Pocałunek na Płatkach Róż

Opowieść pierwsza: Czar miłości

Część 2

Twilight próbowała ogarnąć myślami to, co się działo. Ale nie mogła. Ciągle miała w pamięci pocałunek sprzed chwili.

-Fluttershy... - wyszeptała i nie zastanawiając się nad tym co robi, pocałowała ją. Ich usta znów się musnęły, a Twi wypełniła namiętność. Nie znała do tej pory tego uczucia, nie rozumiała go, ale zaczęła pragnąć coraz więcej. Zanim zdołała się zorientować, jej język dotknął warg Flutter, a one delikatnie rozsunęły się, wpuszczając go do środka. Zaczęła penetrować wnętrze jej ust, aż w końcu napotkała jej język i te zetknęły się ze sobą.

-Mhm – westchnęła Fluttershy, a jej język powoli torował sobie drogę do ust Twilight. Gdy był w środku, oba dotykały siebie na całej długości i zaczęły owijać się wokół siebie i przepychać, raz w jedną, a raz w drugą stronę.

-Ach – krzyknęła Twilight, czując, że połyka ślinę swojej przyjaciółki. - Jesteś taka słodka – powiedziała, tuląc ją do siebie. Nie była pewna, czy chciała właśnie to powiedzieć. - To znaczy... - zaczęła się poprawiać.

-Twilight – przerwała jej jednak nieśmiało Fluttershy. - N-nie mogę już więcej wytrzymać... - przyznała i powoli położyła się na podłodze plecami. - J-ja... Jestem twoja – dodała, rozchylając szeroko nogi.

Jej przyjaciółka była w lekkim szoku, gdyż po raz pierwszy znalazła się w takiej sytuacji.

-J-jesteś pewna? - zapytała, niemal równie onieśmielona co klacz ze skrzydłami. Ta pokiwała jedynie głową w odpowiedzi.

Twilight miała teraz przed sobą ciało Fluttershy w jej całej okazałości. Jej najbardziej intymne miejsce było w pełni odsłonięte i wypływała z niego przezroczysta ciecz. Zbliżyła w jego stronę głowę i powąchała. Jej łono miało zapach róż i innych kwiatów.

-N-nie wąchaj – powiedziała zawstydzona Fluttershy. - To miejsce jest...

-Ślicznie pachniesz – wtrąciła się jednak Twilight.

-N-naprawdę? - spytała zdziwiona.

-Mhm.

Rogata klacz zbliżyła się jeszcze bardziej i przyjrzała się ślicznym płatkom, po czym złożyła na nich delikatny pocałunek.

-Aach! - reakcja była jednak o wiele silniejsza niż się spodziewała. Podniosła wzrok i spojrzała na zaczerwienioną twarz Fluttershy, która natychmiast przechyliła ją na bok, nie chcąc patrzeć jej w oczy.

-N-nie przestawaj – wyszeptała tak, że Twilight ledwo ją zrozumiała, ale postanowiła spełnić prośbę przyjaciółki. Ponownie zatopiła usta w jej wargach i powoli je nimi muskała. Tym razem w odpowiedzi usłyszała jedynie lekkie słabnące wzdychanie, więc zdecydowała się wzmocnić stymulację poprzez użycie języka. Najpierw przejechała nim przez oba płatki, potem zaczęła zataczać kółka wokół cipki Fluttershy, zlizując z niej przy okazji jej coraz obficiej wypływające soki.

-Aa... Ach! Ach! - krzyczała różowo włosa klacz, gdy jej przyjaciółka coraz bardziej przyspieszała. - J-ja... Ach! Twilight, ja n-nie...

-Twój nektar jest tak słodki – wyszeptała jej w odpowiedzi i włożyła język prosto w jej szparkę.

-Aaaaaaach! N-nie, Twilight, n-nie tam... - krzyczała coraz głośniej Fluttershy, zwijając się na podłodze. Bezskutecznie, bo Twilight ani nie myślała nad tym, by przestawać. Zaczęła zagłębiać się językiem w jej ciasną i pulsującą cipkę, zlizując z niej rozkoszne soki, których smak przywodził jej na myśl owoce leśne. Penetrowała ją coraz bardziej, aż weszła już na całą długość języka. Wtedy zaczęła cofać się i zagłębiać z powrotem, po drodze zlizując dogłębnie sok ze wszystkich jej ścian dookoła. Nie wiedziała czemu, ale poczuła, że sama robi się dziwnie gorąca i poczuła dziwne ciepło na całym ciele, a w szczególności w okolicach jej własnej kobiecości.

-Fluttershy, tak cudownie smakujesz – powiedziała zgodnie z prawdą, wyjmując z niej na chwilę język, tylko po to by z nowym impetem się w niej zanurzyć. Tym razem dodała również przednie odnóża, którymi stymulowała jej płatki u wejścia.

-Aaaach! - krzyknęła Fluttershy, czując ponowny napływ ciepła. - Twilight, j-ja... J-ja już nie mogę! Twilight, j-ja...

Ta jednak nie przerywała, a wręcz przeciwnie – z coraz większym naporem wypełniała jej słodką muszelkę, która zaczęła powoli pulsować.

-Twilight, kocham cię! - powiedziała jeszcze Fluttershy. - Aaaaaaaaaaaaaaach!

Jej ciałem wstrząsnął orgazm. Podniosła głowę z miejsca, jej kończyny zaczęły nerwowo ruszać się w różnych kierunkach, a z jej cipki zaczął wypływać strumieniami nektar. Było go tak wiele, że Twilight z trudem była w stanie połknąć cały i spora część wydostała się na podłogę. Wyglądało to tak, jakby klacz posikała się w miejscu.

-Ach... Ach – dyszała jeszcze przez chwilę Fluttershy, przeżywając resztki swojego orgazmu, po czym powtórnie jej ciało zatoczyło się na podłogę. Stało się to na tyle gwałtownie, że Twilight obawiała się, że jej przyjaciółce coś mogło się stać.

-Fluttershy? - spytała. - Fluttershy?! - odpowiedź jednak nie nastąpiła. Twilight nachyliła się w stronę klaczy. Było czuć wyraźny oddech.

Chyba zemdlała – pomyślała sobie. Zapewne było to dla niej bardziej męczące niż mogła znieść. Twilight rzuciła okiem na pokój, w którym była. Między nogami Fluttershy ciągle była ogromna plama, ale zauważyła też, że w miejscu, w którym ona przed chwilą siedziała również była, choć dużo mniejsza, plama wilgoci. Twilight obleciała czerwień na twarzy i kontrolnie dotknęła przednią nogą tego miejsca. Poczuła tam obcą dla siebie wilgoć. Struga jej nektaru ciągnęła się za nią po podłodze. Przeszedł ją chłodny dreszcz. Robienie dobrze Fluttershy było dla niej bardziej podniecającą czynnością, niż by się tego spodziewała. Zdziwiło ją tą, nigdy nie wyobrażała do tej pory siebie u boku innej klaczy... Natychmiast jednak porzuciła te myśli. Powinna zrobić tu porządek, a następnie przeprosić Fluttershy za swoje zachowanie. Dała się ponieść emocjom i tyle... A teraz jej przyjaciółka tylko przez to cierpiała. Wzięła jakieś szmaty i posprzątała wnętrze pokoju, a także doprowadziła siebie do porządku w łazience. Zastanawiała się czy umyć też Fluttershy, ale perspektywa ponownego bliskiego kontaktu z jej ciałem gdy śpi zdała się dla niej zbyt okrutną myślą. Położyła ją więc tylko w łóżku w jej pokoju, żeby mogła wypocząć.

Powinnam czekać, aż się obudzi i wtedy przeprosić? - zastanawiała się. Wydawało się to dla niej jednak zbyt niezręczne. Po pierwsze, nie chciała spędzać godzin w czyimś domu, jeśli będzie taka konieczność, a po drugie nie wiedziała za bardzo co ma jej w tej chwili powiedzieć. Czując się źle z tym, że to jej jedyny wybór zdecydowała się wziąć swoją książkę i wrócić do siebie. Z dziwnego powodu nie mogła oprzeć się pokusie, by pocałować ją, tak samo jak robiła to ze Spikiem na noc.

-Dobranoc – wyszeptała. Jej ostatnią myślą przed opuszczeniem domu, było to, że Fluttershy gdy śpi, wygląda słodko niczym niemowlak.