Rasp.: Oto druga część naszej wielogodzinnej męczarni. Dziękujemy za komentarze, a szczególne podziękowania lecą w stronę Wiru, bo zbetowała nam ten rozdział 3
2. Kłamstwa
Dzień w szkole minął Benowi tak samo zwyczajnie i nudno jak zwykle. Był nieskupiony, myślami ciągle powracał do swojego dziwnego snu. Szczęśliwie dla niego, lekcje szybko się skończyły. Westchnął otwierając szafkę. Schował do niej książki z przedmiotów z których nie miał pracy domowej, a zabrał podręcznik do algebry.
Spojrzał w górę; nagle uderzyła go rzeczywistość. Julia zazwyczaj czekała na niego przy szafce po lekcjach. Więc gdzie była teraz? Wetknął książkę do plecaka, wyciągnął komórkę i pośpiesznie wybrał numer.
— Halo? — Dziewczyna brzmiała na poirytowaną.
— Julio, gdzie jesteś?
— Mam dzisiaj trening. I muszę iść… trener piorunuje mnie wzrokiem. — Po tych słowach sygnał się urwał.
Ben patrzył na telefon przez kilka chwil, próbując rozgryźć dlaczego nie pamiętał, jak mówiła mu o treningu. Właściwie to był pewien, że o tym nie wspomniała. Czy sezon tenisa czasem się nie skończył?
Decydując, że nie ma czym się martwić, zarzucił plecak na ramię i wyszedł na zewnątrz. Odruchowo skierował swoje kroki do stojaka na rowery. Kilkukrotnie zlustrował go wzrokiem, zanim przypomniał sobie, że dzisiaj to Kevin go przywiózł, a więc, oczywiście, jego rower został w garażu.
— Świetnie — wymamrotał Ben, kopiąc kamień, który leżał na jego drodze. Głośne trąbienie klaksonu rozległo się z lewej strony, ale zignorował go. Prawdopodobnie któryś z rodziców próbuje zwrócić uwagę swojego dziecka.
Dźwięk klaksonu zabrzmiał ponownie, ale tym razem bliżej. Najwidoczniej dzieciak nie reaguje pomyślał Ben, kontynuując wędrówkę.
Trzeci klakson tym razem zabrzmiał z prawej strony, w końcu zwracając jego uwagę. To był Kevin wychylający się z okna samochodu.
— Jedziesz czy nie, Tennyson? — zawołał.
— Właściwie to od kiedy odbierasz mnie ze szkoły?
— Wiesz, zawsze jeszcze możesz iść — wytknął mu Kevin.
Ben zrozumiał sugestię.
— Okej, w porządku. Ale zazwyczaj zabierasz mnie ze szkoły tylko na patrole albo gdy mamy spotkać się z Gwen.
Kevin wymamrotał coś; Ben przybliżył się, próbując zrozumieć co powiedział.
— Nie rozumiem o co ci chodzi. Powiedziałeś to zbyt cicho… jesteś… obolały*?
— Powiedziałem, że jestem znudzony* — przyznał Kevin, zmieniając bieg i powoli ruszając. Jego stopa zawisła nad pedałem gazu.
— Gwen jest poza miastem i… nie wiem, po prostu chciałem gdzieś wyjść. Jakiś problem? — spytał, odwracając głowę w stronę Bena.
Tennyson uśmiechnął się.
— Nie, nie ma żadnego problemu. Po prostu my nigdy nie wychodziliśmy razem bez Gwen lub Julii. Co chcesz robić?
— Nie wiem — przyznał Kevin.
— Więc możemy zdecydować po tym, jak pojedziemy do Mr. Smoothy's. Wypuścili nowy smak: jeżynowo-jagodowo-kawowo-miętowy.
— Brzmi paskudnie.
— To jedyny smak, którego nie próbowałem — wyjaśnił Ben, wyciągając kilka dolarów z plecaka, zanim rzucił go na tylne siedzenie. — To moja uczta.
— Nie chcę tego próbować — powiedział Kevin, kręcąc głową. — Jak dużo koktajli pijesz w tygodniu tak w ogóle?
— Zależy od tego jak dużo kieszonkowego dostanę w miesiącu — odpowiedział Ben szczerze. — I czy muszę, czy nie płacić za Gwen.
Kevin zamilkł na parę minut i Ben zaczął zastanawiać się, czy powodem była Gwen. Zmarszczył brwi, czując nagłą irytację. Przeczesał dłonią włosy, nie wiedząc jak pozbyć się tego uczucia. W końcu po prostu włączył radio.
— Nawet się nie waż zmienić stacji — przestrzegł Kevin.
Ben nawet o tym nie pomyślał; naprawdę nie przywiązywał wielkiej uwagi do muzyki, chciał po prostu czegoś, co odwróciłoby jego uwagę od tej nietypowej irytacji, którą poczuł względem kuzynki. Prawdopodobnie drażni mnie jedynie to, że jej tutaj nie ma. Nie. To było kłamstwo, z całą pewnością. Naprawdę nie wiedział, dlaczego czuł takie rozdrażnienie z powodu tego, iż Kevin zamilkł, gdy tylko wspomniał imię Gwen.
— Ziemia do świra — Kevin puknął Bena w ramię i wskazał kciukiem na koktajlownię. — Idziemy tam czy co?
— Idę kupić koktajle. Potem możemy jechać do starego łowiska dziadka Maxa.
— Z nadzieją, że znów spotkasz tam swoją babcię?
Ben pokręcił głową.
— Nah, to po prostu dobre miejsce do myślenia. — Mówiąc to, wysiadł.
Dla siebie kupił nowy smak koktajlu, a dla Kevina sodę. Sprzedawca wydał mu paragon i kazał zaczekać, aż wywołają numer czterdzieści dwa. Odszedł od okienka, żeby ekspedient mógł obsłużyć następną osobę w kolejce, ale oparł się o ladę nieopodal i czekał.
Kątem oka zauważył coś, co sprawiło, że podskoczył zaskoczony. To była mała plamka różu, którą po chwili zidentyfikował jako Julię. Siedziała przy jednym ze stolików odrabiając lekcje i wcinając frytki chilli.
Myślałem, że jest na treningu…
Ben poszukał jakiegoś dowodu, że jest tutaj z kimś - niekoniecznie zdradzając go, może po prostu wyszła z przyjaciółką. Wydawało się jednak, że młoda Azjatka przyszła tutaj kompletnie sama.
Czemu mnie okłamała?
— Czterdzieści dwa — zawołał ekspedient. Ben zabrał swój koktajl i sodę Kevina, i czmychnął drzwiami z nadzieją, że Julia go nie zauważyła.
— Wyglądasz jakbyś zobaczył… — Kevin przerwał, szukając odpowiednich słów. — Cóż, nie potrafię wymyślić niczego groźniejszego od Nadplemienia ani Ufozbirów.
— Julia tu jest.
— I co? Chcesz by pojechała z nami?
— Nie… po prostu… powiedziała mi, że ma dzisiaj trening. — Wyjaśnił Ben.
Wyciągnął komórkę i sprawdził na niej godzinę.
— Gdyby to było prawdą, wciąż siedziałaby w szkole.
— Może trener puścił ją wcześniej — zasugerował Kevin. Tennyson pokręcił głową.
— Jej skuter stoi w pobliżu drzwi, widziałem go wychodząc. Piętnaście minut zajmuje jej dojechanie nim do szkoły, co daje tylko pięć minut na trening. Julia mnie okłamała.
Levin potarł dłonią kark i kopnął krawężnik, próbując wymyślić co odpowiedzieć.
— Więc… była tam z jakimś chłopakiem? — spytał w końcu.
Ben zaprzeczył.
— To ta dziwniejsza część. Nie zdradzała mnie, po prostu… odrabiała lekcje. — Był oszołomiony. Jego dziewczyna nie tylko go okłamała, ale i wolała odrabiać pracę domową, zamiast spędzać z nim czas.
— Nie wiem, Ben — przyznał Kevin, wzruszając ramionami.— Może powinieneś… nie wiem… iść tam i porozmawiać z nią o tym?
Tennyson pokręcił głową.
— Nah, po prostu jedźmy już do łowiska dziadka. Potrzebuję spędzić trochę czasu z dala od dziewczyn teraz… Muszę pomyśleć o tym wszystkim.
Kevin nie odpowiedział, jedynie oddał Benowi koktajl, który ten mu wcześniej podał by móc wsiąść do samochodu. Tennyson zrobił to samo i dołączył do niego również milcząc, więc jechali w ciszy. Myśli Bena burzyły się w jego głowie.
Miał przecież ten sen o wyborach… I Julia w nim była. Może to próba ostrzeżenia go przed tym, że będzie musiał dokonać wyboru odnośnie Julii albo ona go zostawi? Jeśli tak, to dlaczego była tam Gwen? I najdziwniejsze z tego wszystkiego… co robił tam Kevin?
* po angielsku obolały to "sore", a znudzony "bored", więc w sumie jeśli Kevin powiedział to tak niewyraźnie, to Ben miał prawo niedosłyszeć :D
