Pairing: JEREK, czyli John / Derek
( T jak Tylko Dla Fanek/Fanów Yaoi/Shonen-ai )
Dedykacja: Dla Aniki:*. Smacznego!XD
Jabłka.
John zaczął zastanawiać się, czy wszystkie jabłka tak cudowne pachną. Zamknął powoli powieki, opierając łokieć o drzwi samochodu. Pas bezpieczeństwa uwierał go w szyję. Wziął głęboki oddech. Oczami wyobraźni widział skrzynkę leżącą na tylnym siedzeniu dogde'a, tuż za jego plecami. Zbitą naprędce z niewyheblowanych, cienkich desek szorstkich od drzazg. Pełną czerwonych, dojrzałych jabłek, na których myśl ciekła mu ślinka. Ich zapach wypełniał całe wnętrze samochodu. Nawet otwarte okno od strony Dereka nie rozrzedziło przepięknej woni świeżych owoców.
Zapach jabłek znał dobrze. Jego matka często kupowała je do naleśników; ścierała owoce na tarce, dodawała cukru waniliowego i cynamonu, a potem nakładała je na świeżo upieczone, puszyste ciasto, zwijała je i układała na talerzu. Wtedy brał cukier puder i posypywał nim naleśniki przez sitko, jednocześnie czekając, żeby jabłka ogrzały się nieco w ciepłym wnętrzu naleśnika. A potem rozkoszował się ich cudownym smakiem i zapachem. Naleśniki z jabłkami były tylko, jak mieli spokój, jak akurat mieli przerwę w uciekaniu i Sarah czuła się bezpiecznie; naleśniki oznaczały więc, że było dobrze. Jabłka też.
Owoce kupili na targu na obrzeżach miasta. Derek chciał koniecznie zrobić mały wypad poza gwarne i wiecznie zatłoczone Los Angeles, żeby pooddychać świeżym powietrzem i trochę postrzelać. Na cele wybrali jabłka, bo były tanie, ale John poczuł się dziwnie, widząc piękne owoce kupione nie po to, żeby je zjeść. Oczywiście wątpił, że całe dwa kilogramy jabłek skończą przestrzelone gdzieś w trawie. Na pewno trochę przywiozą do domu. Może jego mama zrobi naleśniki? Po cichu na to właśnie liczył.
- Chcesz jedno? – Usłyszał. Spojrzał na Dereka. Mężczyzna nie puszczając kierownicy i cały czas patrząc na drogę, wyciągnął rękę do tyłu, żeby po chwili wziąć jabłko i podsunąć je w stronę chłopaka.
- Nie, dzięki – rzucił John.
- Nie to nie.
Reese zaczął jeść owoc; prowadził tylko z jedną ręką na kierownicy. Jabłko było wyjątkowo soczyste, bo ciemne plamki soku szybko poznaczyły szarą koszulkę mężczyzny i błyszcząca strużka spłynęła po jego nieogolonej dokładnie brodzie. Wytarł ją nadgarstkiem. Jabłko między jego długimi placami zmniejszało się szybko i po chwili wyrzucił ogryzek przez uchylone okno, a potem przesunął językiem po wnętrzu swojej dłoni, żeby wreszcie oblizać każdy lepki i słodki od soku palec.
John nie mógł oderwać wzroku od swojego towarzysza. Derek przez dłuższą chwilę ssał opuszkę kciuka, zanim sięgnął do skrzynki po kolejne jabłko. Tym razem jednak rzucił okrągły owoc na jego kolana, żeby zmienić bieg i włączyć kierunkowskaz, a potem skręcić w polną drogę między dwoma polami kukurydzy. Cały czas patrząc przed siebie, wyciągnął rękę po jabłko, które przeturlało się pomiędzy ściśniętymi nogami Johna. Nagle jakiś wybój na drodze sprawił, że owoc niemal spadł z kolan chłopaka, a dłoń Dereka wymacała pustkę, dotykając przelotnie uda nastolatka obciągniętego sfatygowanymi, jasnoniebieskimi spodniami. John chwycił jabłko, zanim to spadło na ziemię i podał je Derekowi. Jednak liczne wyboje utrudniły tą „wymianę" i zanim mężczyzna wreszcie zamknął owoc w dłoni, jego palce kilka razy musnęły skórę Johna. Ten poczuł, że się rumieni, choć zupełnie nie rozumiał dlaczego.
Derek zaczął jeść jabłko. Sok znowu poznaczył jego brodę błyszczącymi, lepkimi strużkami. Nagle przytrzymał owoc zębami, marszcząc brwi. Zacisnął obie ręce na kierownicy, po czym zmienił bieg. John zauważył, że jabłko powoli przegrywa z ostrymi zębami mężczyzny i wyciągnął po nie rękę. Nie zdążył jednak złapać owocu, który spadł na fotel między nogami kierowcy.
Za oknami samochodu dało się słyszeć szczekanie.
- Cholerne kundle! – syknął Derek, nieco skręcając. – Same lezą pod koła!
John spojrzał na skupioną twarz Reese'a, kiedy ten starał się nie rozjechać żadnego psa, a potem na owoc czerwieniący się zaraz przy jego kroczu. Kolor ten mocno kontrastował z granatem dżinsów mężczyzny. Niewiele myśląc, wyciągnął rękę po jabłko. Wtedy jednak autem szarpnęło i dłoń chłopaka zamiast na jabłko, natrafiła na krocze jego towarzysza. Szybko cofnął ramię, chwytając jabłko i zażenowany usiadł wygodniej na swoim siedzeniu. Szczekanie za oknami nie ustawało.
John bał się spojrzeć na Dereka. Czuł w dłoni ciężar jabłka, które jeszcze przed chwilą mężczyzna jadł. Spojrzał na owoc. Widział wyraźnie ślady zębów Reese'a i cieniutkie nitki jego błyszczącej śliny zmieszanej z sokiem. Poczuł się dziwnie, a potem przystawił jabłko do ust i ugryzł kawałek w tym miejscu, gdzie kończyły się ślady równych siekaczy. Po chwili znowu zatopił zęby w miękkim miąższu, rozkoszując się idealnym smakiem. Tak smakowało bezpieczeństwo i spokój. Żeby jeszcze były naleśniki.
Skończył jeść jabłko i otworzył okno, żeby wyrzucić ogryzek. Otarł usta rękawem, czując, jak bardzo są lepkie. Tymczasem Derek zatrzymał samochód i zgasił silnik.
- Gotowy żeby trochę postrzelać? – zapytał Derek, wychodząc z samochodu. Po chwili otworzył tylne drzwi i wyjął skrzynkę, idąc z nią w stronę płotu odgradzającego od siebie dwa sady.
John wyszedł z auta, wycierając ręce w spodnie. Czuł, jak jego palce kleją się do siebie. Stał i patrzył, jak Derek układa owoce obok siebie na drewnianej belce. Skrzyżował ramiona na piersiach.
- Nie żal ci tych jabłek? – zapytał. Reese podniósł na niego oczy.
- Przecież to tylko jabłka, John.
- No wiem, ale... zostawmy trochę do zjedzenia, okej?
Derek uśmiechnął się, a John pomyślał tylko o tym, że te kształtne wargi muszą być nadal słodkie od owoców. Zaczął się zastanawiać, czy skóra pod nimi poznaczona ciemnymi punkcikami zarostu nadal jest lepka i pachnie jabłkami.
- Łap! – Usłyszał nagle i w ostatnie chwili złapał rzucony bez ostrzeżenia w jego stronę owoc.
Reese usiadł na ogrodzeniu, opierając stopy o belkę niżej i zaczął jeść drugie jabłko. John wytarł swoje o koszulkę i podszedł do płotu, żeby po chwili usiąść obok swojego wuja. Siedzieli w milczeniu obok siebie i jedli smaczne owoce, do których mieli przecież strzelać.
- O czym myślisz? – zapytał John.
- O tym, że te jabłka były warte swojej ceny – mruknął, gryząc owoc. Uśmiechał się.
- Są przepyszne.
- Racja. Dawno takich nie jadłem.
- Ja tak samo. – Też się uśmiechnął.
Przez dłuższą chwilę chrupali jabłka; popołudniowe słońce przyjemnie grzało ich plecy i John czuł wilgoć pod pachami. Zsunął z ramion bluzę i rzucił ją na skrzynkę obok. Po chwili przeżuł ostatni kawałek i cisnął ogryzek gdzieś za siebie. Oblizał wargi i wytarł je kątem dłoni. Jego palce kleiły się do siebie.
- Masz jakąś wodę? – zapytał. Derek pokręcił przecząco głową. – W takim razie przekleję się do broni.
- Obliż palce – poradził mu starszy mężczyzna, który po chwili wsunął do usta swój palec wskazujący.
John patrzył, jak zgrabne palce jego towarzysza jeden po drugim znikają między kształtnymi wargami. Zrobiło mu się gorąco. Chciał ściągnąć z siebie bluzę, ale szybko przypomniał sobie, że już jej na sobie nie ma. Derek tymczasem oblizał mały palec, a potem wytarł ręce w koszulkę, która na chwilę odsłoniła jego pięknie wyrzeźbiony brzuch.
- Gotowe. Nic się nie klei. Trzeba sobie radzić; wojsko, nie wojsko, trzeba mieć zawsze jakiś pomysł.
Chłopak pokiwał głową i wsunął dwa palce do ust, oblizując je. Poczuł smak soku tak intensywny, że aż przymknął powieki.
- Bo do wieczora ci z tym zejdzie. – Usłyszał, czując, dotyk na swoim nadgarstku. Otworzył oczy akurat, żeby zobaczyć, jak Derek trzymając mocno jego dłoń, wkłada jego palce do swoich ust. Poczuł na skórze ciepły, miękki, wilgotny język i nagle to wydało się mu najcudowniejszą pieszczotą pod słońcem.
Reese stał na ziemi naprzeciw niego; kolano Johna dotykało biodra mężczyzny. Widział, jak wziął do ust jego kolejne palce i nagle zaczął żałować, że ma ich tak mało. Po chwili Derek wysunął z ust jego kciuk, przyciskając paznokciem do swojej twardej, męskiej wargi. Johna zdjęła panika. Już po wszystkim?...
- Smakujesz jak jabłka. – Puścił jego rękę, uśmiechając się szeroko.
- A ty? – zapytał cicho John. Nawet nie wiedział, kiedy zaczepił palcem o szlufkę przy spodniach mężczyzny. Teraz pociągnął ramię w swoją stronę. Derek dał się przyciągnąć bliżej. Jego dłoń oparła się o kolano chłopaka.
- Chcesz się przekonać?
Connor kiwnął głową; przeszył go dreszcz. Reese uniósł rękę i przyłożył ją do szyi chłopaka. Przez chwilę patrzyli sobie prosto w oczy, zanim Derek nachylił się i pocałował Johna w usta. Druga dłoń nastolatka znalazła inną szlufkę i przyciągnął do siebie jeszcze bardziej starszego mężczyzną. A potem po prostu odwzajemniał namiętne, gorące pocałunki. Ślina Dereka i jego wargi miały smak jabłek. Johnowi aż zakręciło się w głowie. Po chwili Reese odsunął się nieco od niego. Ich usta połączyła cieniutka niteczka śliny. Dostrzegli ją i to ich nieco rozbawiło, a ich wargi znów połączył soczysty pocałunek, bardziej odważny niż wcześniejsze.
Dłoń Dereka przesunęła się na kark Johna i tam ją trzymał, przyciskając do siebie chłopaka. Druga jego ręka zacisnęła się kościstym kolanie. Po chwili zabrakło im tchu i Reese znowu się cofnął. Tym razem jednak kciukiem otarł wilgotne od śliny wargi Johna. Chłopak cofnął ręce, puszczając spodnie starszego mężczyzny.
Reese usiadł na belce obok i bez słowa podał Johnowi jabłko. Sam też wziął jedno dla siebie. Znowu siedzieli ramię w ramię i jedli soczyste owoce.
Ostatecznie żadne jabłko nie skończyło z kulą między pestkami. Zjedli wszystkie, wyrzucając tylko kilka zgniłych. Derek rzucił za siebie ostatni ogryzek.
- Lubisz jabłka? – zapytał go John z dwuznacznym uśmieszkiem.
- Pewnie. A wiesz, które najbardziej?
- Które?
Derek zeskoczył z płotu i znowu znalazł się naprzeciwko młodego Connora. Ujął ręką jego twarz i odchylił jego głowę lekko od tyłu.
- To – powiedział, muskając wargami jabłko Adama chłopaka. John roześmiał się wdzięcznie.
Reese cofnął rękę i pocałował go jeszcze raz w usta.
- Następnym razem kupimy więcej jabłek – rzucił, kiedy obaj wsiedli do dogde'a.
John pokiwał głową.
- Moja mama zrobi wtedy naleśniki.
- Jestem za. – Wymienili uśmiechy. W powietrzu nadal unosiła się woń jabłek.
Kiedy zajechali pod dom, zmierzchało. Sarah wyszła im naprzeciw.
- Jak się strzelało? – zapytała.
- W porządku – odparł Reese, znikając w domu.
Chłopak posłał matce uśmiech. Kiedyś jabłka kojarzyły mu się z poczuciem spokoju i bezpieczeństwa. I z naleśnikami. Teraz chyba myśląc o tych owocach, będzie miał przed oczami uśmiechniętą twarz Dereka. A zapach jabłek zawsze będzie przypominał mu o ciepłym oddechu mężczyzny za skórze jego szyi.
GRZECZNY (?) KONIEC
[Reklama: Riley wpada odwiedzić Johna z pudełkiem czekoladowych ciastek, które upiekła jej macocha. Nie zastaje go jednak. Jest za to jego wujek. Czy pan Derek też lubi ciastka? Coming soon.]
