Możliwe, że jestem zbyt surowy, ale trudno nie być, gdy człowiek czuje się za dzieciaka odpowiedzialny. Codziennie widzę wspomnienie tamtego dnia. To nie miało mieć znaczenia. Normalna sytuacja, jakich wiele, a jednak. Może dlatego, że też został shinigami?
Upał nieco zelżał, gdy Corrie weszła na teren Dziewiątego Oddziału. Jak zwykle wielu shinigamich pozdrawiało ją z uśmiechem i szacunkiem. Cóż, była tu częstym gościem i wszyscy to zaakceptowali. Byli jednak tacy, którzy żałowali, że jest zajęta przez ich vice-kapitana. Zbyt późno, żeby mieli coś zdziałać.
Corrie skierowała się prosto do kapitańskiego biura, wyczuwając tam obecność swojego narzeczonego. W sumie nadal nie mogła się przyzwyczaić do tej myśli. Wszystko wydarzyło się tak szybko, choć nie narzekała na taki rozwój wypadków. Naprawdę widziała przyszłość z Shuuheiem u boku i nie bała się do tego przyznać.
Drzwi były otwarte, więc mogła już z korytarza dostrzec puste biurko kapitańskie. Najwyraźniej kapitan Muguruma zajmował się czymś innym. Za to Hisagi siedział na swoim miejscu z wielce niezadowoloną miną.
– Hej, coś taki skrzywiony?
Przechyliła się nad biurkiem, żeby skraść mu szybkiego buziaka. Umknęła jednak, gdy chciał ją przytrzymać. Westchnął, bo zawsze dał się na to złapać.
– A widzisz, ile mam pracy? – odparł.
– Mashiro-san może ci pomóc przecież, jeśli nie dajesz rady.
– Dałbym, gdybym mógł zacząć od rana. – Skrzywił się wymownie.
– Kolejny trening z kapitanem? – zapytała lekkim tonem, przysiadając na skraju biurka.
Kiwnął głową. To nie tak, że nie był wdzięczny za te dodatkowe sesje treningowe, ale czasami rozbijało to wszelkie jego plany. Do tego dla Mugurumy istniały tylko słowa krytyki pod adresem Hisagiego, a to wzbudzało frustrację. Nieważne, ile się starał, dla kapitana było wiecznie za mało. A mógłby chociaż raz powiedzieć coś dobrego pod adresem swojego zastępcy.
– Wiesz, powinieneś się cieszyć, że twój idol poświęca ci tyle uwagi. – Uśmiechnęła się nieco wrednie. – Chyba powinnam czuć się zagrożona. Jeszcze zaczniesz spędzać z nim więcej czasu niż ze mną.
– Corrie – mruknął z niezadowoleniem.
Nie lubił, gdy sobie z niego kpiła w takim tonie. Przecież to jasne, że woli spędzać czas z nią, ale to nie zawsze było możliwe.
– Nie powinnaś się tego tak obawiać – stwierdził Kensei, przystając w progu z założonymi na piersi rękoma. – Może w Trzecim jest inaczej, ale tu nikomu nie powinno brakować dyscypliny.
– Miło pana znowu widzieć, kapitanie Muguruma. – Uśmiechnęła się promiennie. – Dziewiątka jak zwykle prezentuje się świetnie.
– Ciebie też, Corrien. Co się sprowadza?
– Pomyślałam, że zabiorę go na obiad i nieco rozpuszczę. – Wskazała na Hisagiego. – Wygląda na trochę niedopieszczonego.
Kensei zmierzył oboje spojrzeniem, ale nie zdradził się z myślami. Widział, że pomimo zmęczenia i zniechęcenia Shuuhei ożywił się, gdy tylko obok pojawiła się Corrie. Zawsze tak było i chyba mu to nie przeszkadzało. Dzięki niej Hisagi znajdował siły na pracę i walkę. Może nigdy tego głośno nie powiedział, ale chciał jej imponować, jak na mężczyznę przystało.
– Mam wrażenie, że ostatnio za bardzo go rozpuszczasz.
– Skąd? – Zaśmiała się. – To muszą być jakieś pomówienia. Kto mógłby mówić takie straszne rzeczy? Jakże nieładnie.
Kensei pokręcił głową.
– Idźcie, bo będzie mi tu wzdychał jak jakaś baba.
– Kapitanie – oburzył się Hisagi.
– Bo zmienię zdanie.
Shuuhei westchnął, ale odłożył pędzelek i wstał, by wyjść wraz z rozbawioną Corrie, która życzyła Mugurumie miłego dnia i pociągnęła narzeczonego na zewnątrz.
– Dobrze się bawisz, co? – mruknął Hisagi.
Spojrzała na niego pytająco, jakby nie wiedziała, o czym mówi. Pokręcił głową, dając sobie z tym spokój. I tak nigdy z nią nie wygrał czysto słownej potyczki. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo, choć nigdy nie dała mu odczuć w bolesny sposób porażki. Chociaż może to kwestia tego, że nie umiał się na nią złościć.
Na obiad poszli do ulubionej knajpy, która zwyczajowo o tej porze była gwarna. To im jednak nie przeszkadzało, lubili wsłuchiwać się w codzienność. Dzięki temu mieli pewność, że panuje pokój, w którym nie muszą się niczym martwić.
– Sądziłem, że znajdziesz chwilę, żeby samej coś upichcić – stwierdził Shuuhei z pałeczkami w dłoni.
– Wiesz, jak to jest, jak się wychodzi z Rangiku-san. – Wzruszyła ramionami. – Nie nazwałabym tego wolnym dniem. – Zaśmiała się.
– Wyglądasz na zadowoloną – zauważył.
– Czy ja wiem? – Zastanowiła się. – Fajnie widzieć Momo tak szczęśliwą. No i Rangiku-san jest w swoim żywiole. Nie sądziłam, że tak dobrze zna się na planowaniu wesel.
Hisagi zaśmiał się, wyobrażając sobie, jak Corrie spędziła poranek. Już wczoraj Matsumoto zapowiedziała wielkie zakupy, oczywiście wszystko po to, aby Hinamori prezentowała się jak najlepiej na własnym ślubie. Zupełnie pominięta została kwestia tego, kiedy to wesele się odbędzie, bo raczej nie planowali go w najbliższych miesiącach. To jednak dla Matsumoto nie był żaden problem.
– Nie śmiej się – powiedziała. – Jak tylko Rangiku-san uposaży Momo i kapitana Hitsugayę, będziemy następni. Już mi to zapowiedziała.
Westchnęła ciężko. Jeszcze dobrze nie nacieszyli się narzeczeństwem, a już pojawiała się kwestia ślubu. Trochę ją to przerażało. Nie żeby nie chciała, ale jeśli już miała cokolwiek planować, chciała, żeby była to skromna uroczystość w gronie najbliższych.
Shuuhei uśmiechnął się rozmarzony, oczami wyobraźni widząc Corrie w ślubnych szatach. Dla takiego widoku mógł się z nią ożenić choćby dzisiaj. I tak codziennie aż do skończenia świata.
– Trochę mnie tym zaskoczyła – mówiła dalej Corrie – ale w sumie to nie wiem, czy potrzebny jest tutaj pośpiech. Nie chcę robić wszystkiego naraz, bo tak wypada. Zresztą obawiam się, że kapitan Hitsugaya nie będzie zadowolony, jeśli nadal będziemy odciągać uwagę od jego ślubu. – Zmarszczyła brwi. – Co się tak uśmiechasz?
– Nie, nic. – Nagle bardziej zainteresowało go jedzenie.
– Coś sobie znowu wyobraził? – Drążyła temat.
Zrobił minę niewiniątka, ignorując przytyk Kazeshiniego z tyłu głowy. O pewnych rzeczach nie zamierzał jej mówić.
Przewróciła wymownie oczami.
– Weź się zachowuj chociaż w miejscu publicznym – wytknęła mu. – Tylko ci jakieś zberezeństwa w głowie.
– Nie wiem, o co mnie oskarżasz, Corrie. Poza tym podejrzewam, że kapitanowi Hitsugayi raczej nie zależy na uwadze wszystkich dookoła.
– Czy tego chce czy nie, wszyscy będą o tym mówić. Chyba dawno nie było takiego wydarzenia wśród elity Oddziałów.
– Nie zdarza się to często – przyznał. – Ale lepiej, żeby ludzie gadali o ślubach niż zagrożeniu.
Corrie uśmiechnęła się na zgodę. Uwielbiała te chwile pomiędzy obowiązkami spędzane z ukochanym i przyjaciółmi.
– Jakie plany na resztę dnia? – zapytał, gdy wracali na teren Dziewiątki.
– Kapitan Ukitake prosił, żebym wpadła do niego na herbatę, a potem zebranie Stowarzyszenia Kobiet Shinigami. Pewnie wrócę późno.
– Kapitan Kuchiki chyba nie będzie zadowolony z waszej wizyty. – Uśmiechnął się pod nosem.
– Chyba nie jest aż tak przeciwko. – Zaśmiała się. – Inaczej dawno by nas wyrzucił raz na zawsze.
– Wiesz, gdyby u mnie w domu pojawiało się tyle pięknych kobiet jednocześnie, też nie grałbym zbyt niedostępnego.
Corrie skrzywiła się wymownie zwłaszcza, kiedy zobaczyła jego rozmarzoną minę. Gdyby którakolwiek to zaproponowała, nie bacząc na hierarchię czy więzy przyjaźni, wydrapałaby jej oczy.
– No proszę. Dopiero żeś się oświadczył, a tu słyszę takie deklaracje – stwierdziła, zatrzymując się pod bramą Dziewiątego Oddziału. – Chyba powinnam przemyśleć tę sprawę ponownie.
Shuuhei nieco się zmieszał, bo Corrie brzmiała dość poważnie. Dotknął lekko jej policzka, uśmiechając się przepraszająco.
– Najważniejsze, że vice-kapitan Trójki czyni mi ten zaszczyt i mnie odwiedza.
Uniosła brew, nie zamierzając tak łatwo dać się przeprosić. Nie zważała przy tym na wartę, która obserwowała z rozbawieniem, jak ich vice-kapitan daje się wmanewrować w poczucie winy.
– Wyglądasz, jakbyś mi nie ufała – stwierdził.
– Po takiej deklaracji? To było okrutne, Shuuhei.
– Wiesz, że nie miałem niczego złego na myśli. Nie zrobiłbym ci tego.
– Jesteś pewny?
– Oczywiście. W Seireitei nie ma piękniejszej i ważniejszej dla mnie kobiety.
– No co ty nie powiesz?
– Mogę ci to udowodnić, choćby teraz.
Zaśmiała się rozbawiona. Zaraz też przyciągnęła go do pocałunku, nie dał się prosić dwa razy. Mógłby tu z nią stać w nieskończoność i miał gdzieś wszystko inne.
– Widzę, że ta ostatnia deklaracja nie jest tylko pustym frazesem – stwierdziła, gdy się odsunął. – I pewnie chętnie poświęciłbyś mi jeszcze parę minut, ale chyba mina kapitana Mugurumy mówi sama za siebie, co o tym myśli.
Shuuhei odwrócił się błyskawicznie, ale nigdzie nie dostrzegł swojego przełożonego. Usłyszał za to śmiech Corrie i wiedział już, że sobie z niego żartowała. Chwilę później już jej nie było. Westchnął tylko i ruszył do obowiązków, obiecując sobie, że się zemści za te kpiny.
Wieczorem nie miał jakiejś szczególnej ochoty czekać na powrót Corrie. Nieraz zebrania Stowarzyszenia Kobiet Shinigami trwały na tyle długo, by czuł się znudzony. Że też miały zawsze tyle tematów do plotek, kiedy ten czas Corrie mogła spędzić z nim w bardziej przyjemny sposób. Właśnie dlatego nie trzeba było go długo namawiać na czarkę sake w czysto męskim towarzystwie.
Było inaczej niż zazwyczaj. Panowie w swoim gronie podejmowali całkiem inne tematy, których nie ważyli się poruszać przy kobietach. Atmosfera też była inna, a z każdą kolejną czarką Hisagi był w coraz gorszym nastroju, co tylko zaostrzało kpiny pozostałych pod jego adresem. Jak nie szło o Corrie, to o kapitana Mugurumę. Na Kenseia bowiem Shuuhei tego wieczoru narzekał na potęgę.
– Przyznaj po prostu, że zmiękłeś – wytknął mu Ikkaku. – Wolisz wylegiwać się z Corrie-chan w łóżku niż trenować.
– A co w tym złego? – oburzył się Shuuhei.
Nadal miło wspominał te dwa zimowe, wolne dni, kiedy nie ruszali się niemal spod kołdry. Całkiem swoją drogą, że nigdy nie był tak zmęczony po urlopie.
– To, że następnym razem nie będziesz umiał jej nawet obronić – powiedział dobitnie Madarame. – I może być za późno, żeby cokolwiek zmienić.
Hisagi skrzywił się na wspomnienie konfliktu z Sarurecco, kiedy Corrie omal nie zginęła, a on mógł tylko czekać, czy kiedykolwiek obudzi się ze śpiączki. Nie chciał znów do tego dopuścić.
– Gadasz tak, bo sam nikogo nie masz. Zazdrość zżera, co?
Ikkaku zaśmiał się drwiąco.
– Jakby było czego. Baby tylko odciągają uwagę od obowiązków.
– No tak, bo która by cię chciała, Madarame.
Ikkaku zdążył się poderwać z bojowym wyrazem twarzy, ale nic więcej, bo drzwi salki otworzyły się szeroko.
– Tu są. – Usłyszeli rozbawiony głos Corrie. – I piją bez nas, dranie.
Nie była sama. Towarzyszyła jej większa część Stowarzyszenia Kobiet Shinigami, które właśnie skończyło posiedzenie. Wyglądało na to, że mają wyśmienite humory. Czyżby znowu zagrały na nosie kapitanowi Kuchikiemu, który bezskutecznie próbował je wyeksmitować ze swojej rezydencji?
– Piłyście we własnym towarzystwie, to nam nie wolno? – odparł Renji. – Zwłaszcza, że niektórzy są tu strasznie zaniedbani.
– Przykro nam to słyszeć, nie, Rukia? – Corrie posłała Abaraiowi piękny uśmiech.
Towarzysząca im Yachiru wskoczyła na ramiona Ikkaku i przechyliła się w stronę Shuuheia.
– Ej, Hisa-Hisa, zrobisz nam jedzenie na piknik? – zapytała. – Zrobisz, prawda?
– Piknik? – zapytał.
– No, idziemy na plażę. – Uśmiechnęła się dziewczynka.
– Yachiru-chan, to miała być tajemnica – przypomniała Corrie.
– Plażę?
Panów to dość mocno zainteresowało. Nie trudno było się domyśleć, jak wiele będą miały do zaoferowania morskie widoki. Takiej okazji nie wolno było przepuścić. I choć kobiety chciały to zachować w sekrecie, to było już za późno.
– Stowarzyszenie Kobiet Shinigami najbliższe spotkanie organizuje w plenerze – oznajmiła zadowolonym tonem Corrie. – Jeden dzień na plaży, nim w Świecie Żywych zacznie się sezon urlopowy.
– Skąd niby macie na to fundusze? – zapytał Renji.
– To, że wy macie wiecznie dziurę w budżecie, nie oznacza, że nas to też dotknęło – zakpiła z uśmiechem na ustach. – Nie wrzucajcie nas do tego samego worka.
– Same wyrzuciłyście nas z naszego lokalu – przypomniał Hisagi. – Tak jakbyś zapomniała.
Nadal czuł do niej urazę, że w tym czynnie pomagała. Jakby to im naprawdę przeszkadzało. Przecież nie jest tak, że Stowarzyszenie Mężczyzn Shinigami powstało jako kontra wobec kobiet. Absolutnie.
– No tak, bardzo to przykre, że nie stać was na porządną miejscówkę. – Zaśmiała się. – O plaży możecie zapomnieć.
Shuuhei zmrużył oczy. Na chwilę przestała być to potyczka pomiędzy Stowarzyszeniami, a stała się zadrą pomiędzy nimi. Nie miał ochoty jej nigdzie puszczać, a tym bardziej na plażę.
– Stowarzyszenie Kobiet Shinigami chyba pozwalała sobie na zbyt wiele – stwierdził. – Nie uważasz?
– Brzmisz, jakbyś był zazdrosny.
– Aż tak cię to dziwi?
– Ej, kłótnie małżeńskie idźcie toczyć na zewnątrz – warknął Ikkaku. – Nie chcemy tego słuchać.
Zignorowali go jednak wpatrzeni w siebie. Corrie zdawała się rozbawiona sytuacją, Shuuhei wręcz przeciwnie. Może ten dzień był zły, a może to skutek wypitego alkoholu, ale czuł coraz większą złość w tej sytuacji. Nie chciał jednak robić awantury, więc po prostu wstał i ruszył w drogę powrotną.
– Shuu? Shuuhei! – zawołała za nim Corrie, ale ją zignorował. – Jak z dzieckiem.
– Mówiłem, że niektórzy czują się bardzo zaniedbani. – Zaśmiał się Renji.
– Zamknij się, Abarai – prychnęła.
Poszła za Hisagim, który ignorował jej próby nawiązania jakiejkolwiek rozmowy. Nieco ją to zirytowało, ale nie zamierzała tego tak zostawić. Złapała go za kosode na plecach i pociągnęła w swoją stronę.
– Zatrzymasz się wreszcie, uparciuchu?
Zerknął na nią przez ramię z nadal niezadowoloną miną.
– Nie podoba mi się to – powiedział.
– Nie ufasz mi?
– To nie jest kwestia zaufania.
– A czego? Zazdrości?
– Skoro wiesz, po co pytasz?
– Shuu, wyolbrzymiasz. – Uśmiechnęła się. – Przecież wiesz, jak to zwykle wygląda. Dużo gadania, a później i tak kończy się na sake. Nie złość się już. Poza tym coś bym zjadła.
– Najpierw oświadczasz mi, że sobie jedziesz na plaże beze mnie, a teraz jeszcze chcesz, żebym ci gotował? – Uniósł brew.
– Niektóre rzeczy lepiej smakują na surowo. – Zaśmiała się. – Ale skoro nie chcesz, to nie. Nie poproszę drugi raz.
Zniknęła w shunpo nieco zła, że tak wyszło. Może jednak lepiej, żeby oboje trochę odetchnęli. Nie lubiła się z nim kłócić zwłaszcza, kiedy zaczynali się na siebie złościć. Lepiej odpuścić.
Nie spodziewała się, że dopadnie ją tuż przy drzwiach jej mieszkania na terenie baraków Trzeciego Oddziału. Czasami zapominała, że nadal jest od niej nieco szybszy, ale zwykle dawał jej fory, co bawiło ich oboje.
Przyparł ją do drzwi, ich oddechy mieszały się ze sobą, gdy pochylił się nad nią, Corrie nie mogła oderwać spojrzenia od jego szarych oczu. Była na to kompletnie nieprzygotowana i ledwo wydobyła z siebie głos:
– Co tutaj robisz? Nie byłeś na mnie zły?
– Byłem i jestem, że tak bezczelnie zostawiłaś mnie z tą propozycją – odparł półgłosem.
Oparł dłoń na drzwiach tak blisko jej boku, że poczuła jego ciepło. To ją rozproszyło, a na policzki wpłynął rumieniec. Hisagi był stanowczo za blisko.
– Zamierzasz... – Zacięła się. – Pozwolisz mi wejść do środka i cię zaprosić czy zamierzasz wystawić nas na widok publiczny?
Obrysował kciukiem kontur jej ust i uśmiechnął się w dość znaczący sposób.
– Mam lepszy pomysł – oznajmił.
Pociągnął ją do siebie i zniknęli w shunpo. Chwilę później siedziała już na biurku swojego kapitana, Shuuhei zaś sięgnął po wstążkę, która dotąd trzymała jej włosy w schludnym kucyku. Brązowe pasma opadły swobodnie na ramiona i plecy Corrie. Uśmiechnęła się.
– W nocy tu jeszcze nie byliśmy – zauważyła.
– Zawsze jest ten pierwszy raz. – Sięgnął po wstęgę, która utrzymywała jej strój w porządku. – Chyba przestałem się na ciebie gniewać.
– Cieszę się – odpowiedziała, nim złożył na jej ustach pocałunek.
Przyciągnęła go bliżej, objęła nogami w biodrach i przesunęła dłońmi po jego nagich ramionach. Uśmiechnął się, zszedł z pocałunkami na jej szyję. Odchyliła głowę, ułatwiając mu dostęp. Nie spodziewała się, że jednocześnie Shuuhei pozbawi ją kosode. Drgnęła, czując ciepłe dłonie na skórze.
– Może... – zająknęła się. – Nie powinniśmy... tutaj...
– Bo znowu będę zły – powiedział w jej dekolt.
– Draniu...
Miała wyrównać szanse, gdy poczuła jego język na piersi. Zdążyła przekląć go w myślach, jakieś papiery zsunęły się z biurka z szelestem, ale nie zwrócili na to uwagi zbyt skupieni na sobie. Przez myśl przeszło jej, że dziś już nie podejmie żadnej racjonalnej decyzji.
