2.
Harry siedział w parku na huśtawce, rozmyślając o tym, że ostatnio stał się stałym elementem dekoracyjnym tego miejsca. Jego ubrania śmierdziały od potu i były trochę poplamione krwią, dzięki czemu nikt się do niego nie zbliżał. Jego jaskrawo zielone oczy nie były już przesłonięte okularami, a skóra była nieco bledsza. Jego ciało już dawno się wyleczyło i teraz jedyne co go bolało to sumienie i żołądek. Żołądek z głodu, ponieważ po swoim pierwszym posiłku trzy dni temu powstrzymywał się od jedzenia. Sumienie dlatego, że jego posiłkiem był jakiś niewinny Mugol, a dokładniej jego krew. Na domiar złego nie mógł wrócić na Privet Drive do domu wujostwa. I nie chodziło nawet o to jaki Vernon byłby wściekły gdyby go zobaczył. Po prostu otaczające ich dom zaklęcia ochronne nie wpuszczały go do środka. Bo i dlaczego miałyby to zrobić? Był teraz stworzeniem mroku, nie człowiekiem o jakiś prawach obywatelskich. Teraz według prawa był zwierzęciem, cholernym wampirem! Chociaż tyle dobrego, że został zmieniony przez członka tego rodzaju, który może chodzić w świetle słońca. Co i tak było marnym pocieszeniem. Jego różdżka sama złamała się na pół, pokazując mu jak wielką kontrolę nad tym magicznym instrumentem posiada Ministerstwo. Właściciel przestaje być człowiekiem? Trach – właściciel przestaje być czarodziejem. Łatwe, proste, bezbolesne. Skurwiele!
Chociaż, patrząc na to z jaśniejszej strony, teraz mogli się wypchać. Nie był już czarodziejem, więc nie mógł być też ich Obrońcą. Ciekawiło go jak sami poradzą sobie z Voldemortem. Oh, nie mógł się doczekać by to zobaczyć. Będzie siedział na swoim nieśmiertelnym tyłku wcinając popcorn i popijając go A Rh+ i śmiał się z głupoty Ministerstwa.
Myśl o krwi sprawiła, że dziąsła go zamrowiły i zajęczał. Zaczęło się robić ciemno. Jego super widzące oczy (Ha! Kolejny plus!) wypatrzyły jakąś młodą dziewczynę idącą alejką między drzewami dość szybkim krokiem. Merlinie, był taki głodny…
Harry nawet nie zauważył kiedy znalazł się za dziewczyną, złapał ją i zatopił kły w jej mięciutkiej szyi. Krew wpłynęła mu do ust, pieszcząc podniebienie cudownym smakiem. Rozkosz, czysta rozkosz. Mugolka również zajęczała z przyjemności. Gdy Harry poczuł, że jest pełny, wyleczył jej ranę i patrząc w oczy kazał o wszystkim zapomnieć i wrócić do domu. Nie wiedział jak to działało, ale już po pierwszym posiłku odkrył, że gdy ofiara wciąż była w tym półprzytomnym stanie umysłu, mógł jej polecić cokolwiek i wtedy ona to robiła. Jak Imperius.
Chłopak wrócił na swoją huśtawkę, czując jak wyrzuty sumienia robią się coraz większe. Musiał kraść krew innym aby móc przeżyć! To było straszne!
- Harry?
Gryfon poderwał głowę i popatrzył w stronę z której dobiegł go znajomy głos. Jakim cudem nie zauważył, że ktoś do niego podszedł? Podobno wampiry miały znacznie wyczulone zmysły! Niedaleko niego stał Remus Lupin i patrzył na niego dziwnie, marszcząc nos. A tak, sławne wilcze powonienie…
- Hej Remus. Dobrze cię widzieć. – Harry uśmiechnął się do niego krzywo, mając nadzieję, że jego kły nie są za bardzo widoczne.
- Dziwnie pachniesz…
- Ta, dzięki. Wiem, że powinienem się umyć i zmienić ciuchy. Też czuję jak śmierdzę, ale nie mo… - Harry przerwał i skrzywił się, gdy lekki wiaterek przyniósł do niego zapach Remusa. – Uh, też powinieneś się umyć. Sorry Remi, ale śmierdzisz jak mokry pies.
- Harry, co ci się stało? Dlaczego pachniesz jak wampir? – Remus zmarszczył brwi i podszedł do niego ostrożnie. Harry zaśmiał się, jednak w jego głosie nie było radości.
- Bo jestem cholernym wampirem, Remus! Zaklęcia nie pozwalają mi wrócić do Dursleyów bym mógł doprowadzić się do porządku. Muszę pić krew przechodzących tędy Mugoli. Moja różdżka sama się przełamała na pół! – Harry wyrzucił z siebie, czując się wdzięczny temu, że w końcu ma kogoś komu może się chociaż trochę pożalić. I ten ktoś go rozumiał, ponieważ też był traktowany jak zwierzę. – Jestem wampirem, Remi.
Harry zaczął płakać i wilkołak podszedł do niego i otoczył ramionami. Chłopak pachniał dla niego jak gnijące mięso, jednak zdecydował się zacisnąć zęby i dać komfort swojemu przybranemu chrześniakowi, który najwyraźniej bardzo tego potrzebował. Gryfon wstrzymał powietrze, by zapach wilkołaka mu nie przeszkadzał, odkrywając, że wcale nie czuje potrzeby ponownego wzięcia oddechu. Świetnie, po prostu świetnie. Teraz czuł się już jak prawdziwy chodzący trup. Po jakimś czasie odsunęli się od siebie i Remus westchnął.
- Oh, szczeniaczku, w co ty się wkopałeś… nie, wiem, to głupie pytanie. Przecież też sobie tego nie wybrałeś. – Wilkołak wziął go za rękę i poprowadził w stronę Privet Drive. – Chodź, pozostali na ciebie czekają. Tonks zebrała już wszystkie twoje rzeczy, gdy odkryliśmy, że ciebie nie ma. Nawet nie wiesz jak się wystraszyłem.
- Nie moja wina, to te głupie zaklęcia… - zamruczał Harry pod nosem, jednak Remus zdecydował się nie zwracać na to uwagi.
- Zabieramy cię na Grimmuald Place. Zaklęcia są tam wystarczająco elastyczne by cię przepuścić, tak jak i bez problemu przepuszczają mnie. Żeby się dostać tutaj muszę za każdym razem mieć pozwolenie kogoś z wewnątrz, więc się nie dziwię, że miałeś problem. – Wilkołak pokręcił głową, zastanawiając się co też teraz zrobi Dumbledore gdy dowie się, że jego Złoty Chłopiec przestał istnieć i stał się Złotym Wampirzątkiem. Jak oni teraz mieli pokonać Voldemorta gdy Harry oficjalnie nie był już ani człowiekiem ani tym bardziej czarodziejem? Tyle magii się zmarnuje przez głupie ustawy Ministerstwa, taki talent…
oOo
Dwie godziny wcześniej Severus i Draco weszli razem do kuchni w kwaterze głównej Zakonu Feniksa, wywołując wybuch kilku młodszych Weasleyów. Zwłaszcza Ronald Weasley nie był zadowolony z tego, że Malfoy miał zostać w tym domu razem z nimi do końca wakacji. Granger również nie była przekonana co do zmiany poglądów Ślizgona względem Mrocznego Pana. Ginewra patrzyła na niego krzywo, podczas gdy bliźniacy szeptali między sobą planując różne upokarzające dowcipy dla fretki. Molly podeszła do blondyna z rezerwą i chłodną nieufnością, tak samo jak traktowała wszystkich Ślizgonów bez wyjątku.
- O, jesteście już. – Remus wszedł do kuchni i uśmiechnął się nieco zmęczony. Trzy dni temu była pełnia i wciąż jeszcze dochodził po niej do siebie. – My idziemy już po Harry'ego. Powinniśmy być za góra godzinę. W razie czego wyślemy patronusa.
- Będę czekać z obiadem. Merlin wie, że Harry jest zdecydowanie za chudy. – Molly zakręciła się przy kuchni, machając różdżką w stronę kilku garnków.
- Przygotowaliśmy Draco pokój obok twojego. – Remus poklepał krzywiącego się Snape'a po ramieniu, który skinął głową w podziękowaniu, jednak warknął na takie spoufalanie się. Wilkołak się zaśmiał, objął w pasie Tonks i razem opuścili dom Blacków. Severus zmarszczył nos, gdy stało się dla niego oczywistym dlaczego Lupin miał taki dobry humorek. Nie dość, że w końcu zobaczy swojego przybranego pożal się Merlinie chrześniaka, to jeszcze wyglądało na to, że Tonks w końcu zgodziła się zostać członkiem jego stada. Na samą myśl o Lupinie i seksie robiło mu się niedobrze, jednak o gustach się nie dyskutowało, prawda?
Severus wskazał Draco jedno z krzeseł i wstąpił do królestwa Molly by wziąć coś do jedzenia dla siebie i dla niego. W zamieszaniu pakowania i pożegnań nie mieli czasu na zjedzenie czegokolwiek od śniadania, więc lekka przekąska przed obiadem była jak najbardziej wskazana.
Godzinę później.
- Mamo, głodny jestem. Może zacznijmy bez niego. – Ron zajęczał po raz setny w ciągu godziny, podczas gdy jego matka doglądała obiadu i deseru by mieć pewność, że wszystko jest doskonałe. Hermiona siedziała z nosem w książce, udając, że go nie słyszy, podczas gdy bliźniacy naśmiewali się z niego i jego bezdennego żołądka. Ginny przeglądała jakieś dziewczęce czasopismo, a Draco siedział jak na szpilkach. Już zaraz w kuchni miał pojawić się jego towarzysz, jego Harry. Jak brunet na niego zareaguje? Czy będzie mu rzucał nienawistne spojrzenia tak jak Wiewiór i Encyklopedia? Oh, miał nadzieję, że nie. Może i miał jeszcze ponad rok zanim naprawdę zacznie czuć pociąg do swojego towarzysza, a Harry zacznie odkrywać, że ciężko jest mu się oprzeć blond urokowi, jednak… Jego dziadek wspominał o tym, że w ich rodzinie krew budziła się stopniowo i chociaż skrzydła pojawiały się dopiero po siedemnastych urodzinach, to jednak już nawet trzy miesiące wcześniej można było ich zakwalifikować jako wile. A przynajmniej zaklęcia tak ich klasyfikowały. Jak dobrze, że urodziny miał dopiero w listopadzie!
Dwadzieścia minut później do kuchni wrócił Severus i oparł się o framugę.
- Lupin dał mi przed chwilą znać, że zaraz będą. – Mistrz Eliksirów uniósł lekko czarną brew widząc, jak spięty jest jego chrześniak. Doprawdy, nie rozumiał dlaczego wszyscy robili taką wielką sprawę z seksu i towarzyszy. Więc Draco znalazł swoją drugą połówkę, jakakolwiek ona by nie była. No i co z tego? I tak wciąż miał piętnaście lat, a więc był za młody by myśleć o czymkolwiek innym niż całowanie i zadowalanie samego siebie. Severus wątpił czy jego wila natura pozwoli mu na seks z Potterem przed wyrośnięciem skrzydeł, towarzysz czy nie. Tak w gruncie rzeczy, to z tego co się orientował, Draco był impotentem do czasu aż wyrosną mu skrzydła, co było kolejnym niezaprzeczalnym znakiem tego, że obudzi się w nim krew wili. Snape przewrócił wewnętrznie oczami widząc jak dziedzic Malfoyów wierci się niecierpliwie w swoim krześle. Może pięć minut później drzwi domu otworzyły się cicho i zamknęły. Księżniczka przybyła.
Harry nerwowo szedł za swoją obstawą przez korytarz domu Blacków do kuchni, z której do jego uszu dochodził lekki gwar. Pewnie gdyby się skoncentrował, gwar zmieniłby się w bardzo wyraźne rozmowy, jednak był za bardzo zestresowany by o tym myśleć. Merlinie, miał nadzieję, że jego przyjaciele nie odwrócą się od niego gdy się dowiedzą, że jest teraz bardzo niebezpiecznym stworzeniem (bo pewnie tak będą go widzieli). Propaganda Ministerstwa sięgała bardzo głęboko w psychikę tych, którzy się wychowywali w Czarodziejskim Świecie od małego oraz tych, którzy się uczyli wszystkiego z zatwierdzonych przez Ministerstwo podręczników. Harry cieszył się, że był zbyt leniwy by tak naprawdę przyłożyć się do nauki o wampirach, wilkołakach i tej całej dyskryminowanej reszcie. Dzięki temu miał znacznie bardziej obiektywny pogląd na świat. Jego myśli przerwało uderzenie w nozdrza bardzo miłego i słodkiego zapachu. Harry przymknął oczy, uśmiechając się i nie zwracając uwagi na to, że nagle znowu zaczął się robić głodny. Nie wiedział co to było, ale pachniało smakowicie. Harry podążył za zapachem i wpadł na wysoki słup czerni. Chłopak otworzył rozmarzone oczy, napotykając ostre spojrzenie Severusa Snape'a.
- Potter, czy aż tak trudno jest ci patrzeć gdzie idziesz? – Mistrz Eliksirów warknął na niego i Harry poczuł bardzo silną potrzebę wytłumaczenia się i uspokojenia go, by znaleźć się po jego dobrej stronie.
- Przepraszam, po prostu poczułem, że coś ładnie pachnie i poszedłem za zapachem i się okazało, że to ty tak ładnie pachniesz i, oh, znowu jestem głodny… - Harry zauważył zaskoczony. Ostatnio więcej czasu zajęło mu zgłodnienie niż tym razem. Czy to znaczyło, że zmieniał się pomału w jakąś ciągle głodną krwi istotę? Raczej nie uśmiechało się mu to. Ale Snape pachniał tak dobrze. Nie miał nic przeciwko picia jego krwi kilka razy dziennie. Sączenia jej cały czas…
Lupin patrzył na swojego chrześniaka, kręcąc głową z niedowierzaniem, podczas gdy Draco wyglądał na załamanego. Co się stało? Dlaczego jego Harry stał tak blisko Snape'a? Jego towarzysz prawie przytulał się do kogoś innego! Draco pociągnął nosem, chcąc poczuć rozkoszny zapach swojego towarzysza. Tak, to było to. Najsłodszy nektar… ale teraz miał jeszcze w sobie odrobinę pikanterii, która sprawiła, że Draconowi zrobiło się gorąco. Wiedział, że to podniecenie, które odczuwał nie skompromituje go namiotem ze spodni. Jak nie patrzeć był cholernym impotentem aż do siedemnastych urodzin. Jednak… jego towarzysz był tutaj i nawet nie zwracał na niego uwagi! Nie zwracał uwagi na nikogo oprócz Severusa Snape'a!
- Tak, słuchajcie. – Lupin w końcu przerwał przeciągającą się ciszę. – Doszło do pewnych komplikacji. Harry został ugryziony…
- O słodki Merlinie! – Molly zakryła sobie usta dłonią, a jej dzieci pobladły. Draco nadstawił uszu. Czy to dlatego zapach jego towarzysza nabrał tej pikantności?
- Wilkołak…? – Wyszeptała Hermiona, pamiętając, że niedawno była pełnia. Ron zatrząsł się lekko ze strachu, na wspomnienie wydarzeń z ich trzeciego roku nauki w Hogwarcie. Harry tymczasem wpatrywał się w tętnicę Snape'a, który zaczynał się czuć trochę niepewnie pod tym zielonym spojrzeniem.
- Nie, obawiam się, że wampir. – Remus kontem oka zobaczył jak Harry oblizał wargi, wciąż patrząc na szyję swojego profesora. Severus chciał zrobić krok do tyłu, jednak futryna stała mu na drodze. Ginny pisnęła przerażona, niczym pięcioletnie dziecko i widać było, że z całej siły się powstrzymywała by nie schować się za swoją matką.
- Nie powinieneś był go tu przyprowadzać, Remusie! – Molly z niepokojem ogarnęła wzrokiem całą sytuację. – Wampir stanowi zbyt duże zagrożenie, a on jest świeżo zmieniony, tak? Młode w ogóle nie potrafią się kontrolować gdy są głodne! A wiesz tak dobrze jak i ja, że są głodne cały czas.
- Molly, Harry nie ugryzie tu nikogo. No, może oprócz Severusa. – Remus spróbował uspokoić czarownicę.
- Co takiego? – Snape warknął na niego w tej samej chwili, gdy Molly krzyknęła – Skąd to możesz wiedzieć?
- Wygląda na to, że Severus jest jego towarzyszem. Wiesz, że dzięki temu ma nad nim pewną kontrolę…
- Że co proszę? Ja nie mogę być jego towarzyszem! – Tym razem Severus wykrzyczał razem z Dracona – Nie! Nie może być!
- Lupin, mieliśmy tego nie mówić, ale Draco stanie się wilą. Już teraz wyczuwa, że Potter jest jego towarzyszem. Myślisz, że dlaczego tak zmienił kolory?
Remus popatrzył zaskoczony na blondyna, który niemalże warczał widząc co się dzieje. Cóż, był tylko jeden sposób na to by przekonać się kto jest czyim towarzyszem.
- Podejdź tu. – Wskazał blondynowi miejsce koło Harry'ego. Spróbował zwrócić na siebie uwagę Gryfona, ale ten zdawał się w ogóle nie reagować na otaczający go świat. W końcu zniecierpliwiony podsunął mu dłoń pod nos i Harry odskoczył od niego z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, parskając. – Harry, podejdź tu i powiedz mi jak pachnie Malfoy.
Harry skrzywił się z wyrzutem na swojego przybranego ojca chrzestnego, jednak wykonał jego polecenie. Wciągnął powietrze i zmarszczył brwi, myśląc. Po chwili popatrzył na blondyna skonsternowany i podszedł do niego bliżej i jeszcze bliżej, aż w końcu jego nos znalazł się przy jego skórze. Dopiero wtedy z zaskoczeniem się odsunął.
- Podobnie do Severusa, ale bardzo słabo. Prawie nie ma zapachu. – Harry zmierzył blondyna jeszcze raz dziwnym spojrzeniem i powrócił do molestowania Snape'a, który spróbował uciec, ale nie uszedł zbyt daleko. Draco patrzył za nim załamany.
- Wygląda na to, że Harry będzie miał dwóch towarzyszy, więc nie masz się czym martwić Draco. – Lupin poklepał go po ramieniu. – Jeszcze nie jesteś dojrzały, więc nie pachniesz dla niego pociągająco, ale jestem pewien, że to się zmieni gdy już dostaniesz skrzydła.
Draco zamrugał, próbując opanować napływające mu do oczu łzy.
- To będzie za prawie półtora roku! A oni przez ten czas będą… będą… - Ślizgon w końcu nie wytrzymał i uciekł do swojego pokoju, głośno szlochając i przeklinając w duchu swoje hormony wili, które robiły z niego taką mazgaję.
- Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć co tu się przed chwilą stało? – Po krótkiej chwili ciszy dobiegł ich głos Rona. Remus pokręcił głową, myśląc o tym co teraz powinni zrobić. Harry był wyraźnie głodny, jego kły mówiły same za siebie. Trzeba było poinformować Dumbledore'a.
- Severusie, zabierz Harry'ego do swojego pokoju i nakarm go. Ja tymczasem powiadomię Albusa. Tonks masz tu klucz Harry'ego. Trzeba mu zabezpieczyć majątek zanim dobierze się do niego Ministerstwo. Po prostu przenieś jego konta do sekcji dla magicznych stworzeń, a gobliny załatwią całą resztę.
Tonks wzięła od niego klucz i aportowała się prosto do Gringotta. Severus tymczasem patrzył na niego z niedowierzaniem.
- Czyś ty oszalał Lupin? Nie mam zamiaru karmić Pottera! – Harry skulił się w sobie słysząc to i zaczął głaskać Mistrza Eliksirów, wciąż przepraszając i obiecując, że będzie grzeczny i dobry i w ogóle, tylko niech go Severus nie zostawia samego. Remus tylko popatrzył na to znacząco i Severus po bardzo długiej wewnętrznej walce z sobą zgodził się nakarmić chłopaka, ale tylko ten jeden raz. Wilkołak uśmiechnął się pod nosem. Tak, jasne. Wszyscy wiedzieli, że gdy towarzysz raz pozwoli wampirowi się napić swojej krwi, to już nie było odwrotu. Wampir mógł pić tylko jego krew, a sam towarzysz był niemalże uzależniony od fali rozkoszy, która zalewała jego ciało za każdym razem, gdy był gryziony.
Severus zaprowadził Harry'ego do swojej sypialni i kazał mu usiąść. Chłopak od razu zajął miejsce na łóżku, wpatrując się w niego jak w obraz. Snape westchnął rozeźlony i z jednej z półek wyciągnął opasłe tomisko na temat wampirów. Znalazł odpowiedni rozdział i zaczął czytać. Gdy już zrozumiał wszystko co autor miał do powiedzenia na temat nowo zmienionych wampirów oraz tych, które właśnie znalazły swojego towarzysza, odłożył książkę na miejsce i zwrócił się do wciąż wpatrującego się w niego chłopaka. Nie podobało mu się to, ani trochę. Autor mówił wciąż i wciąż o tym jak to towarzysz powinien zaufać instynktom, które poprowadzą przez to wszystko wampira. Mógł spróbować napełnić swoją krwią kielich i w ten sposób nakarmić Pottera, jednak autor bardzo wyraźnie zaznaczył, że istniało bardzo niewielkie prawdopodobieństwo tego, że wampir pozwoli mu na samookaleczenie. Severus odchrząknął i po chwili namysłu rzucił na drzwi sypialni kilka dodatkowych zaklęć.
- Potter…
- Harry, mam na imię Harry. – Chłopak od razu mu przerwał, a w jego oczach błyszczało coś, co sprawiło, że mężczyźnie zrobiło się bardzo gorąco. Gryfon już nie będzie się tak zachowywał po tym jak już się posili i odbędą stosunek seksualny. Wróci do raczej względnej normy, pomijając jego przeszłe zachowanie względem Snape'a. Będzie mu oddany, będzie jego najwierniejszym przyjacielem, kochankiem, powiernikiem. Ta, już to widział. Snape prychnął w myślach na te wszystkie słowa użyte przez najwyraźniej nawiedzonego autora książki.
- Harry. Nie chcę żebyśmy zrobili cokolwiek na co nie jesteś jeszcze gotowy, więc…
Potter miał czelność znowu mu przerwać.
- Mogę się napić twojej krwi? Jestem głodny… - zielone oczy popatrzyły na niego niczym oczka zagubionego słodkiego szczeniaczka i Severus z pewną rezerwą się zgodził. – Chodź do łóżka, Severus…
Snape zdecydował się zaufać wampirzym instynktom, które najwyraźniej właśnie kierowały Potterem i dołączył do niego na łóżku.
Harry czuł się dziwnie. Wiedział, że zachowuje się dziwnie, ale nie robiło mu to żadnej różnicy. Ważne było dla niego to, że cudownie pachnący Severus był teraz tak blisko niego. Byli razem na jednym łóżku! Teraz jednak poczuł się bardzo ciasno, dlatego zdjął z siebie koszulkę, a po namyśle również spodnie, skarpetki i bokserki. Tak, od razu lepiej. W duchu dziękował Lupinowi, że pomógł mu dostać się do środka domu Dursleyów i dzięki temu był teraz czyściutki i świeżutki i pachnący i Severus miał na sobie zdecydowanie za dużo ubrań. Harry chciał poznać ciało, które tak cudownie pachniało, które zawierało w sobie niewątpliwie niebiańsko smakującą krew. Dlatego zaczął rozbierać patrzącego się na niego wielkimi oczami mężczyznę. O tak, Severus był mężczyzną i Harry nie mógł być z tego powodu szczęśliwszy. Popchnął go lekko na poduszki, gdy już rozebrał go do połowy, i zajął się zdejmowaniem dolnej połowy ubrań. Severus wciąż patrzył na niego wielkimi oczami, ale tym razem obserwując jego uniesionego członka. Miał nadzieję, że był wystarczająco duży, by przynieść swojemu towarzyszowi tyle rozkoszy ile tylko ten zdoła przyjąć, a nawet więcej.
Severus przełknął czując jak robi mu się sucho w ustach. Nigdy nie wierzył plotkom, że wampiry były szczególnie obdarzone przez naturę. Merlinie, przecież ten potwór rozerwie go na strzępy!
W końcu gdy Mistrz Eliksirów był całkowicie nagi Harry chwilę popodziwiał go, zanim zdecydował, że jest za bardzo głodny aby to wszystko przeciągać. Zaczął dłonią stymulować różowego członka profesora i nachylił się by poznać smak jego ust. Severus zrobił się twardy w oka mgnieniu i Harry zamruczał zadowolony, czując, jak krew szumiała wzburzona w jego żyłach. Przeniósł swoje pocałunki na pulsującą tętnicę szyjną Snape'a zanim zanurzył w niej swoje kły i upił trochę życiodajnego płynu. Wyśmienita! Stymulacja członka i przyjemność ugryzienia była wystarczająca dla Severusa by dojść. Gdyby nie był tak zamroczony, pewnie byłby bardzo z tego powodu niezadowolony. Tymczasem Harry umieścił się wygodnie między jego nogami i uniósł je do góry, na swoje ramiona. Ach, ta wampirza siła! Znów zaczął całować usta dyszącego mężczyzny i pomału wsunął się w jego śliskie wejście (wampirzy jad ma wiele różnych skutków na ludzkie ciało, a zwłaszcza ciało towarzysza). Severus krzyknął i Harry zatrzymał się, nie chcąc skrzywdzić tak pięknego, kruchego ciała.
- Na Merlina! Rusz się i pieprz mnie a nie czekasz na zaproszenie! – Snape naprężył się i wypiął, niemalże całkowicie nabijając się na wampirzego członka. Harry zajęczał, ale posłusznie zaczął się poruszać. Najpierw powoli, ale szybko słowa Severusa przełamały wszystkie jego opory i zaczął wbijać go w materac, podczas gdy Snape jęczał i krzyczał i wił się pod nim niczym opętany. Harry poczuł, że już zaraz eksploduje i znów zanurzył kły w szyi swojego towarzysza, naznaczając go i łapczywie pijąc słodką krew, gdy fale orgazmu się przez niego przelewały. Mężczyzna krzyczał wpijając paznokcie w jego skórę i przyciągając do siebie niemal miażdżąc w uścisku. Harry w końcu opadł na niego i leniwie polizał rankę, zaleczając ją. Severus tymczasem wciąż powtarzał niczym mantrę: Oh Merlinie… oh słodki Merlinie…
Po kilkunastu minutach Harry w końcu wyszedł z miłego wilgotnego ciepła, wyczyścił ich ze spermy Severusa i okrył kołdrą, przytulając się do mężczyzny. Był zaspokojony i najedzony, więc robił się coraz bardziej śpiący. Snape poruszył się lekko i jęknął.
- Nie będą mógł się jutro ruszyć, a co dopiero siedzieć… - wyjąkał, a Harry uśmiechnął się z satysfakcją z nosem blisko wspaniałej tętnicy szyjnej. Nie miał najmniejszego zamiaru wypuszczać jutro Severusa z łóżka. Ani pojutrze, ani popojutrze… chciał pokazać mu, że potrafi się nim dobrze zaopiekować. I oczywiście Snape miał akurat takiego pecha, że autor książki w ogóle o tym nie wspomniał.
