Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altmann, która jak zwykle szybko i sprawnie przejrzała ten rozdział.


Rozdział 2 – Nowi przyjaciele

Ginny wspięła się po ostatnich kilku stopniach i oparła ciężko o wapienny mur, dysząc z wyczerpania. Zrobiła to. Wspięła się na najwyższą piramidę i dotarła tu szybciej niż którykolwiek z jej braci. Obejrzała się przez ramię i ujrzała szereg rudzielców maszerujących jej śladem po nierównej kamiennej ścieżce. Nie była pewna co pchnęło ją do takiego wysiłku, poza tym, że aktywność fizyczna pobudzała jej mięśnie i wyłączała mózg. Więc zamiast wysłuchiwać głosu Toma Riddle w swojej głowie, liczyła kolejne wdechy i wydechy. Zamiast oglądania wizerunku gigantycznego posągu Salazara Slytherina, który pojawiał się, gdy zamykała oczy, liczyła uderzenia serca i zastanawiała się jak bardzo może je obciążyć, nim zemdleje.

Jej rodzice sprowadzili rodzinę do Egiptu, by odwiedzić Billa, jej najstarszego brata. Ale nie była głupia (niezależnie od tego, co mówił Tom Riddle) i wiedziała, że przyjechali tu dla jej dobra, a nie dlatego, że tato wygrał jakąś głupią loterię. Zawsze czuła, że z rodzeństwa najlepiej rozumie się z Billem i rodzice liczyli, że najstarszy brat wydobędzie ją z tego dziwnego nastroju w jaki wpadła.

A czego oczekiwali? Spędziła cały rok walcząc z Tomem Riddle. Brakowało jej wspomnień z wielu momentów, ale dzięki swoim koszmarom dokładnie wiedziała co wtedy robiła. Zabiła kury Hagrida, pisała krwią po szkolnych murach i wypuściła bazyliszka, by mógł mordować uczniów. To, że nikt ostatecznie nie zginął, było w tym kontekście nieistotne.

Czasami wydawało jej się, że go słyszy. Nie wspomnienie jego głosu, ale jego rzeczywisty głos. Szeptał do niej na wietrze i we mgle. Widziała cienie tam, gdzie ich być nie powinno, a czasem kątem oka dostrzegała mrok, który znikał, gdy obracała się ku niemu.

Ginny nie była głupia. Wiedziała, że Voldemort, Tom Riddle czy jakkolwiek do cholery brzmiało jego imię, gdzieś tam był. Czekał, zyskując na czasie. A Ginny dręczyło przeczucie, że choć teraz miała do czynienia jedynie ze wspomnieniem istoty, która posiadła ją dzięki dziennikowi, prawdziwy Voldemort w końcu się o niej dowie i postanowi ją odszukać.

Czego jej rodzina od niej chciała? Czy myśleli, że może po prostu stać się kimś takim jak wcześniej? Jakby nic nie zaszło? Nie rozumieli tego i wątpiła, by kiedykolwiek mieli zrozumieć. Czuła się… brudna, wykorzystana, splamiona. Była wobec nich szorstka i za każdym razem, gdy spoglądała na rodziców i starszych braci czuła, że wie coś podstawowego o życiu, czego ich zdaniem wiedzieć absolutnie nie powinna.

Życie jest ciężkie, zło nigdy naprawdę nie znika, a ludzie czasami się zmieniają… nawet jeśli tego nie chcą.


Harry usłyszał znajome dźwięki. Pod nim, piętro niżej, kłócili się Ron i Hermiona. Uśmiechnął się szeroko. Tęsknił nawet za ich kłótniami. Zatrzymał się na schodach i obserwował, jak dwójka jego najlepszych przyjaciół kłóci się o coś, co, był tego pewien, tak naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Nie obchodziło go to jednak, to było coś znajomego.

- Zdajesz sobie sprawę, że to ich własna pokręcona wersja flirtu, prawda?

Harry spojrzał w prawo, gdzie Ginny obserwowała kłótnię z wyrazem niesmaku na twarzy.

- Ginny! – odezwał się zaskoczony. – Nie zauważyłem cię. Jak się masz?

Kącik ust Ginny drgnął ku górze, gdy Harry powiedział, że jej nie zauważył. W sumie nic nowego. Nigdy tak naprawdę jej nie zauważał. No, może poza tym dniem, kiedy półżywa znalazła się w Komnacie Tajemnic. A potem ta noc, podczas której siedział przy niej przed ogniem, gdy była zbyt przerażona, by iść spać. To wydało jej się dziwne, ale jakby słodkie. Podejrzewała, że czuje się za nią trochę odpowiedzialny po tak dramatycznej akcji ratunkowej.

Harry czuł, że plecie bzdury. Ginny zrobiła dziwną minę, a on poczuł się… niezręcznie. Przez lato dużo myślał o tej nocy w pokoju wspólnym Gryffindoru, gdy siedzieli razem całą noc. Prawie nie rozmawiali, po prostu patrzyli w ogień, a potem obserwowali wspólnie wschód słońca. W końcu ona wstała, podziękowała mu i udała się z powrotem na górę.

- Miałaś dobre wakacje? – spytał niepewnie. Zszedł kilka schodków w dół i dołączył do niej na pierwszym piętrze. Zaryzykował spojrzenie na Rona i Hermionę, by ocenić czy da się im przeszkodzić, ale wydawali się mocno zaangażowani w swoją kłótnię, jakikolwiek by nie był jej powód.

- Chwila moment – Harry zmarszczył brwi, przypominając sobie nagle pierwsze słowa Ginny. – Co masz na myśli mówiąc „flirtu"?

Ginny uśmiechnęła się i po raz pierwszy Harry dostrzegł, jak uśmiech rozjaśnia jej oczy.

- Ron i Hermiona – odezwała się scenicznym szeptem, wskazując głową w ich stronę. – Wydaje im się, że się kłócą, ale tak naprawdę flirtują ze sobą. Coś ich do siebie ciągnie, ale się tego wstydzą, więc zamiast tego się kłócą. W ten sposób mają powód, by ze sobą rozmawiać. Widzisz?

Nie, właściwie to nie widział. Spojrzał z powrotem na dwójkę swoich przyjaciół o twarzach zaczerwienionych ze złości. Policzki Rona przybrały wręcz odcień purpury. Darł się na Hermionę, która dźgała go palcem w pierś.

- Popatrz – zachichotała Ginny. – Dzięki temu mają nawet wymówkę, żeby się dotykać.

Harry spojrzał na nią sceptycznie, ale ona jedynie uniosła brew i skrzyżowała ramiona na piersi.

- To wariactwo – powiedział szczerze. – Moim zdaniem prędzej się zabiją, niż zaczną flirtować.

Ginny potrząsnęła głową.

- Zobaczysz. Ta dwójka jeszcze się pobierze.

- Pobierze? – spytał wstrząśnięty Harry. Pomysł, że dwójka jego najlepszych przyjaciół mogłaby być razem… w ten sposób… obleśne. Zadrżał, a Ginny wybuchnęła śmiechem, aż zaczęły podskakiwać końcówki jej włosów.

- Nie podoba ci się ten pomysł? – spytała, szczerząc się od ucha do ucha.

- Mdli mnie z obrzydzenia – przyznał szczerze. – I trochę przeraża. Hermiona potrafi wyczyniać cuda z różdżką. Boję się o Rona.

Znów parsknęła śmiechem, a potem włożyła kciuk i palec wskazujący do ust i ostro zagwizdała. Rozbrzmiał świdrujący w uszach dźwięk, który przyciągnął uwagę Rona i Hermiony na tyle, że dostrzegli stojącego tam Harry'ego.

- Ej! – powiedziała głośno Ginny. – Zwróćcie uwagę na kogoś poza sobą nawzajem!

Uszy Rona zapłonęły czerwienią, ale przywitał się entuzjastycznie z kumplem. Hermiona zarzuciła Harry'emu ręce na szyję. Przez moment niezręcznie ją przytulał, nim wreszcie od siebie odsunął.

Resztę dnia spędzili na Ulicy Pokątnej. Ron i Harry zatrzymali się na dłużej w sklepie ze sprzętem do quidditcha, a Hermionę trzeba było siłą wyciągać z księgarni. Później spotkali się z Ginny i jej rodzicami w lodziarni Floriana Fortescue. Dopiero kiedy Ron i Hermiona rozpoczęli kolejną kłótnię, Harry miał okazję porozmawiać z Ginny.

- Pytałem dwa razy, a ty mi jeszcze nie odpowiedziałaś – rzekł cicho, podczas gdy ona lizała swoje lody w waflu. – Jak minęły wakacje?

Zawahała się.

- Nie najgorzej – odpowiedziała niespiesznie. – Byliśmy u Billa w Egipcie i spędziłam dużo czasu wspinając się na piramidy. Fred i George próbowali zamknąć Percy'ego w piramidzie, ale Bill go wyciągnął. Mama się wściekła.

Harry roześmiał się i zerknął na Percy'ego, który rozmawiał z dziewczyną w brązowych, kręconych włosach. Pokazywał jej odznakę Prefekta Naczelnego, którą właśnie otrzymał. Harry przeniósł spojrzenie na Ginny. Tak naprawdę chciał ją spytać jak sobie radzi po tym, jak niemal zginęła w Komnacie, ale czuł, że to nie czas i miejsce na przywoływanie tego tematu. Wciąż pamiętał o słowach Dumbledore'a na temat Ginny, która potrzebuje przyjaciela, który zrozumie przez co przeszła. Nie był pewien jak może pomóc, ani nawet czy ona tę pomoc przyjmie, ale postanowił spróbować. Był jej coś winien, po tym jak Voldemort wykorzystał ją, by zwabić go na dół.

- A jak twoje lato? – spytała, wracając do lodów.

Wzruszył ramionami.

- Nie tak dobre jak twoje. W końcu nadmuchałem siostrę mojego wuja i przyjechałem tu Błędnym Rycerzem. Spędziłem ostatnie dwa tygodnie włócząc się w okolicy Dziurawego Kotła.

- Próbowałeś już Ognistej Whisky? – spytała.

- A co to jest?

- Przepraszam, zapomniałam, że nie dorastałeś w czarodziejskim świecie. To whisky, którą piją czarodzieje. Podobno sprawia, że czujesz, jakby twoje wnętrzności płonęły.

Harry się skrzywił.

- To nie brzmi przyjemnie – uznał. – Czemu ktokolwiek miałby to pić?

- Pewnie żeby zapomnieć – powiedziała bez emocji, a jej twarz zastygła w wyrazie przypominającym kamienną maskę.

Harry gwałtownie na nią spojrzał, a ona odwzajemniła jego wzrok. Coś w jej oczach zmroziło go. Zignorował fakt, że po raz pierwszy odkąd ją poznał rozmawia z nią, a ona nie rumieni się ani nie ucieka. Zamiast tego ujrzał twardy, pełen ognia wzrok, który sprawił, że uznał, że jej lato wcale nie było tak przyjemne jak sugerowała.

- Ginny… - zaczął cicho, ale cokolwiek miał powiedzieć zostało przerwane, gdy jej matka głośno oznajmiła, że wszyscy idą brać miarę na nowe szaty.

Ginny niechętnie wstała z miejsca i podążyła za wszystkimi do Madam Malkin, gdzie stała cierpliwie z rozłożonymi ramionami, podczas gdy jej matka i sprzedawczyni omawiały jej „pojawiające się krągłości" i jak najlepiej zaprojektować szkolne szaty, by rosły wraz z nią. W sumie okazało się to dość upokarzającym doświadczeniem, więc cieszyła się, że Fred, George, Ron i Harry dostali już swoje szaty i poszli z jej ojcem do sklepu z magicznymi zwierzętami.

Wieczorem, przy kolacji, Ginny dostrzegła, że jej ojciec odciąga Harry'ego na bok i przeprowadza z nim rozmowę, która wyglądała na poważną. Serce Ginny zamarło, gdy pojęła co jej ojciec najprawdopodobniej tłumaczy Harry'emu. Wizengamot otworzył tajne śledztwo w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w zeszłym roku i Harry i Ginny zostali wezwani na przesłuchanie pojutrze. Śledztwo pozostawało tajne, bo Ministerstwo bało się, że rodzice będą się bali posyłać dzieci do Hogwartu, jeśli wieść się rozniesie. W tej chwili nikt poza Ginny, jej rodziną, Harrym, Hermioną i Dumbledorem nie wiedział, że Tom Riddle użył dziennika, by ją opętać. Spodziewała się jednak, że wyjdzie to na jaw w śledztwie.

Oczy Harry'ego odnalazły ją i zadrżała pod intensywnością jego spojrzenia, ale odwzajemniła je. On popatrzył z powrotem na jej ojca. Właśnie zaczynała swój budyń, gdy Harry odsunął krzesło i usiadł obok niej.

Przyglądał jej się przez moment w milczeniu, a następnie wziął ze stołu czystą łyżkę i zgarnął odrobinę stojącego przed nią deseru. Wyglądała na oburzoną, ale on jedynie przełknął zamyślony i spytał:

- Czemu mi nie powiedziałaś?

Wbiła spojrzenie w stół i wzruszyła ramionami, biorąc do ust łyżkę z budyniem.

- Nie byłam pewna, czy każą ci zeznawać, a nie sądziłam, żeby cię to interesowało.

Harry wziął kolejną łyżkę i zamyślił się. Pewnie zasłużył na takie traktowanie. Nigdy specjalnie się nią wcześniej nie interesował. Ale to i tak bolało i nie bardzo rozumiał dlaczego.

- Czemu miałabyś myśleć, że mnie to nie interesuje? Przecież też tam byłem.

Ginny spojrzała na niego badawczo.

- Jeśli nie musiałbyś zeznawać to tak naprawdę nie dotyczyłoby to ciebie. Nie było sensu zawracać ci tym głowy.

Harry zacisnął na moment zęby i wziął kolejny kęs jej deseru.

- Sądzisz, że ministerialne śledztwo dotyczące tego, co stało się w Komnacie Tajemnic nie dotyczy mnie w żaden sposób?

- Tego nie powiedziałam – zaoponowała. – Chodziło mi tylko o to, że początkowo chcieli rozmawiać tylko ze mną. Nie było potrzeby mówienia o tym komukolwiek innemu.

- Rozumiem.

Zamilkł i wziął kolejną łyżkę budyniu.

- Przestań! – warknęła na niego. – Weź sobie swój.

- Swój już zjadłem – odciął się. – A poza tym i tak nigdy nie kończysz deseru.

- Skąd wiesz? – spytała. Ciekawość przeważyła nad irytacją.

Wzruszył ramionami.

- Nie wiem. Chyba gdzieś zauważyłem. Może w Hogwarcie.

- To nie znaczy, że zamierzam dzielić z tobą twoje zarazki – odrzekła obrażona. Ale odkroiła swoją łyżeczką kawałek deseru i pchnęła resztę w jego stronę. – Masz, to możesz zjeść.

- Dzięki – odpowiedział. – Twoja mama będzie szczęśliwa. Uważa, że trzeba mnie utuczyć.

- Tak, to możesz jej powiedzieć, że zrobiłam co do mnie należy – podsumowała Ginny i uniosła się, odsuwając krzesło.

- Zie isiesz? – wymamrotał Harry z ustami zaklejonymi czekoladową masą.

- Do łóżka – odparła Ginny. Przysunęła krzesło do stołu i odwróciła się.

- Do łóżka? – powtórzył Harry. Zerknął na przegub. – Przecież nie ma nawet dziewiątej wieczór!

Uśmiechnęła się do niego słabo i postanowiła powiedzieć mu prawdę.

- Nie sypiam ostatnio za dobrze – rzekła bezpośrednio. – Pomaga, jeśli chodzę wcześniej spać.

Harry zamknął usta i skinął ze zrozumieniem głową.

- To do zobaczenia jutro.

- Dobranoc, Harry – Ginny uśmiechnęła się do niego i poszła na górę, starając się nie czuć na sobie jego spojrzenia. Zmierzała ku nocnym szeptom Toma Riddle.


Harry i Ginny siedzieli w ciemnym korytarzu w podziemiach Ministerstwa Magii. Kiedy Ministerstwo decyduje, że śledztwo będzie tajne, to naprawdę przykłada się do tajności, uznał Harry. Jego przybycie pozostało niezauważone. Cała grupa szybko minęła paskudny posąg w Atrium i weszła do windy, która zawiozła ich na najniższy poziom kompleksu. Dumbledore i pan Weasley byli właśnie przesłuchiwani przez Wizengamot. Obaj powiedzieli, że mają nadzieje, że Harry i Ginny, jako nieletni, ostatecznie nie będą musieli zeznawać. Pan Weasley chciał przemawiać w imieniu Ginny, Dumbledore w imieniu Harry'ego.

Ginny siedziała na drugim końcu ławki i wydawała się nieco zdenerwowana, choć Harry wątpił, by się do tego przyznała. Kiedy pan Weasley powiedział Harry'emu o przesłuchaniu, chłopak spojrzał na Ginny, a żołądek zmienił mu się w bryłę lodu. Czy zmuszą ją, by przypomniała sobie to wszystko? Cały poprzedni dzień próbował się do niej zbliżyć, ale choć faktycznie rozmawiali więcej niż kiedyś, ich dialogi były dość niezręczne. Ginny wydawała się... trzymać dystans. I to nie tylko wobec Harry'ego. Cała rodzina obchodziła ją szerokim łukiem. Harry dostrzegł, że pani Weasley obserwuje córkę wyraźnie zmartwiona, a Fred i George wychodzili ze skóry, by przy Ginny wygłupiać się jeszcze bardziej niż zwykle. Weasleyówna śmiała się i żartowała z nimi, ale gdy przyłapała Harry'ego na spoglądaniu na nią, chłopak dojrzał w jej oczach rezerwę i czujność.

Faktycznie, zirytowało go, że nie wspomniała mu o przesłuchaniu, gdy zapytał ją o przebieg wakacji. Choć wiedział, że nie zasłużył sobie na jej uwagę, czuł, że doświadczenie w Komnacie powinno przynajmniej sprawić, że spróbują zostać przyjaciółmi. Nie rumieniła się więcej, gdy przebywał w pobliżu, ale i nie ułatwiała mu specjalnie nawiązania rozmowy. Westchnął i spróbował jeszcze raz.

- Boisz się? – spytał cicho.

Dalej patrzyła w podłogę i nie był pewien czy usłyszała, póki nie zarejestował odpowiedzi:

- A powinnam?

- Nie – odparł stanowczo Harry. – Dumbledore i twój tata się wszystkim zajmą.

- Wiesz co postanowiłam? – podniosła nagle wzrok i Harry dojrzał w jej oczach coś twardego. Co jest w jej oczach, że zawsze wyrażają tak silne emocje?

- Postanowiłam, że nie pozwolę więcej, by cokolwiek powiązanego z Tomem Riddle kiedykolwiek mnie wystraszyło – rzekła stanowczo. – To przesłuchanie – kontynuowała, wskazując na drzwi – faktycznie sprawia, że trochę się denerwuję, ale nie boję się go. Mało brakowało, a Tom Riddle zabiłby mnie i wykorzystałby mnie, by zabić innych. Co może być gorszego? – potrząsnęła gwałtownie głową. – Nie zamierzam się go więcej bać. Skończyłam z byciem małą, nieśmiałą Ginny Weasley, która była tak słaba, że mógł ją opętać zaklęty dziennik.

Harry nigdy nie uważał jej za słabą, nawet biorąc pod uwagę, że Tom Riddle zdołał ją opętać. Dumbledore powiedział, że musiała być niezwykle silna, by walczyć z nim tak długo.

- Wiesz – zaczął – profesor Dumbledore powiedział mi, że musisz być naprawdę silną czarodziejką, skoro walczyłaś z Riddlem przez cały rok.

Oparł potylicę o ścianę. Ginny zerknęła na niego zaskoczona.

- Naprawdę? To, eee… - uśmiechnęła się słabo. – Nie czułam się silna.

- Pewnie nie – zgodził się. – Ale nie zmienia to faktów.

Ginny usiadła tak samo jak on i zapadła cisza.

- Ale wiesz, rozumiem co masz na myśli – odezwał się nagle Harry. Obróciła się do niego, stawiając obie stopy na ławce między nimi. – Voldemort zabił moich rodziców, a od tego czasu próbował wykończyć mnie osobiście trzy razy. W sumie gdy miało się z tym do czynienia, banie się czegokolwiek innego nie ma większego sensu.

- Ale ty się przecież niczego nie boisz, prawda? – spytała cicho. – Walczyłeś z nim o Kamień Filozoficzny i podążyłeś za mną do Komnaty, mimo że myślałeś, że zawlókł mnie tam bazyliszek.

- Nie sądzę, by mogło być coś bardziej przerażającego niż ten wąż – przyznał spokojnie Harry. – Kiedy go zobaczyłem… - urwał widząc jak zbladła. – Szlag, Ginny, nie chciałem…

- Nie – przerwała mu, biorąc głęboki oddech. – Nie przepraszaj. Masz rację. To BYŁ przerażający wąż. Wciąż go widuję w koszmarach.

Harry skinął głową. Tak podejrzewał.

- Ja też – przyznał po prostu. – Są dość okropne.

- Wszyscy boją się ze mną o tym rozmawiać – wyznała cicho Ginny. – Moi rodzice, moi bracia. Chyba boją się przywołać złe wspomnienia – parsknęła nieprzyjemnym śmiechem. – Nie powiedziałam im, że nie muszą się o to martwić, bo te wspomnienia nigdy nie zniknęły. Ale wiesz, nie przeszkadza mi, że rozmawiam o tym z tobą – ciągnęła dalej po chwili milczenia. – W końcu ty też tam byłeś.

Harry potaknął i uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła uśmiech i poczuł, że może osiągnęli kolejny etap w ich niepewnie kształtującej się przyjaźni.

- Ginny – odezwał się, przerywając kolejną chwilę ciszy. – Pamiętasz co mówiłaś o tym, że nie chcesz być już więcej słabą?

- No, i co?

- Nie miałbym nic przeciwko, żeby ci z tym pomóc.

Zrobiła zaskoczoną minę, ale w kącikach jej ust pojawiła się zapowiedź uśmiechu.

- Harry Potterze, czy ty próbujesz być moim przyjacielem?

Niepewnie pokiwał głową.

- Może gdybym spróbował w zeszłym roku, nie czułabyś potrzeby pisania w tym dzienniku.

Ginny zmiękła.

- Nie możesz się za to winić. Wszystkie dziewczyny prowadzą jakieś dzienniki. Nawet gdybyśmy byli przyjaciółmi, i tak mogłabym w nim coś napisać – spojrzała na niego badawczo. – Czy to jedyny powód, dla którego chcesz być moim przyjacielem? Poczucie winy?

- Nie! – Harry'ego zaskoczyło, że doszła do takiego wniosku. – Zupełnie nie to miałem na myśli. To znaczy… - przeciągnął dłonią po włosach sfrustrowany. – Chodzi mi o to, że kiedy dwójka ludzi przechodzi przez coś takiego jak my w Komnacie, powinni poznać się nieco lepiej.

Zastanawiała się przez moment, a potem wyciągnęła dłoń.

- Zgoda. Przyjaciele?

Uśmiechnął się z ulgą i ujął jej rękę.

- Przyjaciele. Super.

Uśmiechnęła się i znów zamilkli, spoglądając niespokojnie od czasu do czasu na zamknięte drzwi sali sądowej. Harry czuł, że osiągnęli coś znaczącego, ale nie był pewien jak zacząć kolejną fazę ich znajomości

- Ginny – rzucił nagle – jeśli nie boisz się Toma Riddle, to czego się boisz?

Przez kilka chwil wpatrywała się w drzwi, w końcu obróciła się i napotkała jego pytający wzrok.

- Klatki.

Harry powoli pokiwał głową. Uznał, że to powiedziało mu więcej o Ginny Weasley, niż kiedykolwiek spodziewał się dowiedzieć.


W następnym rozdziale:

- uczniowie wracają do Hogwartu
- Ginny odkrywa pewną pozostałość po Tomie Riddle