Dziękuję wszystkim za komentarze. Naprawdę bardzo miło się je czyta, a także bardzo zadowala fakt, że ktoś jest zainteresowany opowiadaniem. To daje dobrego kopniaka, żeby pisać dalej, także dziękuję i zachęcam do dalszego komentowania.
Anjo – Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaciekawić, mam nadzieję, że tak pozostanie do końca. Co do postaci. One się raczej nie zmienią. Ten świat nie jest typowym światem z „Naruto". Właściwie tylko Hyuuga będzie do siebie podobny, ale że tak powiem, „doprawiony" tym, co ja w nim lubię i jaki wytworzyłam sobie swój kanon. Tenten… Ona trochę złagodnieje, to oczywiste, ale nie będzie ona Tenten z kanonu. Po pierwsze, wymyśliłam jej zupełnie inną historię. Należy do starego, szanowanego klanu i podobnie jak Neji, ma świadomość swojej siły i swojej przynależności do dumnego rodu. Po drugie, ja lubię kombinować i naginać pod siebie pewne rzeczy. ^^ Także jeżeli chodzi o typowy kanon, będą jedynie elementy.
Needies – dziękuję za komentarz, cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. ^^ To najlepsza pochwała dla piszącego. Jak wspomniałam powyżej, postacie będą bardziej moje niż kanoniczne, ale wszystko to będzie miało jakąś przyczynę i skądś się to będzie brało. Również mam nadzieję, że uda mi się stworzyć coś w miarę oryginalnego i całkiem przyzwoitego, hahah! XD
Dzielnica klanu Mitsashi właściwie niczym nie różniła się od innych klanowych dzielnic. Tradycyjne rodowe posiadłości, pełne harmonii i architektonicznej symetrii oraz bujne, przepełnione estetyzmem i dzikim pięknem ogrody. Mimo że wiele razy mijał porośnięte bluszczem mury klanu Smoka, nigdy tak właściwie nie przekroczył ich bram. A wręcz z każdego skrawka tego terenu czuć było Święte Tchnienia Smoka. Czy to w delikatnych zdobieniach domów, czy to w smoczych figurach wtopionych w obraz ogrodów… A może te żywotne wibracje brały się z nagromadzenia dzieci smoczej krwi w jednym miejscu? Cokolwiek to jednak było, człowiek już po kilku chwilach czuł się jakby bardziej żywy, rześki i spokojny.
Mijani mieszkańcy przypatrywali mu się, lecz tylko z ciekawością. Spojrzenia Smoków, które towarzyszyły mu przez kilka ostatnich dni, zniknęły jak ucięte nożem i od dłuższego czasu żył bez ich natarczywej obecności, która niepomiernie go denerwowała.
Służący głównego trzonu Mitsashi poprowadził go do głównej rezydencji i wskazał kierunek, w którym Neji winien się teraz udać.
Właściwie powinien być tu dużo wcześniej, jednak tak się złożyło, iż wizyta ta, jakkolwiek normalna, a tak ważna w tradycyjnych swatach, musiała swoje odczekać. Najpierw on miał swoją misję, następnie Tenten i tak się poskładało, że minęły blisko trzy tygodnie od ich ostatniego spotkania.
Och, oczywiście, zdarzyło im się zetknąć raz czy dwa razy. Zdarzało się to również wcześniej, jednak nie poświęcali sobie więcej uwagi, niż wymaga skiniecie głowy. Parę razy przeleciało mu przez myśl, czy ktokolwiek postronny zdaje sobie sprawę, iż są oni ze sobą związani.
Nie wiedział, jak było w przypadku Tenten, jednak on niezmiennie miał problem z połączeniem tych dwóch osób, jakimi w jego mniemaniu jest Tenten. Wytrącało go to trochę z równowagi, gdy mijał na korytarzu siedziby Hokage poważną, wyprostowaną kunoichi, promieniująca wręcz pewnością siebie i siłą. Z maskującego stroju Anbu, spiętych ciasno włosów, znajoma wydawała mu się tylko jej twarz. Twarz, która znana mu była z otulającymi ją ciemnobrązowymi włosami, a całość dziwnie wkomponowana była w ogrodowe widoki. Jakby tego było mało, gdy po dłuższym czasie spotykał się z nią, za nic nie mógł się przyzwyczaić, że ta z pozoru łagodna i krucha kobieta jest elitarnym zabójcą.
Neji starał się porzucać wszelkie myśli na ten temat, by niepotrzebnie nie wytrącać się z równowagi.
Tym razem miała na sobie miodowe kimono z dwoma smokami, czarnym i czerwonym, pełznącymi po jasnym materiale, niczym żywe stworzenia. Siedziała na kamiennej ławce pod szumiącą wiśnią, pogrążona całkowicie w lekturze. Jeżeli spodziewał się, że nie zauważyła jego obecności, srogo się mylił. Gdy był już blisko, nie odrywając wzroku od czytanych stron, umieściła między nimi kolorową zakładkę i bez słowa zamknęła książkę, patrząc na niego dopiero wtedy, gdy przysiadł tuż obok.
- Dobrze cię widzieć – przywitał się.
- Ciebie również. – Skłoniła lekko głowę, strząsając rękawy kimona, by choć trochę były w stanie zakryć gojące się otarcia na dłoniach.
I znowu to samo. Do kobiety, na jaką właśnie wyglądała, takie rany nie pasowały.
- To dla ciebie. – Położył małe, hebanowe pudełeczko między nim, aby tradycji stało się za dość.
Przez chwilę mógł obserwować zaskoczenie malujące się na jej twarzy, które jednak nie trwało długo i płynnie zmieniło się w rozdrażnienie.
- Nie zapraszałam cię, abyś mi przynosił prezenty – powiedziała oschłym tonem, patrząc z niezadowoleniem na niego.
- A ja nie przyszedłem tu, by dawać ci prezenty – powiedział spokojnym i opanowanym tonem, mierząc się z nią nieruchomym spojrzeniem. – To podarek. Nawet, jeżeli ci się nie podobają te reguły, po prostu je zaakceptuj. Zatem, byłbym rad, gdybyś go przyjęła. – Przesunął pudełeczko w jej stronę.
Zacisnęła usta na tyle długo, by doskonale wiedział, jak bardzo jest niezadowolona. Po chwili jej twarz była pełna opanowania i wzięła pudełeczko do ręki, jakby nie było wcześniej żadnej rozmowy. Zdjęła wieczko i przez chwilę bez słowa patrzyła na zawartość. Na czarnej wyściółce leżał mały, elegancki grzebyk do włosów. Jasna kość słoniowa, z której był wykonany, zdobiona była delikatnymi malunkami.
- Jest bardzo ładny – powiedziała cicho, jakby słowa te wyrwały jej się przypadkiem.
- Cieszę się, że ci się podoba. – Skłonił lekko głową, śledząc wzrokiem jej dłonie, wyjmujące ozdobę, po czym gładko wpięła ją we włosy, zgarniając je nad uchem.
Neji odczuł dziwną pokusę, żeby się uśmiechnąć, jednak udało mu się powstrzymać ten niespodziewany odruch, o który by się nie podejrzewał.
- Czytasz – powiedział po dłuższej chwili milczenia i wsłuchiwania się w szumiące korony drzew.
- Gdy mam czas między misjami – rzuciła. – Możemy się przejść? – spytała, nie patrząc nawet na niego.
- Oczywiście. – Wstał i wyciągnął dłoń w odruchowym geście, do którego chyba już przywykła, gdyż zabrakło jej zwyczajowego zmarszczenia brwi.
- Zastanawia mnie pewna rzecz – odezwał się, odrywając spojrzenie od jednego z Mitsashi przemykającego przez ogród, który z całą pewnością został wysłany przez kogoś by ich obserwował.
- Tak? – Uniosła pytająco brwi.
- Zauważyłem przez jakiś czas dość intensywne spojrzenia twojej rodziny, raczej mało zrozumiałe dla mnie – zaczął, marszcząc nieznacznie brwi, spojrzeniem błądząc po ogrodzie. – Zastanawiałem się nad tym. Właściwie zaczęły się od naszego ostatniego spotkania. Doszedłem nawet do wniosku, że z dziwnych powodów miało to coś wspólnego z tobą. Czy mylę się? – Spojrzał na Tenten kątem oka.
- Nie mylisz się – przyznała po chwili, wydawało mu się, nieco niechętnym tonem.
- Mogę liczyć na jakieś wyjaśnienie? – Poprowadził ją w kierunku niewielkiego białego mostku między starymi wierzbami.
- Wyczuwali po prostu od ciebie moją energię – wyjaśniła krótko.
- Tak? – Uniósł w zdziwieniu brwi. On sam absolutnie nie odczuł śladowych ilości jej chakry, a kto jak kto, ale on by z pewnością to wyczuł.
- Wyczuli energię, nie chakrę – westchnęła, miał wrażenie ze znużeniem. – Rzadko się zdarza, żebyśmy uleczali, a już zwłaszcza kogoś spoza klanu. Byli po prostu zdziwieni, to wszystko – powiedziała tonem, który jasno dawał do zrozumienia, że temat jest zakończony, a Neji nie naciskał, skupiając się na falujących na wietrze gałązkach wierzby.
- Powiesz mi, co czytałaś?
- Czy to ma jakieś znaczenie? – mruknęła, przesuwając kciukami po drewnie barierki ze spojrzeniem wbitym przed siebie.
- Nie. Ale chciałbym wiedzieć. – I właśnie tak było. Chciał to wiedzieć. Nie często było go w stanie coś zainteresować, lecz literatura należała do tego aspektu, który zajmował dominującą część jego życia za wyłączeniem oczywistej części bycia shinobi.
- Zbiór wierszy poetów chińskich – wyjaśniła, marszcząc nieznacznie idealnie wykrojone łuki brwi.
- Czytasz poezję chińską? – spytał z zainteresowaniem, jak na jego gust zbyt wyraźnym, co niekoniecznie mu się podobało. Lecz trudno było poradzić coś na zmysł fascynata słowa pisanego. – W oryginałach czy tłumaczeniach? – Starał się, by pytanie zabrzmiało jak najbardziej naturalnie. I wolał się nie zastanawiać, czemu miałaby brzmieć inaczej.
- I tak, i tak. – Podniosła na niego wzrok z nutą zdumienia widoczną w oczach. – Zakładam, że ty również ją czytasz, nie mylę się? – mruknęła, przyglądając się spokojnie falującej wierzbie.
- Owszem – przyznał, czując przemożone uczucie, bo coś jeszcze powiedzieć, ale nie bardzo wiedział co.
- Naszych pisarzy też czytam – rzuciła, uśmiechając się lekko. Odwróciła się i oparła plecami o barierkę, bardziej niż kiedykolwiek przypominając zwykłą dziewczynę, niż dziedziczkę klanu. – Ale od Chin się zaczęło. Mama czytała mi jak byłam jeszcze dzieckiem.
- Byłem kiedyś w Chinach – powiedział, również wspierając się plecami o drewnianą poręcz, czując niezwykłe odprężenie. Nie do końca wiedział dlaczego, ale miał wrażenie, że opuściło go całe napięcie. Czy spowodowało to słońce, pogoda, ten konkretny ogród czy rozmowa o czymś, co sprawia przyjemność nie tylko jemu, czy krótka, ulotna chwila poczucia jedności z drugim człowiekiem - nie miał pojęcia, ale nie było to złe uczucie i tego zamierzał, i wolał się trzymać.
- Naprawdę? – Źle skrywane zainteresowanie zabrzmiało jej w głosie. Wsparłszy łokcie na barierce spojrzał na nią z ukosa. Inteligentne, ciemne oczy, z którymi miał problem w sprecyzowaniu właściwego koloru, patrzyły na niego w oczekiwaniu.
- To była misja. Przemyty, handel żywym towarem, brudna sprawa. Zostaliśmy wysłani tam z oddziałem na kilka ładnych miesięcy – wyjaśnił, unosząc głowę i przez chwilę obserwował tańcujące na gałęziach ptaki.
- Jak tam jest? – Zerknął na nią krótko, zauważając, że patrzy na niego niezmiennie uważnym spojrzeniem.
- Cisno – stwierdził po chwili namysłu.
Tenten zdusiła śmiech. Neji miał przeczucie, że mogłaby się ładnie śmiać.
- Istotne spostrzeżenie – przyznała z wyraźnie widocznym rozbawieniem.
- Naprawdę tak jest – mruknął. – U nas jest… więcej przestrzeni.
- Jesteśmy bardziej zacofani? – spytała nieco prowokująco.
- Niee… U nas jest ładniej. Lepiej. Nie tak duszno. – Wzruszył ramionami.
- Rozumiem – przyznała. – Nie urodziłam się dzisiaj – prychnęła, widząc jego spojrzenie. – Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak może wyglądać największy ośrodek handlu tych czasów, moje misje nie składają się z samych zadań na tych terenach.
- Wiem – powiedział i ujął jej nadgarstek, podciągając nieco rękaw kimona, odsłaniając poparzenie z zaognioną łuszczącą się wysypką, którą nabawić można się od specyficznych roślin rosnących na północnych częściach kraju. Co robiła w siedliszczu podziemi wszelkich najgorszych organizacji wyjętych spod prawa, chyba wolał nie wiedzieć. Patrzyła w milczeniu na niego, równie zaskoczona jego gestem, co on sam. Jakoś… Nie potrafił sobie sam tego wyjaśnić. Pomyśli o tym później. Kiedyś. U siebie w domu. Jak minie to przesadne, najwyraźniej, odprężenie.
- Czemu się nie uleczyłaś? – spytał marszcząc brwi, wciąż trzymając jej rękę, która, o bogowie, była niczym wyrzut między nimi. To absolutnie nie miało tak wyglądać. Był powodowany raczej ciekowością. Niż rozdrażnieniem. Ciekawością, właśnie.
- To nic takiego – odpowiedziała, a z jej tonu nie zdążyło jeszcze zniknąć zdziwienie całą sytuacją.
- Nic takiego – powtórzył nieco ironicznym tonem. Taka wysypka swędział i bolała niemiłosiernie przez kilka dobrych dni, nie rzadko obejmując gorączką całe ciało.
- Nie mamy w zwyczaju uleczać, nawet siebie – burknęła, odzyskawszy równowagę. I była zdecydowanie niezadowolona. – To nic takiego.
- Nic takiego – ponownie za nią powtórzył, wolno, nieco lakonicznie, a niewypowiedziane pytanie o jego niedawnym zranieniu zawisnęło miedzy nimi, jak katowski miecz.
- Nie zabronisz mi chodzenia na misje – powiedziała stanowczym, pełnym uporu tonem, najwyraźniej dostrzegając coś w jego milczącej twarzy.
- Nie zamierzam – zapewnił, puszczając wolno jej rękę, którą szybko zabrała.
- Mam nadzieję – mruknęła, strząsając rękaw, by nieprzyjemny widok nie drażnił nikogo o przesadnych instynktach i kogoś pozbawionego braku umiejętności pogodzenia ze sobą faktu, iż narzeczona tego kogoś jest zarazem elitarnym shinobi. A shinobi bez ran to nie shinobi.
- Następnym razem wolałbym, żebyś informowała mnie o swojej rekonwalescencji – powiedział beznamiętnie, wciągając w jej stronę ramię jakby nigdy nic. Marszcząc z wyraźnym niezadowoleniem brwi, ujęła go pod ramię.
I bardzo dobrze, niech się denerwuje ile chce. On, Neji, czuje się o niebo lepiej.
- Nie.
- Co nie?
- Nie zgadzam się z tobą.
- Naprawdę? – Neji uniósł z zainteresowaniem brwi, zerkając na towarzyszącą mu Tenten, której twarz zdobiła zaciętość absolutna.
To zabawne, jak wiele rzeczy można było odczytać z jej twarzy, gdy rozmowa zahaczała o literaturę i jak bardzo potrafiła angażować się w dyskusje.
Nim wyszło na jaw, iż obydwoje interesują się literatura w równym stopniu, ich rozmowy sprowadzały się do kurtuazyjnych pogadanek, tak na dobrą sprawę o rzeczach nieistotnych, istniejących tylko po to, by dwoje nieznających się ludzi nie trwało w ciszy, a mieli możliwość prowadzenia wymaganej przez wszystkich rozmowy. I zdaje się, że przez przypadek pojawiła się możliwość porzucenia sztywnych ram konwersacji. Nie żeby przeszkadzały one Neji'emu. Bo nie przeszkadzały, był przyzwyczajony do nich, ponad to nigdy nie był zwolennikiem słownej przesady.
A jednak z niewyjaśnionych przyczyn nie była niemiła nagła zmiana ich zwyczajowego toru rozmowy. Co więcej, obserwowanie w Tenten zmian, wydawało mu się niezwykle… zajmujące. Znikała gdzieś wyciszona, oszczędna kobieta, a pojawiała się ta bardziej uparta, z mocno osadzonymi poglądami, których nie wahała się bronić, zbyt często nie zważając na wymogi słownej etykiety. I ku jego niewyjaśnionemu zdumieniu, podobało mu się to. W jakiś dziwnie pokręcony sposób lubił słuchać spokojnego nurtu jej słów, natężonego różnym rodzajem emocji w zależności od tego, o czym mówiła. Lubił obserwować też zmieniającą się mimikę jej twarzy, inteligentne, myślące oczy, które patrzyły na niego zawsze z uwagą, gdy mówiła lub gdy on mówił. Był przekonany, że nie bez powodu należy do samej elity shinobi. W pewien sposób jej upór… niesamowicie go bawił i jakoś nie potrafił sobie tego wytłumaczyć ani tego powstrzymać. Co więcej, zauważył, że lubi ją prowokować, choć nie wiedział dlaczego i nie był pewien, czy chciałby poznać powody.
Neji doszedł nawet w ostatnich dniach do wniosku, iż nagminnie czegoś nie wie w odniesieniu do jej osoby lub nie potrafi czegoś wyjaśnić, czy nawet nie wie, czy w ogóle chce cokolwiek wyjaśniać. A to była jedyna rzecz, którą zdecydowanie mógł wskazać, jako tę, która mu absolutnie nie odpowiadała. Tak instynktownie, bo zdarzało mu się to chyba po raz pierwszy i było to uczucie wysoce drażniące. Neji zawsze wiedział. I zawsze miał wszystko poukładane, odpowiednio zanalizowane i skatalogowane. TO z kolei godziło w jego osobistą samodyscyplinę.
- Naprawdę – prychnęła.
- A z powodu? – spytał umiarkowanie zainteresowanym tonem, przyglądając się wirującym na wietrze kwiatom wiśni.
- Bo błędnie rozumujesz. Wiersze z zasady mówią o rzeczach ukrytych, nie dosłownych!
- To ty błędnie rozumujesz – stwierdził, gładko przechwytując wirujący w powietrzu różowy kwiat. – Zacierają istotę przekazu. – Podał jej kwiatek, poruszając nieco zesztywniałym karkiem. Jeszcze nie doszedł do siebie po ostatniej misji, a paraliżujące techniki i substancje były jego najmniej ulubionymi. Drażniąca niemoc długo nie chciała mijać. I żeby to jeszcze była sprawka wroga! Lepiej by to zniósł. A tak, został z całym arsenałem potraktowany niekompetencją własnego podwładnego. Tego, kto dał temu chłystkowi rangę chunnina, przeklął do siódmego pokolenia wstecz epitetami we wszystkich kolorach tęczy.
- Jak możesz tak mówić? – obruszyła się, obracając w palcach kwiat. – Przecież to poematy najlepiej przekazują najistotniejszy sens!
- Mylisz się. – Wyciągnął przed siebie nogi, krzyżując je w kostkach.
- Kompletnie cię nie rozumiem, ani tego, co mówisz – oświadczyła.
- Najwyraźniej masz po prostu… - zamyślił się.
- Mam po prostu co? – spytała wojowniczym tonem, który sprawił, że miał ochotę parsknąć śmiechem.
- Ciasny umysł – skwitował kąśliwie, zerkając na nią kątem oka.
Tenten sapnęła z oburzeniem, sprawiając, że Neji naprawdę z trudem pohamował śmiech.
Uśmiechając się delikatnie, dotknął palcem jej brody unosząc ją, a jej zęby zetknęły się z cichym stukiem. Zmarszczyła brwi, wyraźnie nachmurzona, a brąz jej oczu zdawał się być jeszcze bardziej ciemny.
- Zatem, co twoim zdaniem najlepiej pokazuje najistotniejszy sens? – prychnęła lekceważąco.
Neji zamyślił się przez chwilę, wolno przesuwając wzrokiem po ogrodzie.
- Opadły kwiat Wrócił na gałąź? To motyl. – Zerknął na nią, unosząc brew.
- Haiku? Żartujesz sobie ze mnie? – zawołała.
- Niby dlaczego miałbym żartować?
- To barbarzyński minimalizm! – oświadczyła bezlitośnie.
- Ależ skąd – zaprzeczył. – Czemu nie chcesz dostrzec sensu?
- Bo go tam nie ma! – powiedziała zapalczywie.
- Haiku to esencja sensu. Uchwycenie samego sedna chwili. Nie można opisać chwili pięciostrofowym poematem, bo to już inna chwila. Nie można przedstawić sensu w kilku strofach, bo ginie między innymi.
- Ale one nie dają myślowej przestrzeni!
- Dlaczego? Masz czysty sens. Nic zbędnego nie zakłóca odpowiedniej analizy.
- Nie zgadzam się z tym – oświadczyła.
- Dlaczego? – Uniósł brew.
- Nie wiem, ale nie zgadzam się, nie podoba mi się to – prychnęła, krzyżując ręce na piersi.
Neji zaśmiał się cicho, nie mogąc się powstrzymać.
- I co cię tak bawi? – fuknęła.
- Twój zacięty wyraz twarzy – wyjaśnił. – Myślisz zbyt prosto.
- Ach tak? – mruknęła lakonicznie, unosząc zaczepnie brew.
- Mówisz, że chcesz myślowej przestrzeni. A tak naprawdę poematy, o których mówisz, podają ci wszystko na tacy, rozwikłujesz oczywiste metafory, nie patrząc na to, co pod spodem. Nie możesz jednoznacznie powiedzieć, o czym myślał autor, poprzez nagromadzenie treści, która to przesłania. A ty z góry zakładasz, że to, co widać jest prawdą.
- Nie zakładam – burknęła.
- Ale jest to oczywisty trop, którym podążasz. To myślowe pułapki. Im mniej zbędnych słów, tym szybciej i dokładniej można dociec prawdy. Nie można zakładać, że ktoś otwarcie przyzna, że jest biały lub czarny. Ludzie tworzą iluzje kłamstw i kierowanie się pozornymi przesłankami może być błędne.
- Jestem shinobi, wiem, co to patrzeć pod spód rzeczy – powiedziała cierpko. – Ale nie uważam, by paranoja była odpowiednia w każdym aspekcie życia.
- Tylko to się odnosi do każdego aspektu. Widzisz, podobnie jest z twoim kuzynem. Lis działa na sferze oczywistości. Przez co popełnia szereg błędów i bazuje na zasadzie prób i błędów, i własnego doświadczenia, bez analiz i odpowiedniego rozpatrzenia sytuacji, na samym instynkcie. Dziwnym trafem jest z tych wyjątków, którym się to udaje, lecz ma po prostu więcej szczęścia niż rzeczywistego rozumu. Na dobrą sprawę nie ma do przekazania nic, mimo że sam przetrwa lata, bo obracał się w samym szczęściu, niż na faktycznych umiejętnościach.
- Mam to traktować, jako zniewagę? – spytała opanowanym głosem.
- Dlaczego chcesz widzieć w prawdzie zniewagę? Wolałabyś, żebym otaczał cię ułudą, jakkolwiek piękną?
- Odnoszę wrażenie, że nawet komplement z twoich ust brzmiałby niczym wyrok śmierci – sarknęła, wbijając spojrzenie w przestrzeń, przypatrując się czemuś w skupieniu i zmarszczonym czołem.
Neji uśmiechnął się delikatnie. Jej upór naprawdę był zabawny.
- Najskuteczniejsze są proste, jasne treści – kontynuował, odchylając głowę nieco w tył, przyglądając się prześwitującemu między liśćmi słońcu. – Bez mącących dodatków, bez wprowadzających w błąd słów, bez emocji burzących przejrzystą konstrukcję.
Spojrzał na Tenten, zagapiając się przez chwile na ozdobę w jej włosach. Nosiła grzebyk od niego zawsze, gdy się widzieli. Neji uznał to za miły, grzecznościowy gest bez większego znaczenia. Zresztą, na dobra sprawę było mu obojętne, co uczyni z podarunkiem. Dlatego nie wiedział, dlaczego tak wstrząsnęło nim, gdy spotkawszy ją przypadkiem za każdym razem ta mała ozdoba gościła między jej włosami. To było… Neji nie wiedział, jakie to było, ale wywoływało szereg reakcji, których absolutnie nie przewidywał. Nawet nie potrafił ich nazwać. A jednak… coś to wywoływało, choć sam nie był pewien, jaki ma do tego czegoś stosunek. Nie dawał jej prezentu w jakimś konkretnym celu, z jakimiś konkretnymi oczekiwaniami. Już prędzej podarek, który jej wręczył ostatnim razem, gdy u niej gościł. Małe, ręcznie wykonane lusterko pochodzące z Chin. Uznał, że mogłoby jej się spodobać. Tak jak fakt, skąd ono pochodziło. W końcu wyraźnie fascynował ją kraj za morzem.
- Szkoda, że tak myślisz.
Neji zamrugał, wyrywając się z zamyślenia.
- Dlaczego? – zmarszczył brwi.
- Bo nie wiesz co tracisz – powiedziała z lekkim uśmiechem, unosząc głowę i przymykając oczy. Prześwitujące przez gęsta koronę liści słońce, zdawało się tańcować na skórze jej twarzy, kreśląc cieniami i błyskami zawiłe wzory. – Ludzie, nie składają się z białych, czarnych i tych, którzy kłamią. Biały, pod odpowiednimi warunkami staje się setkami kolorów, a jednak nadal wywodzi się z białego. – Odetchnęła głęboko, wyraźnie uspokojona i zadowolona ze swoich myśli, nie dostrzegając, jak bardzo to krótkie stwierdzenia poruszyło siedzącego obok Neji'ego.
Tak, jak poprzednio zachęcam do wyrażania swojej opinii. Bardzo miło się je czyta, a ponad to mobilizują to tego, by wymyślać więcej i pisać.
