Piszę, bo chcę pisac. Mam taką wizję nie inną.

Rozdział II

Weszłam do domu i od razu skierowałam swoje kroki do łazienki. Byla dziesiąta, więc miałam jakieś dwie lub trzy godziny na przygotowanie siebie i pomieszczen dla gości. Moją starą sypialnię przenaczyłam dla Ginewry i jej męza. Co z kolei dawało mi jeszcze dwie na górze oraz poddasze, gdzie spokojnie mogły się zmieścic trzy osoby. Większą sypialnię przeznaczyłam dla Snape'ów, a poddasze dla Potter'a oraz Weasley'a. Powinno byc dobrze. Przygotowałam również ręczniki dla gości i zostawiłam je w łazience gościnnej. Zaczęłam przygotowywac obiad dla gości. Wyciągnęłam rybę z lodówki, i frytki z zamrażarki. Rybę przygotowałam i usmażyłam, a zieniaki wstawiłam do piekarnika. Gdy skończyłam, usłyszałam huk na zwenątrz i głosy. Nosz jasna cholera!-pomyślałam.- Znów jakieś kłopoty!Wyciągnęłam strzelbę, którą dał mi kiedyś mój brat Jason, i powoli wyszłam na zewnątrz spodziewając się najgorszego. Jakież było moje zdziwienie gdy nie zobaczyłam żdnych złoczyńców, swoich gości, a właściwie gości Erica.

- Cześc!- Pwoiedziałam i podeszłam do gości- Jesteście gośmi Erica prawda?

- Tak! Sookie prawda?- zapytała brunetka, chyba Hermiona. - Jestem Hermiona a to mój mąż Severus -wskazała na ponurego mężczyznę, z wielkim nosem. - To jest Ron- wskazała na rudego chłopaka - To jest Harry- czarnowłosy chlopak o zielonych oczach pomachał ręką i usmiechnął się- A to Ginny i jej mąż Zabini- wskazała na rudowłosą dziewczynę i czarnoskórego chłopaka.

- Wejdzcie do środka, podam obiad- powiedziałam i zachęciłam ich do wejścia. - Nic nie słyszę.- mruknęłam do siebie.

- Co? Czego nie słyszysz?- warknął Severus.- Zaklęcia ochronne masz bardzo słabe swoją drogą.

- Nie slyszę Waszych myśli. Pewnie wiecie, że jestem telepatką? Zaklęcia ochronne zostały wzniesione przez moją przyjaciółkę Amielię, która jest bardzo silną i zdolną wiedźmą.- powiedziałam.

- Taaak, bardzo silną. Nawet najsłabszy czarodziej by złamał te Twoje pseudozabezpieczenia.- powiedział szyderdczo facet. - Nie słyszysz nas, bo blokujemy swoje myśli. - i wszedł do środka.

- Wybacz Severusowi. On jest gburem.- powiedziała jego żona z uśmiechem, a Potter dodał- Taa, żeby tylko..

- Ok. Chyba nie chcę wiedziec. Chodzcie na obiad.

Goście rozsiedli się w saonie, a ja przygotowałam zastawę na stole i przyniosłam obiad. Gdy zjedli, podałam sok i kawę, i zaczęłam rozmowę- Ok, Eric powiedział mi wczoraj, że podacie mi powód swojej wizyty.

- Taaak, Eric tak lubi. Zamiast sam wszystko wyjaśnic ogranicza się zawsze do minimum.- mruknęła Ginny.

- Mi to mówisz? Zawsze na chwilę przed jakimkoliwek wyjazdem daje mi znac, że mnie potrzebuje. No inaczej bylo w przypadku konferencji, miałam az tydzień na przygotowania.- zaśmiałam się wzdrygnęłam gdy przypomniałam sobie ową konferencję. - Zginęła tam masa wampirów, ale zakładam, że o tym wiecie.

- Tak wiemy. Ale nie po to Eric nas zaprosił. Słyszałaś, ze tutejszczeczarownice jednoczą się? Mam na myśli to,że jednoczą się najgroźniejsze i najbardziej szalone wiedźmy. Od swojego szpiega wiemy, że chcą zaatakowac wampiry ze Shreveport i przejąc wpływy Erica. Wmpir skontaktował się z nami przez naszego szpiega i poprosił o pomoc. Chce, żebyśmy wybili całe zgromadzenie. Przybyliśmy pierwsi, reszta przybędzie za kilka dni.

- Cóż, mogłam się tego spodziewa.- mruknęłam- Zakładam, że ja też będę mu niezbędna. - i wtedy poczułam jak ktoś chce mi się wślizgnąc do umysłu.- PRzestań natychmiast!- syknęłam patrząc wprost na Severusa- Nie masz prawa tego robic, nawet się nie waż!

Wszyscy zgromadzeni popatrzyli na mnie dziwnie. Potter i Weasley próbowali powstrzymac śmiech, Ginny i jej mąż chichotali a Granger wyła ze śmiechy. Jedynie Severus patrzył na mnie z pogardą. - Nigdy więcej nie mów do mnie takim tonem Stackhouse. -wysyczał. Wściekłam się. Aż zrobiło mi się gorąco. Popatrzyłam mu prosoto w oczy i wycedziłam.- Jesteś u mnie w domu Snape, więc nie waż się wiecej mi mówic co mogę a czego nie!- i uśmiechnęłam się. - OK, kiedy macie się spotkac z Ericem?- zapytałam Hermionę. - Mówił, ze pojawi się w jakimś barze, i że bedziesz wiedziała, który to bar. -odpowiedziała brunetka. - Nie chcę by nie miła, ale pokażesz mi gdzie jest łazienka?

- Oh tak! Chodźcie pokażę wam wsze pokoje. -powiedziałam i wstałam.

Gdy wszyscy zostali ulokowani, i poszli odpocząc ja poszłam do swojej lazienki wziąc prysznic. Zaraz po prysznicu umyłam zęby i owinięta ręcznikiem poszłam do sypialni. Założyłam czarne figi i pasujący do tego stanik, oraz koszulkę na ramiączkach i krótkie spodenki. Związałam wlosy i wyszłam do kuchni. Włączyłam telewizor i ustawiłam kanał na muzyczny, i poszłam pozbierac naczynia po obiedzie. Myjąc naczynia, zastanawiałam się jaki w całej tej sytuacjii będa miała udział. Wedy zadzwonił telefon, więc szybko wytarłam ręce i poleciałam odebrac.

- Halo ?

- Cześc slonce, jak u Ciebie?- zabramiało po drugirj stronie. Quinn!

- Czesc! Jak miło cię slyszec! Mam gosci z zagranicy teraz, wiec sama nie jestem. Jak u Ciebie?

- Znow Eric cię w coś wplątał? -mruknąl Quinn. - Nie odpowiadaj. Sluchaj będę dzis w przejzdzal obok Merlotte's, pracujesz?

- Mam wolne, ale i tak będe musiała byc w barze. Wpadaj, pogadamy.- powiedziałam z uśmiechem.

- Ok, będę około dziesiątej. Do zobaczenia.- i się rozłączył. Ciekawy dzień się szykuje, nie ma co. -pomyślałam.