2. Wielkość współczynnika sarkazmu jest wprost proporcjonalna do stopnia głupoty pierwszego napotkanego Gryfona...

betowała w całości Zil, którą wielbimy i ogromnie dziękujemy :*


Dni mijały spokojnie. Pani Pomfrey opiekowała się wszystkimi rannymi, choć już nie w hogwarckim skrzydle szpitalnym, ale na jednym z oddziałów świętego Munga, który specjalnie zamknięto przed prasą. Wieść o tym, że Voldemort nie żyje, rozniosła się w tempie błyskawicy i media z całego Czarodziejskiego Świata najechały Wielką Brytanię.
Harry Potter - jeden z najbardziej pożądanych obecnie czarodziejów na świecie - leżał tymczasem w jednym z łóżek i starał się skupić na czytanym tekście. Z całej Złotej Trójcy tylko on został ranny, więc przebywał w Świętym Mungu wraz ze Snape'em, Moodym, kilkoma Puchonami z piątego roku i Neville'em.
Hermiona uparła się, by przynieść mu podręczniki, z których będą korzystali po powrocie do Hogwartu, ale dzięki Merlinowi - Ron opanował transmutację na tyle dobrze, by ukryć pośród nich Kroniki Quidditcha. Zresztą i tak w piątek - za dwa dni mieli zostać przebadani ostatni raz i wypuszczeni do domów.
Harry pogrążony był w lekturze, gdy Severus Snape podszedł do jego łóżka.

— Potter — powiedział tonem, który Wybraniec - a teraz Zwycięzca, słyszał po raz pierwszy. Słowo wypowiedziane tak obojętnie w przypadku tego mężczyzny mogło uchodzić jedynie za grzeczność.

— Tak, profesorze? — spytał niepewnie Harry, odkładając książkę.
Mistrz eliksirów spojrzał na ruchome zdjęcie szukającego na jednej ze stron i natychmiast podjął decyzję.

— Mam dwa bilety na mecz Armat z Chudley z Armadami z Bragi — zaczął, a widząc szeroko otwarte usta chłopaka, dodał: — Chciałbyś ze mną pójść? — spytał spokojnie.
— Nna... mecz — zająknął się Gryfon.
— Jeśli ci to nie odpowiada, to proponuję romantyczną kolację przy świetle świec w pewnej restauracji na Pokątnej. — Snape zaproponował niemal od razu.

W tej chwili nie tylko usta, ale i oczy Harry'ego otworzyły się szeroko w szoku.

— Kwiaty, światło księżyca i spacer? — zaryzykował Snape, a Potter czknął. — Będę po ciebie w sobotę o szóstej?
W końcu jakoś się opanował i wyartykułował pierwsze, co przyszło mu do głowy.

— Zapraszasz mnie na randkę?!
Severus uśmiechnął się krzywo, a jego brwi powędrowały naprawdę wysoko.
— Jak się domyśliłeś? — zakpił.