Hej, witam wszystkich, to znowu ja ;-) Wiem, że nie śpieszyło mi się z tym rozdziałem, ale potrzebowałam pomysłu, chęci i natchnienia. Ale cóż, jestem i mam dla was kolejny rozdział. I tak w ogóle to chcę tynki wam podziękować za czytanie no i wspaniałe opinie. :-) A i przy okazji lola3934 jeśli to czytasz, to dzięki za polecenie. Ja ciebie też polecam, bo piszesz świetne opowiadania. Jeszcze chcę też polecić PandęSylwię1 też jesteś wspaniała i dzięki za zainteresowanie się moim opkiem i moim pojawieniem na tej stronie. Obydwom należą się brawa ;-) A teraz...
Życzę Wszystkim Przyjemnego Czytania! ;-)
Rozdział 2
To jej dziwne zachowanie...
Następnego dnia rano, Po obudził się w jakimś jasnym, cichym pokoju. Z pewnością było jeszcze wcześnie, ponieważ w całym pomieszczeniu panował półmrok. Nie mógł więc dokładnie dostrzec tego wszystkiego, jak na przykład kolor ścian i tym podobne, dlatego nie był pewien, gdzie się tak właściwie znajduje.
Jednak im dłużej tak się wpatrywał jego oczy zaczęły zauważać coraz więcej rzeczy. Łóżko, w którym się znajdował, nie pasowało do składanych, dobrze mu znanych mat, które używali w Pałacu i zazwyczaj w czasie podróży, z resztą taką samą matę posiadał u siebie pokoju u swojego Ojca, było duże, miękkie z poduszkami i jakąś kołdrą, którą najwyraźniej ktoś na niego narzucił. Wezgłowie jego łoża miało kształt takiego samego słońca, jak odznaki na zbrojach żołnierzy Shen'a. „Uroki tego miasta." Pomyślał.
Następnie powoli podniósł się do pozycji siedzącej. Wtedy słońce zaczęło już rozświetlać pokój, w którym się znajdował. Ściany tam były całkowicie białe, koło jego łóżka z obu stron stały nocne stoliki. „To jakieś dwuosobowe łoże, jakby małżeńskie." Pomyślał sobie, „Czekaj! Co? Małżeńskie?!" krzyknął do siebie w myślach. „O kurczę, ja nic nie pamiętam z poprzedniego wieczoru. Ale obudzić się w takim łożu, może dać wiele do myślenia." Stwierdził Po, po czym usilnie próbował przypomnieć sobie wydarzenia z ostatniej nocy.
Właśnie wtedy zaczęły docierać do niego bodźce zewnętrzne. Zaczynał czuć niewyobrażalną suchość w ustach, lekki ból głowy i to, że jest bez spodni. „O nie! Tylko nie ten sen. Kung Fu moce zdarły mi spodnie, a później z nimi gadałem o Małpie i jego domniemanej niewinności. Ale jeśli to nie sen, to... O nie! Ktoś musiał mnie rozebrać. Aggrh, jasna cholera, co to ma być." Pomyślał spanikowany. Następnie zaczął gorączkowo rozglądać się po pokoju.
„Ach, gdzie one są. Nie ma ich koło łóżka, ani nigdzie na podłodze w pomieszczeniu. Ktokolwiek postanowił zrobić mi taki głupi kawał, pożałuje tego, i to gorzko, cokolwiek mam na myśli." Kontynuował swój monolog. W końcu odwrócił się w lewo w stronę jednego z nocnych stolików i zauważył tam dwie szklanki i jakąś kartkę.
Drogi Po!
Idę na swój poranny trening. Jakbyś się obudził w chwili, kiedy mnie nie będzie, chcę Ci tylko powiedzieć, żebyś wypił herbatę ziołową. Powinna złagodzić ból głowy, który prawdopodobnie będziesz odczuwał i inne skutki uboczne po Twoim wczorajszym wieczorze. Oraz powinieneś także wypić sok pomidorowy, ma podobne działanie, i szybciej pomoże Twojemu organizmowi w odtruwaniu się. Zgaduję, że niedługo się zobaczymy, więc do zobaczenia!
Z poważaniem, Mistrzyni Twardego Stylu Tygrysa, Tygrysica.
„Ok-ej, a więc to z Tygrysicą tu byłem. Hmm, no jasne, wczorajszy wieczór-pójście do baru, taniec z tą, em... dziewczyną, picie alkoholu i interwencja Tygrysicy...-Cholera! Co ja wygadywałem, ach nawet większości nie pamiętam. O kurczę! Jestem nagi i nie pamiętam, co robiłem w nocy. No cudownie. Mam nadzieję, że Tygrysica trochę mnie ze wszystkim oświeci. A teraz lepiej skorzystam z jej rady i wypiję to, co mi tu przygotowała. Jak zwykle myśli o wszystkim. Ale chyba powinienem się cieszyć z tego, że jest taka zasadnicza i tak dalej." Wywnioskował Po.
Następnie sięgnął po pierwszą szklankę, w której znajdowała się herbata ziołowa i zaczął powoli pić. Herbata była nieco mdła, ale mocna. To znaczy, że szybko spełni swoją rolę. „Ciekawe, co się składało na tę herbatę?" zapytał się w myślach Po. Wtedy sięgnął po drugą szklankę z sokiem pomidorowym, który smakował niemal nieziemsko. – Mmm, ach, dobre. – powiedział sam do siebie.
Wtedy wyciągnął się trochę i próbował wstać, jednak w tej chwili usłyszał lekkie pukanie do drzwi.
– Mogę wejść? – zapytała delikatnie Tygrysica.
Po jednak nie odpowiedział. W sumie nie wiedział, co ma zrobić. Natomiast Tygrysica uznała to za twierdzącą odpowiedź i tak po prostu weszła.
– Dzień dobry, Po. Jak samopoczucie? – przywitała się swoim zwyczajnym tonem Tygrysica.
– Em... w sumie to nie jest, aż tak źle. – odpowiedział szczerze Po. Tygrysica przez chwilę go lustrowała, ale w końcu uznała, że mówi prawdę. – Yy, gdzie jestem-śmy? – zapytał po chwili.
– W jakimś pensjonacie. – odpowiedziała gładko Tygrysica.
– Em, dlaczego? To znaczy wiesz, ze wszystkich miejsc, w jakich spodziewałem się obudzić to, nie spodziewałem się, że znajdę się w pensjonacie. Czemu nie zabrałaś mnie do naszej kwatery? – drążył Po, bawiąc się palcami i stawiając je na różne sposoby na kołdrze.
– Cóż, myślę, że to było miejsce, znajdujące się najbliżej tamtego baru. Wiesz, wczoraj dużo wymiotowałeś, nie chciałam żebyś mnie też przy okazji "przyozdobił" tak jak tamtą alejkę przy barze i swoje spodnie. Poza tym w pewnym momencie kompletnie straciłeś przytomność i sądzę, że to była najrozsądniejsza decyzja, jaką podjęłam. – stwierdziła Tygrysica, bacznie mu się przyglądając.
– To znaczy, to ty rozebrałaś mi spodnie, tak? – zapytał zdenerwowany i zawstydzony Po, trochę się rumieniąc.
– A miałam inny wybór? Po tym wszystkim Twoje spodnie nie nadawały się do niczego z wyjątkiem prania. – rzuciła gorzko Tygrysica.
– Gdzie spałaś? – zapytał niepewnie Po.
– Z Tobą. – powiedziała wskazując prawą stronę łóżka. – I wiesz, to była naprawdę cudowna noc. – dodała po chwili Tygrysica, lekko się uśmiechając i drocząc się z nim.
– Co?! Nie mówisz chyba, że my... no wiesz? – zapytał wystraszony i spanikowany Po.
– Ha, ha, ha. Nie, nie zrobiliśmy tego mimo, że twoje zaloty były bardzo dobrym powodem. Zasugerowałam to, bo chciałam zobaczyć twoją reakcję. – odpowiedziała Tygrysica, przechodząc z bardzo rozbawionego tonu, do swojego dość poważnego.
– Co masz na myśli, mówiąc zaloty? – dopytywał Po.
– Cóż, zanim straciłeś przytomność zrobiłeś dość zabawne przedstawienie, i próbowałeś się do mnie przystawiać. Oczywiście się nie zgodziłam na to, czego chciałeś, ale i tak było to całkiem ryzykowne, by spać z tobą w jednym łóżku. Zwłaszcza, że był to dla mnie pierwszy raz. – wywnioskowała Tygrysica.
– To było jakieś intymne wyznanie? – rzucił znienacka Po.
– Nie, po prostu zawsze śpię sama, bez nikogo. To była dla mnie nowość. I co do twojego pijackiego zachowania, wiec, że nie dałbyś rady mnie do tego nakłonić, ani zmusić. Mówiłam ci już, że nigdy nie zrobiłabym tego z kimś, kto następnego dnia nie będzie pamiętał nawet mojego imienia, a co do kogoś, kto mnie zna, to chciałabym, żeby to było coś, co utkwi temu komuś w pamięci. Chcę, żeby to był ktoś przytomny, kto czuje i jest tego świadomy. A co do zmuszenia, prędzej zrobiłabym temu komuś poważną krzywdę, niż miałabym zrobić coś wbrew własnej woli. – wyjaśniła Tygrysica.
– Och, em... wybacz. Przepraszam za moje zachowanie dzisiaj w nocy. Później jeszcze coś robiłem? – zapytał dla pewności.
– Nie, spałeś spokojnie, nawet nie mówiłeś przez sen. I nie musisz przepraszać. To był dość niezapomniany wieczór i sądzę, że bardzo długo go zapamiętam. – odpowiedziała Tygrysica, ostatnie zdanie wypowiedziała z nutą lekkiego rozbawienia.
– Taa, ja też raczej nie będę wstanie na długo wymazać tego wieczoru z pamięci. I do twojej wiadomości to, nie musiałaś wcale interweniować. Małpa i Modliszka też dali by sobie radę ze mną. – zarzucił jej Po.
– Skoro tak uważasz. Ale chyba za bardzo ich przeceniasz. – rzuciła sucho Tygrysica.
– Tja, może. Ale i tak nie musiałaś się zabawiać w mojego anioła stróża. Poradziłbym sobie. – stwierdził Po.
– Nie sądzę. – wywnioskowała Tygrysica, po czym kontynuowała. – Co ty sobie tak w ogóle myślałeś?! Że upić się to taka fajna rzecz, że Małpa i Modliszka chcą dla ciebie dobrze?! A oni po prostu mieli z ciebie świetną zabawę. – spojrzała na niego drwiącym wzrokiem, kręcąc głową z politowaniem. – Masz szczęście, że się tobą zajęłam. Inaczej obudziłbyś się dzisiaj na podłodze w barze, albo w jeszcze jakimś kompletnie nieznanym ci miejscu. To nie jest zachowanie godne Smoczego Wojownika i powinieneś znać podstawowe zasady, jak się zachowywać na imprezie i że trzeba zachować we wszystkim umiar. A ty nie masz żadnych zahamowań. – zarzuciła mu ostrym tonem Tygrysica.
– Dzięki, wiesz. Dalej będziesz dawać mi ochrzan, czy zostawisz trochę dla Shifu, co? – zapytał sarkastycznie, zirytowany Panda.
– Masz szczęście, że to nie ja jestem tutaj Arcymistrzem. Na miejscu Shifu bym cię nie szczędziła i przez co najmniej tydzień miałbyś spore problemy z poruszaniem się. A gdybyśmy byli razem, tak jak to sobie fantazjujesz, to przez długi czas nie odpuściłabym ci takiego występku. – stwierdziła surowo – Naraziłeś się na niebezpieczeństwo i na publiczne ośmieszenie, jesteś Smoczym Wojownikiem do jasnej cholery! – krzyknęła mu.
„Ale nie jesteśmy, bo pewnie nie mam u ciebie żadnych szans." Pomyślał Po i w tym momencie nie wiedział, czy to dobrze, czy szkoda, że tak nie jest. Choć jakaś jego część naprawdę bardzo tego by chciała.
– Ale wszystko dobrze się skończyło. A... powiesz Shi-znaczy Mistrzowi Shifu, co się stało? – zapytał nerwowo Po.
– Nie wiem, zastanowię się. – stwierdziła. – Bo przecież kilku zasad powinieneś się w końcu nauczyć.
– Jak ty uwielbiasz tę całą surową dyscyplinę, nie ma co. – wywnioskował sarkastycznie Po.
– Akurat to moja ulubiona lekcja. – odpowiedziała oschle Tygrysica.
– Taa, heh. Ta rozmowa , zmierza chyba w kierunku ostrej kłótni z rękoczynami. I jedynie cię proszę o to, abyś nic nie mówiła Mistrzowi. Jeśli chcesz zmienię się, będę zdyscyplinowanym wojownikiem tak, jak ty. Choć kiedyś mówiłaś, że jednak nie chcesz, żebym się zmieniał, ale to zrobię. – oświadczył Po.
– Ach, no dobrze, nic nie powiem, masz szczęście, że jeszcze czasami potrafię zrozumieć drugą osobę. – Tygrysica stwierdziła insynuując. – A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, pójdę się wykąpać. No chyba, że ty chcesz pierwszy. – zmieniła temat.
– Dzięki, ale nie. Wolę nie paradować z gołym tyłkiem w twojej obecności. Już wystarczająco się wstydu najadłem. – rzucił wzdychając Po. I w tym momencie Tygrysica wzięła z szafki jakiś ręcznik i powoli udała się w stronę drzwi prowadzących do łazienki.
„Uff, dobrze, że Tygrysica nie powie niczego Shifu. To by się skończyło dietą, sporą dozą treningu, chociażby godzinnego wchodzenia po schodach, albo coś jeszcze. Ale sposób w jaki wysławia się Tygrysica... huh, w jednej chwili potrafi być miła, współczująca i w ogóle, a w drugiej ostra i apodyktyczna, no i z lekka przerażająca i wolę nawet nie myśleć, co by mi zrobiła, gdyby to ona była moją Mistrzynią, a nie Shifu. Albo co mogłaby ze mną zrobić, gdybyśmy naprawdę byli razem. Heh, ale z drugiej strony... czego bym nie zrobił, żeby tak rzeczywiście było. Ale po wczorajszym to już raczej nie mam żadnych szans. Ona jest poważną osobą, a ja... zachowuję się jak jakiś klaun... ona nienawidzi klaunów!" Myślał z ulgą, ale i zarówno z rozczarowaniem Po.
– Możesz teraz się iść kąpać. Śniadanie będzie za jakieś dziesięć minut. – oświadczyła Tygrysica, wychodząc z łazienki w czerwonym, jedwabnym szlafroku, z kwiecistymi wzorkami w okolicy tali.
– Taa-ja-ja-sne. Em oczywiście, tylko powiedz mi, gdzie moje spodnie, żebym mógł się ubrać. Chyba, że wolisz mnie bez ubrań. – bąknął lekko zaskoczony Po, po czym starał się wszystko obrócić w żart. „Cholera! W tej szacie, czy cokolwiek to jest, wygląda ona gorąco, zdecydowanie. Tak." Pomyślał Po, choć ładu i składu nie mógł doszukać się nawet we własnych myślach.
– Kusząca propozycja. – stwierdziła z uśmiechem Tygrysica, – Twoje spodnie są w białej szafce w łazience, świeżo wyprane. I bez obaw, dopilnowałam, żeby zostały wysuszone i żeby nadawały się do użytku. – odpowiedziała Tygrysica, bacznie mu się przyglądając, choć z jej twarzy cały czas nie znikał figlarny uśmiech. – Choć byłoby dość zabawnie, gdybyś musiał teraz przejść przez miasto bez spodni.
– Haha, zabawne. – mruknął. – Okej. Em, odwrócisz się, żebym mógł wyjść spod kołdry i przejść te kilka kroków do łazienki? – poprosił ją Po.
– Ale po co? Widziałam już cię bez spodni i nie masz się czego wstydzić. I nie martw się, nie rzucę się na ciebie, kiedy cię zobaczę. – odpowiedziała z rozbawieniem, na co Po spuścił wzrok. – Ale żeby cię uspokoić, zgoda, odwrócę się do ciebie tyłem. – dodała po chwili poważnie, po czym zrobiła tak jak prosił.
– Em, dzięki. – bąknął lekko zawstydzony Po, kiedy wyszedł spod kołdry i ruszył w stronę łazienki. Na jego policzkach zagościły lekkie rumieńce.
Jakieś dziesięć minut później wyszedł wykąpany suchy i ubrany. Rozejrzał się ostatni raz po pokoju. W koncie na podłodze leżał szlafrok Tygrysicy, zrzucony tak, jak niby nigdy nic. „Szlak by to. Ona to chyba musi robić specjalnie. Specjalnie mnie kusi. Kusi i droczy się. Ach, a mi coraz trudniej się oprzeć. Jak ona może mieć na mnie taki wpływ, że potrafi skłonić mnie do czegoś odpowiednim tonem głosu, lub do przyznania się do czegoś po prostu mówiąc w ten swój słodki sposób moje imię, albo wywołać takie intensywne reakcje." Pomyślał Po kręcąc głową, następnie powoli opuścił pokój.
Idąc długim korytarzem zauważył, że ściany są tutaj beżowe. Zobaczył też drzwi do innych pokoi i wywnioskował, że musi to być coś większego niż zwykły pensjonat, tylko jakiś hotel. Zszedł schodami na dół, mijając recepcję trafił wreszcie do wielkiej restauracyjnej sali, przyozdobionej podobnie jak tamten bar, w ciemne odcienie czerwieni i bordo.
W samym końcu sali znalazł stolik, przy którym siedzi Tygrysica. Było tam całkiem ciemno, taki dziwny ponury nastrój. Kiedy był już w połowie drogi do stolika usłyszał:
– Chodź tutaj! – zawołała za nim władczym ponaglającym tonem Tygrysica, a kiedy podszedł, dodała w ten sam sposób – Usiądź. – Co bez żadnego sprzeciwu szybko wykonał.
Tygrysica jak zwykle jadła swoje tofu, musiała je zamówić nawet tutaj. Wyglądała na pogrążoną w myślach, choć wiedział, że tak nie jest, a przynajmniej nie w stu procentach. Wiedział, że gdyby zaszedł ją od tyłu, to mogłoby się to dla niego bardzo źle skończyć. Jedna z rzeczy, którą trzeba wpisać na listę tego, czego nigdy pod żadnym pozorem nie należy robić.
– Nie byłam pewna, na co masz ochotę, więc zamówiłam ci trzy duże miski pierogów, porcję klusek i herbatę, wiem, że lubisz dużo jeść... – oznajmiła, z lekkim drwiącym uśmieszkiem, urywając, żeby dalej nie komentować jego wagi.
– Wystarczyłaby jedna miska. – odparł z lekkim oburzeniem. – Liczę, że mi z tym nie pomożesz, bo inaczej zmarnujemy sporo dobrego jedzenia i pieniędzy. – dodał nadal urażony jej ciągłymi docinkami.
– Wybacz. Mi starczy to, co mam. – odpowiedziała przepraszająco, wskazując na swój talerz.
– Domyślam się, ale dziś naprawdę nie mam za bardzo apetytu na jedzenie. – wyjaśnił jej Po.
– Hmm, no tak. – westchnęła. – Wypij sok pomidorowy, który ci zamówiłam. – rozkazała po chwili namysłu, wskazując stojącą szklankę.
– Oczywiście. – odparł tak po prostu, po czym zabrał się za picie. Gdy skończył wziął miskę z pierogami i zaczął jeść. Na stole stał też dzbanek jakiejś herbaty, nalał sobie trochę do usytuowanej po jego prawej stronie, porcelanowej filiżanki. Herbata oczywiście była jaśminowa z żeńszeniem i miętą. – Chcesz trochę? – zapytał.
– Dzięki, ale mi wystarczy już picia. – odpowiedziała ironicznie.
– Więc znowu jesteśmy na etapie ganienia mnie, tak? – stwierdził Po.
– Ech, wybacz, to była moja ostatnia taka uwaga. – przeprosiła. – Ale jeśli znowu zrobisz coś równie głupiego, to stłukę cię na kwaśne jabłko. – stwierdziła przepraszająco, a przy tym grożąc.
– Wiesz, mówiłaś, że to ja fantazjuję o tym, jakby to było gdybyśmy byli razem. A może jednak to ty to robisz? – przyuważył Po.
– Ja? Oczywiście, że nie. Poza tym nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Nie wierzę w miłość. Nie bawię się w te całe serduszka i inne takie bzdury. I nie wydaje mi się, żebyś pasował do mojego stylu. – wywnioskowała. – A ty naprawdę bardzo byś tego chciał. Zwłaszcza po twoim błaganiu o to, żebym cię pocałowała. – dodała z nutą rozbawienia.
– Nie mierz ludzi swoją miarą. To były pewnie tylko takie pijackie bzdury. Nic kompletnie do ciebie nie czuję i mi dobrze jest tak, jak jest, kiedy jesteśmy tylko przyjaciółmi. – skłamał, wiedząc, że to formalne odrzucenie.
– Ach tak, dobrze to wiedzieć. – rzuciła beznamiętnie, ale wciąż była trochę rozbawiona.
– Czemu nie wynajęłaś sobie innego pokoju, tylko... - zapytał nie kończąc zdania.
– Nie wystarczyłoby mi pieniędzy. Pokoje są tutaj dość drogie, a nie mam czeków, żeby pokryć wszystko z Pałacowego funduszu. Więc musiałam spać z tobą. – objaśniła, a ostatnie zdanie wypowiedziała tak, jakby to była najbardziej nieprzyjemna noc w jej życiu.
– Wydałaś prawie tyle samo w restauracji, więc gdybyś trochę bardziej umiejętnie zarządzała swoimi finansami, nie musiałabyś się, aż tak bardzo ze mną męczyć. – stwierdził sarkastycznie i z irytacją. – Wiesz, pierwszy raz podobno zawsze jest najbardziej bolesny. – dodał z rozbawieniem.
– Ciekawe spostrzeżenie, Po. Ale w tej kwestii muszę się nie zgodzić. – odparła tym samym tonem, co on.
– Masz w tym jakieś doświadczenie, czy bazujesz na ostatniej nocy? – droczył się z nią.
– A sądzisz, że ci powiem? – odparła.
– Skoro już i tak wylądowaliśmy razem w łóżku, więc czemu nie? – kontynuował.
– A ty masz w tym doświadczenie? – rzuciła, a na jej twarzy pojawił się kokieteryjny uśmiech.
– Odpowiem, jeśli ty odpowiesz na moje pytanie. – odpowiedział szybko Po.
– Jeśli nie zaczniesz nosić normalnych ubrań to zmienię zdanie i jednak kiedyś się na ciebie rzucę, bez słowa ostrzeżenia. – zmieniła temat, kontynuując swoje przekomarzanie.
– Interesujące, ale już raz się na mnie „rzuciłaś" i inni omal nie poumierali ze strachu, więc nie mogę się doczekać, kiedy to powtórzysz. – stwierdził w ten sam sposób Po.
– Uwielbiam z tobą tak rozmawiać, wiesz. – wywnioskowała trochę poważniejszym tonem.
– Ja też, zwłaszcza, że takie nasze rozmowy nie prowadzą do niczego konkretnego. – stwierdził Po - Gdybyś wybrała mi coś, w czym możemy chodzić oboje, no wiesz już raz rozmawialiśmy o tym, że powinniśmy zacząć się podobnie ubierać, wtedy bym zaczął. To by nas do siebie zbliżyło.
– Dlatego nie nosimy, bo bylibyśmy zbyt blisko. Kończ jedzenie, bo musimy wrócić do pozostałych. Li Hong już czeka w porcie. – odpowiedziała mu już swoim całkowicie normalnym tonem.
– Li, kto? Kim jest ten facet? A tylko nie mów, że to kobieta, bo będę musiał zacząć chodzić na jakieś kursy, w z rozpoznawania, kto jest jakiej płci. – zapytał trochę nadal niepoważnym tonem Po.
– Masz chyba jakieś problemy z pamięcią, albo wódka kompletnie wypaliła ci mózg. Li Hong to statek, którym popłyniemy do portu w Xiangtan, skąd rozpoczniemy nasz powrót do Doliny. – wyjaśniła mu.
– Och, no tak. Teraz pamiętam. Shifu mówił, że o której ma być? – zapytał Po.
– O dziesiątej, a jest wpół do. Dlatego powinniśmy się pospieszyć, bo inaczej będę musiała wynająć jakiś inny statek i go prowadzić, a ty pokryjesz wszystkie koszty związane z wynajmem. – oznajmiła.
– To ty umiesz kierować statkiem? – zapytał z niedowierzaniem Po.
– Oczywiście. Jestem Mistrzynią i muszę być gotowa na każdą ewentualność. I gdyby zaszła taka potrzeba kierowałabym łodzią, albo pilotowałabym sterowiec. – odpowiedziała.
– Szkoda, że ten stary kozioł tego nie wiedział. Jak on się nazywa? – stwierdził z zastanowieniem Po.
– Mistrz Cheng Niepokonany. – uzupełniła jego myśli.
– No tak. Gdyby wiedział to by pewnie nie rozwalił tam tego sterowca. Kurczę, ale nam się przytrafiają akcje. – wywnioskował.
– Tak, ale pośpiesz się. – pogoniła go.
– Dobra, bo szczerze jeśli spędzę z tobą cały dzień, to chyba się na ciebie rzucę. – odparował Po.
– Och, już raz to „zrobiłeś" i pozostali omal nie poumierali ze strachu. – zacytowała jego słowa.
– Yhm, i z chęcią bym to powtórzył. – odpowiedział jej, kończąc śniadanie.
Oboje wstali i ruszyli w kierunku recepcji, kiedy tam dotarli stanęli twarzami do siebie tak, że ich usta dzieliły milimetry. Przez chwilę stali tak nie ruszając się, tylko patrząc sobie nawzajem prosto w oczy.
– Pójdę zapłacić. – stwierdziła Tygrysica, odsuwając się radykalnie od Smoczego Wojownika, udała się do siedzącej na recepcji kozicy.
Po obserwował ją cały czas, jak szła. „Cholera! Ale ze mnie tchórz. Była ode mnie tylko milimetry, przecież mogłem ją pocałować i zobaczyć, co się stanie. Druga taka okazja się nie nadarzy. Ale ze mnie głupek." Skarcił się w myślach Po.
„A niech mnie, było blisko, bardzo blisko. To jest poważna sprawa, przecież on może coś do mnie czuć, a wtedy to nie byłaby już zabawa, musiałabym wtedy przestać go zwodzić, ale to jest trudne, żeby się tak po prostu trzymać od niego z daleka. Muszę być twarda z tym. Choć może on naprawdę nie żywi do mnie żadnych uczuć i może to dla niego tylko przyjaźń, albo po prostu chciałby się trochę pobawić." Rozważyła Tygrysica, wracając do Po.
– Idziemy! A tak przy okazji, pokój był droższy, od całego naszego śniadania, a więc nie miałeś racji. – poinformowała go swoim normalnym zasadniczym tonem.
Następnie oboje wyszli z budynku i ruszyli przez miasto. Ulice były już dość zatłoczone, ale dało się iść.
– Ile mamy czasu? – pyta Po.
– Jakieś dwanaście minut. – odpowiada Tygrysica, – Musimy biec! – dodaje rozkazując, tak jak w wieży, po czym dostaje się na cztery łapy i zaczyna swój wyczynowy i niedościgniony sprint.
Po oczywiście próbuje do niej dołączyć, ale szybko zostaje za nią daleko w tyle. Z trudem udaje mu się wymijać spieszących się mieszkańców, którzy z zaciekawieniem, albo rozbawieniem im się przyglądają, bo cała ta sprinterska sprawa wygląda niczym pościg, który najwyraźniej nie odnosi żadnych oczekiwanych efektów.
– Zwolnij trochę! – woła za nią Po.
– To ty przyśpiesz, jeśli oczywiście czujesz się na siłach! – Tygrysica rzuca mu wyzwanie, a on oczywiście nie jest wstanie jej odmówić i przyśpiesza, mimo że ledwie może oddychać.
Gdy są już w pobliżu portu Tygrysica dostrzega Żurawia i zaczyna do niego krzyczeć. – Żuraw! Zanieś Po i przekaż Mistrzowi, że zaraz będę. – rozkazuje mu, a on natychmiast zniża swój lot.
– Zawsze do wszystkich musisz zwracać się takim tonem? – pyta szybko Po, zanim Żuraw może usłyszeć jego uwagę.
– Zazwyczaj i nikt tego nie kwestionuje. Poza tobą oczywiście, ale to już wiesz. – odpowiada mu Tygrysica, po czym przyśpiesza, a Żuraw przechwytuje Po i obaj bardzo szybko odlatują.
Gdy lądują, Shifu natychmiast rzuca Po pytające spojrzenie, jednak Żuraw uprzedza go ze wszystkimi odpowiedziami, poza tą najważniejszą. – Znalazłem ich. Tygrysica powiedziała, że zaraz tu dotrze. – wyjaśnił Żuraw.
– Spakowałam wasze rzeczy. – informuje go Żmija.
– Już jestem! – woła Tygrysica docierając na miejsce.
Po cały czas próbuje złapać oddech po biegu, a Tygrysica podnosi się i wygląda jakby nigdy nic.
– Czy wy dwoje możecie mi powiedzieć, gdzie byliście przez całą noc?! – pyta ostro Shifu.
– W takim jakby pensjonacie. – odpowiada Tygrysica, po czym kontynuuje. – Zrobiliśmy się zmęczeni, a do naszej kwatery było zbyt daleko, więc postanowiliśmy odpocząć i znaleźć zakwaterowanie. Wiem, że jesteśmy późno, ale mój poranny trening się trochę za bardzo wydłużył i Po musiał czekać w restauracji, aż skończę.
– Dobrze, a teraz idźcie już na ten statek. – rozkazuje im Shifu, a oni natychmiast robią to, co każe.
– A-al-e nam się u-pie-kło. – wywnioskował Po wciąż ciężko dysząc, patrząc na Tygrysicę, która wyglądała na niewzruszoną, jednak raz zauważył, jak wciąga powietrze przez nos, co oznaczało, że też się trochę zmęczyła, co sprawiło, że Po się lekko uśmiechnął.
– Nie sądzę. – odpowiedziała mu.
– To znaczy? Myślisz, że da nam karę, jak sprzątanie Pałacu, albo coś takiego? – upewnił się Po.
– Nie, po prostu Shifu mi wierzy, gdybyś nie był tam ze mną tylko z kimś innym, to by inaczej cię potraktował. – stwierdziła rzeczowo.
– Może masz rację. – wydedukował – To przez Shifu jesteś taka... em nieznosząca sprzeciwu? – dodał.
– Taki mam charakter. Kiedyś zostanę Arcymistrzynią w Jadeitowym Pałacu, więc dobrze, że mam autorytet. – odpowiedziała mu spokojnie.
– No tak. Zgaduję, że kiedy to się stanie, to wszyscy będą chodzili jak w zegarku i zero przyjemności. Ty nawet nie umiesz żartować. A złamanie którejś z twoich zasad, które są nie do ogarnięcia, będzie groziło czymś niewyobrażalnym. – wydedukował Po.
– Cóż, teraz wiem, co o mnie myślisz. Uważasz, że jestem tyranem, który nic nie czuje. – zarzuciła mu, jednak nie dała mu nawet szansy zareagować, bo kontynuowała. – Wiesz, nie jestem z kamienia. Wiem, że każdy ma swoje granice i potrzebuje odpoczynku. Respektuję to. Dla siebie mogę być bezwzględna, ale nikogo nie mierzę podług siebie. I nie wiem, czy uwierzysz, ale ja też czasami odpoczywam . I też potrzebuję odrobinę przyjemności.
– Em... wybacz, ja po prostu, w sumie sam nie wiem, co myślałem sobie. – powiedział skruszonym głosem Po.
– Nie ma sprawy. – rzuciła.
– Okay, więc, co teraz porobimy? – zapytał Po, by przełamać narastające między nimi napięcie.
– Pójdziesz do kabiny i położysz się do łóżka. – rozkazała mu.
– Masz na myśli coś konkretnego? – drążył Po.
– W tę grę może grać dwoje, Po. Mam nadzieję, że tata nauczył cię zasad. – szepnęła tajemniczo.
– Em, co chcesz zrobić? – zapytał niepewnie Po.
– Jeśli nie zauważyłeś, to zasugerowałam ci, żebyś poszedł odpocząć, bo przez najbliższe kilka dni będziemy dużo wędrować. Chodź, odprowadzę cię. – zmieniła swoje nastawienie.
– Heh, a już myślałem, że masz coś innego na myśli, ale wybacz mi, po wczorajszym trochę słabo kumam. – wyjaśnił Po, choć od dzisiejszego poranka czuł się trochę inaczej, a jego myśli krążyły wokół tego, czego od dawna unikał i nawet nie śmiał poruszać ze swoim ojcem.
– Nic nie szkodzi, to ja niepotrzebnie wikłam sprawę, próbując żartować. – stwierdziła, po czym kontynuowała – A tak przy okazji, jeżeli komukolwiek opowiesz o tym, co miało miejsce między północą, a dzisiejszym porankiem, to cię zatłukę. Czy wyraziłam się jasno?
– T-tak. Jasne, choć muszę przyznać, że to było całkiem fajne kilka godzin. – rzucił prowokująco Po.
– Ech. – westchnęła z irytacją, co Po po prostu zignorował. Po czym dotarli do tej samej grupowej kabiny, gdzie tym razem było jednak składane łóżko. – Miłych snów. – życzyła mu, po czym stamtąd wyszła.
Po leżąc na macie chwilę myślał. „Lata mi zajmie przemedytowanie tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin. Czy ona ze mną flirtuje? Czy to ma podłoże czysto fizyczne? Czy ona żywi jakieś uczucia do mnie? Ech, jest najbardziej skomplikowaną osobą jaką znam. Ostatnie wydarzenia dają sporo do przemyślenia, może uda mi się nad tym zastanowić, jak wrócimy." Następnie zapadł w głęboki, przyjemny sen.
– Czego ma nie opowiadać, Tygrysico? – zapytał podejrzliwie Małpa, podchodząc do niej bliżej. Tuż za nim prześlizgała się Żmija, która najwyraźniej była tym tak samo zainteresowana, jak jej kolega.
– Nie wiem, o czym mówisz. Poza tym to zdaje się nie twoja sprawa. – odpowiedziała stanowczo Tygrysica.
– Och no weź, nie bądź taka. Nie było was całą noc, zachowujecie się dziwnie, ciągle coś szepczecie, nie wliczając już tego, co wydarzyło się podczas bitwy. – stwierdziła z konsternacją Żmija.
– No i co z tego. Jesteśmy przyjaciółmi i lubimy swoje towarzystwo. A ty Małpo już i tak wiesz, co się stało, więc nie powinny cię interesować nic nie znaczące szczegóły. – rzuciła mu, co raz bardziej zirytowana.
– Dobra, zdaje się, że i tak prędzej mnie zabijesz, aniżeli cokolwiek powiesz. Dobra, spadam stąd. – rzucił z irytacją Małpa, po czym poszedł szukać chłopaków.
– No dobra, wiem, że przed nim nie chciałaś nic ujawniać, ale mnie możesz powiedzieć. Znamy się od dziecka. – zachęciła ją Żmija.
– Żmijo, ale tam naprawdę nic się nie wydarzyło. – niemal krzyknęła.
– No dobra, ale nie trudno zgadnąć, co mogliście robić, nie musisz mówić. – Żmija wyciągnęła wnioski.
– To znaczy? – zapytała Tygrysica, lekko unosząc jedną brew.
– Wiesz, głupia nie jestem. Oboje z Po jesteście dorośli, mam nadzieję, że teraz po tym wszystkim będziecie razem. Bo mogę zrozumieć, że was poniosło, ale wy naprawdę do siebie pasujecie i liczę, że tego nie schrzanicie. – zarzuciła jej.
– Ty chyba nie myślisz, że ja i Po moglibyśmy pójść do łóżka? – upewniła się Tygrysica, no cóż, to co im się przytrafiło, gdyby wyszło na jaw, zostałoby zinterpretowane właśnie w ten sposób, nikt nie byłby skłonny uwierzyć, że do niczego nie doszło.
– Cóż, właśnie tak myślę. Nie chcę żeby to was od siebie oddaliło, to byłoby super, gdybyś w końcu znalazła sobie jakiegoś faceta, a byłoby jeszcze lepiej, gdyby to był Po. – odpowiedziała jej Żmija.
– Żmijo. Nic pomiędzy Po, a mną nie było. Nic między nami się nie zepsuje, no chyba, że znajdziemy dobry powód. A co do tamtej nocy, to po prostu Po miał mały problem i tyle, zrozumiałaś? – odpowiedziała jaj zirytowana Tygrysica.
– No dobrze, ale mam nadzieję, że rozważysz to, co ci powiedziałam? Wy naprawdę pasujecie do siebie. – westchnęła skruszona Żmija.
– Zostawisz mnie wreszcie w spokoju, żebym mogła medytować? – zapytała sarkastycznie Tygrysica.
– Tak, ja-sne. – odparła Żmija i udała się do pozostałych.
Tygrysica udała się do miejsca, gdzie jest maszt i pod nim usiała, przybierając swoją medytacyjną pozycję.
„Super, teraz to już nam nie odpuszczą." Stwierdziła w myślach Tygrysica, po czym kontynuowała medytację. Po kilku godzinach w końcu udała się do Po. Gdy weszła do pokoju, stanęła po prawej stronie łóżka i przez kilka minut na niego patrzyła. „Hmm, wygląda tak słodko i niewinnie, kiedy śpi. Mogłabym tak na niego patrzeć godzinami." Pomyślała Tygrysica.
– Hmm, zaczynamy wędrówkę? – zapytał wciąż jeszcze zaspanym głosem Po.
– Nie, przyszłam tylko zobaczyć, co z tobą. – odpowiedziała obdarzając go serdecznym uśmiechem.
– Och, okej. U mnie wszystko w porządku. Ile czasu zostało mi na wylegiwanie się? – zapytał niepewnie Po.
– Kilka godzin. – odpowiedziała automatycznie.
– No dobra, dzięki. – powiedział z wdzięcznością.
– Myślę, że jak wrócimy, albo nie... nic, wybacz, nieważne. – zaczęła, nagle zmieniając zdanie.
– Hmm? Co?
– Nic, zapomnij. – odpowiedziała szybko i natychmiast się ulotniła.
To była bardzo dziwna rozmowa dla Po. „Co jest z nią? Od wczorajszego wieczoru tak dziwnie się jakoś zachowuje. Ach, kobiety?" pomyślał Po, po czym znów odpłynął w senny niebyt.
Minęło kilka godzin i wszyscy rozpoczęli trzydniową wędrówkę. Podróż szła im bardzo sprawnie pod prężnym okiem Mistrza Shifu i ani się obejrzeli, a już byli na miejscu. Pierwszego dnia po powrocie Po natychmiast udał się do sklepu swojego ojca, żeby się z nim zobaczyć. To była dla obydwóch duża próba, by przejść przez taką rozłąkę. Pozostali w międzyczasie wrócili do Pałacu i tam znaleźli sobie jakieś odpowiednie zajęcia.
Następnego dnia mieli otrzymać dzień wolny, jednak ze względu na pojawienie się drobnych kłopotów w jednej z pobliskich wiosek, Mistrz Shifu postanowił zabrać czworo swoich studentów i rozwiązać te problemy. Tygrysica i Po zostali tego dnia całkowicie sami w Pałacu.
– A więc, co chcesz dziś robić? – zapytał Po swoim naturalnym luźnym tekstem, chwilę po tym, jak pozostali rzeczywiście opuścili Pałac.
– Może tak byś zgadł. – rzuciła mu wyzywająco i tajemniczo.
– No...em nie wiem. Ty w ogóle masz jakieś pasje? – stwierdził Po, głośno się zastanawiając.
– Lubię trenować. Jeśli chcesz możesz do mnie dołączyć, a jeśli nie, to nie powiem Mistrzowi, że podczas jego nieobecności nic nie robiłeś. – odparła Tygrysica.
– Em... w sumie, czemu nie? Więcej treningu z pewnością mi się przyda. – wywnioskował Po, łapiąc brodę w dwa place, jako znak, że myśli.
– W takim razie chodź. – rzuciła wyzywająco Tygrysica i natychmiast oboje ruszyli w kierunku Sali treningowej.
– Whoa, *wdech* *wydech* *wdech* *wydech* To było naprawdę intensywne, nawet nie wiedziałem, że trenując na torze treningowym można się tak zmęczyć. – rzucił zdyszany Po, kiedy przeszedł tor przeszkód po raz osiemdziesiąty, osiągając to za każdym razem w mniej niż minutę. Jego koordynatorem treningowym była Tygrysica, która jakieś półtora godziny wcześniej przeszła przez tor sto razy, a jej każda runda trwała około pół minuty.
– Bardzo ładnie, Po. Myślę, że możemy zakończyć na dziś nasz fizyczny trening i przejść do medytacji. Chyba, że dałbyś się jeszcze namówić na mały sparing? – stwierdziła podchodząc do niego. Gdy się nachyliła, to ostatnie zdanie wypowiedziała mu prosto do ucha, co wywołało u niego lekkie dreszcze wzdłuż kręgosłupa.
– Emm, ech, ok-ej. – zgodził się Po.
– W takim razie chodźmy lepiej na dziedziniec. – zaproponowała wychodząc.
Po ruszył za nią, czując się jak sparaliżowany, ale tylko w jakimś sensie przekazywania sygnałów z mózgu do kończyn. Miał wrażenie, że to jej głos steruje jego poczynaniami i wszystkim dookoła.
Oboje stanęli na środku dziedzińca, nawzajem się mierząc.
– Niech to będzie szybka runda. Do jednego zwycięstwa, zgoda. – zaproponowała Tygrysica.
– Em, zgoda. Później nareszcie pomedytujemy. – stwierdził Po.
– W takim razie zaczynamy. – odparła Tygrysica, przygotowując się do ataku.
Po niemal natychmiast ruszył w jej kierunku i wymierzył w nią serię ciosów. Ona jednak szybko i zwinnie uniknęła ich, następnie sama z pozycji pół klęczącej wyskoczyła w powietrze na wysokość twarzy Pandy, i lekko go kopnęła, po czym z gracją wylądowała naprzeciwko niego.
Po przez chwilę masował bolący policzek, ale po tym szybko wziął się w garść i ponownie do niej podbiegł, usilnie próbując trafić ją pięściami w twarz, wymierzając je niczym zawodowy bokser. Ona jednak wszystkie zręcznie blokowała, osłaniając się tylko jedną ręką, co jeszcze bardziej złościło Po, ponieważ miał świadomość tego, że ona właśnie pokonuje go przy użyciu właściwie tylko jednej ręki.
Wtedy właśnie chwyciła go za nadgarstek, obróciła kilka razy w powietrzu, po czym całą jego formę rzuciła w kierunku muru, który otacza Pałacowy dziedziniec. Jakąś minutę później odbił się od ogrodzenia i wylądował kilka metrów od niego.
– Omph, aw, ach. Wiesz, nadal wolę maszt. – stwierdził jękliwie, zirytowany Panda.
– Wybacz, ale myślałam, że będziesz się trochę bardziej stawiał. – stwierdziła przepraszającym tonem Tygrysica.
– No okej, a więc teraz pójdziemy pomedytować? – zapytał dla pewności Po.
– Tak, teraz tak. Zgaduję, że nie masz już dzisiaj ochoty na żaden sparing, czy więcej treningu. – odpowiedziała uśmiechając się do niego.
– Nie, mam dosyć treningu, jak na jeden dzień. Jestem całkowicie obolały. Ach, następnego dnia będę miał zakwasy, dobrze, że jutro mamy wolne. – narzekał Po. – Ej, am, mam pytanie. Czy ten dzisiejszy trening i sparing, to miała być dla mnie kara za ten wieczór w barze?
– A uważasz, że były, i że zasługujesz na karę? – odpowiedziała mu pytaniem.
– A boja wiem? Ty pewnie tak po prostu lubisz się tłuc, więc to raczej nie była kara za tamto. A czy zasługuję na karę, pewnie tak, tylko nikt poza tobą nie wie, więc takowej nie dostanę, a sam nie potrafiłbym sobie wymierzyć kary. – wywnioskował z zastanowieniem Po.
– A więc potraktuj to jako karę. – stwierdziła Tygrysica.
– Och, okej. Jak na karę to nie było tak źle. – wywnioskował Po, po czym oboje ruszyli w kierunku Drzewa Brzoskwiniowego.
– Może jednak źle cię oceniłam. – powiedziała cicho Tygrysica.
– Co powiedziałaś? – zapytał nagle Po.
– Nic. – rzuciła krótko Tygrysica i w tym momencie oboje dotarli na wzgórze.
Oboje usiedli pod Drzewem w swoich pozycjach lotosu. Dzieliła ich podobna odległość, co wtedy, kiedy byli na tamtej misji, skuci łańcuchem, i siedzieli pod jakimś drzewem, jedno z jednej strony, drugie z drugiej, tak, żeby byli jak najdalej od siebie.
Zamknęli oczy i zaczęli medytować. Jednak, co ciekawe, kiedy je otworzyli, siedzieli już bardzo blisko siebie, ale nie zważali na to najmniejszej uwagi. Po prostu powoli wyszli z tej pozycji i się podnieśli.
– A więc, co będziemy teraz robić? – zapytał Po. – Inni, zdaje się, jeszcze nie wrócili.
– Trening, medytacja i sparing z tobą, sprawiły, że stałam się strasznie głodna. Może pójdziemy do kuchni i zjemy kolację, co ty na to? – zasugerowała Tygrysica, cały czas się do niego figlarnie uśmiechając.
– No jasne, z wielką chę-cią. Heh. – odpowiedział uradowany Po.
– No to ruszajmy. – stwierdziła energicznie Tygrysica, po czym powoli zaczęła iść schodami, prowadzącymi na dół wzgórza.
Po długo nie czekając, natychmiast ruszył za nią. Następnie oboje powędrowali do kuchni, gdzie Tygrysica usiadła się na jednym z krzeseł, przy stole, a Po zajął swoje miejsce przy kredensie kuchennym i wszystkich tych sprzętach związanych z gotowaniem.
– A więc, co chciałabyś, żebym ugotował? – zapytał profesjonalnie, jak na kelnera przystało Po.
– Twoją słynną zupę z tajnym składnikiem. – odpowiedziała konkretnie Tygrysica.
– Coś jeszcze dla Pani? – kontynuował Po.
– Trochę pieczywa i pojemniczek z przyprawami. – dopowiedziała Tygrysica, uśmiechając się.
– Oczywiście, już się robi. Tylko nie mamy serwetek, mam nadzieję, że to Pani nie przeszkadza. – przekomarzał się Po.
– Absolutnie nie. Jakby, co mogę oderwać fragment nogawki od twoich spodni, albo w najgorszym wypadku zdjąć bluzkę. – przyłączyła się Tygrysica.
– Albo możesz zdjąć spodnie. Ale może jednak czegoś poszukam, w końcu nie chcemy, żebyś paradowała tutaj na wpół nago. – wywnioskował z przekonaniem Po.
– Gdybyś mógł, byłabym ci bardzo wdzięczna. – odrzekła Tygrysica.
Po przeczesał dwie szafki i w końcu znalazł coś białego, kwadratowego i jedwabnego, nie był pewien, czy to chusteczka, czy serwetka, ale pomyślał, że się nada.
– Proszę, jednak znalazłem. – poinformował rzeczowo. – A przy okazji, zachowam sobie tamtą chusteczkę, którą mi dałaś, po tym, jak zacząłem wymiotować.
– Jasne, mam takich więcej. – oznajmiła Tygrysica, z jej twarzy cały czas nie znikał uśmiech. Bardzo się to Po podobało, choć dziwiło go to, bo zawsze Tygrysica jest po prostu poważna, i tak dalej, ale kiedy są we dwoje to, się bardzo często uśmiecha i żartuje, i w ogóle jest inna.
– Okej, co znaczą tamte napisy, znaczy na twojej chusteczce? – zapytał, zabierając się za gotowanie, zaczynając od krojenia warzyw.
– Dyscyplina i Poświęcenie. – odpowiedziała krótko i bez emocji.
– Och, heh. Nasi słynni bliźniacy. – zażartował Po. – Ty naprawdę się z nikim nie przyjaźnisz?
– Można tak powiedzieć. Znaczy wiesz, znam masę ludzi, tylko, że oni kompletnie mnie nie znają, znaczy znają, ale każdy tylko w jakiejś części, nawet ty, Po. – odpowiedziała Tygrysica, nie wiedząc, co właściwie chce powiedzieć.
– Nie znają, bo nie dasz się poznać. Nawet nie chcesz mi powiedzieć, jaki jest twój ulubiony kolor. – zarzucił jej Po.
– Ciekawy punkt widzenia. Nie mam ulubionego koloru, nie przywiązuję wagi do rzeczy i lubię chronić swoją prywatność przed wścibskimi fanami. Ty też nie masz ulubionego koloru, bo nie jesteś wstanie się na niego zdecydować. Dlatego wymyślasz kolory, które nie istnieją. – odrzuciła mu Tygrysica.
– No tak. – westchnął Po. – Proszę. Smacznego! – powiedział, wręczając jej miskę zupy.
– Dziękuję, Po. – odpowiedziała wdzięcznym rozmarzonym głosem Tygrysica. – A co z twoimi przyjaciółmi, mógłbyś mi o nich opowiedzieć?
– Znasz ich, no wiesz, moi znajomi to twoi znajomi, Potężna Piątka. – wyznał Po.
– A inni, z poza Pałacu? – drążyła Tygrysica.
– Nie mam takowych. – westchnął smutno Po, jednak szybko się otrząsnął ze smutku i zażartował. – No ja też mam takich dwóch przyjaciół, Szczęście i Kłopoty, niemal jak bliźniacy.
– Z Dyscypliną i Poświęceniem by się chyba nie polubili. – skwitowała Tygrysica.
– A ja bym poznał twoich przyjaciół, Dyscyplina i Poświęcenie...brzmi mocarnie. A ty chcesz poznać moich? – stwierdził pytająco Po.
– Nie sądzę, że poznanie Kłopotów byłoby mi do życia potrzebne. A Szczęście to nie może być wierny przyjaciel, opuści cię, kiedy nie będziesz się tego spodziewał. Tak więc, nie, nie chcę poznać twoich przyjaciół, ale z chęcią przedstawię ci swoich. Poza tym zadaje się, że ty też bardzo dobrze znasz wielu ludzi, tylko oni nie znają ciebie. – wywnioskowała Tygrysica.
– Możliwe. Spróbuj może lepiej mojej zupy, bo zanim w ogóle zaczniesz, wystygnie ci. – stwierdził Po.
– No tak. – przyznała, po czym zabrała się za jedzenie. Wzięła pierwszą łyżkę zupy i była kompletnie zdumiona. – Wow, ta zupa jest po prostu niesamowita. Teraz już rozumiem, co mieli na myśli pozostali, mówiąc, że to jest przepyszne.
– Och, em dzięki. A tak między nami, ta jest lepsza od tej, którą robiłem wtedy dla pozostałych. A wiesz, czemu? – zaczął Po, patrząc prosto na Tygrysicę.
– Nie, nie mam bladego pojęcia. – odpowiedziała szczerze; zaskoczona Tygrysica.
– Ponieważ teraz już znam ten tajny składnik, który dodaje mój Tata. – oznajmił radośnie Po, a przy okazji puścił do niej oko.
– W takim razie rozpracujmy ten przepis. Co ty na to? – zasugerowała Tygrysica, uśmiechając się do niego kokieteryjnie.
– Ym, no jasne, jak chcesz. – odpowiedział Po, trochę spuszczając z tonu. „Czy to jest randka?" pomyślał sobie Po. „Ach, ten uśmiech jest rozbrajający."
– Dobrze, ale może najpierw powiesz mi, o czym tak myślisz? Chyba, że to też mam rozpracować? – Tygrysica wytrąciła go z zamyślenia.
– Eee, co? To znaczy, o czym myślę, tak? Heh, nic po prostu zapomniałem sobie nalać...no ten...em zupy, tak zupy. – wydukała Po.
Tygrysica prze lustrowała go, jednak w tę odpowiedź mu nie uwierzyła. Ostatnio stała się dość dobra, w stwierdzaniu, czy Smoczy Wojownik mówi prawdę, czy nie. Po w tym czasie dla usprawiedliwienia swojej wymówki, chwycił miskę i nalał sobie trochę swojej zupy z sekretnym składnikiem.
– Wiesz, Po. Jesteś osobą dość zamkniętą w sobie. – stwierdziła zaintrygowana Tygrysica.
– Co? – rzucił zaskoczony Po, omal nie wypluwając zupy, którą dopiero, co zaczął jeść. – Ja zamknięty w sobie, chyba nie bardziej, niż ty.
– Oczywiście. Wilk, bandyta z twojej młodości musiałby potrafić czytać w myślach, żeby się dowiedzieć, że daje słabe napiwki. A ja wszystkie sekrety i problemy, które cię trapią, muszę wyciągać z ciebie siłą. Mówisz o innych, ale nie o sobie. – objaśniła mu.
– No może, ale ty też nie należysz do osób nad wyraz otwartych. A poza tym miałaś chyba rozpracować moją zupę, a więc zaczynamy. – wybrnął Po, biorąc kolejny łyk zupy.
– No dobrze. – rzuciła Tygrysica, następnie wzięła kolejną łyżkę jego specjalnej zupy. Kidy przełknęła zaczęła dedukować. – Jest tam marchew, rzodkiew, pietruszka, fasola, zarówno biała, jak i czerwona, papryka, żółta i zielona. Jest tam także kapusta, ale dwa rodzaje, jedna okrągła, a druga pekińska, jest tam też cebula, szczypiorek, no i poza tym jest tam sól, pieprz, sos sojowy, cukier, oliwa i oczywiście makaron. Nie wiem, jednak, co jest tutaj tym tajnym składnikiem.
– Wow, jak ty to zrobiłaś. Nawet rzodkiewki dodaję dopiero od niedawna, bo resztę to mogłaś już kiedyś podpatrzeć, ale to i tak było niesamowite, jak to zrobiłaś? – zapytał zachwycony Po.
– Mam dobre poczucie smaku. Ty jako kucharz powinieneś też wiedzieć, co się znajduje w twoim posiłku. – odpowiedziała mu.
– No tak, ale nie w ten sposób, gdzie się tego nauczyłaś, i jak długo nad tym pracowałaś? – zapytał zachwycony Po.
– Chodząc na wystawne uroczystości. Jeśli chcesz, możemy kiedyś poćwiczyć. – zaproponowała.
– No jasne. – odpowiedział radośnie Po.
– Cieszę się, że podoba ci się ten pomysł. – stwierdziła, uśmiechając się do niego.
– To ja się cieszę, że chcesz mnie tego nauczyć, to było niesamowite, jak rozpracowałaś moją zupę. – zachwycał się Po.
– Nie ma za co. Ale i tak mimo wszystko nie odgadłam tego sekretnego składnika. – podkreśliła Tygrysica, wstając z krzesła.
Po w tym momencie też wstał. Oboje stanęli na chwilę naprzeciwko siebie i patrzyli sobie w oczy. „Chyba mi się jednak poszczęściło, mam drugą szansę, nie zmarnuję tego." pomyślał sobie Po. Zaczął zbliżać swoje usta do jej, kiedy Tygrysica radykalnie się odsunęła.
– Po, to nie jest dobry pomysł. – wyjaśniła.
– Tak, jasne rozumiem, jesteśmy tylko przyjaciółmi, wybacz, mój błąd. – stwierdził smutno Po.
– Nie musisz przepraszać. – oznajmiła, kierując się w stronę wyjścia. Ostatni raz smutno spojrzała na Po i nagle stanęła. – Po...
– Tak, Tygrysico. – powiedział zirytowanym tonem Po.
– Dziękuję za kolację i mile spędzony wieczór.
– Nie ma za co. – odpowiedział niemal że sarkastycznie Po. – Dobra noc.
– Tobie również, Smoczy Wojowniku. – powiedziała smutno i udała się do swojego pokoju.
Po natomiast zabrał się za zmywanie naczyń, podczas całej tej czynności ciągle rozmyślał nad tym, co się właściwie wydarzyło. „Ale ze mnie idiota! Jak mogłem być tak głupi, no jasne, że ona do mnie nic nie czuje. Jej chłopakiem mógłbym zostać chyba we śnie." pomyślał zirytowany i wściekły na siebie Po. Musiał odpocząć i dobrze, że Shifu dał im jutro wolny dzień. Kontynuował zmywanie naczyń, wiedząc, że to jej dziwne zachowanie, to była tylko gra i nic poza tym.
I to już koniec rozdziału 2. Mam nadzieję, że wam się podobało. Wiem, że pewnie liczyliście, że Po i Tygrysica się pocałują. Ale na rozdział 3 mam bardziej ekscytujący pomysł i w ogóle. A dla tych, którzy są zainteresowani zrobię rozdział w ratingu M. Będzie to wycięta scena z rozdziału 3. I takich scen o ratingu M będzie całkiem sporo, choć nie wiem, czy sporo akurat pasuje. Ale tak, czy inaczej dzięki za czytanie i pozdrawiam. Tylko pamiętajcie, żeby zostawić...
OPINIE !
