Pobudka, śniadanie, plecak, auto.
Byłam w szkole tuż przed pierwszym dzwonkiem. Nie miałam jednak pojęcia gdzie jest która sala. Błąkałam się po czteropiętrowym budynku jak głupia, szukając sali 66. Jakby na świecie nie było innego numeru, który można nadać klasie. Może 65b? To zdecydowanie byłoby lepsze. W końcu zadzwonił dzwonek. Ja nadal byłam w lesie. 22, 23, 24… Nigdzie 66! Biegałam tam i z powrotem. W końcu usiadłam pod ścianą. Mogłam przecież powiedzieć, że jeszcze załatwiałam rano dokumenty… Już miałam opracowaną historię mojego brawurowego ratowania biednego kota spod kół samochodu, kiedy podszedł do mnie woźny i głośnym, piskliwym głosem zapytał:
-Czemu nie jesteś na lekcji?
-Nie mogę znaleźć sali…- odparłam zgodnie z prawdą.- Przeklęte 66.
-66? Nie mamy takiej sali. Numery dochodzą do 50, kochanie.- zaśmiał się.
-Proszę, nie „Kochanie". Jestem Natalia, a nie kotek czy jakiś inny kłębek futra.
Znów się zaśmiał.
-Natalio, jesteś pierwszą uczennicą, która ma jakiś charakter. Ale teraz idź na lekcję.
-Nie mam pojęcia gdzie to jest.- prawie krzyknęłam, patrząc mu w oczy.- Mam na kartce 66… Wyraźnie. A pan mi mówi, że takiej sali nie ma?!
Woźny wziął ode mnie kartkę i spojrzał na numerek.
-Kocha-… Ekhm… Natalio, to jest 06. Tylko, że 0 jest napisane bardzo… otwarcie… Osoba, która to notowała, musi być wspaniałą osobą.
-Mógłby pan przestać rozczulać się nad pismem mojej siostry i wskazać mi drogę do Sali 6?
-Zero sześć.- poprawił mnie woźny, oddając mi kartkę.- To na parterze. Tuż przy schodach. Miłego dnia, Natalio.
Wzruszyłam ramionami i poszłam we wskazaną stronę. Sala faktycznie była tam cały czas. Odetchnęłam, poprawiłam włosy i weszłam.
-Przepraszam. Nie mogłam znaleźć klasy.- wyrzuciłam z siebie z trudem w progu.
Cała klasa spojrzała w moją stronę. Nauczycielka zdjęła okulary, wzdychając.
-Nataszka! Heeejooo! Tutaj! Usiądź ze mną!- krzyknął Feliks z ostatniej ławki po polsku, przerywając ciszę.
-Feliks! Angielski albo niemiecki na moich lekcjach, dziękuję.- skarciła go nauczycielka.- A ty to pewnie Natalia? Zostałam uprzedzona. Stań proszę na środku. Każdy mówił coś o sobie w tamtym tygodniu… Zostałaś ty.
Wyszłam na środek klasy. Nie lubię przedstawiania się. A szczególnie nie tego na początku roku szkolnego w nowej szkole.
-Um… Hej.- powiedziałam wolno, starając się obmyślić co powiem i, co ważniejsze, JAK to powiem po niemiecku.- Mam na imię Natalia Arlovskaya…
-Och! Czekaj, czekaj! Pewnie masz jeszcze problemy z niemieckim… Ja, twoja wychowawczyni, jestem anglistką, więc równie dobrze możesz mówić po angielsku. To idealne ćwiczenie!- przerwała mi wychowawczyni, uśmiechając się ciepło.
Ucieszyłam się. Angielski przychodził mi bardzo łatwo. Uczyłam się go 9 lat w szkole, więc to zdecydowanie było łatwiejsze. Kontynuowałam więc w tym języku.
-Mam 16 lat…
Teraz jedynym problemem zostało to CO mam powiedzieć. Wbiłam wzrok w Feliksa, a ten zamachał mi. To chyba miał być znak, ale za Chiny go nie rozumiałam.
-E… Miło mi was poznać?
Feliks uderzył czołem w ławkę. Klasa odpowiedziała ciche, przeciągłe „Yooouuu toooo". Czułam się coraz bardziej zażenowana.
-Ech… No dobrze… Natalia jest z Polski, ale z tego co wiem urodziła się w Rosji…
-Na Białorusi.- poprawiłam ją szybko. Nie lubię mylenia tych dwóch państw jeszcze bardziej niż przedstawiania się.
-Na Białorusi. Traktujcie ją dobrze i nie nękajcie z powodu innej narodowości. Dziękuję. A ty, Natalio, postaraj się więcej nie spóźniać. Zajmij miejsce.
Zrobiłam jak kazała. Jedyne wolne krzesło znajdowało się obok Feliksa. Tam też usiadłam.
-Och nie nie nie nie nie!- krzyknęła nauczycielka.- Nie! Julchen, przesiądziesz się do Feliksa, a Natalia usiądzie przy Ludwigu. Nie chcę byście sobie urządzali szeleszczące pogawędki tam z tyłu klasy.
Już jej nie lubiłam. Usiadłam obok Ludwiga i wyciągnęłam zeszyt.
-Przepraszam za wczoraj.- szepnął do mnie blondyn.- Mój brat to idiota.
Spojrzałam na niego. No tak! To był ten drugi chłopak, co się za mną wstawił. Miałam dziwne wrażenie, że są z bratem warci siebie.
-Nie ważne. Widziałam większych idiotów.- odszepnęłam.
-Jeśli czegoś będziesz potrzebować, daj znać. Jestem przewodniczącym klasy.
Widać było w jego oczach dumę. Zdecydowanie uwielbiał rządzić innymi, ale pewnie nigdy by się do tego nie przyznał. Sposób w jaki mówił o bracie zdecydowanie świadczył o ich złych stosunkach. Wtedy to rodzeństwo zaintrygowało mnie pierwszy raz.
-Ta… Okay.
Nie słuchałam na lekcji pierwszy raz w życiu, mimo że nauczycielka specjalnie dla mnie mówiła po angielsku. Feliks rzucał mi ukradkowe spojrzenia i uśmiechy, gestykulując lekko. Na niego też nie zwracałam uwagi. Obserwowałam Ludwiga, jego rzeczy, jego zachowania. Chciałam dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Byłam Sherlockiem tej klasy. A przynajmniej tak lubiłam myśleć.
Po lekcyjnej obserwacji stwierdziłam, że jest on bardzo uporządkowany, uwielbia zasady, wszystko układa pod linijkę i… I zdecydowanie nic nie wie o instynkcie samozachowawczym. W swoim notatniku pisał plany, nie omijając ani imion ani nazwisk.
Julchen Gunther musi oddać książki do biblioteki.
Gilbert Beilschmidt miał dziś wyprowadzić psa.
Axel Acker rzucał kredą przed lekcją.
I tak dalej. W sumie miał tam spisanych wszystkich oprócz mnie. Pewnie jeszcze mu niczym nie podpadłam. Za krótko byłam w klasie.
W końcu zadzwonił dzwonek. Połowa klasy już wstała, lecz nauczycielka cofnęła ich.
-Kochani, pamiętajcie o spotkaniu w piątek wieczorem.- oznajmiła wesoło, zamykając dziennik.
Klasa przytaknęła cicho, wychodząc na korytarz.
-Jakim spotkaniu?- zapytałam szybko Ludwiga.
Chłopak przylizał ręką włosy. Śpieszył się gdzieś, a ja mu przeszkodziłam.
-W piątek o siedemnastej. Spotkanie w restauracji tam na rogu przed szkołą. Klasa z rodzinami. Mamy się lepiej poznać, a teraz wybacz.- odszedł szybko w stronę schodów.
Uczniowie z mojej klasy już gdzieś zniknęli.
-Hej! Nie zgub się tym razem!- nagle obok mnie pojawił się ten sam woźny.- Klasa 22.
-Skąd znasz mój plan lekcji?- zapytałam, starając się nie wyglądać na zaskoczoną.
-Przyjaźnię się z tym… no… Feliksem. Tak… młodziak każe na siebie mówić jakoś dziwacznie, ale nie potrafię powtórzyć. Nie ważne. Idź na lekcje. Ach… A przy okazji mam na imię Markus. Miło mi cię poznać.
-Tsa.- burknęłam, ignorując jego podanie dłoni. Ścisnęłam mocniej pasek torby i ruszyłam na piętro.
Feliks czekał na mnie na szczycie schodów. Kiedy tylko się z nim zrównałam zaczął paplać o swoim poranku i jak musimy siedzieć razem na wszystkich lekcjach.
Zgodziłam się jedynie dla świętego spokoju. Z lekcji nie zrozumiałam prawie nic, ale Feliks notował po polsku i zgodził się pożyczyć mi notatki. Tak więc w domu spędziłam całe popołudnie powtarzając lekcje i przepisując zeszyty.
Podobnie minęła mi reszta tygodnia. W szkole starałam się słuchać, w domu nadrabiałam. Feliks gadał, ja słuchałam. Czasem dołączał do nas woźny. W piątek wieczorem czułam się wyczerpana, a jeszcze zostało mi spotkanie klasowe. Katja i Ivan dowiedzieli się o nim, więc nie miałam wyboru.
-Dzie ńdobry, państwu Bragińscy. Miło poznać.- nauczycielka czekała w progu, podając każdemu opiekunowi rękę. Uśmiechała się słodko jak zawsze. Kiedy tylko przeszłam przez próg Feliks przyczepił się do mnie.
-Dużo tu osób.- stwierdził i zamilkł. Zdziwiłam się. Łukasiewicz zaniemówił. A to dobre!
-Niestety.- odparłam spokojnie.- Ale o to chodzi w dniach zapoznawczych.
-No tak, ale… no nie lubię i już.- wybełkotał.
Ruszyliśmy do wielkiego stołu dla uczniów. Zajęliśmy swoje miejsca i czekaliśmy na koniec spotkania, popijając oranżadę.
-Założę się, że tamten tatuś ma małego…- zaczął Feliks ale urwał.- Ej… Starszy Beilschmidt przyszedł!
Obejrzałam się. Do kanjpki wchodził osobliwy policjant z galerii handlowej. Przeklęłam pod nosem. Był ostatnią osobą, którą chciałam spotkać. Feliks zaczął do niego machać. Na moje nieszczęście podszedł.
-Hej, kochanie.- rzucił, podchodząc bliżej. Znów miał na sobie tę samą koszulkę i przetarte spodnie. Spojrzałam mu prosto w oczy. On zrobił to samo.- Och, spotykamy się znowu. Jak miło.
-Cudownie.- burknęłam, odstawiając szklankę.
-Jest mi niezmiernie przykro za to co stało się w centrum. Mam nadzieję, że mi już wybaczyłaś.- rzekł, bardzo pewnym siebie tonem.
-Nie.- odpowiedziałam krótko.
-W takim razie…- zerknął na Feliksa, lecz szybko znów spojrzał mi w oczy.- Zapraszam do tańca.
Chciałam zaprzeczyć, ale był za szybki. Pociągnął mnie za nadgarstek, wywracając moje krzesło. Zanim się zorientowałam, trzymał mnie za ręce, przyciągając blisko do swojego ciała. Prowadził.
-Nie chcę tańczyć.- syknęłam przez zaciśnięte zęby, ale on mnie nie puścił. Miałam ochotę go uderzyć, ale i tak nie miałam jak uwolnić rąk.
-Przepraszam za tamten incydent. Poświęcę ci ten taniec. W tym czasie możemy lepiej się poznać. Nie słuchałaś, kiedy rozmawialiśmy z Feliksem w centrum. Ciesz się póki możesz. Zagilbisty ja zaszczyca się swoim dotykiem.
-A ja nie chcę jego dotyku.- zerknęłam nad jego ramieniem na salę.- Wszyscy się na nas gapią.
-Mają się gapić. Jesteśmy teraz zagilbiści razem.- odparł ze swoim zawadiackim uśmiechem. Odruchowo przygryzłam wargę.
-Jesteś idiotą.
-A ty piękna.
Zatkało mnie. Odwróciłam wzrok i zamilkłam. Jeszcze żaden chłopak nie powiedział mi tego tak wprost. Oczywiście dziewczyny w starej klasie mówiły, napominały, że chciałby wyglądać jak ja, ale zawsze uważałam to za kawał. Kiedyś zapytałam Torisa czemu nabijają się ze mnie w tak dziwny sposób, a on zaczął się jąkać i poczerwieniał. Pewnie to była jego sprawka. Tak więc kiedy usłyszałam te słowa po niemiecku od nadętego ochroniarza, zgubiłam gdzieś swój język.
Piosenka w końcu się skończyła. Puścił mnie, a ja wróciłam do stolika. Słyszałam jak wszyscy dookoła mniej szepczą, pokazując mnie palcem. Jedynie Feliks milczał, wpatrzony w swój papierowy talerzyk.
Nie odzywał się do mnie do końca dnia.
Trwaliśmy tak na miejscu aż do zakończenia imprezy. Kiedy wychodziłam z Katją i Ivanem, ochroniarz puścił mi oko, znikając w czarnym samochodzie. Natychmiast odwróciłam wzrok.
-Co to miało znaczyć?- zapytał ostro Ivan, kiedy tylko odpalił silnik samochodu.
-Co?- wyrwałam się z zamyślenia i spojrzałam na niego.
-Czemu pozwoliłaś temu chłopakowi obściskiwać się na środku sali przy całej swojej klasie? Wiesz jak potem wszyscy gadali? A jego rodzice… Jesteś jego dziewczyną? Matka tego kawalera mówiła, że chodzi z kimś w klasie swojego brata. Czemu nam nie powiedziałaś? Czemu Niemiec?- krzyczał Ivan, wciskając pedał gazu w podłogę.
Katja próbowała uspokoić naszego brata, ale nic nie pomagało. Byłam zła. Jak on mógł pomyśleć, że umawiam się z takim idiotą?! Zacisnęłam pięści, wbijając sobie w dłonie paznokcie na uspokojenie, jednak to nie pomogło.
-A co jeśli? Chyba mogę sobie wybrać dowolnego chłopaka?- odparłam.
Wdech, wydech… Ivan nie może mnie rozproszyć!
-NIE TEGO!- wrzasnął Ivan, hamując gwałtownie przed pasami.
-CZEMU NIE?!
Nie chciałam się kłócić, ale nerwy całego tygodnia i fałszywe oskarżenia wstrząsnęły mną jakbym była koktajlem Mołotowa.
-PRZESTAŃCIE!
Katja uderzyła pięścią o konsolę auta. Oboje zamilkliśmy. Trwaliśmy tak aż do samych drzwi domu. Kiedy tylko weszłam pobiegłam do swojego pokoju.
Byłam naprawdę rozdrażniona. Robiłam wszystko dla mojego braciszka i siostry, a on krzyczał na mnie bez powodu. Nawet nie chciał mnie wysłuchać.
Sięgnęłam do torebki po telefon. Chciałam zadzwonić do Torisa. Jednak, wyciągając komórkę, na dywan wypadała mi mała karteczka. Podniosłam ją.
Zadzwoń, piękna.
Gilbert
Z tyłu zanotowany był numer telefonu. Wahałam się tylko przez chwilę.
Byłam zła i miałam dość.
Nie miałam zamiaru dłużej robić wszystkiego co karze mi brat.
Zadzwoniłam.
