Postanowiła zebrać myśli, zanim zda relację matce przełożonej, była też trochę głodna, więc wstąpiła do knajpki "U Babci". Usiadła w rogu, ukryta przed wzrokiem wchodzących, aby nikt jej nie przeszkadzał. Spadło na nią nie lada zadanie. W innych okolicznościach zajęłaby się tym Emma, jej rodzice lub Regina. Skoro zniknęli, teraz ona mogła się sprawdzić i przeżyć przygodę. Złożono na jej barkach odpowiedzialność, którą była gotowa unieść.

Nie była pewna, jak ocenić rozmowę z Samem. Chciała, żeby jej zaufał, ale jednocześnie musiała zachować ostrożność. Nie znała jego zamiarów. Wszystko wskazywało na to, że nie przybył tu z własnej woli, że był ofiarą, a jednak dużym powodem do niepokoju było pięknie wykonane zakrwawione ostrze, które leżało u jego boku, gdy natknęła się na niego w czasie swojego porannego spaceru. Zanim zadzwoniła po karetkę, schowała je do torby z zamiarem pokazania go zakonnicom. Siostry od razu wyczuły, że zostało wykonane za sprawą magii. Przez większość dnia badały je za pomocą wróżkowego pyłu, ale ich wnioski nie były jednoznaczne. Ostrze pokazało, że Sam używał go do zabijania. Co prawda, najczęściej do zabijania stworzeń z gruntu złych, w dodatku prawdopodobnie jego intencje zawsze były czyste, ale już sam fakt odbierania życia wzbudzał nieufność zakonnic.

Wyglądało na to, że Sam prowadził życie twarde i bezwzględne. W połączeniu z tak potężnym narzędziem, jak znalezione ostrze, które miało zdolność uśmiercania niezwyciężonych magicznych stworzeń – mógł stanowić poważne niebezpieczeństwo.

A jednak nie było wiadomo, czy Sam zagrażał mieszkańcom miasta. Wszystko wskazywało raczej na to, że znalazłszy się tu wbrew woli, chciał jak najszybciej opuścić to miejsce. I paradoksalnie właśnie na to nie można było mu pozwolić…

Musiała za wszelką cenę zdobyć jego zaufanie. I chyba nawet miała pomysł, jak to sobie ułatwić. Dziś już nie pójdzie do klasztoru, zadzwoni.

Dopiła pośpiesznie herbatę, zostawiła odpowiednią sumę na stoiku, wsiadła do zaparkowanego przed gospodą samochodu i pojechała do sklepu, mając nadzieję, że zdąży przed zamknięciem.

Gdy następnego ranka stanęła w drzwiach sali Sama, zastała go stojącego przy szafie i rozebranego do połowy. Prawdopodobnie chciał włożyć koszulę, którą miał na sobie, gdy leżał na ulicy, bo właśnie przyglądał się jej z niezadowoleniem – była w opłakanym stanie, brudna, z pokaźną plamą krwi wokół rozdarcia na ramieniu. Podobnie musiała się prezentować zwinięta na łóżku beżowa kurtka.

Sam był odwrócony od drzwi, więc Missy obserwowała go przez chwilę, jak rozkładając ramiona naciąga materiał, sprawdzając jego stan. Uśmiechnęła się mimowolnie na myśl, że właściwie oceniła jego siłę i kondycję fizyczną. Pięknie wyrzeźbione mięśnie tańczyły pod skórą z każdym ruchem.

- Dzień dobry – rzuciła wesoło. – Widzę, że się stroisz. Planujesz randkę?

Odwrócił się i uśmiechnął lekko na jej widok. To dobry znak, pomyślała.

- Wypisuję się na żądanie – powiedział i zaczął zakładać zakrwawioną szmatę, która kiedyś była jego koszulą.

- Zaczekaj! – Błyskawicznie znalazła się przy nim i chwyciła połę koszuli, aby powstrzymać go przed jej zapięciem, niechcący muskając dłonią jego szeroką pierś. Poczuła, jak Sam nagle zastyga w bezruchu. Spojrzała mu w twarz, unosząc głowę do góry – dopiero teraz zorientowała się, jak bardzo jest wysoki – i zobaczyła malujące się na niej zdumienie. Usłyszała, jak Sam przełyka ślinę.

Odsunęła się gwałtownie, karcąc się w duchu i oblewając rumieńcem. Nie to miała przecież na myśli…

- Czekaj… - powtórzyła cicho. Zdjęła z ramienia plecak i wyjęła z niego zawiniątko. – To dla ciebie. Pomyślałam, że możesz potrzebować...

Sam rozpakował je, rzucając jej co chwilę baczne spojrzenia. W środku była dżinsowa kurtka i dwie zmiany ubrań, które kupiła wczoraj dla niego. Spojrzał na nią z wdzięcznością.

- Przyda się, dziękuję to… miło że o tym pomyślałaś.

Skinęła głową. Jego uśmiech dawał nadzieję na to, że tamten niezręczny moment został zatarty, a strategia zdobywania zaufania działa. Postanowiła ją kontynuować. Zakrzątnęła się po pokoju jak ktoś bliski, zebrała zniszczone rzeczy i wyrzuciła je. Sam przeglądał nową garderobę.

- Mam nadzieję, że trafiłam z rozmiarem?

- Tak, powinno być ok. Zwrócę ci pieniądze, muszę tylko znaleźć jakiś bankomat.

- Nie przejmuj się, nie ma takiej potrzeby. – Uśmiechnęła się i zmieniła temat. – Dlaczego chcesz się wypisać? Porządnie oberwałeś, powinieneś być pod opieką lekarzy.

- Rany nie są poważne, same się zagoją. – Blizny na jego torsie i ramionach wymownie świadczyły o tym, że Sam wie, co mówi. – A ja powinienem się trochę rozejrzeć… zorientować się, jak mogę sprowadzić tu brata albo samemu wyjechać mu naprzeciw. Ocenić to… zagrożenie, o którym wczoraj mówiłaś. – Spojrzał na nią spode łba i na moment zawisła między nimi cisza tak gęsta, że niemal wstrzymali oddechy. Missy już otworzyła usta, aby coś odpowiedzieć, ale Sam ubiegł ją. – Poza tym, jedzenie jest tu okropne.

Missy aż klasnęła w dłonie z radości.

- A to się świetnie składa! Pomyślałam, że możesz być głodny, więc przywiozłam coś na ząb. – „Coś na ząb" było całą torbą różnorodnych kanapek: z kurczakiem, indykiem, tuńczykiem, serem, warzywami, masłem orzechowym, sosami, na białym pieczywie, na ciemnym… do wyboru, do koloru. Do tego jeden termos z kawą i jeden z kakao. Przyłożyła się do przygotowania tego prowiantu, bo uznała, że ten nieskomplikowany sposób ma szansę konkursowo zadziałać na każdego mężczyznę. – Co w takim razie powiesz na piknik przy granicy Storybrooke, gdzie naocznie się przekonasz, do czego może doprowadzić wyjazd, a ja ci wszystko i ze szczegółami wyjaśnię?

Przyglądał się jej przez dłuższą chwilę, nic nie mówiąc. Odwzajemniła spojrzenie, patrząc mu prosto w oczy pewnie i otwarcie.

- Dobrze. Pozwól tylko, że się przebiorę.