Jestem wdzięczna za komentarze i czytanie. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Myślę, że w ciągu 2 kolejnych rozdziałów przeniesiemy się do Hogwartu. Kanonu tu raczej nie znajdziecie, choć staram się nie zmieniać drastycznie postaci.
Lily Jackson Nie będzie to snarry na pewno. Myślę, że drarry. Choć myślę też o Harry/Voldemort.
Mowa wilków
Myśli
Przerażona wilczyca nie protestuje i już chwile później mkną przez las. Harry biegnie z przodu, mimo że nie zna drogi. Słyszy myśli swojej towarzyszki i to mu wystarcza. Wiatr mierzwi mu sierść i jest to tak wspaniałe uczucie jak latanie na miotle. Nie, jeszcze lepsze! Pod łapami czuje podłoże, ale nie tak jak czuł je wcześniej. Teraz wyraźnie wyczuwa jego drżenie. Euforia przepełnia go całego i nie może się powstrzymać przed głośnym wyciem. Gdzieś z daleka odpowiada mu czyjś głos i Harry wie, że jest to inny wilkołak. Skręca w tamtym kierunku, a wilczyca nie protestuje. Szybciej, szybciej! Ostatnie drzewa znikają w tyle i wybiegają na polane. Pozornie wygląda na pustą, ale wystarczy skupić się na magii i przed ich oczami staje spory budynek. Jego lata świetności już dawno minęły i wygląda jakby mocniejszy podmuch wiatru mógł go zniszczyć. To i tak nic w porównaniu do Nory... Wyczuwa niespokojne drgnięcie wilczycy na wspomnienie o Wesley'ach i wie, że to coś ważnego. Spycha tą informacje w głąb umysłu i rusza naprzód. Wystarczy jedna myśl, a drzwi stają przed nim otworem. Wnętrze przypomina jedną z knajp i bynajmniej nie jedną z tych porządniejszych. Harry nie musi się rozglądać. Jego wzrok od razu natrafi na właściwą osobę. Mimo że mężczyzna siedzi w cieniu, Harry wie, że to on jest samcem alfa. Przynajmniej na razie. Bez strachu występuje na przód i patrzy mu w oczy. Jest wysoki i umięśniony, a jego twarz znaczy kilka blizn. Ma czarne włosy postawione na żel, a jego oczy mają niebieski kolor. Patrzy spokojnie na intruza i wstaje. Cały czas prowadząc wojnę wzrokową z Harry'm, zmienia się. W kilka sekund zamiast mężczyzny pojawia się wilk. Jest duży, o połowę wyższy niż Potter. Jego sierść jest czarna z szarawymi przebłyskami i ma brzydki wypłowiały odcień.
-Wyjdźmy na zewnątrz-znany ze wspomnienia głos rozlega się w myślach młodego maga.
Bez sprzeciwu Harry odwraca się i zmierza do drzwi. W ostatniej chwili uskakuje przed kłami samca. Prostuje się, warcząc, ale przy przywódcy wygląda jak szczeniak.
-Oszust!-prycha pogardliwie.
-Nikt nie powiedział, że ma to być uczciwa walka-mruczy Zack, spoglądając na przeciwnika z politowaniem-Przestraszyłem cię?
-Nigdy!
Harry wie, że w momencie gdy zawładną nim emocje, jest martwy. Z trudem się opanowuje i obserwuje. Najwyraźniej alfa zauważył, że jest poważny, bo jego sierść nastroszyła się i teraz wygląda na jeszcze większego. Jego oczy błyszczą furią i nienawiścią.
-Chcesz być alfą?!-warczy głośno-Chyba śnisz! Lepiej wracaj do mamusi, szczeniaku, inaczej zrobię ci krzywdę!
-Na to czekam-mruczy Harry, starając się jeszcze bardziej rozjuszyć wroga-A może to tylko puste słowa, hm?
Taka strategia może doprowadzić go do zwycięstwa. Jednocześnie może przynieść mu śmierć. Alfa rozwścieczony szarżuje wprost na niego. Harry ma tylko kilka sekund na myślenie i wykonanie jakiegokolwiek planu. Zack jest ogromny i taki też ma zasięg działania. W ostatniej chwili prześlizguje się pod nim. Błyskawicznie odwraca łeb i zatapia kły w udzie samca.
-Ty...!-ryczy wilkołak, wyszarpując się i odsuwając-Zmiotę cię z powierzchni ziemi!
To jest to, na co liczył Harry. Rana na łapie nie byłaby duża gdyby alfa zmusił go do rozwarcia szczęki. Teraz krew tworzyła sporą kałużę u jego stóp.
-Spróbuj, choć nie sądzę, żebyś mnie choć drasnął-kpi, chcąc by przywódca całkiem zapomniał o rozsądku.
Wściekły wilk skacze ku niemu, dając mu szanse na koleiny cios. Tym razem bark. Blokuje go i szarpie, po czym szybko uskakuje. Jest silny. Niewiarygodnie silny. Jak mnie złapie, to już nie żyję. Harry szybko bierze uspakajający oddech, ale nadal drży. Nie ze strachu. Adrenalina krąży w jego żyłach, przeszkadzając mu w myśleniu. A on nie mógł sobie pozwolić na podążanie za instynktem. Kolejne kilka minut wciąż uskakuje i robi uniki. Wszędzie błyskają kły oszalałego wilkołaka. Przy okazji sam rani go wszędzie gdzie się da. Ale jego szczęście nie może trwać wiecznie. W końcu zęby przeciwnika dosięgają go i zaciskają się na jego grzbiecie. Skomle zaskoczony bólem. Jednak wie, że to nie czas na słabości. Odwraca łeb w bok i zatapia kły w przedniej łapie przywódcy.
-Ja jestem alfa! Ja! Tylko ja!-warczy Zack, szarpiąc jego ranę-Poddaj mi się!
-Nigdy!
W głowie mu wiruje, a przed oczami latają mroczki, ale nie rozluźnia szczęki. Wręcz przeciwnie-porusza zębami poszerzając ranę. Krew zalewa mu usta i otumania, ale nie puszcza. Alfa odpuszcza dopiero, gdy Harry łamie mu kość. Skomląc, odskakuje. Potter z trudem wstaje. Chwieje się, a łapy się pod nim załamują. Jednak uparcie patrzy w oczy alfie. Nie, nie alfie.
-Ja jestem alfa-mruczy groźnie, wypinając pierś.
Obserwuje Zacka miażdżąco dopóki nie kładzie się na podłodze, kładąc po sobie uszy i skomląc. Harry rozgląda się po pomieszczeniu. Wszyscy milczą, rozproszeni po kątach.
-Jestem alfa!
Mimo swojej ludzkiej postaci, kulą się na jego słowa. Pokazują swoje karki ulegle, a niektórzy kładą się całkiem. Jeszcze przez chwilę Harry obserwuje swoje stado, a później opada na podłogę. Słyszy myśli swojej... rodziny i z wilczym uśmiechem traci przytomność.
Harry
Jeszcze przed otworzeniem oczu wiem, że to, co się wydarzyło to nie sen. Przez moment rozkoszuję się uczuciem wolności, a potem uchylam powieki. Jestem w pokoju. Moje łóżko jest zasłane skórami zwierząt i przez chwilę moja zwierzęca strona buntuje się na to. Ponieważ to nie ja je upolowałem. Ze wstrętem podnoszę się z posłania i rozglądam. Zauważam stojące niedaleko lustro, więc podchodzę do niego. Wokół klatki piersiowej mam owinięty bandaż, ale poza tym nie mam innych obrażeń. Powoli odwijam opatrunek i odwracam się, by sprawdzić szkody. Których nie ma. Rana zagoiła się całkowicie, nie zostawiając po sobie nawet małej blizny. Przyspieszona regeneracja, hm? Patrzę sobie w oczy i nie poznaję się. Co się stało? Co z Chłopcem-który-przeżył? Co z Wybrańcem? Teraz patrząc w lustro, nie widzę żadnego z nich. Widzę tylko Harry'ego. Marszczę brwi. Mam wrażenie, że nabrałem mięśni. Dla upewnienia się obejmuję dłonią mój biceps. Nie ma pomyłki. W sumie wczoraj(albo przedwczoraj, kto wie ile czasu minęło?) nie zwróciłem na to uwagi. Może wilkołaki już tak mają? Znaczy mięśnie i w ogóle. Się okaże. Nagle drzwi otwierają się i do pomieszczenia wchodzi dziewczyna. Jest niska, właściwie to jest tego samego wzrostu co ja, czyli około metr sześćdziesiąt. Ma krótkie czerwone włosy związane w dwa kucyki leżące na jej ramionach. Bez słowa podchodzi do mnie i wyciąga w moją stronę stos ubrań. Zauważam, że jej oczy są koloru ciemnego i wyraźnego granatu. Mrugam zaskoczony i patrzę na ciuchy. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że jestem nagi. Rumienię się i biorę stos, mamrocząc podziękowania. Szybko znikam za drugimi drzwiami. Łazienka jest równie obskurna co pokój, więc myję się szybko i wycieram. Po przeszukaniu ubrań ubieram ciemne jeansy i zieloną koszulkę. Wracam do pokoju i staję zaskoczony na widok znajomej mi już dziewczyny.
-Kim jesteś?-pytam zaciekawiony.
-Ach, tak! W takiej sytuacji samica alfa opiekuje się przywódcą...-mówi, żywo gestykulując.
-Jesteś samicą alfa?
-Nie, nie!-zaprzecza natychmiast-Kazała mi się tobą zająć-tłumaczy, energicznie potrząsając głową.
-Rozumiem-powstrzymuję się od śmiechu; co za dziwna dziewczyna-Jak masz na imię?
-Kathy, przywódco.
-Po prostu Harry. Chociaż przywódco też mi się podoba-śmieję się, a Kathy do mnie dołącza.
Przestajemy się śmiać dopiero po kilku minutach. Wtedy uświadamiam sobie coś. Samica alfa kazała jej się mną opiekować? Instynkt podpowiada mi, że powinna zrobić to sama.
-Kim jest samica alfa?
-Leandra-odpowiada natychmiast, krzywiąc się brzydko.
-Wredna, co?
-Bardzo. Cały czas się chwali, że to ona jest alfa-prycha pod nosem, bawiąc się swoim kucykiem.
-A to nie przywódca wybiera samice, hm?-posyłam jej chytry uśmieszek.
-No, tak. Zamierzasz...?
-Zrobić porządek, tak-wstaję z łóżka, na którym wylądowałem.
Ruszam w kierunku wyjścia, a Kathy jest zaraz za mną. Schodzimy po schodach na dół, na parter. Najwyraźniej sprzątnęli miejsce walki, bo ostatnio nie było tu tak czysto. Z grupki stojącej niedaleko odłącza się jeden chłopak i podbiega do nas.
-Witaj, przywódco. Jestem Chris, miło mi cię poznać!-kłania się nisko.
Jest wyższy ode mnie, ale coś czuję, że wkrótce też taki będę. Jego włosy z przodu są postawione do góry, po bokach przycięte, a z tyłu poszarpane. Blondyn. Przez chwilę mignęły mi jego oczy w kolorze czekolady, ale uparcie wbił spojrzenie w podłogę.
-To beta-słyszę głos Kathy-Pomoże ci we wszystkim.
-Beta?-zerkam na nią pytająco.
-No wiesz, twój zastępca-macha ręką dla podkreślenia swoich słów.
-Ua, super-kiwam głową z zachwytem-Jestem Harry. Mi też miło cię poznać, Chris.
Przez moment wygląda jakby ktoś go uderzył i zerka z szokiem wymalowanym na twarzy to na mnie to na Kathy. Dziewczyna chichoczę z jego reakcji.
-Harry nie jest jak Zack-wyjaśnia zaskoczonemu chłopakowi.
-Um, mam nadzieję, że dobrze będzie nam się współpracowało-mówi w końcu zawstydzony i umyka.
-Uroczo. To mój pierwszy dzień, a już wszyscy się mnie boją-przecieram twarz nagle zmęczony.
-Minie im. Wiesz, do tej pory rządy Zack'a były bezlitosne i nikt z nim nie wygrał. To nowość-kiwa głową z wszechwiedzącą miną.
Przypomina mi w tej chwili Hermione. Potrząsam głową. Nie teraz. Później zastanowię się co dalej. Właściwie to przydało by się odzyskać moje rzeczy.
-Idziesz ze mną?-pytam Kathy.
-No pewnie!-podskakuje radośnie.
Ruszamy w kierunku wyjścia. Dopiero w drzwiach odwracam się, a moje spojrzenie krzyżuje się z moim zastępcom.
-Pilnuj ich, Chris!-macham mu na pożegnanie.
Gdy tylko wychodzimy na zewnątrz, poddajemy się przemianie. Uczucie jest wspaniałe. Żadnego niepotrzebnego bólu. Zaraz słyszę głos Kathy.
-Wow.
Patrzę na nią zdziwiony. O co może chodzić? Sierść Kathy jest piaskowa i jasna. Jej lewe ucho ma na sobie ciemnobrązową łatę. Wchodzę w jej myśli, starając się dowiedzieć co ją tak poruszyło. Uśmiecham się. To ja. Moje futro ma najgłębszy odcień czerni i jest jednolite. Żadnych szarawych przebłysków. Tylko moje lewe oko przecina blizna w kształcie błyskawicy.
-Powinienem zbierać opłatę za gapienie się-żartuję, a ona fuka cicho.
Kierujemy się w stronę lasu. Wciąż wyczuwam słaby zapach mój i wilczycy, która mi wczoraj towarzyszyła.
-Ona jest omegą, popychadłem. Odeszła wczoraj razem z Zack'iem.
-Odeszli?-mruczę wcale nie zaskoczony.
-Tak. Oni... lubili zabijać. Kilka osób poszło z nimi, ale to nie był nikt, za kim można by było tęsknić.
-Rozumiem.
Biegniemy między drzewami, a szum liści wydaje się być kojący. Czuję zapach lasu, natury. Wiem, że wszystko tutaj żyje. Wiatr przyjemnie mierzwi mi sierść. Tak, to jest miejsce, do którego należę. Moje miejsce.
