Rozdział 2
- Hermiona! – krzyknął Harry. – Wszędzie cię
szukaliśmy!
- Cześć, Harry – powiedziała, zamykając
książkę, którą właśnie czytała.
- Wszystko w
porządku? Nie było cię na obiedzie – rzekł Potter.
- Nic mi
nie jest. Czytałam po prostu – powiedziała, odkładając książkę.
Harry przeczytał głośno tytuł:
- „Dziesięć tysięcy
najrzadszych składników eliksirów". Hermiono,
jesteś niesamowita! Wyleciałaś z podwójnych eliksirów,
nie poszłaś na obiad, żeby czytać cały czas o miksturach! –
rzekł.
- Znasz mnie – odpowiedziała szybko. – Próbuję
nadrobić to, co przegapiłam na lekcji. Boże, spójrz na
zegarek! Za trzy minuty mam być w lochach!
Harry pomógł
jej poodkładać książki na miejsce, dziewczyna puściła się
biegiem przez korytarze.
Gdy dotarła pod drzwi gabinetu Snape'a,
zapukała ostrożnie, wiedząc, że jest już spóźniona, ale
nikt jej nie odpowiedział. Zapukała jeszcze raz, ale znów
nie doczekała się odpowiedzi. Wiedząc, że byłaby w jeszcze
większych tarapatach, gdyby sobie poszła, nacisnęła klamkę i
weszła do środka. Zrobiło jej się niedobrze, kiedy pomyślała o
spotkaniu twarzą w twarz z profesorem po tym, co mu powiedziała.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale Snape'a nie było w
gabinecie. Zauważyła na biurku książki i przyjrzała się im,
wtedy dostrzegła notatkę, którą jej zostawił.
Panno Granger,
proszę odrobić
dzisiejszą pracę domową, późnej może pani odejść.
Profesor S. Snape.
Kamień
spadł jej z serca, kiedy przeczytała, że ma tylko nadrobić
zaległości. Spodziewała się czegoś dużo gorszego. Szybko
skończyła i wyszła. Podczas pobytu w lochu napięcie, jakie
wywołała myśl, że Snape może pojawić się w każdej chwili było
ogromne, więc kiedy wyszła poczuła, że znów może
oddychać. Nadal zmęczona po poprzedniej nocy poszła prosto do
łóżka i od razu zasnęła.
Do końca tygodnia Snape nie
pojawił się na szlabanie Hermiony. Zostawiał tylko instrukcje
dotyczące tego, co miała zrobić danego dnia. Raz musiała
poukładać wszystkie ingrediencje w kantorku, a następnym razem po
prostu posprzątać. Tylko pierwszego wieczoru mogła odrobić
zadanie domowe. Podczas lekcji Hermiona ignorowała Snape, a on
ignorował ją. Ich stosunki nauczyciel – uczeń były czymś
więcej niż tylko zwykłym nie znoszeniem się. To, co ich łączyło
można było opisać kilkoma słowami. Odraza. Nienawiść. Pogarda.
Wzajemne plucie na siebie.
Sytuacja zaczęła się uspokajać
dopiero po kilku tygodniach, ale nadal się ignorowali. Na lekcjach
Hermiona nie zgłaszała się, a Severus nie wywoływał jej do
odpowiedzi. Kiedy sprawdzał obecność, omijał jej nazwisko. Gdy
podpowiadała Neville'owi, ignorował ją. Zaczynało ją męczyć
takie pomijanie, które w normalnych okolicznościach byłoby
bardzo mile widziane. Jednak kto jak kto, ale ona bardzo poważnie
podchodziła do swojej edukacji i nie miała zamiaru pozwolić, żeby
jakiś tłustowłosy dupek zmarnował jej karierę. Nadszedł czas,
by zwrócić na siebie jego uwagę.
Gryfoni i Ślizgoni
weszli do klasy, zajmując swoje zwykłe miejsca. Hermiona siedziała
między Harrym i Neville'em, uśmiechając się pierwszy raz będąc
w tej klasie.
- Przygotuj się – szepnął Harry do Rona. –
Nie podoba mi się ten jej uśmieszek.
Ron przytaknął dając
znać, że zrozumiał ostrzeżenie.
Snape wpadł do klasy i
otworzył dziennik. Kiedy doszedł do imienia Hermiony, opuścił je,
ale wtedy ona krzyknęła głębokim, niskim głosem, próbując
naśladować Snape'a:
- HERMIONA!
- Obecna! – odezwała
się już normalnym głosem.
Kilka osób zachichotało, ale
Snape nadal ją ignorował.
Lekcja trwała, Hermiona
przysłuchiwała się wykładowi i jak zwykle robiła notatki, ale
kiedy profesor zapytał czy ktoś ma jakieś pytania – zgłosiła
się. Kiedy ja zignorował, odezwała się głośno:
- Severusie,
co myślisz o tym, że Czarny Pan utrzymywał się przy życiu za
pomocą krwi jednorożca?
Cała klasa siedziała z opuszczonymi
szczękami, patrząc z niedowierzaniem jak Snape nadal prowadzi
lekcję, zupełnie tak, jakby niczego nie słyszał, nadal ignorując
dziewczynę. Nadszedł czas, by uczniowie zaczęli warzyć eliksir, o
którym mówił profesor.
- Hermiona – szepnął
Harry. – Co ty wyprawiasz?
- Zwracam na siebie jego uwagę –
odpowiedziała. – Chcę, żeby przestał mnie ignorować.
- Coś
czuję, że ją za to wywalą – szepnął Ron, a Neville mu
przytaknął.
- Sprawdźcie, czy macie następujące ingrediencje
- ogłosił Snape. – Ślaz.
- Przepyszny! – krzyknęła
Hermiona, a oczy Rona zrobiły się tak duże, jak galeony.
Ignorując ją, Snape ciągnął dalej:
- Asfodelus.
-
Fantastyczny! – krzyknęła jeszcze raz, oblizując usta.
-
Bogowie... – jęknął Harry.
- Pokruszone żuki.
- Mmm,
chrupkie!
- Miło było cię poznać, Hermiono – rzekł Ron,
podczas gdy reszta klasy śmiała się pod nosem.
- Ropa
czyrakobulwy.
- Ślinka cieknie!
Po tym komentarzu cała
klasa zakrztusiła się, bo zrobiło im się niedobrze.
Snape
kontynuował wymienianie składników, a Hermiona rozpływała
się nad nimi w zachwytach. Ron, Harry i większość klasy krzywiła
się, słuchając i myśląc, że dziewczyna wpadnie w tarapaty, ale
Snape zaszokował ich jeszcze bardziej i nadal ją ignorował.
Wszyscy uczniowie zaczęli warzyć swoje eliksiry, korzystając z
list ze składnikami, które rozdał im profesor. Tylko
Hermiona warzyła swój eliksir nieco inaczej.
Czekając aż
Snape znajdzie się za nią, dodała ostatni składnik eliksiru.
Usłyszeli wybuch, ale mikstura pozostała w kociołku.
„No,
to zaczynamy" pomyślała, kiedy przełamał się stół.
Specjalnie uwarzyła eliksir, który powodował, że zawartość
jej kociołka ważyła dziesięć tysięcy razy więcej niż powinna
normalnie. Po tym, jak jej kociołek połamał stół, kotły
stojące po obu jego stronach ześlizgnęły się w dół,
spadając na podłogę.
Cała klasa zerwała się na nogi, żeby
zobaczyć całe zamieszanie i przeżyła lekki szok widząc głęboki
na pięć stóp krater w kamiennej podłodze.
- Niech cię,
Granger, masz rozmach! – rzekł Draco, będąc pod wrażeniem. –
Mogę się założyć, że gdybyśmy byli na szczycie Północnej
Wieży, ten kociołek przeleciałby przez wszystkie piętra! –
Wszyscy się z tym zgodzili, lecz szybko rozpierzchli się po kątach,
kiedy profesor Snape spojrzał na nich swoim sławnym spojrzeniem.
Hermiona po prostu uśmiechnęła się zanim zapytała:
- Czyto zasługuje na szlaban?
- O ósmej. W moim lochu –
tylko tyle wysyczał, zanim odszedł.
- W końcu – mruknęła
do siebie, zadowolona, że profesor ją zauważył.
Machnąwszy
różdżką, posprzątała stanowiska innych uczniów,
ale nie była silna na tyle, żeby sprzątnąć swój ciężki
kociołek, leżący praktycznie na środku klasy.
- Zwariowałaś?
– zapytał Harry Hermionę.
- CISZA! – warknął Snape, a
uczniowie kończyli swoje eliksiry.
Tego wieczoru
Hermiona przyszła na szlaban o czasie i weszła bez pukania, bo była
pewna, że profesor nie zaszczyci jej swoją obecnością. Tak, jak
oczekiwała, instrukcje zastała na biurku. To, czego nie oczekiwała,
to obecność profesora warzącego eliksir.
Kontynuował swoją
pracę nawet na nią nie spojrzawszy. Jeżeli o niego chodziło –
nie istniała. Niemniej jednak nadal był odpowiedzialny za jej
edukację i wiedział, że musi uwarzyć poprawnie dzisiejszy
eliksir.
Dziewczyna specjalnie rozłożyła swoje rzeczy na tym
samym stoliku, na którym pracował Snape, chcąc go zmusić,
żeby się odezwał i kazał jej się przenieść. Były dwa powody,
dla których usadowiła się właśnie tutaj. Pierwszy –
chciała go podenerwować i drugi – bardzo chciała się dowiedzieć
czegoś więcej na temat eliksiru, który warzył. Każdą
wolną chwilę, jaką udało jej się ukraść miedzy lekcjami,
uczeniem się i obowiązkami Prefekt Naczelnej, poświęcała na
dogłębne studiowanie notatek, które skopiowała od niego
poprzednim razem. Ingrediencje potrzebne do wykonania wywaru bardzo
ją zainteresowały. Podobnie, jak procesy, którym musiały
zostać poddane wydawały jej się ciekawe, ale nadal nie miała
zielonego pojęcia do czego posłuży ten eliksir. Nie wiedziała nic
poza tym, że w założeniu, eliksir ma pomóc zwalczyć efekty
uboczne klątwy Cruciatus. Podejrzewała, że musi w tym być coś
jeszcze. Coś poważniejszego, gdyż Snape spędzał nad kociołkiem
coraz więcej czasu. Śledziła każdy jego ruch podczas gdy powoli
warzyła swój własny eliksir.
Krojąc składniki, nuciła
pod nosem. A kiedy wrzucała je do kociołka, zaczęła śpiewać:
W piosence tej jest końca brak,
Trzeba
ją śpiewać ciągle tak.
Ci, co zaczęli śpiewać
ją
Wnet dali wrobić się
I będą
zawsze śpiewać ją
Dlatego tylko, że...
W
piosence tej jest końca brak,
Trzeba ją śpiewać
ciągle tak.
Ci, co zaczęli śpiewać ją
Wnet
dali wrobić się
I będą zawsze śpiewać ją
Dlatego tylko, że...
Śpiewała i
śpiewała, i śpiewała, i śpiewała dopóki nie przerwało
jej głośne:
- CISZA!
Kiedy kończyła eliksir, spojrzała
na kolejne zadanie, jakie miała do wykonania.
„Umyć
podłogę. Bez użycia magii."
Przewróciła tylko
oczami i oddaliła się, by napełnić wiadro wodą. Woda znów
była tylko ciepła, ale szybko rzuciła zaklęcie, żeby ją
podgrzać i zabrała się za czyszczenie. Nie opuściła lochów
aż do północy.
Minął miesiąc, a
Hermiona nadal denerwowała Snape'a. Harry i Ron odstąpili od
planu „oko za oko", gdyż jeszcze gorszym było to, że sami byli
częścią niebezpiecznej gry.
W dniu, kiedy transmutowała
wszystkie jego zwykłe pióra w fioletowe pawie pióra i
pytała bez przerwy „Dlaczego profesor uratował Harry'ego przed
upadkiem z miotły", Snape nadal ją ignorował.
Kiedy
sprawdzał kociołek każdego ucznia z osobna, a ją pominął,
Hermiona krzyknęła:
- Słodziachny Seviczku, nie spojrzałeś
na mój eliksir!
Tym właśnie zdaniem zarobiła kolejną
karę.
Hermiona wpadła w obsesję na punkcie eliksiru Snape'a.
Za każdym razem, kiedy miała szlaban spoglądała na niego i
stwierdzała, że był innego koloru i konsystencji. Urządziła
sobie nawet przenośne laboratorium w swoim pokoju, żeby także
spróbować uwarzyć ten wywar. Jednak wychodziło jej tylko
coś, co przypominało brązowy szlam. Nazwała go Brązowym Szlamem
w Butelce.
Tego wieczoru, Hermiona była zajęta układaniem
ingrediencji na półkach, podczas gdy Snape stał przed swoim
kociołkiem, nadal próbując uwarzyć swój eliksir.
Segregowała właśnie fiolki z eliksirami, kiedy katem oka
spostrzegła, że profesor pada na kolana. Odłożyła naczynie i
podbiegła do niego. Klęczał i ściskał mocno swoje lewe
przedramię, wyraźnie się trzęsąc.
- Panie profesorze! –
krzyknęła. – Co się dzieje? – zapytała, bojąc się, że to
jego Mroczny Znak daje o sobie znać, lecz Snape nie odpowiedział.
Najpierw myślała, że to dlatego, że nadal ją ignorował, ale
szybko zorientowała się, iż nie był w stanie jej odpowiedzieć,
tak bardzo cierpiał. Przyklęknęła przy nim, starając się mu
jakoś pomóc, ale bezskutecznie.
„Nie panikuj!"
Pomyślała i podbiegła szybko do kominka. Szukając gorączkowo,
znalazła trochę proszku Fiuu w puszce, rzuciła go w płomienie i
wykrzyczała:
- Gabinet Dumbledore'a! – Weszła w zielone
płomienie i natychmiast znalazła się tam, gdzie chciała. –
Panie profesorze! Panie profesorze! – krzyknęła. – Potrzebuję
pana pomocy!
Dyrektor wyszedł szybko ze swojej biblioteki.
-
Co się stało, panno Granger?
- Profesor Snape! On... On… -
nie wiedziała jak to opisać. – On potrzebuje pomocy!
Dumbledore
rzucił w płomienie garść proszku Fiuu i podążył do
laboratorium Snape'a, Hermiona tuż za nim. Znaleźli
nieprzytomnego profesora leżącego na podłodze. Za pomocą zaklęciaMobilicorpus, dyrektor przeniósł go do jego prywatnych
kwater i położył na łóżku. Hermiona była zbyt
zdenerwowana, by zorientować się, że weszła do komnat
nauczyciela. Usiadła obok niego na łóżku. Bardzo chciała
pomóc, ale nie wiedziała, do czego mogłaby być przydatna.
- Panno Granger, chciałbym, żeby poszła pani do skrzydła
szpitalnego i powiedziała pani Pomfrey, że profesor Snape
potrzebuje jej pomocy – rzekł Albus bardzo poważnym tonem.
Hermiona przytaknęła i szybko wyszła.
Wróciwszy po
kilku chwilach z pielęgniarką, Hermiona ruszyła za nią do pokoju
Snape'a, ale dyrektor zablokował jej drogę.
- Panno Granger –
powiedział. – Jestem bardzo wdzięczny za pani pomoc, ale muszę
prosić, by pani wyszła.
Nieważne jak bardzo Hermiona chciała
protestować – przytaknęła i odwróciła się, by wyjść.
- Panno Granger – odezwał się jeszcze raz dyrektor. –
Oczekuję od pani pełnej dyskrecji, jako od Prefekt Naczelnej. –
Spojrzał na nią znad swoich okularów połówek.
-
Oczywiście, proszę pana – powiedziała, zanim Dumbledore zamknął
drzwi do kwater Snape'a.
Stała na środku laboratorium
profesora, próbując zrozumieć, co właściwie mu się stało.
Owszem, był bezduszny i srogi, ale był też bohaterem wojennym i
wieloletnim szpiegiem Zakonu Feniksa. Jego inteligencja i siła
przewyższały inteligencję i siłę większości czarodziejów,
a jednak leżał teraz nieprzytomny w swoim łóżku. Musiała
mu pomóc, ale jak? Uśmiechając się, zdała sobie sprawę z
tego, że jego notatki nadal leżały przy kociołku. Rozglądając
się czy w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby ją podejrzeć,
zaczęła przerzucać papiery, wtedy zauważyła, że leżał tam
cały notes z jego spostrzeżeniami i wskazówkami. Wzięła
pergamin z biurka i zaczęła kopiować kartkę po kartce. Poczym
szybko opuściła pomieszczenie. Cokolwiek działo się teraz z
profesorem Snape'em – wiedziała, że odpowiedź trzymała w
rękach.
„Niekończąca się piosenka" z programu Lamb Chop Show (telewizja amerykańska).
