Następnego dnia Tsunade od rana robiła porządki w swoim nowym królestwie. Miała więcej pracy, niż się spodziewała; na przykład wystrój wnętrz był zdecydowanie zbyt męski i przy całym szacunku, jaki żywiła dla byłego Hokage, nie mogła mu wybaczyć tych burych, okiennych rolet. Siedziała teraz za ogromnym biurkiem, z piórem wetkniętym za ucho i przeglądała najnowsze raporty dotyczące strat, jakie Wioska poniosła w ostatnim starciu z Orochimaru. Z zamyślenia wyrwał ją cichy głos strażnika, oznajmiający przybycie gościa.

- Tak, tak, wpuść go - machnęła ręką, nie odrywając wzroku od papierów.

- Chciałaś mnie widzieć? - usłyszała przytłumiony głos.

- Tak, Kakashi - odparła z roztargnieniem. - Mam dla ciebie tę misję. - Wyjęła z szuflady jakiś świstek i podała go jouninowi. Ten patrzył na niego przez chwilę.

- Hm, naprawdę kupiłaś komplet wypoczynkowy za… - nie dokończył, gdyż rachunek został natychmiast wyrwany mu z dłoni i zastąpiony innym dokumentem. Temu też poświęcił nieco uwagi.

- Jedno mi się nie podoba - mruknął.

- Niech zgadnę. Chodzi o tego drugiego, tak?

- Nie było o tym mowy w szpitalu.

- Omówiłam sprawę z Jiraiyą i doszliśmy do słusznego wniosku, że nie można zostawiać cię samemu sobie. Jesteś zbyt nieprzewidywalny, Kakashi.

- Nie wiem, czy się na to zgodzę… - zaczął, ale urwał raptownie, gdy pięść Tsunade grzmotnęła z hukiem w biurko.

- Myślałam, że nie będę musiała ci przypominać, z kim rozmawiasz - głos nowej Hokage brzmiał złowieszczo spokojnie. - Żadnych dyskusji.

- Przepraszam - odparł Kakashi po chwili ciszy. - Chodzi mi jedynie o to, żeby nie mieszać w tę sprawę kolejnych osób. Od wczoraj ich liczba i tak już mocno urosła.

- O to nie musisz się martwić. - Tsunade machnęła ręką i wróciła do swoich papierów. - To nie jest nikt z zewnątrz.

- Więc kto? Gai?

- Nie, to nie Gai... gdzie ja podziałam ten biuletyn...

- Więc kto?

- Ja - od drzwi dobiegł zdecydowany, kobiecy głos.

Kakashi odwrócił się bez pośpiechu i spojrzał na Shizune ubraną w nowiutki strój chuunina. Dziewczyna trzymała brodę wysoko, zdecydowana wytrzymać wyraźnie drwiący wzrok białowłosego.

- Coś ci się nie podoba? - rzuciła chłodno.

Zamiast odpowiedzieć, Kakashi opuścił głowę, kręcąc nią z rezygnacją. Znowu spojrzał na swą nową partnerkę, podniósł dłoń i podrapał się po karku. Już otwierał usta, ale Tsunade ubiegła go:

- A, a, a, a - pogroziła obojgu palcem. - Wszelkie pretensje załatwcie między sobą w drodze, ja nie mam na to czasu. No już, idźcie sobie. - Wyprosiła ich zniecierpliwionym machnięciem dłoni. - Za chwilę przyjdzie dekorator wnętrz.

Nie pozostało im nic innego, jak wyjść. Jounin otworzył drzwi, puszczając dziewczynę przodem.

- Kakashi - usłyszał jeszcze. Odwrócił się i spojrzał na śliczną blondynkę, ledwie widoczną zza stosu papierów i akt. - Nawet nie wiesz, jak chętnie bym się z tobą zamieniła.

...

Shizune musiała się porządnie napracować, by nadążyć za wysokim mężczyzną, który nie zwracając na nią najmniejszej uwagi, szybkim krokiem zmierzał do głównego wyjścia. Zaczynała już mieć dosyć tego zarozumiałego pajaca z nadmiernie rozbudowanym ninja-ego. Złapała go dopiero przy bramie.

- Hej, masz zamiar ganiać tak cały dzień, udając, że mnie tu nie ma? - warknęła, łapiąc oddech.

- Byłoby to jakieś wyjście - usłyszała i stłumiła przekleństwo.

- Chcę ci przypomnieć, że mam pełne prawo do udziału w tej cholernej misji, to jest tu wyraźnie napisane… - Zaczęła szperać po swych licznych kieszeniach, ale przerwała, gdy zobaczyła, że Kakashi przygląda się jej z nieukrywanym rozbawieniem.

- Na co się gapisz? - zjeżyła się po raz kolejny.

- Na nic, tylko… - przerwał, przez chwilę wpatrywał się w nią badawczo, wreszcie podjął: - Słuchaj, przemyślałem to sobie i widzę, że faktycznie nie mamy innego wyjścia, jak współpracować. Przecież w końcu zawsze powtarzam to moim podopiecznym. Więc od teraz zgoda, ok?

Wyciągnął rękę do drobnej, ciemnowłosej dziewczyny o ładnej, choć nadąsanej teraz buzi. Shizune zmarszczyła brwi, węsząc podstęp. Wreszcie westchnęła z rezygnacją, wiedząc, że i tak nie ma innego wyjścia, podała mu dłoń i spojrzała prosto w czarne oko. Przez chwilę stali w milczeniu.

- Czy nigdy... - zająknęła się - … nie zdejmujesz…?

- Czasami - Kakashi puścił jej rękę i odwrócił twarz.

Spojrzał w kierunku pobliskiej restauracji, gdzie przy barze skupiła się spora grupka klientów. Migało tam coś pomarańczowego.

- To Naruto, prawda? - Shizune podążyła za jego wzrokiem. - Niezwykły dzieciak.

- Tak… Podobno bardzo wam pomógł?

- Gdyby nie on, byłoby naprawdę ciężko. Chcesz do nich podejść?

- Nie… - znów się zamyślił. Shizune zaczynała się już do tego przyzwyczajać.

- Byłaś już na jakiejś misji? - usłyszała nagle.

- Chyba jakoś musiałam zasłużyć na mój moją rangę, nie uważasz?

- Zabiłaś już kogoś?

- …

- Tak myślałem - Kakashi pokiwał głową i podjął surowszym tonem. - Chcę, żebyś dobrze zrozumiała, że ta misja nie będzie niedzielnym spacerkiem. Widziałaś, z czym wczoraj wróciłem od Ru Zapa, a to do niego muszę najpierw pójść.

- Musimy.

Spojrzał wreszcie prosto na nią, zastanawiając się, skąd tyle uporu w tak niepozornej osóbce. I tak młodej.

- Ile masz lat, Shizune?

- 23 - odparła z dumą, zarabiając na kolejny pobłażliwy uśmiech.

- Jeśli naprawdę chcesz ze mną iść - ciągnął jounin, nachylając się nad nią z powagą - do wieczora musisz dorosnąć. A to znaczy zrozumieć, że od tej chwili wszystko, co powiem, przyjmujesz bez gadania, kłótni albo robienia słodkich oczek, jasne?

- Ja nigdy nie robię słodkich oczek - pisnęła.

- Zobaczymy.

Wyprostował się i wciągnął do płuc pachnące, popołudniowe powietrze.

- Powinnaś teraz iść do domu i się spakować - polecił, nawet nie starając się brzmieć inaczej. - Mam nadzieję, że wiesz, co trzeba zabrać? - Posłusznie kiwnęła głową. - To dobrze. Czeka nas nocny, paromilowy marsz. Spotkamy się przy Ogrodach Północnych o 18-tej. Nie spóźnij się.

„Nie spóźnij się", Shizune wykrzywiła się do jego pleców. „I kto to mówi?"