Przepraszam, że tak długo! Miało być w ciągu tygodnia, ale niestety, internet padł.

Dziękuję za opinie ;)

ariana


Episode 2

Draco i Hermiona szli przez lochy do Wielkiej Sali. Dziewczyna starała na się zapamiętać drogę do dormitorium Malfoya, która od niedawna było też jej dormitorium. Droga była jednak zbyt skomplikowana, zwłaszcza jeśli szło się nią dopiero drugi raz.

Draco odprowadził Hermonę pod drzwi Wielkiej Sali, a potem bez pożegnania chciał udać się na lekcje. Przeszkodził mu jednak głos profesora Dumbledore'a

- Chcę oznajmić, iż dzisiaj zostały przesunięte godziny zajęć. Każda lekcja zaczyna się o godzinę później. Mamy problemy ze schodami, nie pracują, tak jak powinny, proszę więc, abyście do godziny dziesiątej zostali w Wielkiej Sali.

Po odłuchaniu tej wiadomości Draco szybko podszedł so stołu Ślizgonów. Dopiero w tym momencie Gryfonka zdała sobie sprawę, że nie wie co powie swoim przyjaciołom. Biorąc pod uwagę ich nienawiść do Malfoya, nie spodziewała się pozytywnej reakcji.

"Dla własnego dobra, nic im nie powiem. Przynajmniej nie teraz" - pomyślała. - "Nic im się nie stanie jeśli poczekają jeszcze pare dni."

Zastanawiała się też, co Draco zamierza powiedzieć innym Ślizgonów. W końcu jej nienawidzili... Chciała jeszcze rzucić okiem na stół Slytherinu, ale nie zdążyła. Ron i Harry podbiegli do niej, gdy tylko ją zobaczyli i od razu zaciągnęli do stołu Gryffindoru.

- Pamiętasz cokolwiek z wczorajszej imprezy? - zapytał z zapałem Ron - Ja nie, więc musiało być ekstra!

- Tak, z pewnością - mruknęła ponuro Hermiona.

- Co się stało, Hermiono? - Harry się zaniepokoił.

Zanim Hermiona zdążyła odpowiedzieć, rozległ się głos profesor McGonagall.

- Proszę o uwagę! - krzyknęła, ale w sali nadal słychać było rozmowy. - CISZA!

Wszyscy umilkli.

- Od początku roku w każdy weekend, jak nie częściej świętujecie upadek Czarnego Pana. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że nadużywacie alkoholu. - nauczycielka miała bardzo srogą minę. - Razem z profesorem Snape'em i profesorem Dumbledorem postanowiliśmy położyć temu kres.

Snape spojrzał znacząco na McGonagall, która od razu umilkła, jednocześnie oddając mu głos.

- Głupotą byłoby karać was szlabanami, gdyż nie przynoszą, żadnego skutku, ale chcieliśmy dać wam nauczkę. - Snape uśmiechnął się szyderczo patrząc to na Hermionę, to na Dracona. - Dwoje uczniów Hogwartu wzięło ze sobą ślub podczas wczorajszej imprezy, będąc pod wpływem alkoholu.

Hermiona zrobiła się czerwona jak piwonia. Chciała jak najszybciej wydostać się z sali, ale gdyby to zrobiła, od razu zwróciłaby na siebie uwagę. Draco starał się zachować zimną krew, ale Blaise zauważył, że coś się święci. I Hermiona, i Draco byli pewni, że już za chwilę wszystkie oczy będą zwrócone na nich.

- Postanowiliśmy razem z dyrektorem, że te dwie osoby nie będą mogły się ze soba rozwieść do końca nauki w Hogwarcie. Będą musiały zachowywać się jak każde inne małżeństwo, czyli mieszkać razem i nosić obrączki. - Draco miał nadzieję, że nauczyciel nie wspomni o kogo chodzi. - Czy powiedziałem wam już, że to małżeństwo to panna Granger i pan Malfoy? - zakończył swoja przemowę Snape .

Momentalnie wszyscy uczniowie i nauczyciele spojrzeli się na Dracona lub Hermionę. Dziewczyna nie wytrzymała napięcią. Czym prędzej wybiegła z sali nie odwracając się za siebie. Nawet nie wzięła swojej torby. Draco natomiast nadal siedział przy stole i ze stoickim spokojem kończył śniadanie. Kątem oka dostrzegł oburzoną Parkinson, więc odwrócił się do niej i posłał jej drwiący uśmieszek. Był niezmiernie zadowolony, że Pansy się od niego w końcu odczepi.

- Możecie z powrotem zabrać się do jedzenia - dodał wesoło Dumbledore, jednocześnie próbując odwrócić uwagę od pary nowożeńców.

- Rany, Draco, to dlatego byłeś tak cicho! - Blaise zaśmiał się. - Kiedy noc poślubna?

Draco spojrzał się na przyjaciela spode łba. Zabini uśmiechnął się szyderczo. Draco rozejrzał się po sali. Mimo słów dyrektora nikt nie zabrał się do jedzenia. Większość osób szeptała między sobą, reszta patrzyła na Dracona albo szukała wzrokiem Hermiony.

- A właśnie, gdzie twoja żona? - spytał bezczelnie Blaise.

- A co, zazdrosny jesteś? - Draco uniósł brwi.

Zabini zignorował jego pytanie.

- Jednak dobrze, że już jesteś żonaty - Malfoy prawie opluł się sokiem. - Parkinson w końcu się od ciebie odczepi.

Obydwoje zaśmiali się.

XXX

Hermiona biegła korytarzem do opuszczonej łazienki na pierwszym piętrze. Bywała tam często na drugim roku i dobrze wiedziała jak tam dotrzeć, sprawiało jej to jednak trudność.

"To pewnie przez łzy" - pomyślałą, ocierając oczy.

Nie wiedziała, czemu płakała. Na pewno nie ze smutku. Może ze złości, może dlatego, że bała się upokorzenia, reakcji Harry'ego i Rona.

Dotarała do łazienki. Osunęła się na podłogę, szlochając. W swojej wyobraźni zobaczyła minę Ronalda, gdy z wściekłością wyzywa ją od najgorszych, zobaczyła minę Harry'ego, który ze smutkiem w oczach zgadza się z Ronem.

"Przestań tak o tym myśleć! Oni są twoimi przyjaciółmi, nie zrobią ci tego!"

Uspokoiła się. Na pewno będą ją wspierać, przecież to jej przyjaciele. Już chciała wyjść, gdy nagle usłyszała cienki, przenikliwy głos:

- Płaczesz? Ktoś płacze w łazience Marty! Dobrze ci tak! - duch zaśmiał się - Niech chociaż raz ktoś poczuje się jak brzydka, nielubiana Marta!

Hermiona nie wiedziała co powiedzieć. Marta zawsze była dla niej niemiła, ale nigdy szydercza.

- A swoją drogą widziałam całe zajście w Wielkiej Sali - powiedział duch jak gdyby nigdy nic.

- I? - spytała drwiąco Hermiona.

- I ci zazdroszczę... - powiedziałą cicho Marta, spuściła wzrok i dała nura do najbliższej kabiny rozpryskując wodę dookoła.

- Zazdrościsz mi? - Hermiona wściekła się. Jak można było jej zazdrościć położenia w takiej sytuacji. - Czego? Tego, że przyjaciele się ode mnie odwrócą? Nie ma czego zazdrościć! - krzyknęła na koniec i znowu się rozszlochała.

Marta jednak się już nie pojawiła. Nigdy nie lubiła Hermiony, nie miała więc zamiaru jej pocieszać. Hermiona postanowiła nie pojawiać się już na śniadaniu. Miała nadzieję, że ktoś weźmie jej rzeczy. Gdy przestała płakać i doprowadziła się do porządku była za pięć dziesiąta. Musiała natychmiast udać się na historię magii, jeśli nie chciała stracić punktów. Spojrzało jeszcze na swój plan zajęć. Po historii magii miała...

"O zgrozo! Eliksiry. Ze Ślizgonami."

Już zaczęła sobie wyobrażać, jak bardzo upokorzą ją uczniowie z Domu Węża na lekcji ze Snape'em.

"To będzie najgorsza lekcja mojego życia.." - pomyślałą zrozpaczona.

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk zwiastujący początek lekcji. Pognała do odpowiedniej sali, modląc się, aby schody były już naprawione.

XXX

Draco zmierzał na zielarstwo. Zauważył, że żaden Ślizgon (oprócz panny Parkinson) nie miał mu za złe ślubu z Hermioną. Był troszkę zaskoczony. Przecież w Slytherinie są osoby tylko czystokrwiste i byłoby wielką hańbą, gdyby któreś z nich poślubiło mugolaka. Obawiał się trochę następnej lekcji - eliksirów. Wiedział, że jego przyjaciele nie będą nabijać się z niego albo Hermiony, ale Snape był nieprzewidywalny. Był wściekły na Dracona i nie miał zamiaru szczędzić mu kąśliwych uwag.

XXX

Hermiona dochodziła do sali, w której odbywały się lekcje historii magii. Pod drzwiami zauważyła Harry'ego i Rona, którzy byli pochłonięci rozmową. Gdy tylko do nich podeszła, ucichli. Ron spojrzał na nią z pogardą.

- No, Hermiona Granger zaszczyciła nas swoja obecnością. A może powinienem był powiedzieć Hermiona Malfoy?

Hermiona spuściła wzrok.

- Nie gniewajcie się... - nie sądziła że jej przyjaciele tak zareagują. - Chciałam wam powiedzieć, ale nie zdążyłam!

- Hermiono, twoim mężem jest nasz największy wróg! - Harry też był zirytowany - Jak mamy się nie gniewać?!

Jeśli Harry był zły było na prawdę źle.

- Może porozmawiamy później..? - Hermiona potrzebowała czasu na ułożenie odpowiednich argumentów.

- Oczywiście, porozmawiajmy później, bez świadków, bo pani Malfoy nie może zepsuć sobie reputacji rozmową z kimś takim jak my! - warknął Ron.

- W takim razie w czasie obiadu, w Pokoju Wspólnym Gryffindoru - powiedział chłodno Harry.

Hermiona już chciała się zgodzić, gdy nagle uświadomiła sobie, że ona już nie mieszka tam gdzie Gryfoni, a co za tym idzie, nie ma tam wstępu.

- Ale ja nie mogę...

- Jak już mówiłem pani Malfoy nie może zadawać się z takimi jak my, więc odmawia...

- Zamknij się Ron! - Hermiona nie wytrzymała. Drażniło ją zachowanie chłopaka, ale teraz przegiął. - Nie mam prawa wstępu do Wieży Gryffindoru!

- Co? - Ron był troszkę zbity z tropu.

Harry nadal stał z boku i z obojętnym wyrazem twarzy obserwował sytuację.

- Muszę mieszkać z Malfoyem! - dziewczyna nadal była wkurzona.

- I myślisz, że to nasza wina? - Harry w końcu się odezwał. - Nikt nie kazał ci zgadzać się na ślub. Teraz tylko ponosisz konsekwencje. - całą swoją kwestię Harry wygłosił chłodnym, bezbarwnym głosem.

Hermiona była zaskoczona. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Nie miała na to żadnym argumentów. Otworzyła usta, aby przemówić, ale nie wiedziała co powiedzieć. Harry miał rację. Nikt nie kazał jej wychodzić za Malfoya.

- Teraz nie wiesz co powiedzieć? - zadrwił Ron. - Chodź Harry. Wydaje mi się, że Hermiona straciła właśnie dwóch najlepszych przyjaciół.

Harry nie powiedział już nic. Rzucił tylko Hermionie pogardliwe spojrzenie i podążył za Ronem. Hermiona została sama, oczy napełniły jej się łzami. Harry i Ron nie byli już jej najlepszymi przyjaciółmi. Wręcz przeciwnie, byli teraz jej wrogami. Nie miała co liczyć na wsparcie Malfoya. Miała tylko nadzieję, że nie będzie z niej szydził. Już chciała wejść do sali i spędzić lekcję historii magii z Potterem i Weasleyem, którzy jej nienawidzili, gdy nagle usłyszała głos Ginny.

- Hermiono, chodź z nami - za Ginny szła Luna - Dobrze ci zrobi, jeżeli raz na rok opuścisz jakąś lekcję.

Ginny złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą na błonia. Luna uśmiechnęła się do Hermiony pogodnie. Dziewczyna nie wiedziała co myśleć. Z jednej strony była zadowolona, że nie musiała siedzieć razem z Ronem i Harrym na lekcji, a z drugiej czuła się winna, że wagarowała. Jednak gdy dotarła z Ginny i Luną na błonia, poczucie winy od razu zniknęło. Pogoda była piękna, a perspektywa spędzenia czasu z przyjaciółkami pozwoliła Hermionie zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Była im wdzięczna za to, że nie pytały o nic związanego z jej ślubem. Wiedziała, że ją rozumieją.

Prawie całą godzinę poświęciły na rozmowy o błahostkach takich jak Quiditch, czy termin najbilższego wypadu do Hogsmeade. Dopiero dziesięć minut przed dzwonkiem Hermiona przypomniała sobie, że za chwilę będzie miała eliksiry razem ze Ślizgonami.

- O nie! - jęknęła - Zaraz mam lekcję ze Snape'em... razem z Ronem i Harrym!

- Nie ma się czym martwić - pocieszała ją Ginny. - Przecież przy Snape'ie Harry i Ron nie będą ci dokuczać.

- Tak, ale Ślizgoni jak najbardziej! - Hermiona była zrozpaczona.

- Wątpię - Luna włączyła się do rozmowy. - Obserwowałam ich przez chwilę i żaden Ślizgon nie przejął się faktem, że jesteś żoną Malfoya.

- Zachowywali się jak gdyby nigdy nic - wtrąciła się Ginny.

- Nie łudźmy się, Malfoy na pewno będzie nabijał się z Gryfonów - mruknęła Hermiona. - Jak zawsze z resztą. Tyle że tym razem będę musiała też znosić obelgi Harry'ego i Rona.

Luna i Ginny chciały po raz kolejny powiedzieć, że przy Snape'ie Harry i Ron nic nie zrobią Hermionie, ale dziewczyna była szybsza.

- Snape mi nie pomoże, jest na mnie wściekły! - krzyknęła.

Luna i Ginny zamilkły. Hermiona mruknęła coś, co brzmiało jak "Do zobaczenia później." i poszła na lekcję. Przez całą drogę zastanawiała się, jakie nieprzyjemności czekają ją na eliksirach. Gdyby sumienie jej na to pozwalało, opuściłaby też tą lekcję.

Droga do lochów, ku jej utrapieniu, wydawała się krótsza niż zwykle. Gdy zobaczyła pod salą Dracona razem z przyjaciółmi, zaczęła się denerwować. Gdy Ron i Harry przeszli koło niej, nawet na nią nie spoglądając, zachciało jej się płakać. Gdy w oddali można było dostrzec Snape'a, chciała już tylko uciec z lochów i już nigdy do nich nie wracać.

Snape otworzył drzwi i jednym ruchem ręki dał uczniom znać, że w tej chwili mają wejść do sali. Nikt nie odważyłby się mu sprzeciwić.

Gdy Hermiona weszła do sali, zaczęła się zastanawiać gdzie usiąść. Miała wybór, albo zająć miejsce obok Harry'ego i Neville'a, albo zająć miejsce koło Malfoya. Tylko te dwa były wolne.

- Granger, jeśli nie wiesz gdzie usiąść, koło twojego męża jest wolne miejsce - szyderczy głos Snape'a wyrwał ją z zamyślenia.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Wyglądało na to, że z kąśliwych uwag Snape'a będą się śmiać także Gryfoni, którzy zazwyczaj byli ofiarami żartów.

Hermiona szybko zajęła swoje miejsce obok Neville'a. Nie wiedziała czy zmieniło się jego nastawienie co do niej, ale wolała siedzieć z Gryfonami, niż ze Ślizgonami, nawet jeśli narażała się na docinki Snape'a.

- Powiedziałem ci, żebyś zajęła miejsce obok swojego męża, Granger - mina Snape'a nieco spoważniała.

- Nie wiem dlaczego z powodu ślubu mam zmieniać swoje dotychczasowe miejsce - powiedziała chłodno Hermiona.

- Nie wiem dlaczego dyskutujesz z nauczycielem, Granger - Snape zacisnął zęby. - Zwłaszcza ze mną!

Hermiona zaczęła się niepokoić. Sytuacja nie wyglądała najlepiej. Mistrz Eliksirów miał dość groźną minę.

"Trzeba było się nie kłócić." - Hermiona przeklęła się w duchu.

Draco przyglądał się całej tej sytuacji. Nie mógł jednak zbyt długo siedzieć spokojnie.

- Nie wiem dlaczego marnuje pan czas poświęcony na lekcje eliksirów, wyżywając się na uczennicy. - w sali rozległ się głos Dracona.

Hermiona nie mogła wierzyć własnym uszom. Draco właśnie uratował jej skórę. Spojrzała w jego stronę. Na jego ustach przez ułamek sekundy widniał uśmiech.

"Będę musiała mu później podziękować." - pomyślała, w końcu czując ulgę.

Powód zachowania Dracona był trochę zaskakujący, ale można się go było spodziewać po osobie takiej jak on. Otóż nikt, kto nosi nazwisko Malfoy (w tym od niedawna Hermiona) nie może dać sobą pomiatać. Hermiona nie radziła sobie wystarczająco z ciętymi ripostami, więc Draco musiał jej pomóc.

Snape oniemiał. Nie spodziewał się po Draconie, że będzie bronił Hermiony. Żeby nie dać po sobie poznać, że przegrał potyczkę słowną, powiedział tylko:

- Minus dziesięć punktów, Malfoy, za taką odzywkę - spojrzał na Dracona. - Minus dziesięć punktów panno Granger-Malfoy za dyskusję z nauczycielem.

Nauczyciel odwrócił się podszedł do tablicy i zaczął lekcje. Draco uśmiechnął się z zadowoleniem. Hermiona odetchnęła z ulgą. Obydwoje zabrali się za przyrządzanie dość skomplikowanego eliksiru - veritaserum. Pod koniec lekcji Snape zamierzał ocenić postęp pracy. Zaczął od Neville'a.

- Co to ma być, Longbottom?

- Veritaserum.

Neville spuścił głowę. Już wiedział, że za chwilę Snape zrówna go z ziemią.

- Veritaserum? A czy słyszałeś, że veritaserum musi być bezbarwne? - Snape uniósł brwi.

- Tak, proszę pana - Neville'owi drżał głos.

- To dlaczego twój eliksir jest niebieski?! - w tonie głosu nauczyciela słychać było, że zamierza poznęcać się nad Neville'em, jednocześnie dając Ślizgonom powód do śmiechu.

Hermiona ukradkiem zerknęła do kociołka Neville'a. Jego eliksir był zielony, nie niebieski.

- Czy jest pan daltonistą, proszę pana? Przecież ten eliksir jest zielony! - powiedziała głośno Hermiona ze słodkim uśmiechem na ustach.

Wszyscy uczniowie wybuchnęli śmiechem. Snape odwrócił się gwałtownie w stronę Hermiony, która nadal się uśmiechała.

- Przesadziłaś Granger - wysyczał. - Gryffindor traci 20 punktów!

- Widzę, że odejmuje pan punkty za samo stwierdzenie faktu - w sali rozległ się głos Malfoya. - Czyli jeżeli powiem, że veritaserum jest bezwonne, też odejmie mi pan punkty? No wie pan, to w końcu stwierdzenie faktu...

Snape odwrócił się w stronę Malfoya. Zmierzył go spojrzeniem i warknął:

- Tak Malfoy, Slytherin traci przez ciebie 20 punktów!

Draco nadal wyglądał na rozbawionego.

- Dosyć! - krzyknął Snape. - Wszyscy WYNOCHA Z SALI!

Nikt nie zamierzał polemizować ze Snape'em. W ciągu dwóch minut w sali został tylko nauczyciel.

Draco był z siebie niezmiernie zadowolony. Po pierwsze, udało mu się wyprowadzic Snape'a z równowagi. Po drugie, rozbawił całą klasę. Po trzecie, pomógł Hermionie.

Hermiona też nie miała powodów do zmartwień. Dwa razy udało jej się umknąć przed gniewem Snape, i to dzięki Draconowi. Noszenie nazwiska "Malfoy" coraz bardziej jej się podobało.

Reszta lekcji przebiegła spokojnie. Ron i Harry nadal nie odzywali się do Hermiony, nikt z niej nie szydził. Przerwy spędzała razem z Ginny i Luną, nerwy powoli jej przechodziły. Draco spędził swój dzień, tak jak zwykle, w końcu nikt sie nie przejął jego ślubem.

Pod koniec lekcji Draco udał sie pod Wielką Salę, żeby poczekać na Hermionę. Wiedział, że dziewczyna sama nie trafi do lochów. Nie mylił się. Po paru minutach Hermiona do niego dołączyła. Uśmiechnęła sie do niego lekko. Odwzajemnił uśmiech.

"Merlinie, co się ze mną dzieje! Zaczynam ją lubić!" - pomyślał Draco ze zgrozą.

W milczeniu podążyli do lochów.

- Jak zareagowali inni Ślizgoni na wieść o twoim małżeństwie? - spytała Hermiona.

Łatwiej było jej rozmawiać z Draconem niż ostatnio. Głównie przez ten incydent na eliksirach.

- Nie przejęli się tym - mruknął.

Nie zamierzał pytać się Hermiony co Potter i Weasley powiedzieli na temat jej małżeństwa. Co ma go obchodzić ktoś taki jak oni?

Zanim Hermiona zdąrzyła cokolwiek powiedzieć, ona i Draco datarli owej ściany, która była także wejściem do Pokoju Wspólnego Slytherinu.

- Czysta krew - powiedział Draco nieco głośniej niż ostatnio.

W pokoju było o wiele więcej uczniów niż rano. Większość osób, które mijali w drodze do dormitorium Dracona podnosiła głowy i uśmiechała się przyjaźnie do Hermiony. Za każdym razem odwzajemniała uśmiech. Nie spodziewała się takiego zachowania, ale była pozytywnie zaskoczona.

Droga do drzwi pokoju Dracona nie dłużyła się tak, jak ostatnio. Hermiona chciała zapytać jak się je otwiera, ale Draco ją uprzedził.

- Wystarczy zwykłe Descendo i ukaże się dziurka od klucza - powiedział wręczając jej mały srebrny kluczyk. - Ten jest dla ciebie, ja mam swój. A teraz spróbuj je otworzyć.

Odsunął się od drzwi. Hermiona sięgnęła po różdżkę i mruknęła:

- Descendo!

Węże wygrawerowane w drewnie przepełzły po drzwiach ukazując małą dziurkę od klucz. Hermiona otworzyła drzwi. Była już raz w dormitorium Dracona, ale dopiero teraz zauważyła jak gustownie jest urządzone.

"Może nie będzie aż tak źle." - pomyślała.

Dopiero po chwili zauważyła, że na łóżku siedzi zwinięty w kłębek Krzywołap. Odołożyła torbę i już chciała wziąć swojego kota na ręcę, gdy usłyszała głos Dracona:

- Dobra, Granger, co Płaskomordek robi na moim łóżku? - spytał patrząc wymownie na Hermionę.

- To Krzywołap, nie Płaskomordek. Poza tym, to nie tylko twoje łożko - Hermiona bez żadnego oporu spojrzała mu prosto w oczy.

Draco zmrużył oczy i powiedział:

- No niech ci będzie, ale Krzyworyj ma zniknąć z łóżka, rozumiemy się? - mina Dracona nie znosiła sprzeciwo.

Hermiona odwróciła wzrok i warknęła:

- To KRZYWOŁAP, nie KRZYWORYJ - jedno spojrzenie na chłopaka wystarczyło żeby się zreflektowała. - Tak, rozumiemy się.

- To dobrze - Draco uśmiechnął się, wyraźnie zadowolony. - A teraz idę do Pokoju Wspólnego. Masz tam być za pięć minut, wypracowanie z transmutacji samo się nie napisze.

Malfoy wyszedł z pokoju.

"Jak on śmie?! Jeśli myśli, że może mi rozkazywać, to się grubo myli!" - Hermiona nadal stała na środku pokoju, wyraźnie oburzona słowami swojego małżonka.