- Rick? Gdzie jesteś? Nie widzę cię.

- Żołnierz pod południową wieżą. Macham ci.

Chwila ciszy ze strony Giny…

- Wow. Przekonujące przebranie. - pochwaliła brata, który w jednej chwili poczuł przypływ dumy.- Włącz jeszcze modulację głosu.

Tym razem to Rick ucichł na chwilę. Sprawdził tę całą maskę, po czym założył ją na pyszczek. Wziął głębszy oddech. Ciężko mu się w niej oddychało. Poza tym, wciąż było w niej czuć tamtym Kanidem.

- I jak? - zapytała dziewczyna, słysząc jego oddech.

- Gina… ja jestem twoim bratem. - odezwał się całkiem innym głosem Rick, ku chichotowi swojej siostry.

- Nieźle. Zatem ruszaj infiltrować, Lordzie Clarke.

- Wedle życzenia, moja pani.

Tym razem oboje parsknęli śmiechem. Dobra, to mocno rozluźniło atmosferę. Przybrawszy po chwili poważny wyraz pyszczka, Rick AKA Lord Clarke ruszył do środka obozu. Już na samym początku minął się z opuszczającym go oddziałem pięciu uzbrojonych żołnierzy. Ich dowódca spojrzał na niego z góry, ale po chwili ruszyli dalej. Chłopak odetchnął w duchu z ulgą. Jeżeli na serio dostaną za to kasę, to on bierze dwie trzecie. Za cały stres związany z infiltracją cholernego obozu pracy!

Stanąwszy nad strefą wykopalisk, Rick spojrzał na ciężko pracujących więźniów. Przypominali swoje własne cienie. O ile nie wyglądali na zagłodzonych, to duża część z nich była ciężko pokaleczona, obita itp. Jednocześnie wielu było solidnie opatrzonych. Ricka ciekawiło, kto ich opatrywał. Na pewno nie robił tego jeden z tych Kanidów - nie szanowali nikogo, kto nie nosi munduru.

Ale to nie był czas ani miejsce na rozmyślanie. Jeż zaczął dyskretnie spacerować po obozie w poszukiwaniu materiałów wybuchowych. Poszukiwania te zaniosły go do baraków żołnierzy. Cała masa twardych prycz, a na ścianie naprzeciwko wejścia - czerwona flaga z białą czaszką wilka wpisaną w wieniec laurowy. Pojedyncze kropki wewnątrz tej czaszki zdawały się śledzić wzrok chłopaka. Aż dreszcz go przeszedł.

- I jak, masz coś? - zapytała go nagle Gina. Omal nie dostał ataku serca.

- Na razie nie, ale chyba już wiem, gdzie szukać. Mają tu jakiś obóz pracy. Jak myślisz, interweniować?

- W sumie na jedno wyjdzie. Puścisz to miejce z dymem i wszyscy uciekną.

- Nie zostanie po tym miejscu nawet ślad.

Nagle chłopak usłyszał za swoimi plecami czyjeś kroki. Odwrócił się i ujrzał ciężko opancerzonego Kanida. Jego sztuczne prawe oko świeciło groźnie na pomarańczowo. Wpatrywał się w Ricka tak jak drapieżnik wpatruje się w zwierzynę zagonioną do narożnika.

- Förrädare! - warknął i rzucił się na dwukrotnie mniejszego jeża.

Rick w porę uniknął zmiażdżenia poprzez skok w bok. Kanid jednak szybko się odwrócił i trzasnął go pięścią w pierś. Chłopak zgiął się w pół, dodatkowo odepchnięty z metr do tyłu. Odkaszlnął i otarł usta z krwi. Potem sam zaatakował. Pięść w pysk niewiele pomogła, a jedynie rozjuszyła żołnierza.

- Rick, co się dzieje? - odezwała się nagle Gina, nie wiedząc, czemu jej brat nagle ucichł.

Głos siostry zdezorientował jeża, co wilk wykorzystał praktycznie natychmiast. Złapał go za kołnierz, po czym cisnął nim o ścianę ze sztandarem. Chłopak w jednej chwili uderzył w nią całą powierzchnią ciała, a potem upadł, dodatkowo przykryty upadłym materiałem.

Kanid chciał dokończyć to, co zaczął, kiedy nagle usłyszał w wejściu głos swego przełożonego:

- CL-4029, vad som händer här?

- Här, sir. - wilk wskazał na ledwo przytomnego jeża. - Jag hörde honom. Han sade att han skulle spränga oss alla. Han är en förrädare!

Rick nic a nic z tego nie rozumiał, ale wiedział jedno: mówią o nim. Wiedział też, że raczej nie skończy się to dla niego dobrze.

Po chwili usłyszał blisko siebie czyjeś lżejsze i bardziej… dostojne kroki. Spojrzał w górę spod sztandaru i ujrzał, jak staje nad nim kanidzki oficer w czarnym mundurze i płaszczu, z medalem nad sercem. Jedynie maska przesłaniająca mu pół pyska była taka sama jak u każdego innego wilczego trepa, jakiego dotychczas zobaczył.

- Hm. Jag antar att han är en spion...- powiedział cicho do siebie, po czym wsunął nogę pod chłopaka i przewrócił go tak na plecy. Po kilku sekundach patrzenia na jego zakrwawiony pyszczek, zwrócił się do żołnierza. - Han kommer att hållas tillbaka och tas till cellen. Då kommer vi förhöra honom.

- Gör!

- Rick? Mów do mnie, Rick! Riiick! - Gina krzyczała do radia, a kiedy nie otrzymała odpowiedzi, padła pyszczkiem na okno i wpatrywała się w wyspę pod statkiem. - W co ja go wpakowałam?...

CC-0287 z bólem głowy otworzył powoli oczy. Po długiej chwili spojrzał dookoła. Dlaczego leżał w jakimś rowie? I dlaczego miał na sobie tylko bieliznę?

- Ugh ... Vad hände? - zapytał sam siebie. Wyszedł powoli z rowu i rozejrzał się dookoła.

Nagle wilk został ponownie sprowadzony do parteru, tym razem przez ciężki skórzany but na swojej piersi. Spojrzał, kto tym razem go powalił. Tym kimś była brązowa, złotooka jeżyca w czarnym płaszczu. Całkiem ładna. I wściekła.

- Masz trzy sekundy na powiedzenie, gdzie jest mój brat! - warknęła.

- Vad pratar du om?! - zapytał kompletnie zaskoczony żołnierz.

Wtem przy jego gardle pojawiły się dwa metalowe szpony, które błyskawicznie wysunęły się z ręki jeżycy.

- Mój brat bliźniak! Gdzie on jest?!