Osiem lat później
Obiecasz mi jeszcze jedno? Proszę. Dasz mojemu synowi na imię Harry? Obiecaj mi.
Przed radiem, z którego wydobywał się głos Lee Jordana, siedział ośmiolatek. Przeczesywał właśnie swoje rude włosy palcami, a brązowymi oczami skanował półki z książkami.
W wolnej ręce trzymał dość już pomięte mugolskie kartki papieru, na których jego matka pisała do niego listy. Obok, na ziemi, leżało puste opakowanie po tabliczce czekolady.
Miał na ustach lekki uśmiech, póki nie spojrzał na zegarek. Uśmiech od razu zniknął, a sam chłopak posprzątał i zszedł na dół, do kuchni.
Podjadał właśnie ciasto, będąc niezauważonym przez Molly, kiedy dało się słuchać, jak przez kominek w salonie wrócili do domu Ron Weasley i jego ojciec. Obaj podążyli do kuchni, gdzie Artur został przywitany z radością, natomiast na widok Rona chłopczyk złożył rączki na piersi w obrażonym geście.
Kiedy jego rodzice wyszli, Ron kucnął przy synu i wyciągnął z kieszeni nowy produkt Magicznych Dowcipów Weasleyów. Chłopczyk ani drgnął. Ron wyciągnął tabliczkę czekolady z Miodowego Królestwa, na którą jego syn wywrócił oczami i której nie przyjął. Na koniec Ron wyciągnął książkę, a ponieważ szacunek do książek chłopak odziedziczył po matce, przyjął ją i przytulił jak maskotkę. Jednak nadal patrzył na ojca wilkiem.
— Och, daj spokój, Harry — powiedział męczeńsko Ron. — Spóźniłem się tylko… — zerknął na zegarek i przestał się uśmiechać — dwie godziny.
— Dokładnie! Dwie godziny! — ofukał go syn.
Ron musiał jeszcze męczyć się przez pół godziny, póki nie zostało mu wybaczone i chłopak nie uwiesił się na jego szyi.
— Tato… — mruknął Harry do ucha Rona, nadal na nim wisząc.
— Hm? — odparł Ron, trzymając syna jedną ręką, a drugą próbując zupy w garnku.
— Daj mi list…
— A kiedy są twoje urodziny? — zapytał rozbawiony Ron, prostując się i tak chwytając chłopca, żeby móc na niego patrzeć.
— Jutro — powiedział Harry, nie tracąc nadziei i uśmiechając się szeroko.
Ron przysunął się i dał synowi eskimoski pocałunek.
— Więc teraz spadaj przygotować się do obiadu — powiedział, stawiając Harry'ego na ziemię, a ten z dramatycznym westchnieniem poszedł na górę.
Ron przeciągnął się i wyciągnął różdżkę z kieszeni swojej aurorskiej szaty.
— Ron.
Spojrzał w górę i zobaczył swoją matkę w drzwiach.
— Zupa świetna, mamo!
— Wiesz, że chcę tylko twojego szczęścia.
Ron spuścił wzrok na stół i uśmiechnął się lekko.
— Jestem szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy.
— Nie zwiążesz się ponownie — wyszeptała Molly, wchodząc do kuchni.
Ron uśmiechnął się szerzej i oblizał usta, przesuwając się w stronę wyjścia.
— Mamo, jeden raz się rodzimy. I jeden raz umieramy — powiedział, przesuwając różdżkę między palcami. — I ślub też bierzemy tylko raz w życiu. — Przerwał na chwilę, chwytając różdżkę pewniej. — I zakochujemy się tylko raz. — Odwrócił się do Molly. — To nie zdarza się często.
— Synu, ty dasz sobie radę — powiedziała od razu pani Weasley. — A Harry?
— Co? Co z nim? — zapytał Ron, patrząc w stół.
— Nie uważasz, że potrzebuje kogoś, kto będzie dla niego figurą matki? — wtrącił głos Artura spod drzwi.
Ron szarpnął głową i spojrzała ojca. Przez chwilę wydawało się, że w oczach młodego mężczyzny były łzy, ale kiedy spojrzał na swoją różdżkę, one nie błyszczały.
— Poradzi sobie, mamo, tato. Poradzi sobie. — Machnął krótko różdżką, wysyłając z niej zielone iskry. — On ma coś, czego ja nie mam. — Uniósł głowę i spojrzał za okno, wychodząc się przebrać. — Listy od matki.
Kiedy następnego dnia zegary wybiły godzinę ósmą rano, Harry od razu otworzył oczy i usiadł na łóżku. Rozejrzał się i uśmiechnął.
— Wszystkiego najlepszego, Harry — powiedział do siebie.
Zbiegł w piżamie do salonu, wiedząc, że tata i dziadek już wyszli, a babcia nie będzie mu przeszkadzać. Na kupce prezentów od wszystkich cioć i wujków leżała beżowa koperta z czerwoną, mieniącą się ósemką. Harry złapał ją i niecierpliwie rozerwał, uśmiechając się szeroko. Wyciągnął kartki i zaczął czytać.
„Mój cudowny Harry — wszystkiego najlepszego! Dziś kończysz osiem lat. Na pewno masz włosy i piegi po ojcu, prawda, Harry?"
— Nie. Piegów nie mam, tak jak ty nie miałaś — mruknął Harry, nie odrywając wzroku od listu.
„Jesteś już dużym chłopcem, Harry, i zrozumiesz wszystko, co Ci teraz opowiem. Historię o mnie, o twoim tacie… i o Harrym."
Chłopiec przez chwilę w niedowierzaniu wpatrywał się w ostatni wyraz.
— O Harrym?
