Minął już rok od dnia, kiedy Chloe skończyła dziesięć lat. Teraz miała już jedenaście i układanie wykałaczek już dawno jej się znudziło. Ciemnowłosa nienawidziła Astrid jeszcze bardziej. W dniu drugiego sierpnia, kiedy to historia się zaczyna, Chloe akurat siedziała w salonie, ukradkiem oglądając włączony na program z serialami telewizor. Pani McFlair leżała w fotelu, a z pokoju jej córki na piętrze dobiegała głośna, popowa muzyka. Pana McFlaira nie było w domu. Pracował w firmie "Flair and Robins" razem ze swoim wspólnikiem, która zajmowała się wysyłkami w Europie. Chloe ubrana była w stare, ciasne jeansy, które łaskawie dostała od pani McFlair. Cieszyła się jednak z tego, że ma coś własnego - większość jej ubrań pochodziła od Astrid. Oczywiście, były to o wiele za małe ubrania i na blondynkę, i na Chloe, ale pani McFlair zawsze mówiła jej, żeby cieszyła się chociaż z tego, co ma. Trwały wakacje, ale Chloe wcale nie czuła się wakacyjnie - Astrid i McFlairowie wyruszali na wypoczek na Filipiny. Ciemnowłosa zazdrościła im tego - sama nigdy nie była nigdzie poza obskurne miasteczko Mochdre w Wielkiej Brytanii. Astrid oczywiście uważała za bardzo śmieszne to, że Chloe z nimi nie jedzie - miała zostać oddana na całe dwa tygodnie do przyjaciółki pani McFlair, Amelie Holand. "Nie może być nikogo gorszego od Astrid" - myślała Chloe. Na pewno pani Holand nie jest taka zła. A jednak była. Kiedy pani McFlair poszła razem z Chloe do pani Holand, aby ją przedstawić, okazało się, że Amelie jest starą i zgorzkniałą kobietą, która nienawidzi dzieci. Była bardzo opryskliwa i pokazała ciemnowłosej jej pokój, w którym będzie mieszkać - był to mały pokoiczek w piwnicy domu. Śmierdziało tam czymś, czego Chloe nie mogła skojarzyć, ale nie były to róże. Pokój był dwa razy mniejszy niż pokój Chloe w domu McFlairów i o dziesięć razy mniejszy od pokoju Astrid. Chloe siedziała więc w salonie, wcale nie będąc zadowoloną z wyjazdu swoich opiekunów. Wolała już ich niż starą Holand. Nie miała jednak nic do gadania. Zaczęła rozmyślać o tym, jak to jest na Filipinach... i nagle wyobraziła sobie taką rodzinę, jaką wymyśliła, gdy miała dziesięć lat, na plaży. Chloe tak bardzo pragnęła poznać swoich rodziców. Nie wiedziała, czy zmarli, czy żyją, ale chciałaby chociaż odwiedzić ich grób. Niestety, McFlairowie nie wiedzieli albo nie chcieli wiedzieć nic na ten temat.

- Mamo... - rozmyślania przerwał jej słodki głos Astrid, który nie był już taki uroczy, kiedy odzywał się do Chloe. - Zamówisz mi kurs nurkowania na Filipinach? Ale tam musi być fajnie! Pełno tam takich kolorowych rybek, widziałam zdjęcia. - zwróciła się bardziej do ciemnowłosej, aniżeli do matki. Wiedziała, że wywoła tym zazdrość w Chloe.

- Dobrze, skarbie. - odparła pani McFlair, popijając kawę i czytając poranne wydanie gazety. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. McFlair odłożyła gazetę i zmarszczyła brwi. - Czyżby Declan wrócił o tej porze? Potter - warknęła do Chloe. - Idź otworzyć.

Ciemnowłosa niechętnie podniosła się z ziemi, rzuciła nienawistne spojrzenie w stronę Astrid i wyszła do przedpokoju. Na progu leżały listy. Chloe powstrzymała się, żeby spojrzeć do cudzych listów, ale przeżyła niemałe zaskoczenie, gdy odkryła swoje nazwisko na jednej z kopert.

Panna Chloe Lexi Potter,

Pokoik na poddaszu, Eterne Road 5,

Mochdre, Colwyn Bay, Wielka Brytania

Chloe wytrzeszczyła oczy. Kto tak dokładnie znał jej adres? Czyżby ktoś ich śledził? Nieco przerażona, ale i zaciekawiona, rozerwała kopertę. Zobaczyła najdziwniejszy herb, jaki kiedykolwiek widziała. Była to litera H, otoczona lwem, wężem, krukiem i borsukiem. Nie zdążyła jednak przeczytać listu, kiedy nagle usłyszała krzyk pani McFlair.

- Czy to poczta?

Chloe schowała list do kieszeni ciasnych jeansów, starając się go nie zgnieść. Kto mógł wysłać ten list? I co to był za herb? Ciemnowłosa ruszyła do salonu, trzymając pozostałe koperty w rękach. Były to rachunki, i list do Astrid od jej koleżanki, Leah, która była za granicą. Astrid na widok zaadresowanej koperty wyrwała ją z jej ręki i zaczęła czytać list od Leah. Pani McFlair wzięła od niej resztę listów i zadowolona z siebie Chloe ruszyła w stronę swojego pokoiku na poddaszu, żeby samotnie przeczytać list.

- Zaraz, a co trzymasz w kieszeni?

Chloe zamarła, słysząc głos pani McFlair. Odwróciła się, starając się sprawiać wrażenie zdziwionej.

- Ja? - powiedziała ciemnowłosa. - Nie mam nic w kieszeni, jest za ciasna, żeby coś do niej zmieścić.

Astrid oderwała oczy od listu i wbiła spojrzenie w Chloe.

- Pokaż swoją kieszeń. - oświadczyła zimno pani McFlair. Chloe chcąc, czy nie chcąc, musiała wyjąc z kieszeni list - drżącą ręką podała go do ręki kobiety. McFlair zaczęła czytać, a z każdym wyrazem jej mina robiła się coraz bardziej zaskoczona - wytrzeszczyła oczy, podobnie jak wcześniej Chloe, wstała i wyrzuciła list do kosza, ignorując protest Chloe i śmiech Astrid.

- To nie było nic ważnego. - powiedziała sucho, spoglądając na Chloe. - To jakaś pomyłka. No, idź na górę, Chloe, a ty Astrid, przestań. - warknęła do córki, która natychmiast się uciszyła.

Chloe weszła do pokoiku i rzuciła się na łóżko, zawiedziona. Teraz już nigdy nie dostanie listu w swoje ręce. Wściekła na samą siebie za to, że była taka głupia i nie odczytała listu od razu, zaczęła oglądać sufit. Dosłyszała trzask drzwi i domyśliła się, że to pan McFlair wrócił. Westchnęła ciężko, przeklinając swoją głupotę.