Rozdział 1.

Severus Snape siedział w czarnym, skórzanym fotelu spokojnie patrząc na zegar. Dokładnie kiedy zegar wybił osiemnastą usłyszał ciche pukanie do drzwi. Szybko przywołał na swoją twarz maskę niewyrażającą żadnych emocji i włożył wypracowania drugiej klasy do szuflady.

- Wejść – zawołał donośnym głosem spoglądając w stronę drzwi. Pojawiła się w nich Hermiona Granger, kiedyś Panna Wiem-To-Wszystko, teraz absolwentka Hogwartu i, z tego, czego udało mu się dowiedzieć od Minerwy, dziennikarka magicznego miesięcznika „Wśród nas".

Kiedy weszła do gabinetu, przyjrzał jej się dokładniej i zauważył, że w ciągu ostatnich ośmiu lat, które upłynęły od ich ostatniego spotkania zaszło w niej sporo zmian. Po pierwsze, nieco wydoroślała i nabrała typowo kobiecych kształtów. Prawdopodobnie także trochę urosła, ale tylko na nią patrząc nie mógł tego z całą pewnością stwierdzić. Jej włosy zmieniły nieco odcień, stały się odrobinę ciemniejsze, a spod kurtyny czarnych rzęs patrzyły na niego smutne oczy dziewczyny, nie - kobiety, która dużo już przeżyła i wiele ją życie nauczyło. Nie wiedział dokładnie, kiedy to wszystko się zmieniło lecz jakieś wydarzenie, lub wydarzenia musiały mieć na to swój wpływ. Ale jego niewiele to obchodziło.

- Dzień dobry, profesorze Snape – powiedziała cichym, pewnym tonem. – Dziękuję, że zechciał pan się ze mną spotkać.

- Witam, panno Granger – odparł nieco ironicznym, jakże typowym dla niego tonem. – Usiądź i powiedz od razu, po co dokładnie przyszłaś.

Brunetka szybko zamknęła drzwi i usadowiła się na drewnianym krześle stojącym naprzeciwko profesorskiego biurka.

- Mam do pana pewną sprawę, profesorze… - zaczęła z lekkim wahaniem, co oczywiście od razu zauważył.

- Jakbym tego nie wiedział. Nie sądzę, żeby miała tu pani przychodzić na przyjacielską pogawędkę, biorąc pod uwagę fakt, że nie jesteśmy przyjaciółmi, a ja nie nazywam się Albus Dumbledore.

Uniósł z satysfakcją brwi widząc jej zakłopotanie. Jednak mimo jego docinek kontynuowała.

-Bo widzi pan… Niedawno dużo o panu myślałam – Mistrz Eliksirów podniósł wysoko lewą brew na tę wiadomość, ale kobieta pozostała niewzruszona i mówiła dalej - o pana przeszłości jako, najpierw Śmierciożercy, a potem szpiega Zakonu w szeregach Voldemorta. – Mimowolnie skrzywił się na dźwięk tego przydomka. – Ściślej mówiąc, chciałabym przeprowadzić z panem wywiad. A nawet szereg wywiadów, bo nie sądzę, by pana życie miało się zmieścić tylko w kilku zdaniach. Czy przystałby pan na to?

Zadziwiające. Czegoś takiego się nie spodziewał. Myślał, że jako reporterka zechce się zainteresować jego ostatnim odkryciem – eliksirem częściowo niwelującym skutki działania zaklęcia Obliviate, który cieszył się wielką popularnością wśród grona naukowego Eliksirów. Pytanie, czy nawet prośba o wywiad - nie, wywiady, bardzo go zaskoczyła. Chociaż był człowiekiem, którego niełatwo było czymś zadziwić i mógł otwarcie się do tego przyznawać. Ale to, że zainteresowała się jego życiem prywatnym podczas wojny, w której sama po części też brała udział było… dziwne. I niespotykane. O tak, zdecydowanie, pomyślał Severus.

Od zakończenia wojny i późniejszego szumu medialnego, który zaczął się po pokonaniu Voldemorta, miał spokój w swoim życiu. Nadal był oczywiście nauczycielem w Hogwarcie, a w wolnym czasie, którego od tamtej chwili zaczął mieć nieco więcej, eksperymentował z eliksirami. Ale jego życie prywatne wszyscy zostawiali w spokoju. I chwała za to Merlinowi, pomyślał Severus. Aż do tej chwili.

Zamyślił się na chwilę.

xxx

Hermiona czekała w napięciu na odpowiedź. A właściwie na komentarz, bo po tym człowieku chwilowo niczego innego się nie spodziewała. Mimo zakończonej wojny i śmierci Czarnego Pana charakter jej byłego nauczyciela eliksirów pozostawał niezmienny. Cyniczny, sarkastyczny, zgryźliwy i ironiczny. Po prostu Severus Snape.

Zjawiła się w lochach Hogwartu mając nadzieję go tu spotkać mimo trwających wakacji. Wywiad, o który zamierzała go prosić miał byś miejscem zwrotnym w jej karierze. Chociaż tego argumentu nie zamierzała używać, próbując przekonać go do wzięcia udziału w jej projekcie. Jeszcze ze szkoły, mimo że skończyła ją wiele lat temu, pamiętała, że nie lubił ułatwiać ludziom życia. Jednak to w jego rękach leżały jej przyszłe losy.

Kiedy ponad tydzień wcześniej w jej biurze pojawił się redaktor naczelny by zaproponować jej nowe, „duże" zlecenie, była zachwycona. Do momentu w którym dowiedziała się, o co dokładnie chodzi.

- Masz porozmawiać z którymś bohaterem wojennym. Wiem, że sama brałaś udział w walkach, więc powinnaś znać ludzi. To twoja szansa.

Tak więc siedziała na tym cholernym, zimnym krześle w gabinecie Snape'a i zastanawiała się, jak on zareaguje.

xxx

- Panno Granger, czy pani sobie żartuje? – zapytał chłodnym, bezosobowym tonem. Musiał się dowiedzieć, jak silna jest jej motywacja i jak wiele jest gotowa poświęcić.

- Oczywiście, że nie, panie profesorze.

-Więc wymaga pani, żebym przed całą społecznością czarodziejską, bo nie sądzę, żeby coś takiego przeszło bez echa, opowiadał o swoim prywatnym życiu. Czy pani zgłupiała?

- Nie dokładnie o to chodzi, profesorze. Nie mam zamiaru publikować całości, znaczną większość - tak, ale to władze gazety zdecydują, co powinno się w niej znaleźć, a będą mogli to stwierdzić dopiero po uzyskaniu części materiału. Wie pan, nie możemy przesadzać w gazecie, to nie może być zbyt brutalne, ani wulgarne czy opryskliwe.

- Chyba nie myśli pani, że będę się pani zwierzał z wyborów dokonanych w swoim życiu i ich późniejszych skutkach? Czy mam się wypłakiwać w ramię? A może jeszcze ułożyć słodką opowieść o moim życiu, jakie to one było różowe i cudowne, a do Śmierciożerców dołączyłem, bo mi się nudziło? – Wpatrywał się nią ze złością i pogardą, jak również z bardzo dobrze ukrywaną ciekawością i zdziwieniem. Była Gryfonką. Powinna się złościć, próbować za wszelką cenę przekonać go do swojego zdania. Ale była spokojna i zastanawiała się nad kontrargumentem.

- Profesorze, rozumiem pana zahamowania i wahania, jednak sądzę, że pan to zbytnio wyolbrzymia. Proszę się nad tym poważnie zastanowić. Mimo zapewnień profesora Dumbledore'a – spostrzegł, że wypowiadając to nazwisko nieco posmutniała – a także zeznań profesor McGonagall i innych ważnych członków Zakonu potwierdzających pana niewinność i wierność Zakonowi Feniksa podczas Drugiej Wojny jest pan nadal traktowany jako Śmierciożerca. Jak ktoś spoza społeczeństwa, niegodny by żyć razem z innymi „zwykłymi" czarodziejami. Proponuję panu ten wywiad, aby mógł pan sam oczyścić się z zarzutów, czego nie mógł pan zrobić zaraz po bitwie. Myślę, że to może być pana jedyna szansa. Nie wiele osób obchodzi co się z panem dzieje, myślę, że teraz nadszedł czas, by ludzie usłyszeli prawdę, pana prawdę, profesorze, nie tylko opowieści zaćmionych nienawiścią ludzi. Całą prawdę o pana poświęceniu podczas wojny. Żeby zdali sobie sprawę, że nie tylko Harry jest bohaterem. – Wykrzywiła się na chwilę, co oczywiście zauważył. Ciekawe, pomyślał, bardzo ciekawe. – Proszę to przemyśleć. Skontaktuję się z panem za tydzień. Miłego wieczora.

Dokończyła swoją przemowę i nie czekając na reakcję byłego nauczyciela po prostu wyszła.

Severus rozłożył się w fotelu, kładąc nogi na biurko. Zamyślił się.

xxx

Nie było tak źle, pomyślała Hermiona. Po tym ostatnim powinien przynajmniej poważnie zastanowić się nad moją propozycją. Zobaczymy, co z tego wyjdzie…

Brunetka ruszyła w kierunku schodów. Spokojnie omijając stopnie – pułapki zmierzała w kierunku siódmego piętra. Po drodze przyglądała się obrazom wiszącym na ścianach; wszyscy ich rezydenci przypatrywali się jej z ciekawością. No tak, pomyślała, w końcu nie było mnie tu dobre parę lat.

Kiedy zatrzymała się przed kamienną chimerą strzegącą wejścia do gabinetu dyrektorki zdała sobie sprawę, że nie zna hasła. Przez chwilę zastanawiała się, co zrobić. Najpierw planowała znaleźć jakiegoś innego nauczyciela, który by jej je podał, ale zrezygnowała z tego, po pierwsze, nie chcąc się wałęsać po zamku, po drugie, że nie wiedziała kto, oprócz Mistrza Eliksirów i dyrektorki pozostał w szkole na wakacje, po trzecie, nie zamierzała wplątywać się w nikomu niepotrzebne sztuczne rozmowy, podczas których ludzie zadawali pytania tylko z uprzejmości, a odpowiedź nawet ich nie obchodziła. W końcu zdecydowała się na wysłanie patronusa z wiadomością.

Wyjęła z torebki jedną ze swoich magicznych wizytówek i transmutowała ją w wygodne krzesło. Usiadła i zaczęła przeglądać swoje notatki. Poprzedniego dnia wypisała sobie, co wie na temat Snape'a, aby wygodniej było im współpracować. Jeżeli w ogóle dojdzie do tej współpracy, przypomniała sobie w myślach.

Zamyślona nad działalnością śmierciożerczą byłego nauczyciele Eliksirów nie zauważyła srebrnego kota, który pojawił się przed nią dopóki się nie odezwał.

Wiadomość patronusa była konkretna, tak jak jego adresatka.

- Hasło to „Gwardia Dumbledore'a". – Kot szybko zniknął, a Hermiona uśmiechnęła się na wspomnienie o genezie tej nazwy. Szybko sprawiła, że wizytówka wróciła do pierwotnej postaci, z powrotem włożyła ją do torebki i stanęła przed kamienną chimerą. Po wypowiedzeniu hasła, posąg odsunął się, ujawniając tajemne schody za nim. Kobieta weszła na nie i wtedy zaczęły się poruszać, prowadząc ją na górę. Zatrzymały się dopiero, kiedy znalazła się przed drzwiami do gabinetu. Zza nich nie było nic słychać więc bez wahania zapukała. Po chwili odpowiedziało jej głośne, acz nieco przytłumione przez drewno „Proszę!" i mocno pchnęła drzwi wchodząc do środka.

Wnętrze wyglądało tak samo, jakim zapamiętała je podczas ostatniej wizyty u dyrektorki Hogwartu. A było to ponad cztery lata temu, kiedy McGonagall zaprosiła ją do siebie zaraz po tym, jak Hermiona ukończyła z wyróżnieniem studia na magicznym wydziale przy Universidad Nacional de Córdoba w Argentynie, jednej z najlepszych magicznych uczelni wyższych na świecie. Jak dawno temu to było…, pomyślała Hermiona.

xxx

Minerwa patrzyła na byłą uczennicę z dobrze ukrywanym zdziwieniem i lekkim niedowierzaniem. Kiedy ostatni raz się widziały Hermiona właśnie wróciła z Ameryki Łacińskiej pełna zapału do dalszej pracy, zadowolona z siebie i dumna ze swoich naukowych osiągnięć. Dyrektorka nie mogła się wtedy nadziwić także nad zmianą wyglądu Hermiony. Opaliła na brązowo od gorącego, argentyńskiego słońca, a kolor jej skóry stał się bardzo zbliżony do odcienia włosów. Oczy roziskrzone, wesołe. Głowa pełna wiedzy i nowych pomysłów, którymi chciała dzielić się z innymi.

Teraz wyglądała inaczej. Jej skóra na powrót stała się blada, nareszcie odróżniała się od włosów. A oczy… Wydawały się teraz być niemal puste. Choć nadal można było dojrzeć w nich to coś, jeżeli dołożyło się do tego starań… Ale to już nie była „tamta" Hermiona. Jej ruchy były wyważone, była ostrożniejsza nawet w rozmowie, w zwykłym doborze słów można było wyczuć brak typowej gryfońskiej spontaniczności i pewien dystans. Panna Granger stała się inna. Starsza i dojrzalsza, jak zdążyła zauważyć była profesor Transmutacji.

xxx

- Dzień dobry, profesor McGonagall. Pani dyrektor. – Młodsza kobieta, stając przed biurkiem, lekko skłoniła głowę w ramach ukłonu szacunku. Minerwa podniosła się z krzesła, rozłożyła szeroko ręce i uśmiechnęła się.

-Hermino! Jak ja cię dawno nie widziałam. Już nie mogłam się doczekać tego spotkania.

Brunetka oddała uśmiech, ciesząc się z radości byłej nauczycielki. Odkąd Hermiona skończyła Hogwart, McGonagall mogła sobie pozwolić na bliższe stosunki między nimi i porzuciła pozę surowej belferki. Można powiedzieć, że nawet się zaprzyjaźniły.

- Panno Granger, jakie miłe spotkanie – odezwał się wesoły głos ze ściany, zza pleców Minerwy. Hermiona spojrzała w tamtą stronę i zauważyła portret poprzedniego dyrektora, słynnego profesora Albusa Dumbledore'a. W jego oczach, mimo że był uwieczniony na płótnie, błyszczały radosne iskierki, towarzyszące mu zazwyczaj za życia.

- Profesorze Dumbledore. – W jego stronę także oddała lekki ukłon, a staruszek roześmiał się na to.

- Oj, Hermiono, przecież ja już nie żyję. Nie zależą mi się już te same uprzejmości, co za życia. Jako portret wręcz na to nie zasługuję. Podczas tej egzystencji nie zrobiłem nic pożytecznego, ani dobrego. Po prostu siedzę w tych ramach i podsłuchuję. Nie sądzę, żeby to miało być dość szlachetnym czynem, aby zwracać się do mnie z tak wielką uprzejmością. – Na koniec wywodu uśmiechnął się zachęcająco, a brunetka nieco się rozluźniła.

- Albusie… Każdemu musisz to powtarzać? To nie przystoi tak ważnej osobowości jak ty. Pisze się o tobie w książkach, jesteś „Merlinem naszego pokolenia", weź to pod uwagę i zacznij zachowywać stosownie do pozycji społecznej. – Dyrektorka spojrzała na swojego poprzednika z wyraźną naganą, ale Hermiona zauważyła, że w jej oczach widać było dobrze skrywane wesołe błyski.

- Ależ Minerwo, ja mówię prawdę. Ale mniejsza z tym. Mamy gościa! – zawołał donośnie Dumbledore zacierając ręce.

- To ja mam gościa…- mruknęła dyrektorka. Granger patrząc na to uśmiechnęła się pod nosem.

- Hermino, jak ci poszła rozmowa z naszym kochanym Severusem? – Obie kobiety skrzywiły się na określenie „ kochanym" co do Mistrza Eliksirów. Oczywiście już dawno wybaczyły mu dawną nienawiść za zabicie dyrektora, po tym jak dowiedziały się całej prawdy. Ale nazywanie go tak to już przesada, pomyślała Granger. Ale na głos powiedziała coś innego.

- Myślę, że przynajmniej przemyśli moją propozycję. Mam taką nadzieję.

McGonagall uśmiechnęła się do niej porozumiewawczo. Hermiona zdążyła powiadomić ją o swoim planie i zapowiedzieć wizytę używając sowiej poczty. – Severus nie jest łatwym człowiekiem, wszyscy to wiedzą, ale są metody, żeby przekonać go do swojego zdania. Albusie?

- Już idę, idę! – Dumbledore nagle zniknął z płótna i pozostało tam tylko tło; jakieś drzewa, trawa i jezioro. Czyżby błonia Hogwartu?, pomyślała Hermiona.

- A więc? Jak ci się wiedzie? Jak praca? Och, nie mogę się na cieszyć, że cię widzę!

- Ja też, pani prof… - Przerwało jej ostre spojrzenie dyrektorki i ciche warknięcie „ Minerwa". – Tak więc, Minerwo – mocno zaakcentowała to imię – praca jest dość… wyczerpująca. Ale chyba jestem z niej zadowolona.

- Chyba? Hermiono… - zaczęła dyrektorka, ale młodsza kobieta nie dała jej dokończyć.

- Minerwo, praca jest dla mnie chwilowo wszystkim i zapełnia cały mój czas. Tak naprawdę nie miałabym nawet siły, by zmienić coś w moim życiu, nie sądzę nawet, bym mogła sobie wyobrazić siebie w jakimś innym zawodzie. Dziennikarstwo jest dla mnie. Ale nie wszystko, co na początku jest słodkie zostaje takie do końca. A także odwrotnie, nie zawsze to, co na pierwszy rzut oka wydaje się być gorzkie, nie może się z czasem zamienić w coś słodkiego. – podsumowała Hermiona i spojrzała dumnie na byłą profesorkę. Ona zaś popatrzyła na nią smutnym wzrokiem, ale widocznie uznała, że lepiej będzie nie wałkować dalej tego tematu i zaczęła z innej strony.

- A jak tam Harry i Ron? Utrzymujecie jeszcze kontakt?

- Umm, z Ronem widziałam się całkiem niedawno, chwalił mi się, że kupił mieszkanie w mugolskim Londynie i zamieszkał z Lavender, podobno niedługo mają się pobrać i dostałam nieoficjalne i zdecydowanie mało konkretne zaproszenie na ślub. Od Parvati, którą przez przypadek spotkałam na Pokątnej dowiedziałam się, że jeszcze nie doszło nawet do oficjalnych zaręczyn. – Hermiona skrzywiła się nieco, co nie uszło uwadze dyrektorki. – A Harry… Słyszałam, że po tym, jak rozstał się z Ginny i wyjechał z kraju, tylko sporadycznie pisze do mnie listy z pozdrowieniami, z coraz to innych zakątków świata i zapewnia, że ma się dobrze i może niedługo wróci. Cóż, zapowiada swój powrót już od dobrych dwóch lat… Ale myślę, że spodobało mu się takie życie, jakie teraz prowadzi. Nie musi udawać nikogo innego, za granicą może być sobą, niewiele magicznych osób poza Anglią, mimo że zapewne słyszeli o słynnym Chłopcy-Który-Zwyciężył, musi wiedzieć jak się nazywa i jak wygląda. To chyba dla Harry'ego pewien komfort, bo sam może się postarać o opinię wśród ludzi. Chyba znudziło mu się już podrywanie kobiet na samo: „Hej, jestem Harry Potter, Złoty Chłopiec, a teraz to już właściwie mężczyzna." Chociaż uważam, że jeżeli wróci na Wyspy to będzie już ustatkowanym czarodziejem. – Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, Minerwa mogła nawet zauważyć słabiutkie, ale obecne, wesołe iskierki w jej oczach.

- Cieszę się, że dobrze im się powodzi. Już tak dawno ich nie widziałam, ani nie miałam od nich żadnych wieści od… - Starsza kobieta zamyśliła się na chwilę.

- Zapewne od pięciu lat? – dopowiedziała Hermiona, a dyrektorka potaknęła. – W tym roku mija już dziesięć lat, jak szybko to minęło… Ja już kończę trzydziestkę! – zawołała Granger wesoło i po chwili obie wybuchły śmiechem.

- Hermiono, wiesz, będąc w moim wieku nie będziesz przejmować się już tak trywialnymi sprawami, odkryjesz, że są ważniejsze, będące lepszym… - Nie dokończyła, po przerwało jej pojawienie się w ramie własnego portretu Albusa Dumbledore'a.

- Mam wieści.