Kiedy się obudziła, potrzebowała kilka chwil, by dotarły do niej wszystkie wydarzenia sprzed omdlenia. Na głowie nadal miała kask, który zaoszczędził jej siniaka po zemdleniu. Z mało eleganckim stęknięciem podniosła się na łokciach i rozejrzała. Po lewo była pusta droga, przed nią siedział robot, natomiast po prawej leżał pozdzierany motocykl.

Brunetka odetchnęła, po czym z powrotem położyła się na asfalcie zamykając oczy. Po kilku sekundach jednak otworzyła je błyskawicznie i poderwała się do pozycji siedzącej. Z ust wyrwał jej się pisk. Zamrugała kilkakrotnie z nadzieją, że to tylko zły sen.

Ale robot nadal był tam gdzie wcześniej. Tym razem jednak wyciągnął w jej kierunku rękę. Czy cokolwiek ową rękę przypominającego.

-Spokojnie, nie zrobię ci...

Kobieta zerwała się z wrzaskiem na nogi i rzuciła w stronę motocyklu.

Jazz westchnął wstając.

-Chyba wolałem jak był nieprzytomny...- mruknął i złapał człowieka w pół, uważając, żeby go nie zranić.

-Ja nawet nie mam dzieci!- wrzasnęła Venture zakrywając się rękami.

Autobot podniósł ją na wysokość swojej twarz i delikatnie posadził na swojej ręce. Miał nadzieję, że tym razem motocyklista będzie trochę spokojniejszy. Jego teoria okazała się być trafna. Viv widząc odległość między sobą a jezdnią zadziwiająco szybko znalazła się na środku jego ręki.

-Jak już skończyłeś krzyczeć...

Kobieta przerwała mu.

-Przysięgam, nic nikomu nie powiem! Nawet mi nie uwierzą. Błagam, ja chcę żyć!

Jazz pokręcił głową. Sam i Mikaela zareagowali o wiele lepiej, mimo, że od razu poznali cały zespół.

-Posłuchaj, nie mam zamiaru robić ci krzywdy. Ale musisz mi obiecać, że nikomu nie wspomnisz o tym spotkaniu, dobrze?

Przerażona kobieta pokiwała głową i wykonała jakiś gest nad sercem.

-Jak kocham swoje życie!

Ignorując dziwną obietnicę, mech powoli opuścił rękę z Venture i zsunął ją na ziemię. Jazz musiał powstrzymać się od śmiechu, kiedy kobieta momentalnie rzuciła się za motocykl i skuliła.

-Mam nadzieję, że dotrzymasz słowa kolego. Inaczej...- tu wymownie urwał i szybko transformował, by ukryć uśmiech.

Viveka uniosła głowę znad pojazdu i spojrzała na oddalające się porsche. Kiedy jej emocje trochę ochłonęły, pewna rzecz przykuła jej uwagę.

-Kolego?!-wrzasnęła oburzona podrywając się na nogi.

Jednak źle przewidziała odległość buta od koła i "wyrżnęła orła". Kilkla przekleństw wyrwało się z jej ust.


Kiedy kobieta wróciła do domu, wprowadziła motor do garażu i zaczęła grzebać w szufladach stołu. W większości były tam narzędzia, trochę gwoździ, zwoje cyny, a nawet nóż. W końcu na dnie jednej z nich znalazła tabliczkę mlecznej czekolady i bez zastanowienia wpakowała do ust kilka kostek. Resztę odłożyła i odwróciła się, zaczynając oględziny swojego kawasaki.

Niemal cała farba na przodzie była pozdzierana, światła do wymiany, jedna rączka lekko wygięta. Widząc to Viv jęknęła i schowała głowę w rękach.

-ZA CO TO?!-krzyknęła sfrustrowana.

Chwilę później usłyszała wesołą melodie sygnalizującą przychodzące połączenie. Jej młodsza kuzynka Cathy była chyba jedyną osobą z rodziny, która dobrowolnie rozmawiała z Venture. Kobieta głośno westchnęła i odebrała.

-Cześć Vivi. Co u ciebie słychać?

Po tych słowach studentka zaniemówiła na chwilę. Głos Cathy miał wesoły ton... "Kiedy to dziecko ostatni raz się chociaż uśmiechnęło...?"

-Cathuś, wszystko w porządku?

-Oczywiście! Ale to zwykle ja siedzę cicho a ty gadasz.

Trafne stwierdzenie. Większość ich rozmów polegała na milczeniu, ewentualnie czasem wtrąconemu zdaniu Cathy oraz nieustannej paplaninie Viveki.

"Bystry dzieciak."- przemknęło jej przez głowę. -Tak, tak! Wybacz, zdziwiłaś mnie trochę, zwykle nie dzwonisz na weekendzie. I na pewno nie taka wesoła. Powinnam o czymś wiedzieć młoda panno?

-Jestem w parku i wcinam lody. I zanim zdążysz zapytać, tak jestem SAMA.

Viv tylko się roześmiała. To nie tak, że nie ufała swojej kuzynce, czy nie chciała jej szczęścia. Ale Cathy nie była zbyt lubiana w szkole i dla innych wydawała się być cicha i zamknięta w sobie, w przeciwieństwie do Viveki w jej wieku. Dlatego radosny nastrój dziewczyny budził w niej mieszane uczucia.

-No wiesz, są wakacje, buzują hormony, cuda się zdarzają!

-No wiesz co?-nastolatka udała oburzoną.-Nie wierzysz w mój urok osobisty? Jestem urażona.

Teraz Venture naprawdę się zaniepokoiła. Jej kuzynka niemal nigdy nie żartowała!

-Cathy, skarbie, na pewno wszystko w porządku...?

Odpowiedziało jej milczenie. Po minucie jednak Cath odezwała się znowu.

-Viv? Muszę spadać, okej? Właśnie przyszła Cedes, zadzwonię kiedy indziej, dobra?

-Ca...-nie zdążyła jednak dokończyć, gdyż ta się rozłączyła.

Wcześniejsze plany wzięcia się za motocykl poszły w zapomnienie po tym telefonie. Viveka wyszła z garażu, po drodze łapiąc resztę czekolady. Kiedy weszła do kuchni, odruchowo zajrzała do lodówki, po czym wstawiła wodę na kawę. Tak, ten dzień był definitywnie męczący.

Kiedy dzwonek telefonu rozległ się po raz kolejny, Viv nawet nie spojrzała na rozmówcę, odbierając.

-Co?-burknęła i w tym momencie usłyszała brzęk blachy.

-Nic, stoję właśnie pod twoim domem ciołku, ale drzwi są zamknięte, a garaż otwarty i się zastawiam czy żyjesz.

-Issa, wiesz gdzie trzymam klucze...

W tym momencie usłyszała uderzenie drzwi o ścianę i odłożyła telefon.

Issolve Voxthord była najlepszą przyjaciółką Venture, mimo, że obie kobiety różniły się niesamowicie. Issa była ciemną blondynką o karmelowej skórze i niebieskich oczach, interesowała się modą, dziennikarstwem i uwielbiała imprezy. Ubrana była w czarne spodnie i fioletowy top z nadrukiem "Party all night long". Na jej twarzy jak zwykle gościł szeroki uśmiech.

-Co tam słychać lala? Zamknęłam ci garaż, tak swoją drogą to gdzie rypnęłaś? Farbę to chyba można kurde płatami zdejmować z tego twojego cacka. Ej, wszystko w porządku? Masz jakąś minę, no, nie taką. I czego jesteś cała w piachu? Ej, tobie lala krew chyba leci z ręki!

-Możesz przez chwilę być cicho?-jęknęła opierając głowę o stół.

Issolve wzruszyła ramionami i wyszła z kuchni, parę sekund później wracając z apteczką. Bez słowa złapała przyjaciółkę za ramię i zaczęła opatrywać jej ramię. Mało kto patrząc na blondynkę domyślił by się że jest ona studentką medycyny i to całkiem dobrze rokującą.

Kiedy skończyła, wyłączyła gaz pod czajnikiem i zrobiła dwie kawy.

-Lala, co się stało?

Viveka wzięła łyk kawy, parząc sobie przy tym nieco usta i odchyliła się na krześle. Zastanawiała się nad powiedzeniem przyjaciółce prawdy, ale nie była pewna czy ta jej uwierzy. Zawsze mogła to uznać za wytwór jej wyobraźni. W końcu jak zemdlała to uderzyła głową o ziemię, choć miała kask.

-Minęło mnie boskie porsche, zagapiłam się trochę i walnęłam w krawężnik.-odpowiedziała w końcu krzywiąc się. - W dodatku Cathy do mnie dzwoniła.

Blondynka zawahała się. Z jednej strony wiedziała, że Vivi nie utrzymuje zbytnio kontaktów z rodziną, jednak jej głos wskazywał na to, że coś jej leży na sercu.

-To chyba dobrze, co nie?

-Niby tak...Issuś, nie zrozum mnie źle, kocham ją i w ogóle, ale... Cath to nie jest towarzyska osoba, ani wesoła... Z tego co kiedyś z niej wyciągnęłam w szkole niezbyt ją lubią, nie ma raczej przyjaciół, a dziś do mnie zadzwoniła roześmiana, a po kilku minutach się rozłączyła mówiąc, że musi kończyć bo "przyszła Cedes". Kto to w ogóle jest ta Cedes?! Martwię się o nią. Do jej opiekuna nigdy się nie mogę dodzwonić, więc nie wiem co sie dzieje.

Załamana Viveka wstała z krzesła, wzięła obie kawy i poszła do salonu, Issolve tuż za nią. Po chwili obydwie siedziały na kanapie z padami w ręku, czekając aż załaduje się gra.


Matko, przepraszam tych, którzy czekali aż zrobię update tej historii! I jednocześnie szacun dla Was! Od teraz postaram się dodawać rozdziały mniej więcej, co tydzień, dwa. Na pytanie czy Viv pozna autoboty - cóż, wyjdzie w praniu jak to mówią! ;) Trzymajcie się ciepło,

Jaquie!