(Poprawiony)


Kiedy doszli na plac treningowy, nikogo tam jeszcze nie było. Usiedli na jednej z ławek ustawionych wokół stadionu, zapewne na potrzeby egzaminów praktycznych. Żadne z nich nie odzywało się, każde pogrążone we własnych rozmyślaniach. Ino, zdenerwowana przed nadchodzącą lekcją, starała się przypomnieć sobie, co wie o walce na miecze. Nie było tego wiele, a nawet można powiedzieć, że prawie nic. Bała się, że zbłaźni się przed klasą już na samym początku. Chociaż po chwili doszło do niej to, że bardziej zależy jej na zdaniu Kurosakiego niż innych.

- To będzie twój pierwszy raz, prawda? – zagadnął Ichigo.

- Tak, nigdy wcześniej nie miałam w ręku katany… - odparła dziewczyna, lekko się rumieniąc.

- Spoko, nic w tym złego. Przecież nie jesteś w tym jedyna, no nie? Poza tym pomyśl, że dostałaś się do tej grupy, więc jednak musisz mieć talent – dodał, starając się dodać jej otuchy.

Kama uśmiechnęła się, odpychając od siebie obawy. „Będzie, co ma być, a jak zacznę ćwiczenia w takim stanie, to nie ma szans, żeby mi się cokolwiek udało. Poza tym Ichigo ma rację, poradzę sobie", próbowała przekonać samą siebie. W końcu na plac zaczęli przychodzić inni uczniowie, tak samo jak na otwarciu, w małych grupkach lub nieśmiało w pojedynkę. Zajmowali kolejne miejsca, zachowując jednak pewien dystans od Kurosakiego i Kamy. Teraz, siedząc, jakby zyskali trochę pewności siebie, więc gwar rósł coraz bardziej. Sądząc z ukradkowych spojrzeń rzucanych w kierunku pomarańczowowłosego chłopaka, był on jednym z głównych tematów rozmów.

Na środku placu pojawił się wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna. Poczekał, aż wszyscy ucichną, po czym zabrał głos:

- Jestem Kana Owari. Będę was uczył walki na miecze, która jest o wiele trudniejsza od innych zajęć, no może poza lekcjami kidou. Wymaga dyscypliny i samokontroli, jakiej nie posiada jeszcze nikt z was. Jeden zły ruch może kosztować życie was albo waszych przyjaciół, dlatego nie wolno wam lekceważyć tego, czego będziecie się tu uczyć. Na początku będziecie używać do ćwiczeń bokkenów, które na późniejszym etapie zostaną zastąpione prawdziwymi katanami. Dopóki nie odkryjecie, jak nazywa się wasz zanpaktou, jesteście zdani wyłącznie na zwykły kształt i siłę miecza, dlatego przykładajcie się do ćwiczeń, jak tylko potraficie! Zrozumiano?! – zakończył swoją przemowę okrzykiem.

- Hai! – odpowiedzieli mu uczniowie z większym lub mniejszym zapałem.

Wszyscy patrzyli z wyczekiwaniem na stojaki z bokkenami ustawione z boku stadionu.

- Niech każdy weźmie teraz miecz i dobierzcie się w pary. Kurosaki, ty też masz walczyć drewnianą bronią – dodał, spoglądając na chłopaka.

- Hai – skinął głową Ichigo i ostrożnie postawił Zangetsu na stojaku, wybierając jeden z przeznaczonych dla uczniów mieczy.

Ino wzięła bokken, który był najbliżej i cicho stała, patrząc, jak inni dobierają się w pary. Wstydziła się zaczepić kogoś, obawiając się pewnego poniżenia w czasie ćwiczeń. Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.

- Co powiesz na małą naukę podstaw? – zapytał z uśmiechem Kurosaki. – Skoro pierwszy raz będziesz walczyła, to jeśli chcesz, mogę ci dać kilka wskazówek. Chętna?

- Dziękuję, Ichigo-kun. Postaram się sprawić jak najlepiej – odpowiedziała Ino.

- Dobrze – wymianę przerwał głos senseia, - skoro już się podzieliliście, pokażę wam teraz kilka ruchów, które macie ćwiczyć w ciągu nadciągających, i zapewniam, że dla was bardzo długich, dwóch godzin. Kurosaki, podejdź tu – zwrócił się do ucznia. Gdy ten stanął obok, kontynuował: - W najbliższym czasie zawsze będzie tak, że ktoś będzie atakował, a ktoś blokował. Dzięki temu może uda wam się nie połamać nosów już na pierwszych lekcjach. Teraz tak. Jedna osoba robi cięcie, o takie, a druga stara się zbić bokken, tak jak to teraz zrobił Kurosaki. Rozumiecie? Dobrze. Drugi atak wygląda tak. Róbcie to na zmianę, po dziesięć razy. Dziękuję Kurosaki, możesz wrócić do swojej partnerki. Zaczynajcie! – krzyknął, siadając na ławce.

- Hai!

Zajęcia przebiegły spokojnie, o dziwo bez żadnych wypadków. Jedyną szkodą był wybity palec u jednego z uczniów, który niefortunnie zamiast na miecz, cios przyjął na kciuk. Nawet Ino była zadowolona, ponieważ Ichigo podpowiedział jej kilka sprytnych manewrów, których szybko próbowała, gdy tylko sensei patrzył w inną stronę. Mimo, że te dwie godziny upłynęły wszystkim bardzo szybko, pozostawiły po sobie ogromne zmęczenie. Przepocone kimona kleiły się do skóry i pod koniec uczniowie potrafili tylko myśleć o prysznicu i porządnym obiedzie.

Ponieważ trening kończył pierwszy dzień na Akademii, pierwszoroczniacy zaczęli rozchodzić się do swoich domów, umawiając między sobą na odprowadzanie i wspólne chodzenie do szkoły. Tylko garstka osób skierowała się internatowi, ponieważ mieszkali w Rukongai, więc mieli zbyt daleko, by codziennie chodzić do Akademii.

Ino zastanawiała się, z kim przyjdzie jej mieszkać w pokoju, gdy do głowy wpadła jej pewna myśl.

- Ichigo-kun, a ty gdzie mieszkasz? – zapytała zainteresowana.

- Ukitake-san zaproponował mi miejsce w baraku trzynastej dywizji. Mówił coś o przysposabianiu do pracy shinigami i inne duperele. Mam mu podobno w czymś pomagać. Heh, oby to nie były papiery, nienawidzę wypełniać dokumentów… - warknął pod nosem.

- Ukitake-san? Czy to nie jest kapitan? – zdziwiła się Ino.

- No tak.

- Szczęściarz z ciebie, na pewno nie będziesz miał kłopotu z przydzieleniem do któregoś z oddziałów – westchnęła dziewczyna.

Ichigo wytrzeszczył na nią oczy.

- Chyba sobie żartujesz? Ja się nad tym głowię odkąd doszło do mnie, że po śmierci będę już musiał zostać regularnym shinigami! Pierwszy oddział pod kierownictwem starego, konserwatywnego pryka Yamamoto. Drugi, którym dowodzi świrnięta na punkcie kapitana oddziału piątego Soi Fong. Trzeci, gdzie decyzje próbuje podejmować emowaty Kira. Do czwartego nic nie mam, ale ja się tam po prostu nie nadaję. Dalej Yoruichi-san, która zamorduje mnie, jeżeli jej nie wybiorę. Ale wtedy wolałbym się nie spotkać z członkami dziewiątego. A może szósty? – Kurosaki aż się otrząsnął. – Nie, tam nie wyrobiłbym nawet godziny z tym szurniętym Byakuyą… Siódmego, muszę się przyznać, zbyt dobrze nie znam, więc jak na razie to dla mnie najlepszy wybór. Kyoukotsu-san odpada, tak samo Toushiro. Kenpachi i Mayuri są równie walnięci, wolę trzymać się od nich z daleka. Jak już mówiłem, wyboru Urahara-san nie darowałaby mi Yoruichi-san, więc zostaje tylko Ukitake-san. Hm, wtedy przynajmniej byłbym w tym samym oddziale co Rukia… - Ichigo zamilkł na chwilę, jakby się zastanawiając. – No, w każdym razie, wierz mi, łatwiej jest nie znać kapitanów, wtedy mogą się przynajmniej na początku wydawać normalni… - dodał.

Ino roześmiała się na tę puentę i zatrzymała, ponieważ w międzyczasie zdążyli już dojść do internatu.

- Do zobaczenia jutro, Kurosaki-kun – powiedziała na pożegnanie, wchodząc do budynku.