Rozdział 2
Podróżowałam od tygodnia, ciesząc się urokami odwiedzanych miejsc. Nie układałam planu podróży, wsiadałam w przypadkowe pociągi i samoloty, które zabierały mnie do znanych lub kompletnie obcych zakątków. Nie zależało mi specjalnie na opalaniu, bo maja skóra była naturalnie śniada, ani na zwiedzaniu, bo od części obiektów byłam osobiście starsza. Właściwie przemieszczałam się, bo nie miałam nic innego do roboty, a siedzenie bezczynnie w jednym miejscu zwyczajnie mnie nudziło. Fortuna gromadzona całymi latami na szczęście sprawiała, ze nie miałam właściwie żadnych ograniczeń. Doczekanie czasów, gdzie właściwie wszystko można kupić, miało swoje dobre strony. Kiedy siedziałam w jednej z kawiarni w pobliżu plaży, której nazwa wypadła mi z głowy, przypomniałam sobie o obietnicy wysyłania pocztówek. Za każdą dobę bez wiadomości z pewnością czekały mnie wielodniowe wyrzuty. Słońce powoli zachodziło za horyzontem, co oznaczało, że większość sklepów jest już zamknięta. Mogłam spokojnie poczekać do rana, ale samo wspomnienie o Jamie sprawiło, że za nią zatęskniłam. Nigdy wcześniej nie miałam tak bliskiej osoby i wciąż nie przyzwyczaiłam się do tego uczucia. Nie miałam zamiaru. Zawołałam kelnera, który kręcił się w pobliżu, sprzątając z innych stolików. Zjawił się błyskawicznie. Zapytałam po angielsku, gdzie mogłabym skorzystać z telefonu. Wskazał na drzwi do kawiarni, coś do mnie mówiąc. Uśmiechnęłam się uprzejmie, chociaż wcale go nie słuchałam. Bez słowa skierowałam się do środka i znalazłam drzwi z napisem oznajmującym, że właśnie tam znajduje się telefon. Pomieszczenie było nieprzyjemnie ciasne i brakowało żarówki. Po zamknięciu drzwi zapanowały egipskie ciemności i gdyby nie wampirzy wzrok, z mojej rozmowy nic by nie wyszło. Wybrałam numer komórkowy Jamie i czekałam chwilę, wsłuchując się w denerwujące sygnały.
- Halo? – Rozpoznałam męski głos Patricka, brata Jamie.
Na moje szczęście on nie miał nic przeciwko mojej osobie.
- Znowu zabrali Jamie telefon? Możesz zawołać ją na chwilkę? Nie narobię jej kłopotów, chcę się tylko usprawiedliwić. – Mówiłam szybko, jakbym bała się, że nie zdążę wyłożyć wszystkich argumentów. Jeszcze moment i groził mi słowotok.
- Liz, Jamie nie podejdzie do telefonu. – Oznajmił Patrick poważnym tonem, który nieco mnie przestraszył. Czyżby jego staroświeccy rodzice zdołali go przekonać, że jestem wcielonym złem, za jakie sami mnie uważali?
- Możesz jej chociaż przekazać, że dzwoniłam? – Zapytałam bardziej ponuro, bo nastawiłam się już na rozmowę z przyjaciółką.
Patrick westchnął do słuchawki.
- Może być ciężko. Lizzy, Jamie nie żyje. Mam ci przekazać, że za dwa dni pogrzeb i możesz się zjawić.
Zaczęłam poruszać ustami jak ryba, czekając aż wybuchnie śmiechem i rzuci coś o mojej naiwności. Nawet nie zauważyłam, kiedy bez słowa odłożył słuchawkę. Odsunęłam telefon od ucha i spojrzałam na niego, jakby niewinne urządzenie zniszczyło mi właśnie życie. Właściwie częściowo była to prawda. Patrick nie żartował. Jamie, jedyna osoba, która kiedykolwiek mnie rozumiała, moja denerwująca przyjaciółka i współlokatorka nie żyła, chociaż kilka dni wcześniej nic nie wskazywało na to, że opuści ten świat i zostawi mnie samą.
