Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ry123red. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.


Od autorki: Okej, zamierzam wypróbować się w pairingu Bella&Jasper! Mam nadzieję, że spodoba Wam się pierwszy rozdział – jeżeli tak, będę kontynuowała! Wchodźcie, komentujcie! No i jeżeli nie lubicie Jaspera i Belli jako pary… nie czytajcie! Fani Edwarda bądźcie ostrzeżeni… przede wszystkim Bella&Jasper! Oraz samotny, zazdrosny Edward. Haha.

Historia rozpoczyna się podczas nocy poślubnej Edwarda i Belli. Nie będzie oczywiście zbyt M! TO JEST MOJA WERSJA „PRZED ŚWITEM"…


Od tłumaczki: Ready… steady… go! Zaczynamy :)


Rozdział 1: Rozłam

Przeszliśmy wzdłuż portu do pięknej, tworzonej przez jasny piasek plaży. Ciemna woda ochlapywała piaszczyste wybrzeże, a jej dźwięk uspokajał w ciszy nocnej. W oddali widoczna była chatka, z przodu której, przy wejściu, znajdowały się podświetlone pochodnie. Za chatką, prawie w centrum małej, prywatnej wyspy, rosły tropikalne drzewa, które wyraźnie górowały nad wszystkim w zasięgu wzroku. Gdy przekraczaliśmy opustoszałą plażę, pochłaniałam piękno tego miejsca; było to coś więcej, niż kiedykolwiek byłam sobie w stanie wyobrazić. Żyjąc w zasadzie samotnie, nigdy nawet nie marzyłam o znalezieniu się w tak cudownym miejscu. Niezaprzeczalnie zapierało dech w piersiach.

Edward oplótł wokół mnie swoje zimne ramiona i przyniósł z powrotem do domu. Pisnęłam, zaskoczona jego nagłym ruchem i mocniej zacisnęłam ręce wokół jego szyi.

- Edward, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale mam dwie nogi – parsknęłam z irytacją, kiedy wkraczaliśmy do mieszkania.

- Wiem to, kochanie, ale widzisz, przenoszenie cię przez progi jest jednym z punktów mojej umowy o pracę – powiedział, puszczając do mnie oko i śmiejąc się z reakcji mojego serca, które w odpowiedzi nierówno zatrzepotało.

Głupi wampir i jego umiejętność oszałamiania…

Postawił mnie na podłodze i nagle stałam się świadoma, co miało nastąpić; co w końcu miało się stać pomimo oporów Edwarda. Raptem trudno było mi złapać oddech. Miałam kochać się z Edwardem. Moim Edwardem.

- Bella? – zapytał, sprowadzając mnie z powrotem na ziemię.

- W-Wszystko w porządku – powiedziałam raptownie, nie chcąc, by zmienił zdanie.

Obiecał mi, że spróbuje, ale wiedziałam, jak wampiry potrafiły być przekonujące… a zwłaszcza ten jeden.

- Jesteś tego pewna, Bello? Znaczy się możemy poczekać aż do twojej przemiany. Nie zostaniesz skrzywdzona. Nie musimy tego teraz robić – rzekł, jego złote oczy szczere i prawie błagające.

Czy żałował danej mi obietnicy? Czy już mnie więcej nie chciał, dopóki nie stanę się wampirem? Dopóki nie będę perfekcyjna, bez wad, jak on i reszta jego rodziny? To była nasza noc poślubna... dlaczego czułam się tak, jakby mnie unikał?

- Czy ty nie chcesz? – w końcu wykrztusiłam, mój głos zabarwiony zaskoczeniem.

- Boże, Bello! Oczywiście, że ciebie chcę! Ja po prostu… nie jestem pewien, czy jesteś na to gotowa – odparł, bezwstydnie kłamiąc.

Poczułam rosnącą we mnie złość i zaczęłam sobie bardziej życzyć, byśmy byli sobie równi, bym mogła wlać trochę rozumu do głowy stojącemu przede mną wampirowi. Czy był kompletnie nieświadomy? Czy po całym tym czasie wcale mnie nie znał?

- Nie jesteś pewien, czy jestem gotowa? – zadrwiłam, krzyżując ręce na granatowym szlafroku, narzuconym na małą piżamę, którą Alice wybrała dla mnie i spakowała bez mojej wiedzy. Nawet nie chcę już zaczynać o jej wtrącaniu się w nie swoje sprawy.

Nie sądził, że byłam gotowa? Po tym wszystkim, przez co przeszliśmy. Po tym, co zrobiłam, by uczynić to jasnym, że chciałam go całkowicie i kompletnie, on w dalszym ciągu wątpił w moje uczucia. Dalej traktował mnie jak dziecko, które potrzebowało opieki. Okej, zapomnijmy o tym. Już ja mu pokażę, że "jestem jakimś potrzebującym ochrony niemowlakiem". Byłam jego żoną i nadszedł już ten cholerny czas, by w końcu zaczął mnie tak traktować.

Wspięłam się na palcach i, chwytając go za rękawy koszuli, musnęłam jego usta. Mocniej napierając, przejechałam rękami w dół jego ramion, zanim wplotłam dłonie w jego brązowe włosy.

Stał zamrożony przez ułamek sekundy, dopóki nie poczułam, jak z wahaniem kładzie ręce na mojej talii. Prawie krzycząc z frustracji, zaczęłam ciągnąć go w kierunku, w którym sądziłam, że znajduje się łóżko. Wtedy poczułam, jak tyłem wpadam na materac i – jak to ja – straciłam równowagę i zaczęłam na niego spadać. Na całe szczęście Edward zdał sobie z tego sprawę i tak nas obrócił, że to on upadł na łóżko - ze mną na wierzchu.

Moje serce waliło teraz jak młotem, ale miałam za bardzo rozproszoną uwagę, by się przejmować, że on to słyszał. To się działo! Edward i ja w końcu, po raz pierwszy będziemy razem w najbardziej intymny możliwy sposób. Prawdę mówiąc byłam trochę nerwowa, ale wiedziałam, że Edward się mną zaopiekuje. Ufałam mu z moim życiem. Z moim sercem.

- Bella – wymruczał, odrywając usta i lekko całując mnie w czoło. Jego ręce gładziły mały fragment skóry, który, jako że mój szlafrok zdążył się rozwiązać, widoczny był między szortami, a górą od piżamy.

Złapałam oddech i zaczęłam obsypywać jego szczękę drobnymi pocałunkami, by chwilę później zabrać się za usta. Zauważyłam, że Edward wydawał się rozproszony i wkurzająco powściągliwy. Próbowałam ignorować jego wahanie się, ale w końcu nie mogłam już tego więcej znieść.

- Okej. Co jest nie tak? – spytałam się, powiększając między nami dystans. Spojrzałam w jego oczy.

Sturlał się ze mnie z westchnieniem. Chwilę leżeliśmy obok siebie w ciszy. Byłam cierpliwa i czekałam na jego odpowiedź. Było oczywiste, że coś go trapiło i nie sądziłam, że było to związane z martwieniem się o moje bezpieczeństwo.

- Wiesz, że cię kocham, no nie? – spytał się cicho, przerywając milczenie.

- Tak jak ja ciebie – odpowiedziałam, nie spuszczając z niego oczu.

Kontynuował, jego wzrok wbity w sufit.

- Po prostu nie mogę tego zrobić. Przepraszam za to, co zrobiłem i za to, co zamierzam zrobić.

Serce podskoczyło mi do gardła. Ta rozmowa brzmiała przerażająco znajomo.

Przygryzłam dolną wargę w niepokoju.

- Cokolwiek to jest, Edwardzie, przejdziemy przez to! Przetrwaliśmy Jamesa, Victorię, Volturi, wilki… nie ma niczego, z czym nie moglibyśmy sobie poradzić – powiedziałam z pasją, próbując mu udowodnić, że nie byłam małą słabą dziewczynką, że byłam mu równa i mogliśmy wojować z każdą przeszkodą na naszej drodze.

Jeśli już, moje słowa tylko pogorszyły sprawę. Edward w odpowiedzi tylko się skulił i wziął moją drobną rękę w jego zimne dłonie.

- Bello, kochanie, pamiętasz swoją imprezę z okazji ukończenia 18 lat? – spytał się, a ja ponuro mu przytaknęłam. To nie było jedno ze wspanialszych wspomnień…

- Więc… po tym… jak cię opuściłem, wróciłem do domu. Byłem załamany. Właśnie powiedziałem miłości mojego życia, że nie mogłem z nią być; byłem w straszliwym położeniu zarówno psychicznie, jak i fizycznie. W mojej dewastacji pomyślałem, że dom był pusty, tak więc udałem się do swojego pokoju, by pomyśleć. Tak zatopiłem się we własnych myślach, że nie zdałem sobie sprawy, że nie byłem sam. Alice tu była. Dołączyła do mnie i zaczęliśmy rozmawiać o naszych związkach. I wtedy… - nagle przerwał i zamknął oczy.

- Kontynuuj – powiedziałam zachęcająco, pomimo że w mojej głowie zagościł strach. Co się mogło zdarzyć, że doprowadziło go do takiego stanu?

- Pocałowaliśmy się.

Siedziałam przez chwilę w szoku, zanim sformułowałam odpowiedź.

- Ale to było wszystko, tak? To znaczy wy nie… - jedno spojrzenie na jego twarz powiedziało mi wszystko.

- Ty… i Alice? – spytałam się chrapliwie, moje oczy pełne bólu i zdrady.

- Bello ja…

- Odpowiedz mi na pytanie. Spałeś czy nie spałeś z moją najlepszą przyjaciółką? – powiedziałam odpychając go ode mnie, mój wzrok utkwiony w jego wzroku.

- Przepraszam – wyszeptał.

Moje serce rozkruszyło się na milion kawałków.

Wstałam i przesunęłam się na sam skraj łóżka, tak daleko od niego, jak to tylko możliwe.

Edward mnie zdradził. Opuścił mnie i uprawiał z kimś innym seks; i to nie tylko z byle kim, moja siostra! Moja najlepsza przyjaciółka na świecie! Jak on mógł to zrobić? Jak oni mogli to zrobić? Moje osiemnaste urodziny były rok temu. Czy planował nigdy mi nie powiedzieć? Byliśmy teraz małżeństwem… a on w końcu mówi mi o tym akurat chwilę przed nastąpieniem najważniejszej chwili w moim życiu.

- Bello. Moja Bello, tak bardzo mi przy… - zaczął, jak wyciągnął rękę w celu starcia łez, które nieświadomie zaczęły spływać mi po twarzy.

- Nie jestem twoją Bellą – chłodno mu przerwałam, powodując, że się wzdrygnął. – Jak mogłeś? Myślałam, że mnie kochasz? Jak mogłeś zdradzić mnie z moją najlepszą przyjaciółką?

- Nie chciałem tego. Przyrzekam Bello ja tylko…

- Dlaczego to musiała być akurat moja najlepsza przyjaciółka? Dlaczego Alice? – wyszeptałam, a łzy tym razem bez oporów spływały mi po twarzy.

- Przepraszam. Nawet nie wiesz, jak bardzo żałowałem tej nocy, odkąd się wydarzyła. To dlatego opuściłem na jakiś czas rodzinę. Nie mogłem znieść poczucia winy – powiedział, jego głos pełny smutku i żalu, jego złote oczy lśniące łzami, które nigdy nie mogły spłynąć.

- Ale musiałeś się z tym pogodzić, skoro pozwoliłeś na nasz ślub bez powiedzenia mi tego. Edwardzie jak mogłeś to zrobić? – spytałam się, słysząc zranienie i zdradę w moim głosie.

- Tak mi przykro, Bello. Myślałem, że przez to przejdziemy. Po prostu nie chciałem ciebie stracić – prosił, próbując skłonić mnie, bym zrozumiała.

I to zrobiłam. Zrozumiałam perfekcyjnie.

- Już to zrobiłeś. Po prostu idź – powiedziałam, odwracając się od niego. Nie mogłam znieść widoku jego doskonałej twarzy. Za każdym razem, gdy na niego patrzyłam, nie mogłam nic poradzić tylko wyobrażać sobie małe kończyny Alice splecione z jego, jej twarz dotykającą Edwarda.

- Proszę nie rób tego. Bello kocham cię, nikogo innego – błagał, skutkując zwiększeniem potoku łez.

- Proszę, Edward. Po prostu idź. Potrzebuję czasu, by pomyśleć – powiedziałam i usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Wiedziałam, że byłam sama, przynajmniej przez chwilę…

Udałam się, potykając po drodze, do łazienki, nawet nie przejmując zamknięciem drzwi. I tak by tu siłą wszedł, gdyby tylko chciał. Przekopując się przez walizkę Edwarda znalazłam telefon, który tam trzymał. Dlaczego posiadał nieużywany? Nie miałam zielonego pojęcia. Uruchomiłam komórkę i wybrałam jedyny numer, jaki czułam, że powinnam wybrać.

- Halo? – odpowiedział głos już po drugim sygnale.


Od autorki: Uf, ten rozdział był trudny do napisania. Było trochę Bella&Edward, ale nie tak sporo… Klikajcie&komentujcie! Kto może być po drugiej stronie telefonu?


Od tłumaczki: No i proszę. Pierwszy rozdział! :) Dumna jestem z siebie. Nie wiem, jak często będę dodawała kolejne, wszystko zależy od czasu, którego ostatnio mam coraz mniej…
Dajcie znać, co o tym myślicie! I dziękuję za każde zainteresowanie :)

Edycja 25.10.2017r.: Wpadłam tu po ponad 3 latach i... przeraziłam się xD Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się, że mój styl pisania tak bardzo się zmieni. W miarę możliwości postaram się powprowadzać choć trochę poprawek, by moje dawne "byki" nie raziły tak po oczach. Wybaczycie? :P