nie, ale cenię sobie rzeczowe rozmowy. Zaś moje stanowisko utrudnia takowe, zwłaszcza z czarownicami.
- Piszczą na twój widok i chcą uwieźć? – zauważyła współczująco.
- I szczebioczą, i trzepocą rzęsami – wyliczał przerażony władca – choć to przerażenie nadawało mu raczej komiczny wyraz twarzy aniżeli rzeczywisty strach przed niewiastami - Chociaż mają swoje zalety. Potrafią sprawić, że zaczynam doceniać picie wódki z rosyjskimi posłami, zwłaszcza skoro istnieją eliksiry na kaca. – odparł zadowolony jak syty kocur
- Potrafiłeś wielce przekonująco opisać problemy w listach, jak widzę z doświadczenia.
- Bogatego – zapewnił dolewając wina.
- Ja już chyba nie mogę - jęknęła Natalia kiedy początkowe zdenerwowanie ustąpiło miejsca zawrotom głowy.
- Ależ możesz – padła odpowiedź – nie masz powodu do zmartwienia, jak słusznie zgadłaś miejsce obstawili moi zaufani ludzie, a ja zawsze dbam o moich gości. Zwłaszcza kiedy bawią mnie rozmową.
Słabe protesty na niewiele się zdały. A co najdziwniejsze, oboje sprawiali wrażenie wielce zadowolonych z całej sytuacji jak to zwykle bywa w podobnych historiach, gdzie bohaterowie nie podejrzewają oczywistego. Natalia nie powiedziała zdania na głos, ale odetchnęła z ulgą, że nie musi zakończyć znajomości z tak doskonałym rozmówcą.
I dziękowała losowi za niezałożenie niczego, co mogło uchodzić za strój na schadzkę. Przebranie mugolskiej urzędniczki nie sposób uznać za kuszące w żadnym wypadku. Poza tym, po prostu pragnęła rozmowy i ku swemu zdumieniu odkryła, że najbardziej pożądany kawaler czarodziejskiej Polski uważa podobnie, pragnąc czasem po prostu toczyć ożywczą dyskusję.
Sama Natalia była straszną gadułą i nie miała problemów z rozmowami na dowolny temat. Uwielbiała takowe, a najwyraźniej znalazła świetnego partnera. Odkąd go zobaczyła, wszelkie myśli o romansach, trzymaniu się za rączki i tym podobne od razu znikły. Magnaci jak Aleksander Orłowski mogli romansować z kobietami jak ona, lecz nic więcej. Znała zasady społeczne i nie miała złudzeń. To w Anglii taka Hermiona Granger mogła poślubić arystokratę Lucjusza Malfoya. A i tak wiele plotek o tej parze krążyło, wszak jak czarownica mugolskiego pochodzenia, mogła pasować do arystokracji czystej krwi, ludzi mających w swych rodach magię od setek lat? Natalia z pięcioma pokoleniami czarodziei była przez takich ludzi postrzegana jako właściwa osoba do rozmów oraz prowadzenia interesów lecz nic więcej, mając status podobny do czarodziei półkrwi.
„Wyślę list z datą następnego spotkania" – usłyszała obietnicę. Rzecz jasna grzecznie podziękowała i ruszyła do domu, nieświadoma że jest uważnie obserwowana przez przenikliwego obserwatora. Jeśli pragnęła wywrzeć wrażenie, nie mogła wybrać lepszego stroju, makijażu oraz postawy.
- Och widzę, że spotkanie się udało Sire – Dobroniega sprawiała wrażenie wielce szczęśliwej – Panienka Natalia nie uciekła z wrzaskiem?
- Ani nie próbowała mnie oczarować, rozmawialiśmy jak kulturalni czarodzieje. – odparł lekko sam snując pewne plany na przyszłości
- Oczywiście – wiła uniosła brwi – nic tak nie pomaga zapracowanemu czarodziejowi jak spotkanie z właściwą czarownicą.
. . . . . . . . . . . . . . .
Hermiona Malfoy dopiero od niedawna wykazywała zainteresowanie innymi krajami. Wiedziała rzecz jasna o istnieniu takowych, lecz jako przyjaciółka Harry'ego Pottera potrzebowała czasu raczej by zadbać, że Harry i Ron nie wpadną w nowe tarapaty. Po ostanie wojnie zaś wszyscy tak wiele czasu poświęcali na próbie odbudowy życia, że nie miała czasu ni ochoty na porównanie systemów politycznych różnych krajów. Za wiele pracy czekało tutaj, na miejscu w Anglii, by zastanawiać w jaki sposób żyją zagraniczni czarodzieje.
Poza tym toczyła własną wojnę. Będąc czarownicą mugolskiego pochodzenia, co poślubiła Lucjusza Malfoya raz po raz musiała znosić docinki i udowadniać swoją pozycję. Lojalna Elaine zapewniała, że wszelkie gadki wynikają z bezradnej zazdrości, lecz i tak nie zawsze potrafiła nabrać koniecznego dystansu. Zawsze całym sercem angażowała się we wszystko co robiła, zaś sprawa stosunku czarodziei do magicznych istot wielce ją martwiła i zajmowała. Nie zdawała sobie w pełni sprawy ile czarodzieje z innych krain wiedzą o Voldemorcie i ostatniej wojnie, lecz nie zapomniała, że na ogłoszeniu końca Czarnego Pana przybyli reporterzy z całej Europy. Nie wiedziała, że w dalekiej Polsce brunetka imieniem Natalia, skrycie podziwiała Hermionę za umiejętności zdobywania niemożliwego. Żadna z nich nie śniła w jakich okolicznościach pewnego dnia nastąpi spotkanie.
Poranki w Malfoy Manor zawsze obfitowały w wydarzenia, nie tylko że dwójka dawnych wrogów była teraz rodziną. W domu była teraz trójka małych dzieci, zaś Narcyza Hermiona oraz Abraxas Dracon, dzieci Hermiony i Lucjusza, a także syn Draco Scorpius jak traktowali się jak rodzeństwo i jak na rodzeństwo przystało dokazywali. Pół biedy kiedy któreś przefarbowało na różowo serwetkę skrzata domowego. Kiedy zaś jeszcze przyszły dzieci Andromedy Lestrange, powstawał chaos. Andromeda, Pansy i Hermiona biegały po całej posiadłości z różdżkami usiłując zapobiec nieszczęściom i na przykład uratować pawie Lucjusza przed byciem oskubanymi przez Cygnusa Lestrange. Chłopiec koniecznie pragnął bawić się w indiańskiego czarownika z sobie znanych powodów uważając, że tylko pióra pawi „wujka Lucjusza" będą najlepsze do zabawy.
- Padam z nóg przy tych diablętach – jęczała leżąca na szezlongu Pansy, ocierając spocone czoło – Przysięgam! Zastosuję kiedyś na nich zaklęcie Przylepca, by usiedziały w jednym miejscu.
- A co ja mam powiedzieć? – syknęła Andromeda – ja mam córkę starszą od was! Więc nie kwękajcie i łapmy dzieciaki nim Cygnus oskubie pawie Lucjusza i twój mąż zakaże nam dostępu do piwniczki winnej – spojrzała na Hermionę wzrokiem zranionej sarny.
- Ale co opętało Cygnusa by polować na pawie? – zapytała Hermiona wciąż nie do końca rozumiejąc co zaszło.
- Harry opowiadał jemu i Jamesowi o Indianach, a wiesz przecież że tej dwójki nie trzeba zachęcać do psot!
- A jak Rabastan zareagował na zdolności metamorfomaga u Cygnusa? – zapytała uprzejmie Pansy.
- Razem z Bellą i Rudolfem zalali się w trupa świętując ten fakt. Na Merlina! Mam dwójkę małych dzieci, obrażoną córkę –Andromeda wyliczała skrupulatnie swoje obowiązki – A jeszcze musiałam zamknąć te trójkę i uwarzyć im eliksir na kaca. Wiecie przecież, że Bella ciska Cruciatusem gdzie popadnie jak ma kaca.
- A nie można zabrać jej różdżki? – zapytała Hermiona.
- Wtedy gryzie, a potem rzuca Cruciatusa – wyjaśniła Andromeda z lekkim uśmiechem – w każdym razie mam w domu piątkę dzieci, więc czasem je porzucam. Obawiam się tylko że Rudolf i Rabastan osuszą piwniczkę winną Lucjusza.
O tak, bracia Lestrange stanowili największych opoi Anglii, toteż Rufus zawsze ich zapraszał na spotkania z posłami z Polski i Rosji. Mogli dotrzymać kroku a kiedy rosyjski wysłannik przegrał konkurs picia z Rudolfem, sam car Rosji słał gratulacje. Było to dość podejrzane jak na ród pochodzący z Francji. Może pewien czarodziej z Polski lub Rosji miał udział przy rozroście rodu Lestrange, a oni w odpowiedni sposób zatuszowali ten akcent? Minister Magii mógł uważać braci Lestrange za szumowiny, mające niezbyt dobrze pod sufitem, ale bywali przydatni. Nie mówiąc o tym, że Bellatrix ze swoją burzą loków oraz głębokimi dekoltami przyciągała uwagę niejednego mężczyzny.
- Nie dadzą rady – zapewniła Hermiona – ale poszukajmy tych pawi, bo jak coś im się stanie, Lucjusz naprawdę wpadnie w złość. – tu lekko zadrżała
Dzień po tym jak z Polski przysłano przestępców zarówno Hermiona jak i Pansy wstały późno. Poprzedniego dnia długo ganiały za dziećmi polującymi na pawie Lucjusza i padały z sił ku rozpaczy swoich mężów, mających bynajmniej nie niewinne pomysły na spędzenie wieczoru w ich towarzystwie. Dlatego pewnie weszły dopiero jak ich mężczyźni zdążyli przeczytać „Proroka" przed śniadaniem.
- Zaczynam lubić Polaków – powiedział Draco – Tato, czy mogę tam pojechać na wakacje?
- Wyśmienity pomysł – Lucjusz klasnął w dłonie jakby właśnie zwietrzył interes – znałem Aleksandra Orłowskiego jeszcze zanim został wybrany w wolnej elekcji i na pewno dobrze cię przyjmie. Narcyza rwała sobie przez nas włosy z głowy, zwłaszcza kiedy razem z Saszą namówiliśmy Bellę na… – zakończył smutno, ilekroć wspominał pierwszą żonę.
- Narcyza nie chciała byś się smucił na jej wspomnienie – szepnęła Hermiona pojednawczo.
- Nie – zapewnił Lucjusz – i czuję że jej piękno żyje w naszej córce, ale ... jedź z Pansy do Polski, Draco, poznawaj zagranicznych czarodziei. Tylko zanim to zrobisz oboje nauczcie się warzyć eliksir na kaca i … parę innych rzeczy. – słowa „parę innych rzeczy" wypowiedział lekko kpiącym tonem jednocześnie zwiastującym pewną tajemnicę
- Jakich na przykład? – zapytała Hermiona z szerokim uśmiechem, gdy mąż podał jej babeczkę. Draco się skrzywił widząc ów gest.
- Uważajcie na wiły, czyli po naszemu wile. Dla zabawy zwodzą cudzoziemców. No i dytka domowe, ich widok może wywołać przerażenie. Błagam pijcie i jedzcie powoli. Polacy są gościnni, ale uważają że pusty talerz i kielich to obraza gościa więc sami rozumiecie. Napiszę do Saszy i wspomnę nieco dawne czasy.
Lucjusz, wyraźnie zachwycony pomysłami już planował listy oraz polityczne sojusze. Hermiona zaczęła go karmić melonowymi kuleczkami, na co Draco zaczął robić miny. Zdążył przez to zarobić od dwóch czarownic. I wtedy Hermiona przeczytała o wielkim, dyplomatycznym sukcesie Rufusa Scimgeoura jakim był prezent od polskiego króla.
- Wysłali ludzi jako pakunek? – zapytała Hermiona wyraźnie oburzona.
- Polacy bardzo nie lubią zagranicznych działaczy mówiących im co mają robić– wyjaśnił Lucjusz cierpliwie – zaś ci cali Śmieciarze, są głupcami skoro właśnie TAM próbują głosić swoje poglądy. – tym razem lekko pobłażliwy ton był okraszony markowym spojrzeniem Lucjusza zarezerwowanym dla osób, które uważał za głupiutkie.
- W jakim sensie? – zapytała zaskoczona.
- Ano w takim, że ich prawa są o wiele bardziej konserwatywne od naszych. Po naszym ślubie, Sasza napisał do mnie list z gratulacjami i wyraził zaskoczenie moją nowoczesnością. Chyba żaden inny czarodziej tak by mnie nie nazwał!
- Ciebie ojcze? – zapytał Draco wyraźnie zaszokowany – na Merlina jakim cudem?
- Mnie, a dlaczego Sasza ci na pewno wyjaśni – zadecydował Lucjusz, który uznał, że nie będzie pozbawiał pierworodnego atrakcji związanych z Krajem Lechitów.
- Nie chciałbyś spotkać przyjaciela kochany? Dlaczego nie było go na naszym ślubie? – zapytała Hermiona.
- Niech Draco pojedzie, nasza cała rodzina to za dużo nawet jak na polską gościnność. I cokolwiek się stanie nigdy nie pijcie niczego co wam dadzą Rosjanie – apelował Lucjusz – Sasza był w środku kampanii wyborczej jak braliśmy ślub, jak zatem sama rozumiesz nie mógł nigdzie wyjechać.
I wtedy właśnie Hermiona usłyszała o panujących w Polsce zwyczajach i prawach, wedle których dzieci Mugoli nie miały nawet praw wyborczych. Wyraziła wówczas wątpliwość czy polski przyjaciel męża aby na pewno nie przybył na wesele z powodu nadmiaru zajęć. Całe zaś prawa uznała to za skrajnie oburzające, o wiele gorsze niż dziedziczenie krzeseł w Wizengamocie. Pansy oraz Elaine wyśmiały jej oburzenie, a jedynie Ginny zrozumiała. Być może dlatego znowu zbliżyła się do rudowłosej. Uprzedzenia miały się znakomicie, nie tylko w Anglii.
. . . . . . . . . . . . . . .
Zgodnie z obietnicą, Lucjusz wysłał list. W dalekiej Warszawie odbiorca z uśmiechem na ustach czytał list od dawnego, angielskiego druha. Jak chyba wszyscy w magicznej populacji Europy śledzili losy drugiej angielskiej wojny, tym mianem bowiem nazwano ostateczną potyczkę z Voldemortem. Wiele wówczas dyskutowano nad możliwym rozwojem sytuacji. Po zwycięstwie Pottera, temat horkruksów włączono w zajęcie z zaawansowanej Obrony Przez Czarną Magią w Lwowskim Instytucie Magii. Małżeństwo Malfoya z Hermioną Granger zelektryzowało pół Europy a i sam Aleksander usłyszał od swej rodziny by za nic w świecie nie myślał o ślubie z Mugolaczką. Nie myślał by aż tak dalece nagiąć tradycję. Za to zarówno swej pomocnicy jak i Podolakowi opowiadał o brunetce zajmującej na co dzień alchemią.
- Ale go wzięło! – powiedział Podolak – ale po kiego chodzi na spotkania tak daleko? Nie prościej zaprosić dziewczynę tutaj, na zamek?
- Pewnie by było ciekawiej a i chyba jak wyjaśnił, nie chce przestraszyć swej nowej przyjaciółki – zauważyła Dobroniega.
- Aż muszę poznać tę czarownicę! – ekscytował się Podolak - Że też przekonała Saszę, by szedł taki kawał drogi na spotkania. Zwykle to kobiety za nim biegały, nawet przed elekcją, wszak samo nazwisko „Orłowski" już ma w sobie magię.
- Tylko uważaj, jeśli wyjdzie że śledzisz..
- Wiem, wiem ale naprawdę chciałbym, by Sasza kogoś poznał, on bezgranicznie gardzi ludźmi, co pragną się z nim spotkać i zaznajomić ze względu na nazwisko i stanowisko.
Na szczęście dla rozmawiających, obiekt zainteresowania nie wiedział, że rozmawiają. Odpisywał właśnie Lucjuszowi, że z radością pozna jego syna i synową. Nigdy dość przyjaciół między zamożnymi czarodziejami, czy to na miejscu czy za granicą. Zaś skoro Francja pogrążała się w chaosie, Anglia ze stabilnymi rządami mogła uchodzić za ostoję równowagi w Europie. Destabilizacja zachodniej połowy kontynentu nie leżała w interesie nikogo, poza tymi zwariowanymi fanatykami z obsesją czystości krwi czy też ich następcami pragnącymi wywrócić wszystko do góry nogami. Pierwszy Obywatel kręcił posępnie głową nad głupotą wszystkich tych postaw.
Najpierw Grindelwald wpadł na pomysł by dominować nad Mugolami dla „większego dobra", przez co wojna rozpaliła praktycznie cały kontynent. Wiele lat potem kolejny szaleniec o pompatycznym przezwisku postanowił walczyć o te same bzdury, na szczęście ograniczając swoje działania do Anglii. Próbował jednak znaleźć sojuszników za granicą. Ówczesny król kazał wyrzucić śmierciożerców na zbity pysk nie tylko z zamku, ale i całej Warszawy z zastrzeżeniem, że każde kolejne spotkanie skończy się walką. Kiedy Voldemort zignorował owe słowa, Justycjariusze dostali pozwolenie na zabijanie ich bez nakazu, zaś każdy czarodziej czy czarownica zdolny rzucać klątwy mieli prawo użyć takowej, łącznie z Cruciatusem. No i wreszcie Śmieciarze, czy też Czyściciele, chcący wywracać ład społeczny. Na nich jeszcze nie wydano wyroku, ale póki co wyznaczono nagrodę za ich głowy. Z naciskiem na właśnie „póki co".
Pojawiały się naciski oraz propozycje, by nadać bojownikom Czyścicieli status terrorystów. Najbardziej konserwatywni członkowie elit rządzących domagali się tego wprost, a sam Aleksander znajdował coraz mniej wymówek by nie uczynić zadość żądaniom. Sam ich osobiście nie cierpiał. Niestety nie było łatwo nazwać nielegalną organizację, której członkowie byli powiązani z nowym rządem Francji, bowiem każdy kto miał pojęcie o polityce wiedział, że przeklęci Czyściciele mają tam wpływy a nawet i swojego Ministra Magii. Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Francją nie wchodziło na razie w grę. Po raz kolejny z naciskiem na „na razie".
Dlatego też pewnie niedługo po głośnym złapaniu niebezpiecznych aktywistów, Aleksander nakazał sprowadzić do siebie Szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy oraz Najwyższego Justycjariusza. Owe spotkania nazywano tradycyjnie audiencjami, chociaż faktycznie bardziej przypominały rozmowy Ministra Magii z ważnymi urzędnikami niż audiencje z dawnych czasów.
Rozmowy miały miejsce w niewielkim pokoju w zamku królewskim Warszawy, będącym tak rezydencją mieszkalną jak i centrum administracji. Pod ścianami komnaty ustawiono regały uginające pod ciężarem ksiąg i zwojów. Na wolnej od książek ścianie wisiał ogromny portret Zygmunta, jednego z najbardziej zasłużonych władców magicznej Polski. Przegnał wilkołaki i hordy wampirów pustoszące osady a także zmusił Rosjan do uznania granic. Dlatego pewnie wszyscy następcy wieszali jego portret w przeznaczonej do komnacie na spotkanie. Zaproszeni goście zasiadali przy niewielkim stole z litego mahoniu. Był to ciężki stół zwykle zarzucony zwojami oraz dokumentami, a nie inaczej było owego dnia. Wysokie, sięgające do sufitu okna zapewniały widok na część ogrodów a nawet na mugolską część Warszawy nieco w oddali. Efekt zapierał dech w piersiach, podobnie jak przepych owego miejsca. Lecz czekający na króla urzędnicy nie podziwiali widoków.
W Warszawie, w przeciwieństwie do Londynu, budynki związane z częścią miasta zamieszkałą przez czarodziei nie znajdowały się w podziemiach, lecz miejscach ukrytych przez Mugolami za pomocą zaklęć zwodzących. Niektóre, jak zamek królewski stanowiły replikę dawnych budynków znanej wszystkim Warszawy, zmienione i dostosowane do potrzeb czarodziei. Całe ulice a nawet dzielnice, jak w przypadku Warszawy oraz Lwowa, zostały odcięte od niemagicznej części zaś za pomocą zaawansowanej magii Mugole zwyczajnie zapomnieli jakby miejsce nigdy nie istniały. Wspomnienia przetrwały zniekształcone w postaci legend i opowieści, mając jednak niewiele wspólnego z prawdą. Kiedy jednak dwaj urzędnicy szli na spotkanie z pewnością nie myśleli o historii i widokach.
- Powinniśmy wzmocnić kontrole na terenach przygranicznych – zaczął Szef Departamentu. Był to niski wąsaty czarodziej, którego niezbyt imponująca postura skrywała bystry umysł.
- Jeszcze bardziej? – Najwyższy Justycjariusz nie wydawał się przekonany – kiedy w Niemczech wybuchła wojna domowa wzmocniliśmy nasze odziały, ale reakcja była przedwczesna.
- Wówczas, lecz chyba wszyscy mamy świadomość, że schwytana niedawno na środku Babiogórskiej grupka to nie jedyni podżegacze wojenni – Aleksander przerwał rozmowę nie znoszącym sprzeciwu tonem – i ciekawi mnie w jaki sposób dotarli tak daleko. Musieli dostać pomoc od kogoś na miejscu. Niemcy to teraz mniejszy z naszych problemów, ich hałaśliwe grupki przynajmniej nie głoszą haseł rewolucji!
- Zapewne od tej koszmarnej Francuzki – syknął wąsaty czarodziej – Lecz potrzebujemy dowodów, co zatem nakazujesz Sire?
- Niech twoi ludzie skontaktują się z Anglikami i dowiedzą możliwie najwięcej o tych Czyścicielach i ich działalności na Wyspach – nakazał Aleksander – i ja podejrzewam tę francuską zmorę, ale musimy wiedzieć kto jeszcze jest zaangażowany.
- Aurorzy także mogą mieć pożyteczne informacje Sire – zauważył drugi z zaproszonych czarodziei.
- Znakomity pomysł – Aleksander pochwalił z uśmiechem Justycjariusza – lecz działajcie dyskretnie, nie na poziomie waszych angielskich odpowiedników, lecz niższym szczeblu. Nie muszę powtarzać, że najwięcej można załatwić poprzez kontakty na średnim szczeblu. Oczekuję regularnych raportów.
. . . . . . . . . . . . . . .
Czarodzieje zajmujący się magicznym transportem zanotowali zwiększoną ilość podróży z Polski. Ze względów bezpieczeństwa, ale także dla zachowania porządku, podróże przed Międzynarodową Sieć Fiuu podlegały rejestracji oraz kontroli. O ile wewnątrz kraju czarodzieje mogli bez przeszkód podróżować między domami a także z domów do miejsc publicznych o tyle połączenia zagranicznie możliwe były wyłącznie ze ściśle określonych miejsc: ministerialnego atrium oraz gabinetów najważniejszych urzędników.
Rzecz jasna czarodzieje próbowali także mugolskich środków transportu. W Polsce każdy, kto myślał, czy to o pracy w administracji państwowej czy w bardziej badawczych instytucjach, musiał zdać egzamin z „nauk Mugolskich" i potrafić poruszać po świecie bez magii. Do Anglii część wysłanników polskiego rządu wyruszyła tradycyjnie przez Fiuu a inna samolotami, ginąc w tłumie Mugoli którzy lecieli do Anglii w poszukiwaniu pracy.
Raport o przybyciu gości trafił dość szybko na biurko Ministra Scrimgeoura. Minister drapał się po brodzie wyraźnie zastanawiając co właściwie znaczy nagłe zainteresowanie Polaków ich krajem. Na czas wojny z Voldemortem inne kraje praktycznie zablokowały połączenia z Anglią, wydając swoim obywatelom ostrzeżenia przed próbą podróży. Dlatego wyjazd za granicę był utrudniony, bowiem międzynarodowe Fiuu praktycznie nie działało. Goście z Anglii byli traktowani z najwyższą nieufością. Polska zamknęła połączenie jako jedno z ostatnich, ale taka Rosja prawie od razu. Anglia dwukrotnie była „chorym czarodziejem" Europy za sprawą dwóch wojen domowych. Trzynaście lat pokoju między nimi być może pozwoliłoby by chociaż trochę odzyskać wiarygodność, lecz Korneliusz Knot nie należał do ludzi zdolnych przekonać zagranicznych polityków.
Niedługo po swoim wyborze, poprzednik Rufusa wybrał się z oficjalną wizytą do Polski. Zabrał ze sobą swoich najbardziej zaufanych ludzi w tym niedawno mianowaną Podsekretarz Umbridge. „Prorok" dwoił się i troił by upudrować relację z wizyty, która delikatnie mówiąc nie poszła najlepiej. Korneliusz okazał całkowitą nieznajomość zwyczajów Polaków, a co gorsza upił po paru toastach z ówczesnym królem.
Ale prawdziwa katastrofa przyszła potem. Dolores źle zniosła obecność wił i innych magicznych stworzeń w zamku. Wiły bardzo często pełniły rolę dam oraz ochrony w domach największych rodów i tylko osoby pokroju Umbridge oraz francuskiej wysłanniczki mogły próbować z nimi ostrej dyskusji o wyższości czarodziei nad „mieszańcami". Tylko cudem nie doszło do międzynarodowego skandalu, lecz i tak osłabiona pozycja Anglii stała się jeszcze gorsza. Wówczas na europejskiej scenie liczyły się kraje jak Francja, Polska i Rosja zaś mniejsi gracze jak Anglia czy Bułgaria zwykle łączyli siły z jednymi z nich. Rufus doskonale o wszystkim wiedział, zaś bez raportów podejrzewał jak ciężkie zadanie go czeka.
- Zaprowadziliśmy porządek w kraju, lecz to nie koniec mojej pracy – powiedział cicho do swej żony, Elaine która jak zawsze uważnie słuchała o spawach Ministerstwa.
Blondynka przeszła daleką drogę od wiecznie zarumienionej czarownicy do towarzyszki najważniejszego polityka w Anglii. Rufus poprzez przeprowadzenie kraju wpierw przez wojnę a potem zażegnanie zagrożenia ze strony Śmieciarzy był bohaterem wielu i mógł liczyć na ich głosy. Lecz nigdy nie należy osiąść na laurach. Wiedzieli o tym obydwoje.
- Mówisz o kwestii Polski? – zapytała Elaine, delikatnie muskając ustami policzek męża.
- Polski, Francji – westchnął Rufus – nasz kraj jest osłabiony przez ludzi jak Knot i dwie wojny. Tradycyjnie mieliśmy układy z Francją, ale skoro u nich władzę przejęli ci przeklęci rewolucjoniści, straciliśmy nasze wpływy. Nasi sojusznicy znad Sekwany są w rozsypce i wiele wskazuje, że będzie tylko gorzej.
- Ale z tego co wiem, to przecież twoja linia polityczna powinna się spodobać Polakom, bo oni mają zbliżone podejście – zauważyła Elaine.
- Tak, dlatego Aleksander Orłowski w ogóle prowadzi ze mną korespondencję. Rzecz w tym, że w Warszawie kojarzą nas przez pryzmat Knota, Dumbledore'a oraz Voldemorta. Dumbledore słał swoich ludzi do Polski w czasie przed jedną i drugą wojną, lecz ludzi z tego przeklętego Zakonu Feniksa! Wysłali nawet Lupina! Lupina, który miał prowadzić rozmowy z polskimi wilkołakami na temat przyłączenia do nich.
Elaine chwyciła dłoń swego męża, ale niewiele mogła pomóc na jego wściekłość. Zagryzła wargi, wyraźnie nie wiedząc co powiedzieć. Kiedy przed laty Dumbledore mawiał, że wysyła posłów do magicznych istot w Anglii i za granicą, chwalono jego pomysły. Wówczas sprawiały wrażenie bardzo dobrych i dających szansę. Nikt wówczas jednak nie myślał nad reakcję rządów krajów, gdzie istoty mieszkały. Ponieważ Albus Dumbledore był martwy a nazwiska Knota większość ludzi wolała nie pamiętać, to na Rufusa spadła konieczność płacenia za nieudane pomysły polityczne dawnego dyrektora Hogwartu.
Dopiero niedawno zaczęła tak z Rufusem, jak i Percy'm, rozmawiać o skutkach polityki poprzedników męża. Francuzi stosunkowo spokojnie podeszli do sprawy Anglików szukających sojuszników w ich kraju, lecz Polacy i Niemcy byli wściekli, kiedy czy to ludzie Voldemorta, czy Zakonu Feniksa rozmawiali z wilkołakami czy też innymi magicznymi stworzeniami.
- Czy powinniśmy posłać może podarki? – zapytała po chwili.
- To już dawno zrobiłem, teraz zaś czekam na dalsze kroki Aleksandra. Ciekawi mnie czego też szukają Polacy a Anglii?
- Może warto wysłać kogoś zaufanego do Warszawy, kogoś kto dyskretnie rozejrzy się po okolicy? – zaproponowała Elaine.
- Dokładnie taki mam plan – zapewnił Rufus całując żonę przelotnie marząc o czymś więcej niż pocałunki.
Następnego dnia wezwał do swego gabinetu Percy'ego. Chociaż Minister miał już własne dzieci, nadal traktował syna Wealeyów z rodzajem ojcowskiej tkliwości i pomagał ambitnemu chłopakowi. Teraz jednak nakazał wejść do przestronnego gabinetu z całkiem innych powodów, bowiem wyraźnie coś planował intensywnie kreśląc litery na pergaminie.
- Usiądź – nakazał Minister, nalewając herbaty – czy masz może ochotę pozwiedzać Warszawę?
- Warszawę? – zapytał zaskoczony Percy.
- Tak, Warszawę masz istotną rolę w Departamencie Międzynarodowej Współpracy. Pragniesz zaś zdobyć nieco praktyki w terenie – wyjaśnił miękko Rufus.
- A w jakim celu naprawdę mam opuścić Anglię? – zapytał bystro Percy.
- By mieć oczy szeroko otwarte. Muszę mieć kogoś zaufanego w Warszawie, a łatwo wyjaśnimy obecność wciąż młodego czarodzieja. A co najważniejsze, uważnie obserwuj czy ktoś od nas przyjeżdża do Warszawy.
- Ktoś może snuć podobne plany?
- Lucjusz Malfoy zna od lat Aleksandra Orłowskiego, znali się jeszcze przed ostatnią wojną i na długo przed elekcją tego drugiego. Z pewnością wykorzysta ową przewagę – zauważył Rufus.
- Lecz co zrobimy? Jeśli przyjaźni się z królem to.. – zaczął Percy.
- Lucjusz Malfoy poślubił pannę Granger, która zamierzała walczyć o prawa skrzatów domowych i wilkołaków. To z pewnością fatalnie wygląda w oczach Polaków, a nam daje szanse.
- Ale Hermiona – Percy wyglądał na nieprzekonanego.
- Polityka to nie zabawa małych dzieci. Po zakończeniu ostatniej wojny Hermiona Granger miała przed sobą ogromne możliwości, podobnie jak Harry Potter i twój brat. Sam osobiście zaproponowałem jej pracę, a panna Granger ze wszystkich możliwych zajęć postanowiła zająć się prawami magicznych stworzeń. Dzięki swej inteligencji, oczytaniu oraz osiągnięciom mogła raz za razem udowadniać nieprawdziwość tez o niższości czarodziei z rodzin mugolskich. Zamiast tego jednak zaczęła dowodzić słuszności owych tez. Sama jest sobie winna, a Lucjusz Malfoy z pewnością wykorzysta wszystkie możliwości.
Percy próbował protestować, lecz Rufus go uciszył. Jeśli nie zaczną samodzielnego działania, to Malfoy rozpocznie niezależną grę polityczną. Nie mogli pozwolić, by zamożny arystokrata wykorzystał swoją znajomość w królem Polski i przez to wykiwał Ministerstwo. Rufus rzecz jasna nie powiedział ani słowa o swoich planach Elaine. Żona rozumiała bardzo wiele, lecz darzyła Hermionę dziwnym sentymentem.
Po wyjściu młodego czarodzieja, Rufus wezwał swego przyjaciela Higgsa. Bertie Higgs wciąż zarządzał Departamentem Przestrzegania Prawa, zaś jego bratanek Cormac McLaggen był znakomitym Aurorem. Dwaj mężczyźni rozmawiali długo na temat możliwych działań Malfoya oraz Polaków, dochodząc do wniosku, że nadszedł czas by wzięli udział w grze nie czekając biernie na dalsze kroki Lucjusza.
- Porozmawiam z Potterem – poradził Bertie – niech napisze list do swego odpowiednika w Polsce z gratulacjami znakomitej akcji ze złapaniem Czyścicieli. Dlatego też wysyłamy naszego znakomitego człowieka, Cormacka, by dowiedział się nieco o zagranicznych służbach.
- Myślisz, że nie odmówią? – zapytał Rufus.
- Nikt nie powie „nie" Potterowi, jest sławny także za granicą. Ma świadomość jakie zagrożenie stanowią Czyściciele, a poza tym jak wytrawny Auror podziwia śledczych innych krajów. Jako Szef Biura nie może pojechać a Cormack to jego druh.
Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas, a potem Rufus wezwał Pottera przez Fiuu. Opowiedział mu o planach poprawy pozycji Anglii. Apelował do poczucia obowiązku młodego mężczyzny, a także pragnienia pomagania innym. Wspominał o bezpieczeństwie i odbudowywania Anglii po zniszczeniach wojennych. Dyplomatycznie nie wspominał niczego o swoich planach wobec Hermiony. Próba zdyskredytowania przyjaciółki wielce by nie spodobała się Potterowi.
A/N: Nie zamierzają darować Hermionie błędów młodości. Polityka nie wybacza.
FrejaAleeera1: Czyściciele rozszerzają działalność, ale nie pomyśleli, że Polacy nie Francuzi i nawracaczy w najlepszym wyrazie obśmieją. Tutaj zaś ich aresztowali i jeszcze wysłali do Anglii z żądaniem nagrody. Rzecz jasna Czyściciele mają się za lepszych od ciemnego ludu, jak to zwykle mają w zwyczaju wszelkiej maści SJW czy inni apostołowie wolności.
To ma być satyra tak na Europę Zachodnią jak i Amerykę a co mnie najbardziej przeraża, że jakby usunąć słowa "magia" czy "wilkołak" to bym opisała rzeczywistość. I to jest straszne.
Tak, szaty Aleksandra mają przypominać nieco staropolskie kontusze, ale kwestie mody wciąż mi się krystalizują. Zasadniczo chciałabym by społeczność magiczna miała swoją własną modę i wszystko niezależne od mugolskiej, chociaż oczywiście w jakim sensie światy się będą przenikać. Ale czarodzieje w dżinsach i spódniczkach mnie nie przekonują, bo widzę świat magii jako odmienną kulturę a odmienność kultur to także stroje. JKM na razie ma ochotę spokojnie porozmawiać, ale to ledwie początek i na razie chce porozmawiać jak człowiek bez stada gapiów i domysłów. Co do wyglądu wyobraź sobie Lucjusza z ciemnymi włosami lub młodego Syriusza Blacka.
Francuzka to Umbridge lub jakikolwiek SJW, wiem, że JK Rowling zamierzała z Umbridge zrobić parodię uprzedzonego konserwatysty ale wyszedł właśnie SJW (social justice warriow) a lewicowi SJW są jednymi z najbardziej nietolerancyjnych i agresywnych ludzi na globie ustępując jedynie bliskowschodniemu dziecku polityki byłego na szczęście Prezydenta USA.
I tak tutaj mamy Rzeczpospolitą w zenicie chwały kontra Anglię po dwóch wojnach domowych poprzedzielanych latami fatalnych rządów. Po drugiej zaś wojnie magiczna Anglia była zniszczonym krajem, a by kraj wyszedł na prostą trzeba pracy nie zaś lewicowo-liberalnych reform społecznych które kosztują wiele. Na to przychodzi czas w prosperity a nie kiedy trzeba zadbać o ciągłość rządów.
Toraach: nazwy zmienione, raz jeszcze dzięki za sugestie. I trafiłeś w dziesiątkę plącząca panią.
Co do powiązań Dumbledore'a z Grindelwaldem to myślę, że książka Rity Skeeter mogła by się sprzedać znakomicie. Pikantne skandale z życia znanych osób to zawsze dobry materiał, bo ludzie lubią jak obsmarować kogoś znanego.
Artur jest niewyleczalny moim zdaniem. Jemu się nie da pomóc. Nic nie zrozumiał przez długie lata życia i naraz go nie olśni. A wiemy z książek, że narobił 7 dzieci nie myśląc czy jest w stanie utrzymać. To skrajna nieodpowiedzialność.
Hermiona.. oj ona swoje jeszcze zrobi. Ona jest typowym SJW i robiąc z niej wytrawnego polityka tworzy się OOC. Rzucajmy frazesami ale bez wysiłku własnego. Lucjusz.. oj biedak wyłysieje przez nią.
Tak Natalia będzie brunetką, a co do nazw lokali: ona się chciała spotkać w kawiarni w części magicznej a on w mugolskiej herbaciarni. Nie, romansu jeszcze nie ma na razie kulturalne wyjście na kawę i rozmowy. A co do romansu z różnymi paniami, to Aleksander po prostu korzystał z życia i przywilejów
