Jest do drugi chapter mojego opowiadania.
Wspólne Drogi
Mam na imię Ada Wong i zostałam wysłana przez Neo-Umbrella na Niemieckie lotnisko aby zdobyć dokumenty ,które zostały ukradzione przez Rebeccę Chambers. W dokumentach została zapisana cała historia , już zlikwidowanej korporacji Umbrella. Znajdowały się tam informację tez powstałej niedawno Neo -Umbrelli .
Gdy już odnalazłam Rebeccę, okazało się ze została ugryziona przez zarażonego. Miałam kilka minut na zlikwidowanie celu i zdobycie dokumentów, jednak coś poszło niezgodnie z moim planem. Pewna kobieta nieświadomie pomogła Rebece w ucieczce i ukradła dokumenty . W takim przypadku, moim zadaniem stało się wyeliminowanie „anomalii" i odzyskanie skradzionych danych. Udałam się za moim celem. Okazało się, że leci lotem 456 do Wielkiej Brytanii, razem ze swoja rodziną. Po zdobyciu biletów udałam się za nimi . Podczas podróży wydarzył się pewien incydent, ponieważ syn ,,celu'' został zarażony przez Rebeccę a ona sama odczytała pliki. Od tamtej chwili nie mogłam jej zabić- będzie nam potrzebna… Musiałam jej pomóc .. Cała jej rodzina pozagryzała się nawzajem. Prawie poczułam jej ból , ale nie jestem do tego, aby współczuć. Jestem tą od czarnej roboty- od zabijania. Musiałam uratować ocalałych. Zabarykadowałam się razem z nimi w kokpicie. W pewnym sensie było mi ich żal… Po kilku minutach zombie zniszczyły drzwi a córka ,,celu'' została zagryziona przez własnego ojca, któremu odstrzeliłam głowę… Na domiar złego, pilotom nie udało się wylądować i samolot wbił się prosto w terminal. Na szczęście, udało mi się wyjść z tego bez choćby najmniejszego zadrapania, lecz z moim celem nie było zbyt dobrze. Mocno uderzyła się w głowę i straciła przytomność, przez co musiałam wyciągnąć ją z wraku razem z innymi ocalałymi. Byliśmy w środku budynku, lecz okazało się, że cały obszar jest zarażony. Słyszałam krzyki, jęki i wołanie o pomoc, ale mnie to nie interesowało. Miałam tylko odzyskać skradzione dane. Teraz ja stałam się przywódcą ocalałych. Tamci słuchali się mnie, jakbym była wszechpotężną istotą. Nie przeszkadzało mi to- zawsze lubiłam byś uwielbiana. Wydałam rozkaz- mieliśmy dostać się do biura obsługi. Mój cel był w złym stanie i nie wiedziałam, czy przeżyje chociażby kilka najbliższych godzin. Miała rozbitą głowę i poważny krwotok, który nie ustawał. Bez większego namysłu, wzięłam chusteczkę i przycisnęłam do rany kobiety. Usłyszałam bolesny syk. Odzyskiwała przytomność. W jej zielono-szarych oczach zobaczyłam smutek i tęsknotę za rodziną, ale w tamtej chwili obchodziło mnie jedynie to, że oddycha, bo i tak w niedalekiej przyszłości dołączy do swojego męża i dzieci. Założyłam sobie jej ramię na szyję i razem z pozostałymi ruszyłam w stronę biura. W środku pomogłam jej usiąść a dwójce mężczyzn kazałam zabarykadować okna i drzwi. Podeszłam do zlewu i zmoczyłam chusteczkę. Kobieta nie chciała, abym ją dotykała, wiec zdzieliłam ją wierzchem dłoni w twarz, żeby rozumiała, że ma się mnie słuchać. Pomogłam jej wstać i wyprowadziłam ją do innego pomieszczenia. Pozostałym powiedziałam, że została zarażona i trzeba ją odizolować, chociaż tak naprawdę tylko złamała rękę. W środku rzuciłam nią tak, że aż odbiła się od ściany. Kazałam jej siąść na krześle. Nie słuchała mnie. Podeszłam do niej i w brutalny sposób wykręciłam jej złamaną rękę. Usłyszałam jęk i chrzęst przesuwanych kości .Chyba ją to zabolało... Obróciła się do mnie z wyrazem złości i bólu na twarzy.
-Co ja ci takiego zrobiłam, Ada?- zapytała mnie łamiącym się głosem.
-Oddaj mi to, co ukradłaś!- wrzasnęłam- Masz szczęście, że przeczytałaś zawartość skradzionego pliku, bo inaczej latałabyś po niebie razem z resztą swojej rodziny!
Odpowiedziała, że nie ma pojęcia, o co mi chodzi, ale kolejne uderzenie pomogło jej w procesach myślowych. Kucnęłam przy niej.
-Chcesz dołączyć do swojej rodzinki?- wysyczałam wściekle. W jej oczach pojawiły się łzy. Z tego, co mi się zdawało, łzy były oznaką smutku, chociaż i tak nigdy się nie znałam na emocjach. Krzyknęła tylko tyle, że mam ją zostawić w spokoju.
-W kieszeni mam USB- wyznała cicho- Myślałam, że jesteś dobrą osobą. Co ty wyprawiasz? Jak możesz mnie torturować? Co ja ci zrobiłam !? Jesteś zimna suka!- kiedy tylko wywrzeszczała ostatnie słowo, opluła mnie.
Nie wytrzymałam tego. Wzięłam mój pistolet i przyłożyłam jej do głowy .Kobieta popatrzyła się na mnie pustym wzrokiem…
-Zabij mnie i tak nie mam ochoty do życia- powiedziała wyzywającym głosem-SUKO!
-Jak śmiesz mnie tak nazywać!?- krzyknęłam do niej. Martyna, bo tak miała tamta kobieta, powiedziała do mnie, że jestem najgorszą osobą, jaką kiedykolwiek poznała i że nie mam serca, że jestem zimna sucza w czerwonej sukni. Nie wytrzymałam- nacisnęłam spust .Całe pomieszczenie było w krwi a ciało osunęło się na ziemie. Podniosłam USB i nagle poczułam coś dziwnego. Pierwszy raz w życiu poczułam, że zrobiłam coś, czego nie chciałam .Poczułam się źle i było mi bardzo smutno. Miałam wyrzuty sumienia … Nagle usłyszałam dziwne walenie o drzwi. Wyszłam i zobaczyłam coś okropnego. Zombie dobijały sie do drzwi i okien .Kazałam grupie wyjść tylnym wyjściem. Posłuchali mnie od razu, bo zobaczyli w mojej ręce broń .Okna puściły i krwiożercze zombie zaczęły gryźć ocalałych. Wzięłam kilka osób za rękę i wybiegliśmy z pomieszczenia. Znaleźliśmy się w głównym holu lotniska. Mieliśmy przesrane… Otoczyło nas kilkanaście zombie, które zaczęły się do nas zbliżać. Kazałam ocalałym, żeby stanęli blisko mnie. Zaczęłam strzelać w głowy ale nic to nie dało .Podchodziło do mnie kilkadziesiąt kolejnych zombie. Nagle poczułam ze cos mnie chwyta za rękę. Przestraszyłam się i spojrzałam .Był to zombie dziecko które już miało mnie ugryźć .Nagle jeden z ocalałych mężczyzn skoczył na głowę potworka. Krew rozbryzgała sie we wszystkich kierunkach… Już nie mogliśmy się utrzymać. Zombie dopadły większość ocalałych .Słysząc krzyk, obróciłam się i zobaczyłam, że kobieta woła mnie o pomoc. Była konsumowana przez piątkę zombie. Jedyne co mogłam zrobić, to podnieść pistolet i strzelić biedaczce w głowę, żeby skrócić jej cierpienie. Jeden z zarażonych uderzył mnie. Bron mi wypadła z ręki a ja upadłam na podłogę… Zombie był już na mnie. Nasza cała grupa zginęła. „Czy to już mój koniec …? Czy zginę zjedzona przez zombie? Nie wiem, co zrobić…"- pomyślałam. Nagle usłyszałam strzał. Zombie, siedzący na mnie runął do przodu. Zrzuciłam go z siebie i wstałam. W oddali zobaczyłam oddział. Dowodził nimi wysoki ,muskularny mężczyzna o krótko obciętych, czarnych włosach .Ubrany był w czarny wojskowy strój i kamizelkę kuluodporną ,,Neo-Umbrell". Nie mogłam zobaczyć jego twarzy, ponieważ oślepiało mnie słońce. Tajemniczy mężczyzna podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i podniósł .Jego oddział zaczął oczyszczać główny hol. Zapytałam się, jak ma na imię i w jakim celu Neo-Umbrella wysłał ich tutaj .Odpowiedział mi, że ma na imię Arthur i jest główno dowodzącym w oddziałach Neo–Umbrelli, jednak mówią na niego Revil. Juz gdzieś słyszałam ten pseudonim… Był to mężczyzna, który przetrwał incydent w Raccon Citty i był także głównym dowodzącym w Umbrelli oraz bliskim przyjacielem Alberta Weskera, znanym jako jego prawa ręka . Po zniszczeniu Umbrelli pomagał przy tworzeniu Neo-Umbrelli a kiedy jego przyjaciel zginął, próbował przejąć władzę, lecz mu się to nie udało. Uścisnęłam mu rękę i podziękowałam za pomoc. Już chciałam odejść, gdy nagle Revil powiedział coś dziwnego.
-Ada Wong… Gdzie się wybierasz? Musisz oddać to, co masz w kieszeni- byłam przerażona. Skąd on znał moje imię?- Ada musisz iść z nami, ponieważ mam zatuszować to, co się stało w tym miejscu.- kontynuował. Podniósł rękę i rozkazał strzelać do ocalałych .Wszystkich wybili a Revil obrócił się do mnie i uśmiechnął się- Powinnaś uczyć się, co należy robić ze świadkami- Zaczął się śmiać a jego śmiech był okropny- Och, Ado… Pamiętam jak nas zdradziłaś. Wsekr był bardzo zły. A teraz idziesz z nami albo pożałujesz.
Powiedziałam mu, żeby nie podnosił na mnie głosu, ale nagle poczułam uderzenie w tył głowy i upadłam …Moje oczy zrobiły się tak ciężkie… Ostanie co pamiętam to śmiech Revila…
