Notka od Autora ( Chyba Autorów )

GravityLoL: Cześć! Oto pierwszy rozdział mojego nowego ficka. Dziękuję za pozytywne recenzje oraz favy i dodawanie do śledzonych.

KuroNya~: Heh, cieszę że że napisałeś coś innego niż zwykle, Oni-chan. Bez urazy, ale miło jest poczytać coś tak od czapy.

GravityLoL: EEE?! A ty co tutaj robisz?!

KuroNya~: Pomyślałam że jak już się mną chwalisz na profilu, to się odezwę.

GravityLoL: Acha. Panie i panowie, to moja dziewczyna. Mój ukochany wrzód na tyłku.

KuroNya~: A ten tutaj to mój chłopak, mój ukochany nadwrażliwiec. :* Co jakiś czas dopiszę coś do jego ficka, głównie za moją namową napisał "Czerwień i Błękit" dlatego...

GravityLoL:EEEE?! JAK TO "będziesz sobie coś dopisywać"? Co niby chcesz tu dopisywać?

KuroNya~: Gomene, oni-chan, ale tobie sceny seksu nie wychodzą tak dobrze jak mi :3

GravityLoL: *rumieniec* ... nienawidzę cie...

KuroNya~: Też cię kocham :3 Czytajcie sobie rozdział a ja go trochę podenerwuję :3


Rozdział I

Naruto i Kushina wyszli z kryjówki Nagato w drzewie by dać Konan chwilę na pożegnanie się z przyjacielem. Kushina nie mogła oderwać oczu od Naruto. Był bardzo przystojny, musiał mieć pewnie całe rzesze dziewcząt które się za nim ubiegały, tak jak za Minato. Te charakterystyczne wąsy na policzkach, to po nich poznała swojego syna. Z łatwością mogła odgadnąć po kim odziedziczył wygląd.

-Kaa-chan? – zaczął niepewnie blond ninja lekko się czerwieniąc.

-O co chodzi, Naruto-kun? – spytała uśmiechając się promiennie .

-Wiesz…trochę się wstydzę jak się tak na mnie gapisz, dattebayo. – odpowiada jej lekko speszony.

Dattebayo? A więc jednak. Kushina zaczyna się delikatnie śmiać na co Naruto reaguje jeszcze bardziej się czerwieniąc.

-Z czego się śmiejesz?! Wiesz jakie to krępujące, dattebayo!?

Kushina powstrzymuje śmiech z głośnym wydechem a następnie podchodzi do swojego syna. Teraz dopiero to zauważyła, jest od niej kilka parę centymetrów wyższy, nie licząc tego to są niemalże równi wzrostem.

-Gomene Sochi, po prostu stało się to czego się bałam.

-Czyli co? – spytał zdezorientowany Naruto drapiąc się z tyłu głowy.

-Przejąłeś do po mnie mój nawyk, dattabane.

-Moment, czy ty powiedziałaś „Dattabene"? – zauważył Narto na co Kushina wzruszyła lekko ramiona i rumieniąc się zaśmiała się delikatnie.

-Tak, czasami mi się to wymsknie gdy jestem podekscytowana. Widać odziedziczyłeś to po swojej Mamie.

-Ne, Ne! Kaa-chan! A co odziedziczyłem po tacie? – spytał nagle podekscytowany Naruto wpatrując się w swoją mamę.

-Po Minato? – powiedziała Kushina na co Naruto tylko kiwnął głową.

Jego oczy były jak małe płomyczki, pełne życia i zaciekawienia.

Cóż…widać nie tylko ten nawyk po mnie odziedziczył, charakter także.. Pomyślała Kushina śmiejąc się delikatnie po czym uśmiechnęła się w stronę syna i pogłaskała go po włosach. Po chwili jej dłoń zaczęła zjeżdżać w dół, na policzek a następnie na podbródek, by zatrzymać się na klatce piersiowej. Tak bardzo przypominał Minato. Naruto nie wiedział co się dzieje, dłoń jego matki była delikatna, jej skóra niczym jedwab a ten rozmarzony wzrok i ciepły, matczyny uśmiech… Nie wiedział jak się zachować, jego serce zaczęło bić jak szalone. Po chwili jednak Kushina spojrzała w jego oczy i uśmiechając się promiennie, w końcu przerwała chwilę ciszy.

- Po swoim tacie odziedziczyłeś urodę, Sochi. Bardzo mi go przypominasz.

- Dzi-Dziękuję Kaa-chan. Ty też jesteś ładna.

Komplement od syna niespodziewanie sprawił że Kushina oblała się rumieńcem.

- S-serio? Myślisz że jestem ładna, dattabane? – spytała nieśmiało .

-Pewnie. Masz piękne włosy.

Zupełnie jak Minato. Powiedziała sobie w myślach.

****Z Konan****

Ciało Nagato zostało właśnie owinięte w białe kartki papieru, wyglądało teraz jak papierowy sarkofag. Kunoichi z Ame wciąż nie mogła uwierzyć w to co się stało. Po tylu latach wystarczyła chwila, jedna rozmowa z blond Jinchuriki i Nagato zrobił coś takiego. Dlaczego, Nagato? Dlaczego chcesz bym zamieszkała w wiosce i opuściła Ame? Co takiego zmienił w tobie ten chłopak? Konan rzadko kiedy okazywała emocje, od kiedy utworzono Akatsuki, stała się zimną niczym stal. Stała się taka po śmierci Yahiko i po przemianie Nagato. Ona też koniec końców się zmieniła, mimo że sama tego nie dostrzegła.

Jednak kiedy słuchała przemowy Naruto, nie mogła się powstrzymać przed faktem że przed nią stał drugi Yahiko. Tak jak on, Naruto miał marzenie do którego dążył on razem z nimi. Dawno już zapomniała, jak to jest czuć, czym są uczucia takie jak smutek i radość. Teraz wszystkie lata bezemocjonalnej egzystencji sprawiały że stawiała przed sobą nowe pytania bez odpowiedzi. Kim jestem? Po co żyję? Dokąd zmierzam? Dlaczego tu jestem? Co mam ze sobą zrobić? Konan umieściła pieczęć na papierowym sarkofagu który po chwili się uniósł i zaczął podążać za właścicielką, która wyszła z drzewnej kryjówki. Dwójka Uzumakich czekała na nią.

-Konan-chan. Wszystko w porządku? – spytała Kushina patrząc na nią z pocieszającym uśmiechem. Kobieta z Ame nie mogła jej za to winić. Próbowała jej współczuć i była jej za to wdzięczna.

-Tak, wszystko w porządku. – odpowiada Konan – Chcę tylko znaleźć jeszcze ciało Yahiko by ich godnie pochować.

-Pozwól nam sobie pomóc, Konan. – zaczyna Naruto – Wszyscy jesteśmy uczniami Ero-Sennin'a.

-Ero-sennina? – powtórzyła zaciekawiona Kushina patrząc na Naruto.

-Naruto ma chyba na myśli Jirayę-sensei. – odpowiada Konan z niemrawym uśmiechem.

Na myśl o Jirayi, Kushine w głowie pokazują się wszystkie wspomnienia związane z żabim mędrcem. Jak przeszkadzał jej i Minato na randkach, jak od czasu do czasu podglądał ją i jej koleżanki w gorących źródłach. Jego pierwszą książkę dzięki której jej syn otrzymał swoje imię. Pamięta jak czytała ją podczas ciąży, Naruto zwykle lubił kopać ale za każdym razem gdy Kushina zaczynała czytać jego powieść, dziecko uspokajało się. Stare, dobre czasy...

-Heh, stary dobry Jiraya, co u niego? – spytała nieświadoma. Naruto i Konan posmutnieli.

-Jiraya sensei nie żyje. Zginął jakiś czas temu. – odpowiedział Naruto spoglądając niepewnie na kunoichi z Ame.

-Co?!

Wieść o tym że ojciec chrzestny Naruto i jeden z trzech sanninów nie żyje była dla Kushiny szokiem. Pamięta jak zawsze lała go za jego głupie podrywy i podglądanie, myślała że jest niezniszczalny skoro po tych wszystkich uderzeniach wciąż żył, nie wspominając o tym że Tsunade też dawała mu opalić gdy się spotykali.

-Kaa-chan, wszystko gra? – spytał Naruto podchodząc do swojej mamy która otarła kilka łez.

-Wszystko gra Sochi, po prostu przypomniałam sobie kilka rzeczy. Chodźmy, Naruto-kun, pomożemy Konan-chan.

Konan się zdziwiła. Nie myślała że Kushina będzie taka skora do współpracy.

-Co? Nie, ja…

-Konan-chan. – Kushina położyła dłoń na ramieniu dziewczyny z Ame i spojrzała jej w oczy. Konan nie wiedziała co się dzieje. Te niebieskie oczy patrzyły przez nią, przez jej duszę i serce. – Wiem że jest ci ciężko, ale pozwól sobie pomóc.

Konan nie odpowiedziała, nie wiedziała co powiedzieć, to wszystko było dla niej zupełnie nowe.

-Dobrze. – odpowiada po chwili.

Kushina obdarza ją ciepłym uśmiechem a następnie spogląda na syna.

-Chodźmy. Zaraz będzie się ściemniać.


KuroNya~: Nya! Czemu tak podzieliłeś ten rozdział!? Nic nie napisałam w tej części! ;_;

GravityLoL : Bo tak, muszę zachować systematyczność więc jeden rozdział będzie miał po blisko 1000 słów, góra 1500.

KuroNya~ : Jesteś okrutny! ;_;

GravityLoL : Ty się lepiej kuruj a nie płaczesz -.-

KuroNya~: Ech...rację masz, gomene drodzy czytelnicy, ale jesteśmy oboje w pewien sposób chorzy. Oni-chan ma kostkę w gipsie a ja leżę w łóżku ze 38 stopniami gorączki.

GravityLoL : Przynajmniej na praktyki nie pójdziemy.

KuroNya~: Yay!

GravityLoL: Ok, kończmy to. DRODZY CZYTELNICY, OCENIAĆ, KRYTYKOWAĆ, KOMENTOWAĆ!