Wzrok maga powędrował od Arishoka na stojącego obok elfa, i z powrotem, na potężnego Qunari.
- Przypomnij mi, że jeśli to przeżyję, to mam sprać cię na kwaśne jabłko,– Garret mruknął półgębkiem. Fenris skrzywił się. Chwilę wcześniej rozwiązanie wydawało się jak najbardziej logiczne. To było jednak chwilę wcześniej, a obecnie - więcej niż samobójcze. Nawet jak na standardy maga, które pod tym względem były niezwykle wysokie. Lub niskie, zależnie od punktu widzenia.

- Jeśli przeżyjesz, dam się sprać na kwaśne jabłko.

- Varric, zanotuj to, i nie krępuj się przy 'upiększaniu',– Hawke zmrużył oczy, występując do przodu.


- Varric,- Fenris powoli położył na stole najnowszy rozdział jednej z powieści krasnoluda.- Venhedis kevesh. Co. To. Jest?

- O, jedna z tych lepiej się sprzedających. Możesz poprosić Hawke'a, żeby ci przeczytał.

- Odesłał mnie do Izabeli.

- I co, Grymasku?

- Przeczytała. Co. To. Jest?- Elf ledwie panował nad nerwowym tikiem. Pazury rękawic przebiły papier i wbiły się w drewno pod nim.- Żądam wyjaśnień.

- W końcu Hawke kazał mi zapisać i wzbogacić,- Varric swobodnie rozłożył ręce.

- Venhedis vasta avarum!- Fenris odwrócił się i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Jeden z zawiasów pękł i zawisły krzywo.

- Hm,- Varric powrócił do swojego zajęcia. Zastukał piórem w pergamin, szukając natchnienia i rozpoczął pisanie.

'Bujna pierś Ferilli unosiła się i opadała wraz z jej szybkim, głębokim oddechem. Przyłożyła dłonie do serca, wzdychając głośno.

- Oh, serah Raven, twoja odwaga i twoja siła poruszają we mnie struny, o których istnieniu nie miałam pojęcia,- spojrzała na dumnego wojownika.- Lecz wiedz, że jest ktoś, o kim pamięć mnie niewoli…'

- To będzie dobry rozdział,- Varric powiedział do siebie.