Neville stał na stacji w Hogsmeade i w tłumie szukał, wyróżniającej się ze wszystkich postaci - ogromnego gajowego – Rubeusa Hagrida. Nie zajęło mu to dużo czasu, aby zorientować się, że woła wszystkich pierwszoroczniaków do siebie. Chciał zapytać go o wszystkie ważne kwestie, ale nie czuł się zbliżony do niego, tak jak Harry, Ron czy Hermiona. Zresztą wydawało mu się, że Hagrid jest wyraźnie spięty. Ktoś szturchnął go mocno w bok i rozmasowując sobie żebra, spojrzał w stronę, którą pokazywała mu Luna. W oddali zobaczył dwie zakapturzone postaci, które kierowały uczniów ku zamkowi. Po plecach Neville'a przeszedł dreszcz. Wyglądali tak jak… Śmierciożercy.
- Myślisz o tym samym co ja? – zwrócił się do Luny.
- Jak widać to nie tylko pogłoski. Czarne Moce przejmują także Hogwart. – Luna spojrzała się w stronę czekających i zaskoczonych obecnością nieznanych postaci uczniów. Neville, razem z Luną i Ginny, ruszyli w stronę innych rówieśników. Przywitał ich Seamus.
- Neville! Ginny! Wszystko gra? – na jego twarz wstąpił uśmiech. – Cześć, Luna.
- Cześć. Jeśli z tym, że Śmierciożercy będę mnie za chwilę prowadzili do Hogwartu, a Voldemort może czaić się za tym krzakiem wszystko gra… To w sumie tak. – Neville lekko uniósł kąciki swoich ust, a w oczach Seamusa zobaczył iskierki. – Seamus, o co…?
- Pamiętajcie, że zawsze mamy to. – i uśmiechnął się, wyciągając z kieszeni fałszywego galeona, którego dostał każdy członek GD. To na nich pojawiała się data i godzina następnego spotkania. Umożliwiało to sprawne przekazywanie informacji i nie wzbudzało podejrzeń Umbridge – nauczycielki obrony przed czarną magią w piątym roku Neville'a w Hogwarcie. Poczuł monetę w kieszeni i kiedy już miał ją wyjąć, galeon Seamusa drgnął. Neville, Luna, Ginny i Dean od razu zwrócili głowy w stronę uniesionej w górę dłoni Seamusa. W końcu jego palce rozwarły się, a moneta powędrowała nad głowami reszty uczniów.
- Ej! Co jest? – krzyknął Finnigan. Powiedli wzrokiem za galeonem, a w momencie, gdy zatrzymał się już prawie niewidoczny, dostrzegli zaniedbaną dłoń, sięgającą po niego. Ręka należała do jednej z zakapturzonych postaci. Neville głośno przełknął ślinę, gdy ta sama osoba, zaczęła sunąć do nich przez tłum. Nie było potrzeby, żeby się przepychała, bo zlęknięci uczniowie sami ustępowali jej z drogi. Stając przed nimi, kaptur luźno zsunął się z głowy wysokiego mężczyzny.
- Mówiłeś coś? – warknął odziany na czarno mężczyzna.
- To moja własność. – odpowiedział ściszonym, ale pewnym głosem Seamus, co zaskoczyło nie tylko Neville'a, ale także resztę jego znajomych. Neville nie pomyślałby, że to właśnie on wyrazi sprzeciw i to w pierwszym dniu nauki. Koścista dłoń mężczyzny zacisnęła się na szatach Seamusa i uniosła go lekko ku górze.
- Chciałeś chyba powiedzieć: profesorze Carrow. Myślę, że z przyjemnością zjawisz się u mnie na pierwszym w mojej karierze szlabanie. Jutro o 20. Gabinet profesora obrony przed czarną magią. – z nadmierną i niepotrzebną siłą postawił Seamusa na ziemi, pod którym ugięły się kolana. Carrow odwrócił się od nich i powędrował na swoje poprzednie miejsce. Neville pomógł wstać Seamusowi i podał mu z ziemi jego pudełko czekoladowych żab. Burknął do niego coś w rodzaju: Dziękuję i poszedł przed siebie. Neville przecisnął się niezgrabnie przez grupę uczniów i dotarł w końcu do Seamusa. Chciał dotrzymać mu kroku, ale widocznie sytuacja wzbudziła w jego koledze niepohamowaną złość, bo szybko kroczył ścieżką w stronę zamku. Gdy Neville zbliżył się do niego i spojrzał na jego twarz, Seamus podniósł wzrok i omiótł go niszczycielskim spojrzeniem.
- Co? – warknął, kiedy Neville dzielnie nie spuszczał z niego wzroku.
- To są Śmierciożercy… - wyszeptał Neville. Seamus rozejrzał się bacznie dookoła, zanim odpowiedział mu ściszonym tonem.
- Uau! Spostrzegawczy jesteś! – w głosie Seamusa dało się wyczuć irytację. Neville nachmurzył się, chciał mu tylko pomóc, a on na niego warczy. Zmarszczył brwi.
- Nie musisz się na mnie wyżywać. Równie dobrze mógłbym cię wyśmiać. – Neville powiedział to wyniosłym tonem, choć wiedział, że nigdy nie posunąłby się do takie czynu. Seamus nieco się zmieszał i postanowił spuścić z tonu.
- To Carrowie. Nieprzyjemne typy. – mówiąc to Neville'owi, rozejrzał się płochliwie dookoła.
- A jak mogliby wyglądać słudzy Voldemorta? Ubrani na różowo? – zapytał z lekkim rozbawieniem w głosie Neville.
- Umbridge nie omieszkała się tak pokazywać. – i obaj wybuchnęli szyderczym śmiechem, wspominając słodką i różową profesor Dolores. Po chwili Seamus udawał, że wymiotuje w krzaki, co rozbawiło Neville'a jeszcze bardziej. Do końca drogi rozmawiali już swobodnie o ich wakacyjnych przeżyciach. W chwilach milczenia Neville zastanawiał się, co jeszcze może go dziś zaskoczyć. Spodziewał się wielu rzeczy, ale nie śmierciożerców na stanowiskach nauczycieli! Jaki dyrektor postąpiłby tak bezmyślnie?! Musiałby być chyba jednym z nich, ale… to niemożliwe! Szybko odpędził od siebie tę myśl.
Nawet zamek wyglądał smutniej niż zwykle. Nie powitał ich gwar rozmów i ciepła atmosfera Hogwartu. Przeciwnie. Wielką Salę wypełniała grobowa cisza, przerywana postukiwaniem butów o posadzkę. Nagle ktoś niedaleko Neville'a szeptał:
- Ah! To on!
- Tak po prostu siedzi na jego miejscu! Niemożliwe!
- Kto pozwolił mu wrócić? – wyszeptała Luna do ucha Neville'a, po czym powoli oddaliła się do stołu Ravenclawu. Neville wytężył wzrok, ale nie mógł dostrzec żadnej dziwnej okoliczności. Potem doszło jednak do niego to, co innym zajęło trochę mniej czasu. Jego przewidywania się sprawdziły, bo na wyniosłym krześle, gdzie jeszcze niedawno miejsce zajmował sam Dumbledore, siedział nowy dyrektor. I jak Neville podejrzewał – śmierciożerca. A był nim ten sam człowiek, którego Neville obawiał się najbardziej przez całe sześć lat nauki w Hogwarcie. Severus Snape. Płaszczył się wygodnie i obserwował zimnym wzrokiem napływających z oburzeniem uczniów. Kiedy ostatnia masa czarnych szat zajęła miejsca przy długich, dębowych stołach, nowy dyrektor powstał. Do Neville'a tak naprawdę nie dotarł jeszcze fakt, że to Snape jest od dziś władcą Hogwartu. Spodziewał się wpływu jakiegoś nauczyciela, ale z pewnością nie tego, który zabił swojego poprzednika! Patrzył nieugięcie na jego zimną i wychudła twarz, która wodziła kolejno po stołach Gryffindoru, Slytherinu, Huflepuffu i Ravenclawu. W końcu przemówił:
- Nie ma już Dumbledore'a, więc Hogwart się zmienił. Teraz panują nowe zasady, które ustalam JA, jako wasz nowy dyrektor. – uczniowe zaczęli szeptać. Na twarzy Carrowa widać było poirytowanie. Snape machnął dłonią przed siebie, a każdego przeszedł dreszcz, powodujący ciszę. Skinął głową na profesor McGonagall, która niepewnym krokiem wniosła do Sali Tiarę Przydziału, a za nią weszli kolejno (ustawieni według alfabetu) pierwszoroczniacy. Tiara poruszyła się i zaczęła wyśpiewywać pierwsze słowa:
Marne nadeszły czasy,
A ziemia…
- Do rzeczy! Ceremonia! – krzyknął ze swojego miejsca Snape. Neville przeżył niesamowity szok, tak samo jak inni uczniowie. Nikt dotąd nigdy nie odważył się przerwać Tiarze Przydziału. Ona jednak zamknęła otwór między rondlem a obręczą i czekała, aż ktoś nałoży ją na głowę ucznia. Kiedy ostatni z alfabetu, bodajże Windy Andrew, bo Neville nie wsłuchiwał się w listę nazwisk, zasiadł do stołu Slytherinu, gdzie doszły ich ciche poklaskiwania, Snape powstał.
- Bój się, Severusie. To, czego się obawiasz nadejdzie niebawem. – wyszeptała cicho Tiara, po czym zapadła grobowa cisza.
- Zabrać to. – wycedził przez zęby dyrektor. – Tak więc… Witam w gronie nauczycieli profesor Alecto, która będzie nauczała mugoloznawstwa oraz profesora obrony przed czarną magią – Amycusa. – Nikt nawet nie drgnął, żeby wyrazić jakiekolwiek emocje, związane z przybyciem nowej kadry. – Znakomicie. Te przedmioty są w tym roku dla wszystkich obowiązkowe. – mruknął Severus. – Codziennie o godzinie 7 rano w Wielkiej Sali będą odbywały się apele. Nowe plany lekcji rozdadzą wam opiekunowie domów. Regulaminy wywieszone zostaną jeszcze dziś w pokojach wspólnych. Smacznego. – Ostatnie słowo wypowiedział jadowitym tonem, co nie zdziwiło Neville'a. Pojawił się przed nim talerz, a to co na nim się znajdowało kojarzyło się Neville'owi z przysmakiem, którym Hagrid karmił swoje (nieznanego pochodzenia) zwierzątka. Apetyt opuścił go wraz z pojawieniem się się na talerzu tego… „czegoś". Wzdłuż ich stołu powoli przesuwała się profesor McGonagall, rozdając małe karteczki. Unikała wyczekujących jakiegokolwiek wyjaśnienia spojrzeń i tępo patrzyła w podłogę. Ktoś szturchnął Neville mocno w żebra i już miał zakląć głośnym szeptem, kiedy dostrzegł to, na co wskazywała Ginny.
Amycus Carrow żywo rozmawiał z nowym dyrektorem. Neville był prawie pewien, że opowiada o przewinieniu Seamusa i jego galeonie. Widać było w oczach profesora podniecenie. Po kilku sekundach przerwał monolog i zastygł w bezruchu. Neville mrugnął i już dostrzegł, że dwie pary oczy zwróciły się ku niemu. Były to przeszywające chłodem spojrzenia. Mimowolnie Neville poczuł ucisk w żołądku, a gula przesuwała się coraz wyżej i wyżej, zatrzymując się dopiero w gardle. W końcu odwrócił wzrok, udając, że nie robi tego z przerażenia. Nie wyduszając z siebie słowa, słuchał szepczącego Seamusa i kończył swoją porcję „czegoś", co już dawno straciło miano posiłku.
