Rozdział II
Dzień wolny
Najczęściej klany nie miały stałego miejsca zamieszkania, bowiem rodziny posiadające kekkei genkai zwykle były małe i wypędzały się nawzajem ze swoich terenów, pracując dla poszczególnych władców małych państewek feudalnych z wiecznie płynnymi granicami. Była to nauka dla shinobi, by nigdy nie przywiązywać się do żadnego miejsca, bo trzeba będzie z niego odejść i nie przywiązywać się do ludzi, ponieważ zginą prędzej czy później w którejś z potyczek. Takie życie tworzyło ludzi twardych, nawet okrutnych w swej obojętności dla cierpienia, ludzi, dla których wojna, śmierć i bezwzględność były chlebem powszednim, a gdyby ich zabrakło, nie wiedzieliby, co ze sobą zrobić, nie dlatego, że byli szczególnie źli, ale ponieważ nie znali innego życia.
Inaczej było z Senju. Był to bardzo silny klan, najsilniejszy, jaki kiedykolwiek istniał i równać się z nimi mogli najwyżej Uchiha, posiadacze Sharingana, z którymi sąsiadowali od wielu lat.
Mieszkali w jednym miejscu tak długo, ponieważ nie musieli się przenosić. Nie miał ich kto wypędzić, więc zostali, a swój teren z czasem zaczęli nazywać domem. Potem obok nich osiedlili się Uchiha i tak już zostało. Sytuacja ta, choć pozornie bez sensu, okazała się trwała. Najwięksi wrogowie zamieszkali obok siebie.
Hashirama był synem przywódcy wioski. Kochał swój dom i kochał członków rodziny, którzy nie umierali tak często jak to bywało w innych klanach. Było to powszechne u Senju, mimo to nawet wśród swoich uważany był za człowieka miękkiego. Utalentowanego, owszem, ale z łagodnym sercem, którym niewiele osiągnie. Nawet geniusz nie pomoże, mówili, jeśli oszczędza się przeciwników na polu bitwy(raz można, ale ciągle?). Zginie szybko ten, który nie pozbywa się wrogów, zginie ten, kto jest słaby.
Tymczasem Hashirama nie był słaby. Był podobny do rośliny; ziarno rzucone w ziemię nie kaleczy jej, a wyrasta rozbujane wiele metrów wzwyż. Drzewo się nie śpieszy. Ma czas i energię, ma siłę, by przebić ziemię i wydostać się na słońce. Ma wolę życia, która popycha je do działania.
Tobirama cicho otworzył drzwi pokoju spotkań rady. Obecnie znajdował się tam tylko Hashirama, siedzący na drugim końcu długiego stołu. Przeglądał spory stos papierów, na oko potwornie ważnych dokumentów.
Nie podniósł głowy, gdy jego brat przeszedł przez pokój, może nawet nie zauważyłby, że macha mu ręką przed nosem, ale na następny stos celulozy nie da się nie zareagować.
- Kolejne papiery?- jęknął rozdzierająco, jakby nie mogła go spotkać większa krzywda.
- Jak widać.- Tobirama wzruszył ramionami i poprawił dopiero co postawiony stosik.- Tym razem z klanu Sarutobi i Hyuga. To ważne, odpowiedz jak najszybciej, a przez jak najszybciej rozumiem dzisiaj. Tak będzie najlepiej.
- Czasem mam wrażenie, że przez przesyłanie do mnie tych papierów chcą mnie posłać w zaświaty.- odparł melancholijnie Hashirama.- Może mają nadzieję, że pewnego dnia zostanę zgnieciony przez górę gratulacji.
- Gdyby chcieli to zrobić, przygniotłaby cię góra kondolencji.- oznajmił bez najmniejszego wzruszenia Tobirama, widząc, że brat kładzie głowę na stole.- A to nie są gratulacje, tylko regulacje granic naszego sojuszu. Fala gratulacji już się skończyła, przygotuj się na nową.
Hashirama tylko jęknął, nie podnosząc głowy. Trwał tak sekundę lub dwie, po czym poderwał się gwałtownie, zaskakując zmierzającego jak najdalej od papierów Tobiramę.
- Jakie regulacje?- zapytał żywo.- Przesyłali mi je dwa tygodnie temu!
- Widocznie nastąpiła zmiana sytuacji.- odparł jego brat, nie rozumiejąc podniecenia przywódcy.- To się często zdarza. Pewnie chcą poszerzenia swoich wpływów, skoro już wiedzą, ze nie umiesz się targować.
- Może i masz rację.- rzucił Hashirama wyraźnie na odczepnego, przerzucając nowe papiery, przeczesując je wzrokiem i robiąc okropny bałagan w dokumentacji. – Zmiana sytuacji…- wymruczał. Tobirama już widział siebie siedzącego po nocy i próbującego to uporządkować.
- Niisan, uspokój się, na litość! Albo to, albo ty sprzątasz!- powiedział tonem groźby.
Jego rodzeństwo trochę otrzeźwiało, bo groźba zaiste była poważna. Przestał na moment, po czym znacznie spokojniej przełożył papiery, odkładając je po tym na miejsce. Było widać, że nawet ich nie czyta, najwyraźniej kiełkował w nim jakiś pomysł.
- Może i masz rację.- powiedział zamyślonym tonem.- Jeśli chcą się targować, to poślę ciebie.- poinformował brata od niechcenia, poprawiając stosik.- Poradzisz sobie z nimi?
- Oczywiście, ze tak.- prychnął Tobirama, patrząc na Hashiramę podejrzliwie.
- Możesz powiedzieć starszym, że jutro nie będzie żadnych posiedzeń? Muszę zrobić te papiery, a jeśli w międzyczasie przyjdą nowe, to na litość, niech mi ich nie pokazują, póki nie skończę starych, oczywiście nie mówię o zwykłych dziennych raportach. W jeden dzień powinienem się wyrobić.
- Powiem.- powiedział tonem rezygnacji Tobirama.- Nawet teraz. Pracuj sobie spokojnie dalej.
- Ale…
- Nie, nigdzie nie idziesz. Już chciałbyś uciekać. Przeczytaj uważnie te regulacje.- zgromił brata wzrokiem, na co ten usiadł i ponownie położył głowę na stół. Tobirama przewracając oczami wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi.
- Kumo, Tenko i Haru wysłali propozycje sojuszu, Toshi chce się wycofać, Nara chcą zmiany granic na linii Nara- Mura, Yamanaka pokłócił się z klanem Inuzuka i istnieje możliwość, że będą chcieli prosić nas o pomoc, osobiście jestem przeciwko, a Akimichi wydała się za Aburame, dzięki czemu zawiązali korzystny układ dotyczący upraw i dostali cztery dodatkowe wioski. To w skrócie wszystko…
- Same słabe klany…- westchnął Madara- Propozycje sojuszu odrzuć, Toshi nam niepotrzebny, ale dam mu do zrozumienia, że bez nas zginą, tracenie sojuszników nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nara niech podeślą papiery z nową granicą, zastanowię się nad tym, Mura jest najsłabszy z nich wszystkich i na wymarciu. O co się pokłócili?
- Och, odkryli ich szpiega na swoich terenach.
- Hn, też powód do kłótni, jakby Yamanaka nie byli specami od szpiegowania…
- Izunuka szpiegował głowę klanu w gorących źródłach.
- Żałosne. Żadnej pomocy. Może nawet wyśmieję ją na następnym spotkaniu.
- Odradzam, niisan. Jest bardzo wybuchowa. A właśnie, doszły mnie słuchy, że starsi chcą cię wydać za Namikaze.
- Obrzydliwe. Po prostu obrzydliwe.
- Bracie, może byś się chociaż zastanowił… Namikaze to silny klan…
- Sam się za nią wydaj, jak ci tak zależy. Nie będę brać udziału w tej hodowli.
- Madara…
- A mocniejsze klany? Co z nimi?
- Długo zamierzasz tak wisieć?- spytał zamiast odpowiedzieć Izuna.
Było jesienne popołudnie. Można powiedzieć, że mieli wolne, ponieważ Madara, szokując cały klan, a najbardziej brata, bezlitośnie rozegnał starszych na patrole. Wszystkie sprawy wewnątrz klanowe Madara załatwił w tempie zaiste zawrotnym, dzięki czemu otrzymał zbawienne pół godziny na trening. W tej chwili podciągał się jedną ręką na wiszącym cztery metry nad ziemią drążku treningowym za domem swoim i Izuny, przyjąwszy wreszcie do wiadomości, że jeszcze nie potrafi zrobić tego małym palcem. Dokładnie pod nim rozłożył się z papierami na trawie Izuna jako dodatkowa zachęta do niespadnięcia(Madara wyraził się inaczej, ale o to chodziło), który jednocześnie uzupełniał luki powstałe w wiedzy brata przez trzymiesięczną chorobę na temat innych klanów.
Izuna nawet na niego nie patrzył. Raz, trudno cały czas patrzeć w górę, dwa, był na brata obrażony, że ten jak zwykle go nie słucha i robi, co mu się żywnie podoba. Pominął milczeniem rozpędzenie starszych, bo, nie ma co ukrywać, było mu to na rękę, ale Madara zignorował rady brata i zamiast odpocząć poszedł ćwiczyć. Ręce opadają. Tydzień temu leżał w łóżku, nie powinien robić wszystkiego według własnego widzimisię! Żeby tylko nie wpadło mu do głowy iść na patrol.
- Izuna, zachowujesz się jak zgryźliwa stara panna.- odpowiedział z lekkim wysiłkiem Madara.- Nie wiszę, tylko się podciągam, a będę to robił tak długo, jak mi się podoba.
Szybciej dał by się pokrajać, niż przyznać to publicznie, ale martwił się swoją kondycją. Ćwiczył od dziesięciu minut, a od minuty tylko wisiał na drążku, korzystając z tego, że mamroczący pod nosem obrażony brat na niego nie patrzy. Na policzki wystąpiły mu niezdrowe rumieńce, co nadało mu jeszcze bardziej chorowity wygląd. Siłą woli powstrzymywał się od dyszenia, ale czuł, że długo nie wytrzyma. Może to jednak nie był dobry pomysł? Ale w takim razie co? Miał odpocząć?
Mięśnie w ręce wrzeszczały mu, że tak.
- Jeśli ja jestem zgryźliwą, to ty jesteś głuchą i upartą.- odgryzł się Izuna.- Aż mam nadzieję, że zlecisz z tego drążka, bo wtedy będę mieć rację.
Madara zmienił rękę i zaczął się podciągać z zawziętą miną.
- Co z silniejszymi klanami?- spytał, powracając do tematu rozmowy.
- Jak zwykle, niewiele mam do powiedzenia. Hyuga i Sarutobi nadal są w sojuszu, trudno ich szpiegować, nie mamy od nich wiadomości… Nie, czekaj! - przypomniał sobie nagle Izuna. Zaczął przetrząsać swoje papiery. Po chwili wyciągnął z triumfalną miną to, czego szukał. – Regulacja granicy.- oświadczył.- Wiem, że ich nie cierpisz, ale weź to sobie do serca. Chcą dyskutować o przebiegu granicy przez… słuchasz?... całą krainę Ognia.
Czekał na odpowiedź, a tymczasem Madara podciągał się na drążku.
- Dlaczego chcą zmiany?- spytał w końcu po długim milczeniu.- O ile mnie pamięć nie myli, dwa tygodnie temu dostałeś te regulacje, takie same jak za życia ojca.- Chwila ciszy.- Jest napisane, z jakiego powodu?
- Nie.- zaprzeczył Izuna.- Ale jeśli mogę coś powiedzieć…- zawiesił głos znacząco.
- Mam ochotę na ciebie spaść.- brat nie docenił jego zdolności do budowania napięcia- Mów, co musisz i nie ubarwiaj.- obecne zirytowanie w głosie zamaskowało nagłą zatratę oddechu chwilę wcześniej. Chyba naprawdę będzie musiał zejść z tego drążka. Serce tłukło mu się w piersi. Ale przecież nie przez trening… Nie, upomniał sam siebie, to przez trening, nie wymyślaj. Siebie nie oszukuj.
- Myślę, że to z twojego powodu.- młodszy z rodzeństwa pogodził się z kompletną niewrażliwością brata na jego zabiegi artystyczne.- Niedawno wszyscy myśleli, że umierasz czy umarłeś, w każdym razie stryj otrzymał od niektórych gratulacje z okazji przejęcia przywództwa. A tu nagle odradzasz się jak feniks z popiołów i przejmujesz rządy. Myślę, że chcą wykorzystać twoją niedojrzałość i wziąć jak najwięcej dla siebie.
- Jakie to typowe.- mruknął Madara.- Zadziwia mnie łatwość, z jaką wszyscy spisali mnie na straty. Chociaż… nie, skłamałem. Absolutnie przewidujące. I nie myśl, że nie zauważyłem tej „niedojrzałości".
- Niisan…- westchnął Izuna i zdziwił się lekko, gdy brat wylądował ciężko na trawie obok niego.
Madara otrzepał się teatralnie i bez słowa wyciągnął rękę. Brat podał mu papiery.
Izuna czekał niecierpliwie, aż skończy czytać. Czyżby Madara wreszcie nabrał rozumu i zajął się na poważnie sprawami klanu? Może tak, może nie, z nim nigdy nic nie wiadomo, ale przynajmniej zszedł z tego drążka.
Młodszy z braci Uchiha oprócz skłonności do wyolbrzymiania problemów miał także talent do ich szybkiego rozwiązywania. Jeśli dodać do tego wrodzone wywyższanie się i ośli upór, miał przed sobą świetlana przyszłość. Krótko mówiąc, był świetnym materiałem na polityka. Każdy jednak ma jakąś słabość, a jego pietą achillesową był Madara. Ten nigdy go nie słuchał, zawsze działał na przekór, obojętnie co Izuna robił czy mówił, nawet jeśli go podpuszczał. W starciu z nim młodszy Uchiha zawsze ponosił klęskę.
Chciałby go kiedyś dogonić.
- Z mojego powodu?- mruknął Madara.- Prawda czy nie, rzeczywiście nie jestem najlepszy w negocjacjach. Oczywiście na zmianę granic się zgadzamy. Poślę ciebie na rozmowy.
- spojrzał krótko na brata.
- Tak jest.- odparł Izuna głosem profesjonalisty(spodziewał się tego)- Uregulujemy przy okazji tę sprawę z Mura.
- Do kogo Sarutobi i Hyuga wysłali te regulacje?- zapytał przywódca lekko zmienionym głosem, wpatrując się w ostatnią stronę dokumentu.
Odkaszlnął pod zaniepokojonym wzrokiem brata.
- Do wszystkich klanów w obrębie krainy Ognia.- w oczach Izuny błysnęła podejrzliwość.- Czemu pytasz?
- Nie możemy wziąć udziału w regulacjach granic Ognia, gdy interesuje się nimi może z pięć klanów.- wyjaśnił krótko Madara, którego zirytowała nagle podejrzliwość brata.- To narażanie się na pośmiewisko, a reputacja jest ważna, nawet dla nas.
- Nie musisz mi tego tłumaczyć.- powiedział Izuna sucho. Uśmiechnął się z nagła.- Skoro reputacja jest dla ciebie taka ważna, musisz się odpowiednio prezentować.
- Wybacz, bracie, ale nie, nie wezmę twojej kredki do oczu.- zakpił Madara, momentalnie podnosząc Izunie ciśnienie(nie miał żadnej kredki).
- Chodzi mi o to, żebyś teraz odpoczął, a jutro nie wyglądał jak zombie.- wyjaśnił młodszy brat głosem suchym jak szkielety na pustyni.- Przy okazji może skończą się te plotki o twoim zmartwychwstaniu, wiem, że ich nie lubisz.
- Ty ciągle swoje.- westchnął ciężko Madara, ale widać było, że się zastanawia. Izuna zmrużył oczy w milczeniu.
- No dobrze.- stwierdził w końcu Madara.- Plan jest taki: dzisiaj ćwiczę i zajmuję się polityką, a jutro odpoczywam. Od rana do nocy. Co ty na to?- spytał brata.
- Cóż…- może w idealnym świecie Izuna zagoniłby przywódcę do łóżka, ale chłopak był realistą, więc był jednocześnie zaskoczony i zadowolony, że udało mu się osiągnąć aż tyle.- Może być. Tylko się teraz nie przemęczaj.
- Czym mam się przemęczać? Raportami szpiegów?- Madara przewrócił oczami, wiedząc, że całkiem udobruchał brata.
- Oj, nissan… Przynajmniej nie wracaj już na ten drążek.
Madarze na sama myśl o drążku ścierpły wszystkie mięśnie w rękach.
- Chciałbym…- westchnął ponownie.- Ale nie mogę.- powiedział, jakby stwierdzając oczywisty fakt.- Jak już mówiłem, trzeba wysłuchać szpiegów.- obejrzał się na drążek.- Chociaż… Można się przecież spóźnić.
- Nie po to narażają życie, żebyś rozstawiał ich w poczekalni!- Izunie wrócił zwykły humor.- Idziemy teraz, nawet nie myśl o ćwiczeniach!- zaczął energicznie zbierać papiery.
- Jak idziemy, to idziemy.- Madara wzruszył ramionami. Bez dalszych słów pomógł bratu pozbierać dokumenty i w zgodzie weszli do domu, każdy dźwigając potężną stertę makulatury.
Madara, niosąc nadspodziewanie ciężki stos, prawie nie słyszał marudzącego obok Izuny. Myślał o czym innym. Jednak gdy wszedł szpieg przydzielony do Aburame, wrócił do swoich obowiązków i krzyczenia na wszystko, co się rusza, a co jego zdaniem nie powinno, słuchaniem raportów, wypełnianiem dokumentów i wszystkim, czym powinien.
Musi pracować, skoro jutro ma odpoczywać…
Pogoda bladym świtem nie zawsze przepowiada pogodę na resztę dnia, zwłaszcza na jesień w krainie Ognia, jednak teraz nie można było mieć wątpliwości: nadchodziła burza. W powietrzu unosiła się mgła, którą szybko rozwiewał silny wiatr przynoszący czarne chmury od wschodu. Pytanie nie brzmiało, czy burza będzie, ale o której. Sądząc po wyglądzie chmur, mogło to być największe załamanie pogody tej jesieni.
Hashirama napomniał się surowo, żeby przestać oglądać się za siebie. Sprawdzał trzy razy, czy jest sam, każde następne będzie traciło na efektywności. Sprawdzi ponownie za kwadrans. Przecież brat nie ma prawa go śledzić, bo nie wie, że przywódca wyszedł. A nawet gdyby, to co? To tylko sprawdzanie granic, czyż nie?
Madarę denerwowała mgła rozciągnięta nad całym lasem. Miał irracjonalne wrażenie, że za każdym drzewem czai się jego brat. Ale dlaczego miał się tak denerwować? Spacer nad ranem jest dobry dla zdrowia, czy Izuna ciągle nie wbija mu do głowy, żeby o siebie dbał po przebytej chorobie? Spacer to oznaka powrotu do formy. A skoro na samą myśl o ćwiczeniach na ręce robiło mu się niedobrze, to czas na nogi. Wróci na drążek później. Wieczorem. A jeśli chodzi o cel spaceru, to przecież podczas takiej wędrówki nogi same niosą, prawda?
Madara spojrzał w górę z urazą, jakby ona była wszystkiemu winna. Po niebie przetoczył się grom.
