Po krótkiej rozmowie z Naegim, Hinata został odprowadzony prosto na oddział. Pięć sal. Korytarz z postaciami z Totoro. Pokoje dla rodziców, świetlica.
-Zazwyczaj bawimy się z dzieciakami właśnie tutaj – tłumaczyła Komaru, wciąż trzymając go pod ramię, jakby obawiając się, że zaraz się rozmyśli i ucieknie. – Dzisiaj akurat dyżur mamy ja i Sonia, ale to dobrze. Zapoznasz się z nimi i posiedzisz chwilę, będą miały się okazję do ciebie przyzwyczaić. Później będziesz głównie jednak nosił te prześcieradła.
Podeszła do oszklonych drzwi świetlicy i zapukała w nie. Po chwili na korytarz wyszła drobna, jasnowłosa dziewczyna. Miała bardzo jasną skórę, niebieskie oczy i europejskie rysy.
- Sonia Nevermind – przedstawiła ją Komaru. – Księżniczka Novoselic i uczennica Akademii. Przyjechała tutaj na wymianę międzynarodową.
No tak. Studentka z wymiany, do tego arystokratka. Oczywiście, że bez problemu dostała się do najlepszej szkoły w kraju.
- Cześć – powiedziała wesoło, uśmiechając się do Hinaty. – Ty jesteś ten nowy, tak? Komaru uprzedzała, że przyjdziesz.
- Uhm.. – odparł Hinata, czerwieniąc się lekko. – Hinata Hajime – przedstawił się szybko. Dyskretnie próbował zajrzeć za szklaną szybę, żeby dyskretnie podejrzeć, czego ma się spodziewać.
- Denerwujesz się? – zagadnęła Sonia. – Nie ma potrzeby, dzieciaki są naprawdę miłe. Chodź, nie powinniśmy zostawiać ich samych na zbyt długo.
- Tak.. tak – powiedział, czując, że jego twarz płonie z gorąca. Odruchowo poluzował kołnierzyk koszuli.
- Nie martw się – dobiegł go znajomy głos. Komaeda. Stał w wejściu do jednej z sal, z kapturem bluzy wciąż narzuconym na głowę. W lewym ręku miał swój komiks. Sonia posłała mu surowe spojrzenie, na które odpowiedział lekko kpiącym uśmiechem. – Oni tak naprawdę od pierwszej chwili wiedzą, kim jesteś. Wyczują cię po kilku sekundach. Po prostu będą chcieli się upewnić.
Hinata pokiwał głową, nie wiedząc, co właściwie powinien przez to rozumieć.
- Może dla odmiany dołączysz do nas? – zaproponowała chłopakowi Sonia.
- Czwarty anioł właśnie zaatakował – odparł Komaeda, znacząco spoglądając na swój komiks. – Więc nie, chyba jednak spasuję.
- Jak uważasz. Hej, wszyscy – powiedziała Sonia, otwierając drzwi i zaglądając przez nie do środka. Ktoś się zaśmiał. – Mam dla was bardzo specjalnego gościa. Hinata, to są.. wszyscy, albo prawie wszyscy.. Wszyscy, to jest Hinata.
Powitało go mniej więcej sześć par zaciekawionych oczu. Pięć i pół, poprawił się szybko w myślach. Siedzący przy stoliku do rysowania chłopiec miał opatrunek na prawym oku i napuchniętą prawą część twarzy. Mógł mieć mniej więcej osiem lat. Pokazał Hinacie język i wrócił do rysowania.
- Kuryuzuu – rzuciła do niego Sonia. Hinata z pewnym zaniepokojeniem usłyszał nazwisko kojarzone z lokalną mafią - . Przeproś Hinatę!
Chłopiec zacisnął usta i pokręcił przecząco głową.
- - Nie przejmuj się nim – poradziła Sonia. – Ma dzisiaj trochę słabszy dzień, to wszystko…
Hinata westchnął cicho. Oboje dobrze wiedzieli, że to nie to. Kuryuzuu po prostu go wyczuł.
