-Garruk? Co ty tu robisz? Mówiłeś że jesteś za stary. – Spytał zdziwiony Markov
-A co? Nie chcesz pomocy od starego druha? – odparł
-Oczywiście że potrzebuje. Skoro jesteś magiem ziemi to mi pomożesz. Zobacz na nią – mówiąc wskazał na czerwonowłosą czarodziejkę – Ona potrzebuje pomocy, jest ciężko ranna.
-Widzę… Rany prawie się zagoiły. Nie wiem czy narządy wewnętrzne są całe – drapiąc się za brodę mówił dalej – Mam trochę ziół. Nic nie dadzą bo już je podałeś. Muszę iść poszukać trochę Szczawiu Królewskiego. Poczekaj tu na mnie i podaj jej te zioła.
Brodaty mag schylił się i podał mu sakiewkę z ziołami.
-Dobra… – ledwo wysoki wampir odwrócił się i zobaczył że Garruk zniknął.
Nastał ranek.
Garruk stopniowo oddalał się w poszukiwaniu pożądanego zioła, które ma pomóc Chandrze. Las był dość duży, choć drzewa były wysokie. Ptaszki śpiewały a zwierzęta robią to co robiły. Garruk w pewnym momencie zauważył duże trzęsawisko.
-Nareszcie znalazłem Królewski Szczaw. – zachwycony krzyknął. Ten krzyk może doprowadzić do jego śmierci.
Garruk delikatnie zerwał Szczaw i włożył do drugiej sakiewki u pasa.
-Hm? – zdziwił się słysząc łamanie gałęzi.
Ten stwór, człowiek, cokolwiek najwyraźniej bawi się z Magiem w chowanego.
To coś właśnie siedzi na drzewie i knuje zasadzkę na Garruk'a.
-Mhahaha! – zarechotało to coś.
Niezidentyfikowana istota wyskoczyła ponad korony drzew i machnęła ręką (?) w zięmię tuż obok garbatego Maga.
-Wooot?
-Znowu się spotykamy! – krzyknęło to coś.
-Alpha Tyrranax! – odparł zdziwiony – Na kiego grzyba tu przylazłeś?
-Zrewanżować się! – ta dziwna nie podobna do niczego zielona bestia, mająca olbrzymie „ręce" zakończone szponami, mająca wielkie tylne łapy, plus cztery niewielkie oczy rozmieszczone po bokach głowy. – AAA teraz giń!
Garruk niewzruszony pogróżkami tupnął w ziemię nogą i parę metrów dalej wielka skała wyskoczyła w powietrze. Mag machnął ręką jakby chciał pchnąć tą skałę.
Rzeczywiście skała pognała w stronę Tyrranax'a. Bestia o włos uniknęła ciosu i błyskawicznie z wyciągniętymi szponami wypuściła kontratak. Na nieszczęście Garruka ten atak był celny. Czarodziej upadł po potężnym ciosie w brzuch. Musiało boleć! To nie koniec. Stwór jeszcze bardziej wysunął pazury i spróbował wbić je w pierś przeciwnika. Wildspeaker ledwo odparował cios -O nie, nie! Nie dam się tak łatwo załatwić! – Garruk błyskawicznie wykonał dziwne ruchy dłoni – Oby się udało – mówił w nadziei.
-Co do… – zatrzęsło ziemią – Rywal odwrócił się i zobaczył dwa wielkie kamulce. Mag uśmiechnął się. Te dwa kamienie razem z ruchami dłoni zaczęły się przekształcać w coś na kształt dwóch golemów. Te dwa golemy podeszły i przygmociły Tyrranaxo'wi w łeb! Pooleciał! Stwór ów trafił w najbliższy klif i spowodował zwalenie się skał prosto na jego ciało. Skały z łatwością przebiły jego korpus i jego narządy wewnętrzne rozpryzły się dookoła, a poszczególne człony jego ciała uległy zmiażdżeniu przez olbrzymi kamień dając piękną fontannę krwii.
Garruk z trudem podnióśł się i z sakiewki wyciągnął następny kawałek Szczawiu Królewskiego. – Mam nadzieje że pomoże mi to regenerować ciało – pomyślał ten czarnowłosy mag.
