Zbudził ją delikatny pocałunek. Zmarszczyła brwi, niechętnie odpowiadając na niespodziewaną pieszczotę. Nie miała pojęcia, skąd ona się nagle wzięła, ale wyglądałoby na to, że Lucjusz znów wrócił pijany. Nagle zamarła, gdy poczuła lekkie ukłucie na policzku. Gwałtownie otworzyła oczy, by spojrzeć na właściciela drapiącego zarostu, którym nie mógł być Lucjusz – jej mąż od kilku lat korzysta z zaklęcia, które uniemożliwia rośnięcie brody.
Uśmiechnęła się, gdy ujrzała przed sobą zawadiacki uśmieszek Sanguine'a. Pokręciła głową i chwyciwszy jego koszulę, przyciągnęła go bliżej, by oddać pocałunek z dużo większym entuzjazmem, niż wcześniej.
- Zaskoczyłeś mnie – powiedziała, gdy po chwili odsunęła się od niego. Sanguine odpowiedział jej pewnym siebie uśmieszkiem.
- Taki też miałem zamiar.
Niespiesznie ściągnął buty i wspiął się na łóżko, by położyć się obok niej. Ufnie wtuliła się w jego umięśniony tors, opierając głowę na jego ramieniu.
- Lucjusz jeszcze nie wrócił? – zapytała, przymykając oczy.
- Nie i dlatego mogę bezkarnie uwodzić jego żonę – szepnął jej do ucha niskim głosem.
Narcyza zaśmiała się i mocniej wtuliła w niego.
Od tamtego balu minęło już kilka długich dni, w czasie których przekonała się o zaślepieniu Lucjusza. Gdy tylko wielki pan Malfoy opuszczał rezydencję, przy jej boku momentalnie pojawiał się Sanguine – kilka razy mało nie przyprawił jej o zawał, gdy tak zjawił się właściwie z nikąd – a Lucjusz jak do tej pory nie zauważył zupełnie niczego. Nawet gdy z nią rozmawiał, cała rozmowa polegała na tym, że mówił do niej o sprawach, które interesowały tylko jego i właściwie nie zwracał na nią zupełnie uwagi, dzięki czemu mogła błądzić myślami przy Sanguinie, jedynie od czasu do czasu przytakując.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy Avery odgarnął jej włosy z twarzy.
- Co powiesz na to, żebyśmy wyszli gdzieś na śniadanie? – zapytał cicho, muskając palcami jej policzek.
- Proponujesz jakieś konkretne miejsce? – odparła pytaniem, spoglądając na niego z uśmiechem.
- Może tak, może nie – odparł tajemniczo.
Zmarszczyła lekko brwi, spoglądając na niego pytająco, ale nie zdradził nic więcej. Westchnęła, kręcąc pobłażliwie głową.
- W takim razie nie mogę odmówić, żeby mnie ciekawość nie zjadła. Ale najpierw muszę wziąć prysznic – dodała, przeciągając się lekko.
Sanguine uśmiechnął się zawadiacko. Wypuścił ją z objęć i zeskoczył z łóżka, by wziąć ją ostrożnie na ręce.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że ja umiem chodzić? – zapytała, spoglądając na niego przekornie.
- To dobrze, że umiesz – odpowiedział spokojnie, jakby nigdy nic niosąc ją do łazienki.
- Jesteś niemożliwy – zaśmiała się szczerze.
- Staram się.
- I zadziwiająco dobrze ci to wychodzi – rzuciła, śmiejąc się z jego pozornie poważnej miny.
Już uchylił usta, by odpowiedzieć, gdy nagle zamarł. Z niepokojem spojrzał w stronę drzwi.
- Coś się stało? – zapytała ostrożnie, zerkając to na niego, to na drzwi.
- Lucjusz – rzucił krótko. – Bądź za godzinę w Dziurawym Kotle.
Pospiesznie postawił ją na zimnych kafelkach łazienki. Ująwszy jej twarz w dłonie, pocałował ją czule i zanim się obejrzała, już go nie było. Przez chwilę stała nieruchomo, wpatrując się ze zdziwieniem w miejsce, gdzie stał jeszcze przed chwilę, zanim nie usłyszała głośnych kroków na korytarzu. Nie potrafiła uwierzyć, że Sanguine się tak szybko zauważył zbliżające się niebezpieczeństwo. Musiał, po prostu musiał postarać się o jakieś zabezpieczenia, gdy jeszcze spała, bo to było niemożliwe, żeby wychwycił obecność Lucjusza z takim wyprzedzeniem.
Ocknęła się w końcu z zamyślenia i z pełnym smutku westchnięciem podeszła do wanny, by napuścić gorącej wody. Zrobiła to akurat w chwili, gdy uchyliły się powoli drzwi do sypialni. Lucjusz spojrzał na nią uważnie i powoli i chwiejnie wszedł do łazienki, wskazując ręką pomieszczenie obok.
- Dlaczego balkon jest otwarty? – zapytał powoli dobierając słowa.
Narcyza cieszyła się, że stoi tyłem do niego. Dzięki temu nie musiała powstrzymać uśmiechu, odpowiadając mu spokojnie:
- Chciałam przewietrzyć sypialnię.
- Jes zimno – rzucił oskarżycielskim tonem.
- Lucjuszu, nie przesadzaj, mamy koniec kwietnia.
- I so z tego? Poranki są mroźne. Więc mogłabyś mnie rozgrzać – dodał po chwili namysłu, podchodząc do niej powoli.
Z westchnięciem obróciła głowę i zerknęła na niego przelotnie.
- Czyją szminkę masz na kołnierzyku? – zadała spokojnie pytanie, które momentalnie zatrzymało Lucjusza.
Na jego twarzy pojawiło się najpierw zaskoczenie, a zaraz po nim lekceważące spojrzenie.
- Jaką szminkę? – zapytał, unosząc rękę, by podrapać się po brodzie, jednocześnie zasłaniając czerwony ślad na koszuli.
- Tą, którą próbujesz właśnie przede mną schować. Idź się lepiej połóż. Przypominam, że po południu Czarny Pan chciał cię widzieć.
Obróciła z powrotem głowę , spoglądając na podnoszący się poziom wody w wannie. Wywróciła oczami, słysząc wściekłe prychnięcie za sobą, a po nim kroki, gdy Lucjusz udał się do sypialni, mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa. Odetchnęła z ulgą. Lucjusz po pewnej ilości alkoholu potrafił być naprawdę nieznośny, ale najwidoczniej ktoś już się postarał, żeby rozładować skumulowane w nim napięcie, dzięki czemu nie musiała teraz wytężać wszystkich sił, by powstrzymać go od seksu, który w żadnym wypadku nie byłby dla niej przyjemny.
Powoli się rozebrała, upuszczając cienką, jedwabną koszulkę nocną na zimne kafelki i powoli weszła do wanny, by się zrelaksować. Zanurzyła się po samą szyję, czując przyjemne gorąco delikatnie piekące jej wrażliwą skórę. Przymknęła oczy, marząc, by Sanguine znalazł się teraz tuż przy niej, chociaż wiedziała, że to niemożliwe. Pocieszała się za to myślą, że już za godzinę będzie miała okazję znów go zobaczyć.
Gdy niecałą godzinę później wychodziła z sypialni już po relaksującej kąpieli, Lucjusz leżał w ciuchach na łóżku i spał jak zabity. Nie trudziła się, by chociaż go przykryć. Przeszła szybko przez długi korytarz i schodami na dół, a z każdym stopniem jej humor stawał się coraz lepszy. Do czasu, aż tuż przy drzwiach zatrzymały ją czyjeś słowa.
- Wybierasz się dokądś?
Powoli obróciła się, by spojrzeć na stojącą w wejściu do salonu Bellatrix. Zmrużyła oczy, widząc lekceważącą pozę siostry i jej maniakalny uśmieszek.
- To mój dom, Bello i mogę go opuszczać, kiedy mi się żywnie podoba – odparła zimno.
- Ależ ja nie twierdzę, że nie możesz. – Bellatrix oderwała się od futryny, o którą się opierała, by powoli podejść do Narcyzy. – Po prostu martwię się o moją małą siostrzyczkę.
Pani Malfoy prychnęła z ironią.
- Uważaj, bo ci uwierzę. Dzień, w którym obdarzysz kogoś uczuciem na tyle silnym, żeby się o tego kogoś martwić, będzie końcem znanego nam świata.
Bellatrix zacmokała z niezadowoleniem.
- Cyziu, za kogo ty mnie masz?
- Za bezduszną istotę, jaką zresztą jesteś. A teraz wybacz, ale jestem umówiona z Madame Malkin.
- Pójdę z tobą – rzuciła Bellatrix, gdy Narcyza złapała za klamkę.
- Nie sądzę, żeby to było konieczne. Nawet mam pewne obawy, że się zanudzisz – odparła Narcyza zimno.
Bella ze zrozumieniem pokiwała głową.
- No tak, wolałabyś, żeby to Avery pomógł ci wybierać suknie – powiedziała tonem, jakim rozmawia się o pogodzie.
Narcyza spojrzała na nią przez ramię, starając się nie wyglądać na oszołomioną tymi słowami.
- Avery? Skąd taki pomysł? – zapytała z lekkim niedowierzaniem w głosie.
Poczuła nieprzyjemny dreszcz na karku, gdy Bellatrix uśmiechnęła się maniakalnie.
- Cyziu, Cyziu, moja mała, naiwna Cyziu – Bella zanuciła pod nosem, otworzyła drzwi i delikatnie wypchnęła Narcyzę na zewnątrz, po czym wyszła za nią i starannie zamknęła z powrotem drzwi. – Ty naprawdę sądziłaś, że uda ci się okłamać własną siostrę? – zapytała kpiąco i przysunęła się, a w jej oczach błysnęło szaleństwo. – Widziałam was razem na tarasie.
Narcyza cofnęła się o krok, starając się zachować kamienną twarz.
- Nie wiem, o czym ty mówisz…
- Och przestań! Mnie nie okłamiesz, widziałam, jak na niego patrzysz. To, że Lucjusz tego nie zauważa, nie znaczy, że jestem tak samo tępa – syknęła Bellatrix.
Przez chwilę w milczeniu mierzyły się wzrokiem, zanim Narcyza nie odwróciła głowy, by spojrzeć w dal.
- Nic ci do tego, Bello.
- Wręcz przeciwnie – odpowiedziała tak spokojnym tonem, że Narcyza spojrzała na nią ze zdziwieniem. – Izaak powinien się wychować w szczęśliwej rodzinie – dodała cicho.
Zanim pani Malfoy zdążyła ją zapytać, o co jej właściwie chodzi, wykrzywiła usta w szaleńczym uśmieszku i wskoczyła z powrotem do domu, trzaskając za sobą drzwiami. Przez długą chwilę Narcyza wpatrywała się osłupiała w zdobione drewno. W końcu jednak otrząsnęła się z szoku i powoli ruszyła ścieżką do bramy posiadłości.
Przekraczając próg Dziurawego Kotła wyrzuciła z głowy myśli o siostrze i tajemniczym Izaaku. Rozejrzała się pospiesznie po prawie opustoszałej sali i pokręciła głową, uśmiechając się pobłażliwie, gdy dostrzegła go przy stoliku w kącie. Powoli podeszła do Sanguine'a, nie odrywając wzroku od skalpela wirującego w jego palcach z taką prędkością, że zdawał się być jedynie srebrną smugą.
- O ile pamiętam, mówiłam ci, co sądzę o tej zabawie – rzuciła poważnie, opierając dłonie na biodrach.
Skalpel momentalnie znieruchomiał, a Sanguine uniósł głowę, by spojrzeć na nią z zawadiackim uśmieszkiem. Powoli schował ostrze do wewnętrznej kieszeni kurtki, wstał i przytulił ją, by zaraz niespodziewanie wziąć ją na ręce.
- Spóźniłaś się – szepnął jej do ucha.
- Bellatrix mnie zatrzymała – odparła z lekki niezadowoleniem, wtulając się w jego tors.
- Policzyłbym się z nią, ale nie chcę nas wydać.
- Ona już wie.
Sanguine momentalnie zesztywniał. Nachmurzył się i zmarszczył brwi.
- Skąd? – zapytał cicho, wpatrując się groźnie w stojący obok stolik.
- Twierdzi, że widziała nas na tarasie.
- A niech ją szlag. Co zrobimy?
- Na razie nic. – Uniósł pytająco brew. – Nie zachowywała się normalnie…
- A czy ona kiedykolwiek zachowuje się normalnie? – prychnął z ironią, narażając się na potępiające spojrzenie Narcyzy.
- Nie rozumiesz. Było coś dziwnego w jej słowach, ale problem w tym, że nie wiem co. I dopóki się nie dowiem, wystarczy ją obserwować.
- A skąd wiesz, że nas nie wyda?
- Bo nie zagroziła mi tym. Może to brzmi trochę absurdalnie, ale Bella ma to do siebie, że nie wypełni żadnej groźby, dopóki jej nie wypowie. A przynajmniej tego się zawsze trzymała w stosunku do rodziny.
Sanguine zmarszczył brwi.
- Nie rozumiem tego, ale niech ci będzie. W końcu to twoja siostra i ty najlepiej możesz przewidzieć, co zrobi. Wobec tego, chyba powinniśmy zająć się tym śniadaniem, które ci obiecałem.
Narcyza uśmiechnęła się lekko, gdy Sanguine wyszedł z nią tylnym wyjściem. Zatrzymał się przed murem prowadzącym na ulicę Pokątną, ale miast otworzyć przejście, spojrzał na nią tajemniczo i przytulając ją mocniej, teleportował się, zabierając ją w nieznane miejsce…
