Słońce postanowiło zaszczycić miasteczko swoją obecnością po wielu dniach ciągłego deszczu i ciemnych chmur. Ostatnie ciepłe promienie w tym dniu wpadały przez okno do pokoju brązowowłosej dziewczyny. Hermiona przez chwilę podziwiała pomarańczową, wielką kulę za oknem, która już znikała za horyzontem, a potem poszła do łazienki, gdzie już czekała na nią wanna wypełniona gorącą wodą, ze świeżymi płatkami kwiatów unoszącymi się na niej. Rozebrała się i zanurzyła jedną nogę w wannie, a potem drugą. Powoli zaczęła zanurzać się cała. Gdy usiadła już wygodnie i oparła głowę o brzeg wanny, przymknęła oczy i zaczęła rozmyślać. Gdy oddawała się w ramiona ciszy i spokoju, często wracała do przeszłości, o której trudno było jej myśleć. Ale mimo wszystko nie chciała o niej zapominać. W tej przeszłości mieszkali wszyscy jej przyjaciele. To naprawdę nieprawdopodobne, jak diametralnie zmieniło się jej życie. Nigdy nie sądziła, że wyłączy się ze świata magii. Gdy się w nim pojawiła, była zachwycona. Chciała połączyć swoje dwie rzeczywistości w jedną, czyli tą mugolską i magiczną, i później ułożyć sobie wedle niej życie. Często marzyła o tym, że wyjdzie za jakiegoś mężczyznę, będzie miała z nim dzieci, a je później pośle do Hogwartu. Ale tak nie będzie. Hogwart więcej miał już nie zagościć w jej życiu. Ani żaden czarodziej. Przypomniała sobie o „Historii Hogwartu", na którą się parę dni temu natknęła. Wciąż nie wiedziała, czy powinna coś z tym zrobić. Wahała się. Przez moment czuła, że powinna pojechać zobaczyć ten Hogwart. Może on właśnie dawał jakiś znak o sobie? Ta książka w jej rękach, miała wrażenie, nie była żadnym przypadkiem. Ten zamek był niezwykły i przede wszystkim: magiczny. Może faktycznie chciał być pamiętany. Czasem wydawało się, że on żyje. Jednoczy wszystkich, pomaga, koi ból i strach. Z pewnością samo przebywanie w nim poprawiało humor. Hermiona uśmiechnęła się lekko. Kiedyś. Teraz prawdopodobnie był w ruinach.
– Pojechać tam czy nie? – zapytała szeptem samą siebie.
Miała mieszane uczucia. Z jednej strony się obawiała, bo słyszała przecież plotkę, że podobno ktoś tam mieszka. Ale to mogła być jedynie głupia plotka. A poza tym, popatrzeć z daleka chyba można, prawda? Z drugiej strony czuła, że powinna kiedyś tam się udać. Minął już rok. Może to najwyższy czas? Powinna tam się pojawić choćby dlatego, że to tam w większości polegli jej przyjaciele... Nie chciała jednak mówić o swoim pomyśle tacie. Wolała, żeby on naprawdę zapomniał o tym wszystkim. Jego żona, matka Hermiony, zginęła właśnie przez czarodziejów. To był dla niego wielki cios i wiedziała, że znienawidził wtedy magiczny świat za okrucieństwo, które w nim panowało. Nie chciał się jednak do tego przyznać, bowiem jego córka przecież wiązała się z tym światem. Ale ona wiedziała. Wiedziała, jak go to boli. Sama często miała dylemat i zastanawiała się, czy faktycznie świat magiczny, w którym przyszło jej funkcjonować odkąd dostała list z Hogwartu, nie jest tylko złem, które przysłania czasem miłe poczucie, że jednak jest na świecie coś tak niezwykłego, jak magia. Ale nie mogła jednak myśleć w ten sposób. Przeżyła w tym świecie mnóstwo pięknych chwil, poznała wielu wspaniałych ludzi, swoich przyjaciół, o których będzie pamiętać do końca życia. Jeśli zdecydowałaby się jechać, musiałaby wyjaśnić jakoś nieobecność ojcu. Jeśli przejechanie przez ten las zajmie jej sporo czasu, to pan Granger mógłby zacząć się martwić. Wtedy przypomniała sobie, że za kilka dni, a dokładnie w piątek wieczorem, jej tata miał jechać z przyjacielem do drugiego miasta, a wrócić dopiero w niedziele. Tyle czasu na pewno by jej wystarczyło. Więc tak. Wtedy to zrobi. Pojedzie zobaczyć Hogwart. Na tę myśl przeszedł ją dreszcz. Ostatnimi czasy jedyne co widziała w swojej byłej szkole, to wojna. Umieranie, cierpienie, strach. Ale gdyby nie to wszystko, pewnie ona też by teraz nie żyła. Oni wszyscy, ci polegli, ocalili jej życie. Udało jej się żyć dalej, bez zagrożenia, jakim był każdego dnia, podczas wojny, Voldemort. Wywalczyli jej to. Wolność. Była wdzięczna.
Po kąpieli przygotowała kolację ojcu, który miał wrócić później, po czym zabrała się za czytanie książki. Czas upływał, a ona czuła, jak zamykają jej się oczy. Położyła się do łóżka i przykryła kołdrą, oddając się w ramiona Morfeusza.
Jechała wolno na koniu. Świetnie znała tę drogę, mimo że nigdy wcześniej nią nie jechała. Słońce przedzierało się przez drzewa, a las wydawał jej się bardziej piękniejszy, niż zwykle. Motyl przeleciał jej przed oczami. Odwróciła głowę i obserwowała go przez chwilę, jak krąży między jednym z drzew. Gdy z uśmiechem znów spojrzała przed siebie, już zobaczyła to, co chciała. Cel swojej małej podróży. Zatrzymała konia i z podziwem obserwowała zamek z daleka. W ogóle się nie zmienił. Wyglądał tak, jakby wcale nie było żadnej wojny, podczas której go zniszczono. Wspomnienia wracały. Chciała doświadczyć cudownego uczucia wypływającego ze wspomnień mocniej, postanowiła więc podjechać bliżej. Bez problemu przejechała przez bramę Hogwartu. Znalazła się na błoniach, które kołysał lekki wiatr, jakby był najlepszą kołysanką. Zsiadła z konia i poklepała go po boku. Zaczęła wolno iść w stronę zamku, nie spuszczając z niego oczu ani na chwilę. Nagle zobaczyła, że wrota wejściowe Hogwartu otworzyły się, wyszły z nich dwie postacie i zaczęły iść w jej stronę. Nawet nie iść – one biegły. Mimo że była dosyć daleko, od razu dostrzegła najważniejsze szczegóły ich charakterystyki – czarna i ruda czupryna. Jej przyjaciele. Biegli do niej. Za chwilę się z nimi zobaczy, wyściska ich, porozmawia. Jeszcze tylko chwila. Już są blisko. Już widzi uśmiechy na ich twarzach. Harry macha w jej stronę. Ron się śmieje. Są już tak blisko. Jeszcze tylko parę kroków. Jeszcze...
Hermiona otworzyła oczy i usiadła gwałtownie na łóżku. Gdy zrozumiała, że miała tylko zły sen... Nie, chwila. On wcale nie był zły. Zmarszczyła brwi. Pokazywał jej przeszłość, którą bezpowrotnie utraciła. Może pod tym względem był zły. Z powrotem się położyła i wpatrzyła w sufit. W oczach zabłysły jej łzy. Tęskniła za nimi. Za przyjaciółmi. Tak bardzo tęskniła.
– Hermiono, znalazłem to dziś rano pod drzwiami – następnego ranka przy śniadaniu pan Granger podał swojej córce jakąś kopertę.
– O, to do mnie – zauważyła z lekkim uśmiechem Hermiona i zaczęła otwierać kopertę. – To mój pierwszy list, odkąd się tutaj wprowadziliśmy.
– Od kogo?
Granger szybko przebiegła wzrokiem po pergaminie, który dostała i zmarszczyła brwi. Westchnęła i rzuciła kopertę razem z jej zawartością na stół, po czym wstała od stołu i poszła po filiżankę na herbatę.
– Zostałaś zaproszona na przyjęcie, to chyba dobrze? – pan Granger przygryzał bułkę czytając zaproszenie. – A tak się martwiłaś, że nie znajdziesz tu żadnych przyjaciół.
– Tato, to jest zaproszenie od największego narcyza, jakiego widział ten świat. No, może nie licząc Malfoy'a...
Pan Granger rzucił jej przelotne spojrzenie, gdy usłyszał nazwisko pochodzące ze świata czarodziejów. Hermiona na chwilę zamilkła i przygryzła wargę.
– Ale nie musisz iść tam ze względu na niego – powiedział po chwili mężczyzna. – Na pewno będzie tam wiele osób. Poznasz kogoś – uśmiechnął się do niej zachęcająco. – I kolejny pozytyw jest taki, że to będzie w piątek wieczorem, a ja właśnie wtedy jadę z Benem do sąsiedniego miasteczka. Nie będziesz wtedy sama w domu.
Hermiona kiwnęła głową, ale po chwili przypomniała sobie, że wtedy planowała wybrać się zobaczyć Hogwart. Może uda się to jakoś wszystko pogodzić, pomyślała.
– Zastanowię się – odparła tylko.
– Chciałbym, żebyś poszła – wyznał pan Granger. – To naprawdę dobrze ci zrobi. Może kogoś poznasz bliżej. Nie możesz przyjaźnić się tylko z książkami, kochanie.
– Wiem, tato... – westchnęła. – Ale w porządku. Pójdę, jeśli chcesz.
– Będzie na pewno wspaniale. Jeśli ci się jednak nie spodoba, wrócisz wcześniej do domu – mężczyzna uśmiechnął się do niej i zaczął szukać czegoś w kieszeni. Po chwili wyjął z niej kilka złotych monet. – To będzie twoje pierwsze przyjęcie w tym miasteczku. Kup sobie coś ładnego za to – podsunął jej pieniądze i wstał od stołu.
– Och, tato, nie trzeba...
– Należy ci się. Jesteś wspaniałą córką i czasem nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć za to, że tak mi pomagasz.
Hermiona wstała, podeszła do ojca i przytuliła się do niego.
– Tato, przecież ty nie musisz mi się w żaden sposób odwdzięczać!
Pan Granger uśmiechnął się do niej, po czym wyszedł z domu. Dziewczyna stała chwilę i patrzyła w drzwi, uśmiechając się do siebie. W tym momencie pomyślała o swojej mamie i łzy zaczęły wypływać z jej oczu. Wylewała je sprzątając po śniadaniu. Pani Granger była wspaniałą kobietą. Hermiona często za nią płakała. Szczególnie, gdy patrzyła na ojca. Został sam. Owszem, miał także ją, ale ta druga połówka to jest zawsze ktoś, kogo nie da się zastąpić...
Kilka godzin później, gdy słońce już mknęło powitać linię horyzontu, Hermiona wyszła z domu i postanowiła, że odwiedzi pewną panią, która zajmowała się szyciem w ich miasteczku. Nie sądziła bowiem, że na targu trafi na jakąkolwiek suknię, chyba że pojechałaby do większego miasteczka, a na to bynajmniej nie miała chęci. Miała nadzieję, że krawcowa nie ma zbyt wiele zamówień i do piątku zdąży jej uszyć jakąś piękną suknię. Zapukała do jej domu, a gdy usłyszała „Proszę", weszła i ukłoniła się lekko.
– Dzień dobry, pani Hills.
– Och, panna Granger? – kobieta, która miała około pięćdziesięciu lat, poprawiła okulary na nosie i przyjrzała się dziewczynie. – Witam, witam. Co cię tu sprowadza, kochana?
Pan Hills siedziała na sofie i zajmowała się doszywaniem guzików do jakichś eleganckich spodni. Hermiona rozejrzała się po otoczeniu. Wszędzie można było zobaczyć wieszaki z naszykowanymi ubraniami do odbioru, maszyny, pudełka pełne najróżniejszych nici i materiałów. Widać było, że szycie jest dla tej kobiety czymś więcej niż pracą, a największym dowodem na to było to, jak starannie i pięknie wszystko robiła i jak bardzo się do tego przykładała.
– Chciałam zapytać, czy dałaby pani radę uszyć mi na piątek sukienkę.
– Na piątek? – starsza kobieta uniosła wzrok znad wykonywanej pracy i spojrzała na ścianę. – Słońce, obawiam się, że nie – zwróciła spojrzenie ku Hermionie. – Mam bardzo dużo zamówień na ten tydzień. Zdrowie też mi nie pozwala już siedzieć po nocach.
Hermiona wykrzywiła lekko usta i pokiwała głową. Gdzie miała w takim razie szukać teraz? Na pewno nie posłuży się czarami, co to, to nie. Musiała w takim razie chyba wybrać się do sąsiedniego miasta.
– Cóż, w takim razie dziękuję – dziewczyna uśmiechnęła się lekko i odwróciła do drzwi.
Zatrzymała się. Na drzwiach zawieszona była długa, prosta sukienka, z wycięciem w dekolcie. Była fioletowa. Dotknęła sukienki. Była wykonana z przyjemnego, zwiewnego materiału. Właśnie o coś takiego jej chodziło, mimo że wcześniej nie wyobrażała sobie jeszcze, jaką kreację dokładnie by chciała.
– Tę sukienkę uszyłam dla pewnej kobiety, ale gdy ją zobaczyła, stwierdziła że w życiu nie założy czegoś tak okropnego. Właściwie to powinnam ją stąd zdjąć – kobieta podeszła do drzwi, zdjęła sukienkę i zaczęła ją zwijać. – Widocznie nie byłam w formie, gdy to szyłam – mruknęła zawstydzona.
– Ale proszę pani! Ta sukienka jest piękna i dokładnie o coś takiego mi chodziło!
Pani Hills przestała zwijać sukienkę. Chwilę stała bez ruchu, a potem podała ją Hermionie.
– Chcesz przymierzyć? – wskazała jej drzwi do drugiego pomieszczenia.
Granger kiwnęła głową i udała się do wskazanego pokoju. Rozebrała się i założyła na siebie sukienkę. Wróciła do pani Hills i przejrzała się w lustrze. Sukienka pasowała do niej idealnie. Przylegała do ciała Hermiony, podkreślając jej kształty. Nie miała rękawów i kończyła się dokładnie tuż nad ziemią.
– Wyglądasz w niej przepięknie – usłyszała.
– Dziękuję – odparła uśmiechając się. – Czy mogę ją kupić?
– Weź ją. Bez żadnej zapłaty. Zapłatą niech będzie to, że w porównaniu do tamtej kobiety doceniłaś moją ciężką pracą. A mimo że ta niepozorna sukieneczka wygląda na prostą, włożyłam w nią jej naprawdę wiele – pani Hills uśmiechnęła się.
Hermiona przebrała się z powrotem w swoje ubrania. Kobieta spakowała jej sukienkę do papierowej torby. Pożegnały się i gdy Hermiona już wychodziła, spoglądając na panią Hills, która znów zajęta była pracą, położyła jej na szafce pieniądze.
