Hej! :)
Wyjaśnię tak dla niecierpliwych: Ostateczna kryjówka jest opowiadaniem, które sama autorka tworzy na bieżąco więc mogę dodawać kolejne rozdziały dopiero gdy ona najpierw je napisze i opublikuje. więc niestety, trzeba cierpliwości. :)
Tom Riddle usiadł spokojnie i słuchał Harry'ego opowiadającego mu historię swego życia, swych lat w Hogwarcie i swych spotkań z Voldemortem. Riddle poruszył się kilka razy niespokojnie na krześle, jego oddech przyśpieszył kilka razy, ale zerwał się w krzesła dopiero, gdy Harry powiedział o Dumbledorze i tym, że chciał on by znalazł pozostałe horkruksy Voldemorta.
- Horkruksy? Kawałki połamanej duszy ukryte w cennych przedmiotach? Cóż to za nonsens? - Tom spojrzał na Harry'ego osłupiały. - Ludzka dusza nie jest rzeczą, którą można by podzielić lub w czymś ukryć Harry.
Chłopak przełknął.
- Obawiam się, że to nie nonsensy. Widziałem kilka horkruksów na własne oczy: dziennik Toma Riddle'a, zawierający fragment jego duszy, przeklęty pierścień, który zatruł rękę Dumbledore'a...
Tom Riddle, oszołomiony, przeczesał palcami ciemne, nieułożone włosy, burząc je kompletnie.
- Ale to nie mogą być horkruksy, Harry! Dziennik i pierścień? Zwykłe przedmioty, które ktoś napełnił czarną magią! Miałem pamiętnik w czasie nauki w szkole, to prawda, ale nie było w nim nic prócz niespójnej paplaniny samotnego chłopca, który uważał się za dość inteligentnego. Ośmielę się twierdzić, że byłbym głęboko zażenowany czytając to dzisiaj! Jednak zgubiłem mój dziennik w połowie ostatniego roku w Hogwarcie i nigdy go nie znalazłem. - Tom urwał na moment, po chwili szepcząc: - Podejrzewałem wtedy trochę Dumbledore'a o to, że go ukradł.
- Dumbledore'a? - Harry poczuł nieprzyjemny chłód na karku. - Czemu?
- Cóż... - Tom zarumienił się lekko. - Albus Dumbledore zawsze wydawał się tak osobliwie... cóż, mieć obsesję na moim punkcie, podejrzewam, że już od dnia w którym pierwszy raz przybył i odnalazł mnie w sierocińcu, by zaprosić do Hogwartu. Wiele nauczycieli w szkole się mną interesowało, byłem samotnym i pozbawiony przyjaciół, a do tego dość utalentowany w kwestii magii. Ale czasem, zwłaszcza gdy dorastałem, łapałem Dumbledore'a na wpatrywaniu się we mnie wzrokiem, który wydawał mi się.. inny. Nienaturalny. Niemal straszny.
Harry wzdrygnął się lekko.
- Z perspektywy czasu, czasem zastanawiałem się czy nie był jednym z tych zdemoralizowanych starców lubujących się w młodych chłopcach... - Zerknął na Harry'ego przenikliwie. - Wygląda na to, że dość dobrze znałeś Dumbledore'a. Czy on kiedykolwiek... przekroczył jakiekolwiek granice waszej relacji, Harry?
Harry potrząsnął głową bez słowa, mając mętlik w głowie. Nie! Dumbledore nie był taką osobą... prawda?
- Dobrze! - Tom wyglądał na uspokojonego. - Przez moment zaczynałem się martwić. Dumbledore wydał się mieć rodzaj obsesji również na twoim punkcie, a że jesteś całkiem piękny... - Potrząsnął głową, jakby próbował wyrzucić z niej tą myśl. - Och, mniejsza. Najwyraźniej Dumbledore nie był aż tak zdeprawowany jak sobie wyobrażałem. Wciąż jednak zastanawiam się, czy to on ukradł mój dziennik. Jednak nawet jeśli on - lub ktoś inny - zabrał mój stary pamiętnik i obłożył go klątwami, z powodów których nie potrafię pojąć, to żaden człowiek nie byłby w stanie umieścić w nim duszy. Zdolny czarodziej mógłby pewnie umieścić w nim wspomnienie lub jego obraz, używając podobnego rodzaju magii, jakiego używa się przy tworzeniu wspomnień w Myślodsiewni, ale duszę? Nie, coś takiego jest niewykonalne! Ludzka dusza nie może być dotknięta przez magię, tak jak nie może być rozerwana lub zniszczona.
Harry spojrzał na niego.
- Co? Oczywiście, że może! Prawdopodobnie po prostu nie wiesz o tej dziedzinie magii, Tom, skoro opuściłeś świat czarodziejów zanim skończyłeś szesnaście lat. Oczywiście, ze dusza może być naruszona przez magię! Co... co z dementorami? Wszyscy wiedzą, że te stwory potrafią wyssać twoją duszę.
Tom Riddle wyglądał na nawet bardziej zaskoczonego.
- Och, wiem o dementorach, Harry! Jednak one właściwie nie wysysają duszy - to po prostu wyrażenie, chwytliwa fraza! Wiem, że małe dzieci z czarodziejskich rodzin często wierzą, że dementor dosłownie wyssie ich duszę, ale to oczywiste, że one tego nie robią; używają mrocznej i wstrętnej magii by pozbawić osobę całego jej szczęścia. Pocałunek dementora spowoduje tak głęboką traumę, że każdy kogo on spotka dozna poważnych psychicznych szkód na resztę życia. Może wydawać się, że taka osoba straciła duszę, ale straciła jedynie zdrowie psychiczne i zdolność ekspresji. Pocałunek dementora da ten sam efekt co przedłużona klątwa Cruciatus; pocałunek spowoduje ból psychiczny tak, jak klątwa powoduje ból fizyczny, a ofiary obu stracą swój rozum. Ale żadna agonia, psychiczna czy fizyczna, nie skrzywdzi ludzkiej duszy, Harry! Wszyscy dorośli czarodzieje o tym wiedzą i jestem pewien, że Dumbledore również! Wiem, że odszedłem ze szkoły ledwie jako chłopak, ale byłem dość nadzwyczajnym uczniem, jeśli mogę tak o sobie powiedzieć, i przeczytałem każdą książkę o magii który wpadła mi w ręce podczas pobytu w szkole. Wiem o wiele więcej na temat magii niż wielu czarodziejów, Harry, i wiem, że nie istnieje na świecie zaklęcie zdolne zniszczyć lub rozedrzeć duszę.
Harry zakrył oczy dłonią.
- Czekaj... mówisz, że nie ma horkruksów? - Czuł jak zaczyna kręcić mu się głowie. - Więc Dumbledore to wszystko wymyślił...? - Wszystko naraz wydało się dziwne, senne, i już zupełnie nie wiedział co było prawdą, a co nie.
Tom skinął głową.
- Dokładnie to mówię, Harry. Nie mam jednak pojęcia czemu Dumbledore zmyślił by taką historię. Horkruksy! Co za dziwaczne pojęcie! Dumbledore musiał mieć swoje powody, jeśli chciał byś zniszczył konkretne artefakty, ale tym powodem nie mogło być to, że zawierały one kawałki rozdartej duszy!
Harry zamarł.
- Nie, nie możesz mieć racji. Dumbledore nie był jedynym który wiedział o horkruksach. Inni nauczyciele...
- Inni nauczyciele? - Tom Riddle wyglądał na zaskoczonego. - Oni również uwierzyli w horkruksy? Dobry Boże, czy oni wszyscy poszaleli? Biedny Horacy Slughorn zawsze był dość naiwny, ale co z profesorem Binnsem? Z Minerwą McGonagall? Powiedziałeś, że uczy w Hogwarcie, tak? Znam ją z moich szkolnych lat i zawsze była dość rozsądną i sensowną osobą.
Harry zawahał się.
- Cóż, nigdy nie rozmawiałem o horkruksach z profesor McGonagall, to prawda. Ale profesor Slughorn mi o nich powiedział! Czy raczej, wreszcie dał mi swoje wspomnienie które zawierało jego rozmowę z tobą o horkruksach. Przy pierwszym wspomnieniu, które pokazał mi Dumbledore ktoś majstrował, ale przy drugim nie... - Harry poczuł mrowienie wzdłuż kręgosłupa. - Chyba... chyba, że Dumbledore majstrował jakoś przy obu wspomnieniach... - Poczuł jak kręci mu się w głowie. - Och, Merlinie! Nie wiem już co myśleć, Panie Riddle.
- Tom, proszę - powiedział odruchowo Tom Riddle. Nagły uśmiech rozjaśnił jego przystojną, bladą twarz. - Jesteśmy od teraz partnerami w tej dziwnej i tajemniczej przygodzie, Harry, czy nam się to podoba czy nie. Wszystkie formalności byłyby w tych okolicznościach absurdalne. - Pokręcił wolno głową. - Gdybym tylko zrozumiał czemu Dumbledore stworzył całą tę historię! Czemu potrzebował cię do zniszczania tych przedmiotów? Powiedziałeś, że dyrektor jest martwy, Harry. Jesteś tego całkowicie pewien? Jest jakaś szansa, że wciąż żyje?
Harry pokręcił głową.
- Nie. Byłem tam, Tom, tej nocy której zginął, widziałem wszystko na własne oczy. Wszędzie byli Śmierciożercy - to poplecznicy Voldemorta - i Draco Malfoy powinien zabić Dumbledore'a. Jednak Draco nie mógł tego zrobić, więc zamiast niego zrobił to Snape. Wycelował różdżkę w dyrektora i rzucił klątwę Avady. Profesor Dumbledore spadł z wieży astronomicznej jak... jak szmaciana lalka...
- On spadł z wieży? - Tom pochylił się, nagle bardzo uważny. - Ponieważ uderzyła w niego Avada? Czy znajdował się w takim razie na szczycie muru?
Harry pokręcił głową.
- Nie, po prostu stał na dachu. Siła klątwy zepchnęła go przez mur.
- Co? - Tom zamarł na moment, po chwili szepcząc: - Ale to nie tak działa klątwa zabijająca, Harry! Pojawia się błysk zielonego światła i okropny hałas, a ofiara zaklęcia osuwa się bezgłośnie na ziemię! Klątwa Avady nie wyrzuca nikogo w powietrze. Z pewnością uczyłeś się o tym na zajęciach z Obrony Przed Czarną Magią?
- Ja... - Harry już miał odpowiedzieć, gdy przypomniał sobie nagle o biednym pająku, którego uderzyła klątwa fałszywego Moody'ego. Z uczuciem dziwnego chłodu zdał sobie sprawę, że pająk po prostu opadł na grzbiet, dokładnie tam gdzie stał. Tak jak Cedrik Diggory, kiedy uderzyła go klątwa Adava Kedavra na cmentarzu! Harry'emu zrobiło się słabo. Snape wycelował różdżkę w Dumbledore'a i rozbłysło zielone światło... Czy był hałas? Nie mógł sobie przypomnieć. Jednak był odrzut magii, który zwalił Dumbledore'a z nóg i wypchnął go z wieży na ziemię...
Harry poczuł nagłą suchość w ustach. Tom miał rację. Avada Kedavra nie mogła tego zrobić. Coś w morderstwie Albusa Dumbledore'a było nie tak, bardzo nie tak... Czy Dumbledore naprawdę został zabity tamtej nocy? Harry czuł jak serce wali mu w piersi, bijąc szybko z przerażenia.
Spojrzał na Toma, oszołomiony.
- Ty... ty masz rację, Tom. Avada Kedavra nie działa w ten sposób. Nie zwala kogoś z nóg jak klątwa, którą widziałem. Było zielone światło i padły słowa morderczego zaklęcia, ale efekty klątwy były bardziej jak... - Harry zamarł. Oczywiście. Widział to zaklęcie tyle razy; czemu nie rozpoznał go tej okropnej nocy, gdy myślał, że Dumbledore zginął? - Jak zaklęcie Expelliarmus...
Tom kiwnął głową.
- Dokładnie. Czy jest możliwe, że ten mistrz eliksirów był w jakimś porozumieniu z Dumbledorem, Harry? Mogli umówić się na sfingowanie jego śmierci?
Harry kiwnął powoli głową.
- Myślę... myślę, że tak... - Oparł głowę na rękach. - Och, Merlinie, Tom! Nie wiem już co jest prawdziwe! Nie wiem komu ufać.
Tom położył mu dłoń na ramieniu.
- Doznałeś głębokiego szoku, Harry. Całkiem zrozumiałe! Posłuchaj, musimy dotrzeć do sedna sprawy, ale teraz myślę, że masz dosyć na dzisiaj. Biedne dziecko, cały się trzęsiesz! Może odwiozę cię do domu? Znajdę cię znów jutro, jeśli się zgodzisz, jak już trochę odpoczniesz, i zobaczymy co możemy z tym wszystkim zrobić.
- Domu? - Harrym wstrząsnęła nagła panika. - Proszę, nie! Żyję z ciotką i wujem i nie sadzę, bym był teraz zbyt mile widziany. Widzisz, zamknęli mnie i musiałem wybić okno żeby się wydostać i z tobą zobaczyć. Wziąłem też trochę schowanych oszczędności ciotki żeby zapłacić za autobus... Jeśli teraz wrócę to tak mnie zleją, że przez tydzień nie wstanę z łóżka.
- Co! - Tom brzmiał na zszokowanego. - Biją cię? Czemu, powinieneś o tym komuś powiedzieć, Harry! Komuś w szkole, mugolskim władzom, komukolwiek!
- Nie wydaje mi się, że ktokolwiek w czarodziejskim świecie jest o mnie specjalnie zmartwiony - wymamrotał Harry. - Dumbledore powiedział wszystkim, że muszę zostawać z ciotką i wujem ponieważ to jedyne miejsce, w którym jestem bezpieczny od Voldemorta.
- On to powiedział? - Usta Toma zacisnęły się w wąską linie. - Cóż, nie wracasz tam, Harry. Sam zadzwonią po władze i upewnię się, że twój wuj i ciotka wezmą odpowiedzialność za to co ci robili. - Zawahał się, po chwili odgarniając Harry'emu włosy z czoła. - W ten sposób nabawiłeś se się tej blizny? Od twojej krewnych?
Jego dłoń była ciepła i Harry nie mógł powstrzymać myśli, że dotyk Toma jest przyjemny.
- Nie, tę bliznę zostawiło zaklęcie zabijające Voldemorta, które rzucił na mnie, gdy byłem dzieckiem. Dumbledore powiedział, że ofiara śmierci mojej matki dała mi magiczną ochronę dzięki której przetrwałem klątwę.
Lekki uśmiech pojawił się na twarzy Toma.
- Przynajmniej tą część trafił! Tak, śmierć twojej matki poniesiona dobrowolnie by cię bronić mogła dać ci ochronę, nawet przeciw klątwie zabijającej.
Harry potarł bliznę.
- Ale Tom, jest w niej coś dziwnego! Zaczyna boleć zawsze, kiedy tylko Voldemort jest zły, a czasem potrafię nawet wyczuć jego myśli. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale czasem zastanawiałem się nawet, czy nie jestem jednym z horkruksów Voldemorta, skoro wydaje się dzielić jego duszę.
Tom otworzył szeroko oczy.
- Dzielić jego duszę? Ale nie ma żadnych horkruksów, Harry! Dusze nie mogą być dzielone lub podzielone! Nigdy nie istniała magia zdolna dokonać takich rzeczy, nieważne do Dumbledore ci powiedział! Jeśli możesz wyczuć myśli Voldemorta, musi za tym stać jakiś inny rodzaj magii. Jesteś leglimentą?
- Nie... jestem pewien, że nie.
- W takim razie jak to możliwe, że wyczuwasz myśli tego potwora? - Tom przesunął palcem po bliźnie Harry'ego, który poczuł jak oddech utyka mu w gardle. Niespodziewanie Tom był tak blisko, a świeży, lekko piżmowy zapach jego skóry i płynu po goleniu przyprawiał go o lekkie zawroty głowy.
- Masz ze sobą różdżkę? - Zapytał nagle Tom.
Harry zawahał się przez moment, ale wyciągnął różdżkę z kieszeni i podał ją mężczyźnie. Dziwne, że zaufał Tomowi Riddle'owi na tyle, by oddać mu różdżkę! Z drugiej strony nie miał tak naprawdę nikogo innego komu mógłby teraz zaufać. Tom zacisnął palce na różdżce i Harry nieodparcie miał przed oczami obraz innej różdżki w tych długich, bladych palcach... Przeszył go lekki, lodowaty dreszcz strachu.
- Dobrze, siedź spokojnie - wyszeptał Tom. - Nie uprawiałem magii od bardzo długiego czasu, ale byłem w tym dobry. - Przytknął koniec różdżki do czoła Harry'ego. - Antleo!
Ból przeszył głowę Harry'ego. Coś się ujawniało, z ciemnego i tajemniczego miejsca w nim samym; czuł magię płynącą z różdżki, wyciągającą coś na powierzchnię, do dziennego światła. Poczuł krótki ból i nagle uczycie straty, ale wtedy coś w nim rozluźniło się i odetchnęło. Nagle czuł całe swoje jestestwo inaczej, jaśniej, jakby zdjęto z jego ramion ogromny ciężar. Dotknął niepewnie blizny.
- Co... co się stało, Tom?
- Proszę, sam zobacz - powiedział tom miękko. Wyciągnął przed siebie rękę. Na jego dłoni leżało coś niewielkiego i ciemnoszarego, wielkości małej perły.
Harry wbił to wzrok, czując dreszcz biegnący po plecach.
- To wyszło z mojej blizny? Co to?
- Twoje połączenie z Czarnym Panem - wyszeptał Tom. - Jak sądzę, fragment tej okropnej istoty, która znasz jako Voldemorta. Jest wypełnioną jakimś rodzajem czarnej magii, czuję to. Nie powiem ci jednak czym to dokładnie jest. Nie duszą, rzecz jasna. Czymś innym, ale nie wiem czym...
Harry przyglądał się niewielkiej szarej perełce. Nie była z kamienia ani ciała ani czegokolwiek innego, co by rozpoznawał.
- To jest żywe? - Wzdrygnął się.
Tom zadrżał lekko.
- Nie wiem. Nie wydaje mi się, ale na wszelki wypadek... - Podrzucił kulkę w powietrze i wycelował w nią różdżką Harry'ego. - Confringo! - Mała eksplozja i po perełce nie było śladu.
- Ty... ty wciąż jesteś dość dobry w magii, Tom. - Odetchnął Harry. Spojrzał na Toma i zastanowił się nad ta dziwną symetrią zdarzeń: stał przez nim człowiek, którym Voldemort mógł się stać, usuwając dziwną część, którą Voldemort pozostawił w nim.
Tom uśmiechnął się i nagle wyglądał niemal jak jego rówieśnik.
- Cóż, dziękuję! Proszę, zabierz różdżkę z powrotem, żeby nie kusiło mnie użycie jej do rożnych rzeczy, jak odkurzeniem mojej kolekcji książek. - Podał Harry'emu jego różdżkę z ostrokrzewu. - Możesz chyba tu zostać na jakiś czas, jeśli chcesz - mogę ci też znaleźć jakiś wygodny hotel.
- Tutaj, proszę - powiedział szybko Harry. Czuł jak policzki oblewa mu rumieniec. - Znaczy, jeśli ci to nie przeszkadza...
Tom uśmiechnął się.
- Och, niespecjalnie. Właściwie, to będzie dość uspokajające, wiedzieć, że jesteś tutaj i mogę mieć na ciebie oko, a nie na zewnątrz, w tym szalonym świecie, w którym jakiś uderzająco do mnie podobny Czarny Pan szaleje na wolności... Zabiorę część książek z gościnnej sypialni.
Harry poszedł z nim do przestronnego pokoju ze świetnym łóżkiem z baldachimem i niezliczoną ilością książek. Tom zaczął przenosić stosy powieści z łóżka i Harry pomógł mu ułożyć je na podłodze.
- Czytaj co chcesz, oczywiście - mruknął Tom i zdmuchnął pył z kilku tomów. - Masz tu kilka dobrych powieści. Och, w rogu jest pianino jeśli umiesz grać.
Harry pokręcił głową.
- Nie, nigdy się nie uczyłem. Ty grasz?
Tom kiwnął głową. Odrzucił kilka książek i podszedł do pianina. Wkrótce w powietrzu rozbrzmiała muzyka, w której Harry zasłuchał się z zachwytem. W pierwszej chwili to było tylko kilka drżących dźwięków, niepewnych jak pierwszy pocałunek. Delikatne nuty uniosły się w powietrzu, kojarząc Harry'emu z łagodnym wiosennym deszczem i subtelnym dotykiem skóry na skórze. Dźwięki opadły miękko, tańcząc z wieczorną ciszą, falując jak wiatr na wodzie, ale było w nich coś innego, ociągającego się pod tym, głębsza nuta żalu, słodka i czysta...
Harry zamknął oczy. Niespodziewanie wiedział, całym serce, że Tom Riddle, ten Tom Riddle, nigdy nie był Voldemortem. I w jakiś sposób powód dzięki któremu zyskał pewność, że nim nie był, leżał skryty głęboko w muzyce. Nikt kto stał się mniej niż człowiekiem nie mógł grać w taki sposób, wlewając swą duszę w każdy dźwięk.
- Już! - Tom spojrzał na niego, gdy przebrzmiały ostatnie nuty. - Podobał ci się ten kawałek?
Harry kiwnął tylko głową, niezdolny powiedzieć czegokolwiek.
- To było... więcej niż magia. Co to było? Ma nazwę?
- Arabeska Numer Jeden Debussy'ego - powiedział lekko Tom. - To jedna z moich ulubionych melodii do grania.
Wzrok Harry'ego padł portret ustawiony na pianinie. Zdjęcie przedstawiało młodego mężczyznę z ciemnymi włosami i śmiejącymi się, niebieskimi oczami.
- Kto to jest, Tom? Ten na zdjęciu?
Na twarz Toma opadł cień i Harry zarumienił się.
- Przepraszam, nie powinienem pytać...
- Och, w porządku, Harry. - Tom podniósł fotografię i przytrzymał w rękach. - On... był moim przyjacielem i ukochanym. Nazywał się Sebastian. Mieszkał tu ze mną i też grywał na pianinie. Właściwie, obaj kochaliśmy tą melodię ponad inne... Zginął trzy lata temu w wypadku samochodowym.
- Och. - Harry poczuł się podle za to, że przywołał ten temat. - Och, przykro mi, Tom.
- Dziękuję. - Tom siedział przez chwilę w ciszy. Potem powiedział miękko: - Nigdy nie wiedział, że jestem czarodziejem. To nie tak, że to to przed nim ukrywałem, właściwie, to wydawało się po prostu... nieistotne. Wiedziałem, że będę mu musiał wreszcie powiedzie, oczywiście, kiedy zauważyłby, że nie starzeję się w tempie innych ludzi. Zwykłem przenosić się dość często zanim go poznałem, żeby nikt nie znał mnie dość długo, by zauważyć, że nie starzeję się tak jak powinienem. Jednak po tym jak spotkałem Sebastiana nie chciałem przenosić się bez niego. Musiałbym powiedzieć mu swój sekret po kilku kolejnych latach i jeśli wciąż by mnie chciał, moglibyśmy przenieść się razem... Ale skoro wyszło jak wyszło, nie było takiej potrzeby.
Tom wstał gwałtownie, szybko wycierając twarz rękawem.
- Zobaczmy; masz wszystko czego potrzebujesz, Harry? Wciąż nie jesteś głodny? Masz tu jakieś czyste ubrania; możesz użyć moich, chociaż będą trochę za duże. Powiedz mi jeśli potrzebujesz czegoś innego.
- Jest w porządku - wyszeptał Harry.
- Więc widzimy się rano. - Tom złapał kilka książek. - Och, zapomniałem nawet, że je mam! Dobranoc Harry. - Pochylił się i delikatnie pocałował Harry'ego w policzek.
- Dobranoc - wymamrotał Harry, nagle niezdolny by unieść wzrok. - Dziękuję za wszystko, Tom.
Gdy tylko opuścił pokój Harry przebrał się w koszulkę i spodnie z piżamy, które Tom mu zostawił. Zakopał się pod miękkimi kocami, nagle czując się śmiertelnie zmęczony. Jednak sen długo nie przychodził tej nocy. Ten dziwny dzień wstrząsnął czymś w nim, pewnością o świecie i swoim miejscu w nim. Świat taki jakim go znał okazał się zupełnie niewyjaśniony, a mroczne wątki zostały zostawione luźno, wplatając się w pozbawiony sensu obraz.
Tom Riddle nie był Voldemortem. Przynajmniej ten Tom Riddle nie był. Jednak co jeśli był tam drugi Tom tam na zewnątrz, czekając na niego, w innej nocy, w innym mroku, Tom stworzony z przepowiedni i strachu i słów starca...
Harry pomyślał o niewielkiej szklanej skorupie którą Tom z niego wydobył i poczuł niespodziewaną falę strachu. Czym to było? Ta rzecz? Czy Dumbledore to wiedział?
Zastanawiam się, czy Dumbledore wciąż gdzieś tam jest, na zewnątrz, pomyślał do siebie, próbując znaleźć chłodną część poduszki dla swego rozgrzanego czoła. Nagle uśmiechnął się do siebie. I zastanawiam się co by pomyślał, widząc mnie teraz, noszącego ubrania Toma Riddle'a i śpiącego w łóżku, które ten musiał dzielić ze swym ukochanym...
Dziwne myśli krążyły w jego głowie, kształty pełne mroku i pustki, pobrzmiewające na wpół-znajomymi głosami wrzeszczącymi o wysłuchanie. Voldemort. Dumbledore. Snape... i mały, szary fragment czegoś co nie było duszą ani ciałem...
Gdy Harry pogrążył się wreszcie we śnie jedno wspomnienie z dzisiejszego chaotycznego, absurdalnego dnia wciąż tkwiło w jego głowie: głos Toma Riddle'a mówiącego, że Harry jest piękny...
Uch, nie ma jak bycie nocnym markiem i życie po północy. ;)
