Rozdział pierwszy
Hachi's POV
Gdy zasnęła na kolanach Nobu niedługo po tym, jak porządnym uderzeniem rozcięła mu policzek, wyglądała jak anioł. Ukoiło to na moment wszystkie moje rany w sercu i wpatrywałam się w nią jak w obraz. Od pierwszego naszego spotkania uważałam jej urodę za unikalną, była piękna. Zwłaszcza w pełnym świetle, pomijając czy było ono naturalne czy sztuczne. Wciąż tylko dołował mnie fakt, że chciałam zostawić ją z tym wszystkim samą, wierząc że Takumi czeka na mnie w domu niczym kochający mąż. Idiotka.
Moja ciąża w dniu dzisiejszym okazała się być zagrożona, dlatego też Nana – nie słuchając moich protestów – zabrała mnie do naszego starego apartamentu, gdzie właściwie wszystko pozostało na swoim miejscu. Wcześniej musiała przez godzinę błagać o pozwolenie do pojawienia się w pokoju 707 swojego menadżera. Bał się, że wciąż kręcą się tam paparazzi, którzy przecież byli bardzo podekscytowani debiutem Black Stones, głównie ich wokalistką.
W tej chwili leżę w łóżku Nany i patrzę w sufit. Stwierdziła, że lepiej jeśli będzie mnie mieć na oku przez kilka następnych dni, żebym nie zrobiła niczego głupiego. Termin mam dopiero na za dwa tygodnie. Cały ten stres, ataki Nany, złość Takumiego, smutek Nobu... To wszystko wpłynęło na mój stan i życie mojego dziecka. Tak jak wspominałam – w apartamencie wszystko jest, jak było. Panuje tu cisza, jedyne co teraz mogłam usłyszeć to Nana krzątająca się po kuchni. Wspominała coś o zrobieniu kolacji, po to żebym regularnie jadła. Źle mi z tym, że ona się tak dla mnie poświęca, a ja nie potrafiłam rzucić wszystkiego dla niej, gdy najbardziej mnie potrzebowała. Na tą myśl schowałam twarz w poduszkę. Miałam ochotę wyć w nieskończoność, ale jestem na to zbyt wykończona i nie chcę by Nana to widziała. Dodatkowo nie wiem co zrobić w sprawie Nobu. Jestem z Takumim, ale on nawet nie ma dla mnie czasu, jest w Anglii i "załatwia sprawy". Wiem, że zraniłam Nobuo, ale nie cofnę tego oraz nie chcę grać na dwa fronty. Nie jestem do końca pewna, czy naprawdę go kocham, czy to kolejne złudzenie, miłość od pierwszego wejrzenia. Do tej pory było tak z każdym. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi i zachrypnięty głos Nany.
"Może nie jest to jakiś genialny posiłek, ale mam coś dla Ciebie, Hachi." Nana miała w dłoniach tacę, na której stał sok pomarańczowy oraz kilka kanapek. Postawiła ją na komodzie, po czym usiadła na brzegu łóżka. "Wszystko w porządku?"
Powoli podniosłam głowę z poduszki i usiadłam opierając się o poręcz łóżka.
"Tak, dziękuję Nana" powiedziałam uśmiechając się. Delikatnie go odwzajemniła, mimo że wcale nie miała na to ochoty. Po śmierci Rena strasznie schudła, prawie nic nie jadła, jej skóra jest bledsza, jej oczy są podkrążone. Była na skraju stanu, który można nazwać normalnym.
Gdy zjadłam, Nana odniosła brudne naczynia do kuchni i oświadczyła, że idzie się wykąpać, a ja mam spróbować zasnąć. Wiem, że się martwi, dlatego wygodnie ułożyłam się na boku i zamknęłam oczy. Nie mogę jednak zgubić własnych myśli o Nobu i Takumim. Poczekam więc, aż Nana położy się ze mną.
Nana's POV
Od kiedy Ren opuścił ten świat trudno było ze mną nawiązać jakikolwiek kontakt. Zawsze będę go kochać, ale tak naprawdę nasze relacje od dłuższego czasu nie były najlepsze, przez co będzie mi go brakować jeszcze bardziej. Nie miałam okazji z nim szczerze porozmawiać. Ciągle moja duma nie pozwalała mi na wiele rzeczy, dlatego między innymi z nikim nie rozmawiałam aż do teraz. Czuję się winna temu, że ciąża Hachiko jest zagrożona, częściowo przez moją sytuację dopadł ją stres, przez moje durne zachowanie. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że jest żoną Takumiego i to on jest na pierwszym miejscu, nie ja. Tymczasem chciałam ją tylko dla siebie, całą. Teraz straciłam Rena i nie mogę pozwolić sobie na stratę Hachi, więc muszę uszanować jej decyzje zanim uzna mnie za wariatkę i odwróci się ode mnie.
Czułam przyjemny dotyk wody zmieszany z chłodnymi brzegami wanny. Jak zawsze sięgnęłam po swoją paczkę papierosów i kilka razy usłyszałam klikanie mojej zapalniczki zanim odpaliłam jednego z nich. Zaciągnęłam się nim i spojrzałam za okno. Hachi pewnie już śpi w moim pokoju, niech wypocznie. Dopóki Takumi nie jest w Tokyo, zajmę się nią jak najlepiej, tak jak ona zajęła się mną po śmierci Rena. Tylko ona zrozumiała, że przy ostatnim moim ataku hiperwentylacji nie pomoże żadna papierowa torba. Dotyk jej ust niczym nie przypominał Rena, ale to że był inny, nie znaczy że zły. Był kojący niczym delikatne muskanie skóry przez fale morza. Później pamiętam już tylko moją rozmowę z Nobu, moment w którym go uderzyłam i płacząca Hachi przyciągająca mnie w swoje ramiona z całą możliwą siłą. Prawdopodobnie źle jej z całą tą sytuacją, wybrała bezpieczeństwo i pieniądze ze względu na dziecko, ponieważ to Takumi bez zastanowienia wziął na siebie odpowiedzialność za dziecko, podczas gdy Nobu nie mógł zaoferować nic poza swoją miłością. Hachiko jest typem osoby, która nie wie do końca czego chce, lecz wtedy doskonale wiedziała. Kierowała się dobrem dziecka, nie swoją miłością od pierwszego wejrzenia. Nobu do tej pory tego nie rozumie. To że dodatkowo Hachi sądzi, że kocha Takumiego nic nie znaczy. Ona wiecznie wybiera wygodniejszą miłość, tą bardziej oczywistą. Rani przy tym siebie i partnerów.
Przesiedziałam dobre pół godziny w zamyśleniu, więc ostatecznie umyłam się i założyłam bieliznę oraz białą podkoszulkę. Wyszłam z łazienki najciszej jak mogłam, myśląc że moja współlokatorka już śpi. W pokoju było już ciemno, powoli położyłam się na łóżku, a jako że nie chciałam obudzić Hachi nawet się nie przykryłam. Leżałam w tym momencie tyłem do niej.
"Nana", usłyszałam cichy szept z drugiej strony łóżka "jest zimno, okryj się, proszę." Jej głos brzmiał tak opiekuńczo, że postanowiłam obrócić się na drugi bok i spojrzałam na nią. Powstrzymywała łzy, mogę śmiało to stwierdzić, nawet jeśli panują egipskie ciemności w pokoju to wciąż widziałam jej zaczerwienione białka i miodowe tęczówki. Poczułam jak powoli i delikatnie mnie przykrywa przy okazji mnie obejmując.
"Wszystko w porządku, Hachi?" zapytałam cicho.
"Dopóki jestem tutaj z Tobą, to tak." Uśmiechnęłam się lekko. Teraz zostało mi spróbować zasnąć, dobrze że dali mi kilka dni wolnego od wszelkich wywiadów i spotkań, mam pretekst by z nią tutaj siedzieć i się nią opiekować. Dla dobra Satsuki, bo tak chciała nazwać ostatecznie swoje dziecko.
Gdy obudziłam się następnego ranka, poczułam że ktoś mnie obejmuje. To była Hachi. Wtuliła swoją głowę w moje ramię, wyglądała tak słodko. Ale jednocześnie domyśliłam się, że śniło jej się coś nieprzyjemnego, skoro teraz tak mocno się do mnie przytula. Musnęłam jej czoło i ostrożnie wydostałam się z łóżka, nie budząc jej przy tym. Będąc już w kuchni usiadłam przy stole, który sama zrobiłam ponad rok temu. Wyciągnęłam paczkę papierosów i odpaliłam pierwszego z nich w tym dniu. Promienie słoneczne przyjemnie muskały moją skórę dając przyjemne ciepło, a ich blask oświetlał całą kuchnię. Mocniej zaciągnęłam się nikotyną i powoli uwolniłam truciznę z płuc. Hachi śpi w pokoju, więc myślę, że palenie tutaj nie zaszkodzi. Wyjęłam telefon, by zobaczyć, że mam nową wiadomość. To Shin wypytywał się o Hachiko i to, jak się czuje. Uśmiechnęłam się lekko do siebie i postanowiłam odpisać mu jak tylko skończę palić. Shin mimo swojego wieku, zachowywał się jak dojrzały, dorosły osobnik. Dlatego też nie żałuję, że wtedy do nas dołączył. Nawet jeśli próbował nas okłamać z wiekiem. Pewnych rzeczy jednak nie da się ukryć. Po kilku minutach zgasiłam końcówkę od papierosa i odpisałam Shinowi, niech się zbytnio już nie martwi. Napiszę mu, żeby wpadł wieczorem, to sam się przekona, że Hachi z tego wyjdzie. Ja o to zadbam.
